DZIŚ
Dzień Pizzy
PODOBNE WIADOMOŚCI
- Nie tylko biznesplan » (22.04.2011)
- CEE Trust tylko do końca 2012 r. » (29.06.2010)
- FE&Y: Renata Hayder » (28.04.2010)
- Fundusz Lokalny Masywu Śnieżnika: Dorota Komornicka » (22.04.2010)
- Fundacja dla Polski: Agnieszka Sawczuk » (18.03.2010)
- Fundacja BGŻ: Małgorzata Zdzienicka-Grabarz » (08.02.2010)
FNP: Tomasz Perkowski, Elżbieta Marczuk i Jakub Wojnarowski
Fundacja na rzecz Nauki Polskiej jest największym pozabudżetowym źródłem finansowania nauki w naszym kraju. Nie przyznaje środków na projekty badawcze, ale nagradza i wyróżnia najlepszych naukowców. O działalności Fundacji rozmawiamy z Tomaszem Perkowskim, wiceprezesem zarządu FNP, Elżbietą Marczuk, główną specjalistką ds. informacji i promocji oraz Jakubem Wojnarowskim, dyrektorem ds. działalności programowej.
2009-08-25, 12.22
Działamy na rzecz społeczeństwa obywatelskiego
Jakub Wojnarowski (J.W.) – Jeśli zdefiniowalibyśmy społeczeństwo obywatelskie jako nowoczesne, samoorganizujące się, takie, w którym ludzie biorą odpowiedzialność za swoje czyny, to w tym sensie działamy na rzecz społeczeństwa obywatelskiego, gdyż staramy się wspierać poprzez nasze programy ludzi, a ściślej mówiąc naukowców, którzy mają duże osiągnięcia, wybijają się ponad przeciętność, którzy potrafią skutecznie zawalczyć o fundusze na ciekawe badania. Działamy na rzecz tej części społeczeństwa, która dotyczy nauki, badań, rozwoju szkolnictwa wyższego.
Tomasz Perkowski (T.P.) – Mamy też ofertę skierowaną do innych organizacji pozarządowych, ale stanowi ona mniej niż 10% naszej działalności. Polega to na tym, że zlecamy innym organizacjom realizację naszych programów, albo dofinansowujemy ich projekty. Wracając jednak do naszej roli w budowaniu społeczeństwa obywatelskiego, to trzeba też powiedzieć, że nasza Fundacja, która powstała w 1991 r., przez długi czas jako jedyna w Polsce działała w modelu fundacji endowmentowej, opartej na kapitale żelaznym.
Elżbieta Marczuk (E.M.) – Jesteśmy organizacją, która żyje z zysków z funduszu założycielskiego, czyli na tle polskich organizacji, które przeważnie korzystają z zewnętrznych źródeł dofinansowania, byliśmy czymś nowym i porównywalnym do instytucji w krajach zachodnich, gdzie takie formy działalności są bardziej popularne. Ten nowy na polskim gruncie model działania bywał zresztą powodem poważnych problemów Fundacji.
(T.P.) – Głośną sprawą był nasz spór z Izbą Skarbową, który zakończył się zmianą prawa na bardziej przyjazne fundacjom, które chciały budować swój kapitał żelazny.
Warto też powiedzieć, że staramy się spełniać rolę instytucji uzupełniającej działania administracji państwowej, czy raczej funkcjonującej tam, gdzie organy państwowe nie mogą działać efektywnie. Oznacza to, że wchodzimy w programy bardziej ryzykowne, niejako rozpoznając teren. Programy te później mogą być przejmowane przez agendy rządowe i realizowane na znacznie większą skalę.
(J.W.) –Mówiąc o ryzykownych programach mamy na myśli takie, które wchodzą w niesprawdzony jeszcze obszar badawczy czy naukowy, w tym sensie, że administracja podejmując decyzję o formule np. finansowania jakichś badań, działa powoli, bardziej pilnując procedur niż rezultatów. Tymczasem my możemy dość szybko podejmować elastyczne kroki, aby coś szybko przetestować. Jeżeli pojawia się potrzeba sfinansowania jakiegoś ryzykownego czy niespotykanego dotychczas projektu, wtedy Fundacja może to zrobić. Klasycznym przykładem było np. to, że w 1997 r. FNP bez praktycznie żadnych procedur mogła zareagować na potrzeby instytucji naukowych znajdujących się na terenach zalanych przez powódź. Praktycznie z dnia na dzień wysłaliśmy tam pieniądze, czy maszyny do osuszania, żeby ratować zbiory z zalanych bibliotek czy archiwów. Decyzja została podjęta ad hoc – pojawiła się nagła potrzeba, procedura administracyjna trwałaby zbyt długo, a Fundacja korzystając ze swojej elastyczności i swobody zareagowała na potrzebę chwili.
I jeszcze jedna ważna sprawa. FNP jest też członkiem założycielem Forum Darczyńców, a Forum działa na rzecz tworzenia pewnych standardów grantodawstwa w naszym kraju, czyli także na rzecz społeczeństwa obywatelskiego.
Chcemy osiągnąć
(J.W.) – Kiedyś, trochę żartobliwie próbowaliśmy sobie definiować to w ten sposób, że chcielibyśmy, aby w efekcie wspierania najlepszych naukowców pojawił się wreszcie polski laureat Nagrody Nobla w obszarze nauki.
(T.P.) – I oczywiście byłby to jeden z laureatów Nagrody Fundacji na rzecz Nauki Polskiej.
(E.M.) – Rzeczywiście, już od kilkunastu lat w rozmaitych medialnych „giełdach” kandydatów do Nagrody Nobla, wśród polskich naukowców wymienianych w tej grupie, znajdują się właśnie laureaci Nagrody Fundacji, która jest obecnie najważniejszym wyróżnieniem naukowym przyznawanym w Polsce.
(T.P.) – Ale oczywiście, poza Nagrodą Nobla dla Polaka, stawiamy sobie też cele bardziej taktyczne. Mamy ambicje budowania standardów dotyczących przejrzystości działania i standardów dotyczących zarządzania kapitałem żelaznym, gdyż coraz więcej organizacji w naszym kraju stara się budować ten kapitał. Przejrzystość i dobre praktyki to nasze nadrzędne zasady, także w procedurach przyznawania wsparcia. Naukowcy mogą się o nie ubiegać wyłącznie poprzez organizowane przez nas konkursy, które rozstrzygane są na podstawie oceny peer-rewiev czyli oceny osiągnięć uczestników konkursów przez innych naukowców. Do oceny wniosków zapraszamy ekspertów będących autorytetami w swoich dziedzinach. A w ostatnich latach jest wśród nich coraz więcej uczonych zagranicznych.
(J.W.) – FNP jest jedną z największych fundacji w Polsce. Kiedyś środki, jakie przeznaczaliśmy na bezpośrednie dofinansowanie nauki stanowiły ok. 1% wszystkich środków przeznaczanych na ten cel w naszym kraju. Teraz, ze względu na środki strukturalne czy inne źródła finansowania, stosunek naszych pieniędzy do całej puli jest dużo mniejszy, ale wciąż jesteśmy przekonani, że znaczenie tych środków, mierzone rezultatami oddania ich do dyspozycji najzdolniejszym badaczom, jest większe niż proporcje procentowe naszego udziału w finansowaniu nauki w Polsce.
Myślę, że możemy zrobić taką cezurę czasową: przez pierwsze 10 – 12 lat działalności Fundacji naszym głównym celem finansowania była infrastruktura badawcza, gdyż polska nauka potrzebowała laboratoriów, aparatury, remontów, komputerów. Większość pieniędzy szła na ten cel. Z kolei mniej więcej w 2002 – 2003 r. linia finansowania ludzi i infrastuktury się przecięła. Teraz więcej pieniędzy przeznaczamy na wspieranie indywidualnych naukowców, ich pomysłów i idei. Krótko mówiąc naszym głównym celem jest rozwój polskich naukowców i myśli naukowej, przy czym definiujemy polskiego naukowca, jako uczonego pracującego w Polsce, niezależnie od jego narodowości, czy kraju pochodzenia.
Przeciwdziałamy
(T.P.) – Na przykład odchodzeniu z nauki młodych ludzi z powodów finansowych. Staramy się przeciwdziałać też ich emigracji. Chcemy, żeby wyjeżdżali za granicę i zdobywali doświadczenia w najlepszych ośrodkach na świecie, ale żeby potem wracali do kraju.
(E.M.) – Zasadniczo staramy się kreować wzorce pozytywne, a nie przeciwdziałać doraźnym problemom. Staramy się wyznaczać sobie cele z myślą o jakościowej poprawie sytuacji polskiej nauki, a nie skupiać się na łataniu jakichś niedostatków, które zauważamy.
(J.W.) – Misja Fundacji, sformułowana w latach 90. przez ówczesnego przewodniczącego Rady FNP profesora Janusza Sławińskiego, jest w 100% pozytywna – „wspierać tylko najlepszych, aby stali się jeszcze lepsi”. A to oznacza zdecydowane parcie do przodu, a nie skupianie się tylko na problemach.
Wspieramy
(J.W.) – Najlepszych! Nasza dewiza, którą już przywołałem, definiuje filozofię naszego działania. 20% najlepszych uczonych „produkuje” 80% liczących się wyników. Dlatego uważamy, że warto inwestować właśniew nich. W odróżnieniu od organów państwowych odpowiedzialnych za naukę możemy pozwolić sobie na takie myślenie. Mówiąc bardziej konkretnie – wspieramy naukowca na każdym etapie kariery naukowej. Oczywiście, to model idealny dla Fundacji, ale ze względu na szczupłość środków zidentyfikowaliśmy kilka takich kamieni milowych w rozwoju kariery naukowej, które są istotne i na nich koncentrujemy swoje środki. Są to studia doktoranckie, jako rozpoczęcie kariery, potem staż podoktorski, zagraniczny wyjazd, powrót do Polski, a potem budowanie własnego zespołu. Te elementy stanowią główne filary naszego myślenia o tym, w jaki sposób wspierać naukowców.
(T.P.) – W praktyce oznacza to realizację ponad 20 różnych programów. Dla najmłodszych uczonych mamy program „Start”, w którym dajemy nieukierunkowane stypendia po to, żeby młody człowiek miał swobodę prowadzenia badań i żeby pozostał w nauce. W programie „Kolumb” wysyłamy ludzi na staże naukowe za granicę. Programem „Powroty/Homing” staramy się ich ściągnąć z powrotem, dając pewną poduszkę finansową na okres aklimatyzacji w kraju. Program „Focus” skierowany jest do naukowców otwierających swój pierwszy samodzielny zespół naukowy. Program „Mistrz” przeznaczony jest dla uznanych naukowców, budujących swoją szkołę naukową. Są jeszcze Nagrody FNP, którymi staramy się nagradzać wybitne osiągnięcia najlepszych badaczy. Mamy jeszcze programy istniejące w Fundacji dopiero od roku i finansowane ze środków strukturalnych. Dzięki nim możemy zapraszać najlepszych naukowców zza granicy, czy to Polaków, czy obcokrajowców, aby rozwijali pomysły, które mogą mieć zastosowania komercyjne, albo żeby budowali oni w Polsce zespoły naukowe lub szkoły doktoranckie.
Najtrudniejsze w pracy z grantobiorcami jest...
(J.W.) – Szczególnie teraz, kiedy korzystamy jednocześnie z pieniędzy własnych Fundacji i środków pochodzących z funduszy strukturalnych, z Programu Operacyjnego „Innowacyjna Gospodarka”, które są obarczone określonymi procedurami, zastrzeżeniami, trudne jest pogodzenie naszej wizji bycia instytucją przyjazną, idącą beneficjentom na rękę, uelastyczniającą procedury z jednoczesnym wymogiem restrykcyjnej kontroli nad sposobem wydawania pieniędzy przez beneficjentów, wynikającym z dysponowania środkami UE. Trudne jest znalezienie złotego środka pomiędzy naszą elastycznością, a koniecznością sprawdzenia, czy fundusze strukturalne, które im przekazujemy są rzeczywiście dobrze wydawane.
(T.P.) – Zwłaszcza, że nasi beneficjenci, którzy należą do elity intelektualnej w Polsce, miewają jednak czasem problemy z odnalezieniem się w rzeczywistości regulaminów, procedur, które są jednak nieodłącznym elementem funkcjonowania instytucji grantodawczej. Marginalnym problemem, ale dla nas bardzo istotnym jest też kwestia uczciwości naukowej. Wszystkie nasze programy oparte są o konkursy. Wnioski przechodzą przez system oceny recenzenckiej, jednak system w pewnym stopniu opiera się także na zaufaniu do osób, które kandydują i na tym, że to, co one podały we wniosku jest zgodne z rzeczywistością. Zdarzyło się jednak kilka incydentalnych przypadków, kiedy okazywało się, że to, co zostało do nas zgłoszone, nie całkiem pokrywało się ze stanem faktycznym.
(E.M.) – Na pewno też wiele problemów praktycznych w relacjach Fundacji z beneficjentami wynika z systemu prawnego, w jakim funkcjonują naukowcy i obowiązujących przepisów na uczelniach czy w instytutach naukowych. Nasze podejście, gdzie staramy się koncentrować na potrzebach beneficjentów, niestety czasem rozbija się o bezwład administracyjny i biurokrację. I z tym, ani Fundacja, ani beneficjenci nie mogą sobie czasami poradzić.
(J.W.) – Trudne z punktu widzenia Fundacji jest również to, że wspieramy osoby indywidualne, a nie organizacje. Ale wspieranie osób indywidualnych oznacza tak naprawdę to, że partnerem w realizacji danego projektu jest naukowiec, który się do nas zgłosił oraz uczelnia, w której pracuje. Umowa, jaką podpisujemy na dany projekt jest więc zwykle umową trójstronną, co rodzi problemy prawne, o których mówiła Ela. Oznacza to, że automatycznie stajemy się mediatorami, negocjatorami, arbitrami i rozstrzygamy różnego rodzaju spory czy problemy, które pojawiają się na poziomie uczelni czy instytucji naukowej, co też pochłania wiele czasu.
(T.P.) – Generalnym problemem Fundacji jest również przebicie się z naszą ofertą do powszechnej świadomości całego środowiska naukowego. Przez długi czas staraliśmy się jak najlepiej pokazywać nasze poszczególne programy, ale ostatnio doszliśmy do wniosku, że być może trzeba zmniejszyć ich liczbę i wtedy będzie łatwiej wyjść nam z przekazem na zewnątrz. Często nam się bowiem zdarzało, że ktoś przychodził do Fundacji i mówił, że świetnie by było, aby powstał taki to, a taki program. Tymczasem okazywało się, że właśnie taki program istnieje w Fundacji już od kilku lat, ale ten ktoś o tym nie wiedział, bo program nie przebił się do powszechnej świadomości.
W tym roku dążymy do...
(T.P.) – Największym wyzwaniem jest dla nas realizacja programów finansowanych z funduszy strukturalnych, gdyż od niedawnadystrybuujemy środki publiczne i jest to dla nas w dużej mierze nową sytuacją. Jest to wyzwanie administracyjne, ponieważ są to olbrzymie środki. Ich uzyskanie wiąże się z podwojeniem, a w kolejnych latach nawet potrojeniem rocznego budżetu programowego Fundacji. Ponadto, są to programy bardzo obwarowane restrykcyjnymi przepisami administracyjnymi. Jest to również dla nas wysiłek finansowy, gdyż jak to zwykle bywa z programami europejskimi, nasze koszty są pokrywane dopiero po jakimś czasie. Dlatego sami musimy zakładać i wydawać pewne kwoty, które zostaną nam zwrócone po pewnym czasie,
Dużym wyzwaniem jest także zachowanie spójności organizacyjnej Fundacji. Z jednej strony mamy bowiem programy realizowane z kapitału żelaznego, dającego nam dosyć dużą swobodę działania i elastyczność. Z drugiej, mamy programy strukturalne, znacznie większe pod względem finansowym, ale tam musimy już podporządkować się wymogom wynikającym z realizacji Programu Operacyjnego i znacznie bardziej skomplikowanej procedurze biurokratycznej. Powstają więc jakby dwa obrazy Fundacji, czego byśmy nie chcieli. Zależy nam, aby nadal zachować wizerunek organizacji przychylnej dla naszych beneficjentów.
(J.W.) – Zawsze i w każdej chwili dużym wyzwaniem jest także to, żeby zapewnić obiektywność procedury recenzenckiej, czyli to, żeby każda osoba, która zgłasza się do Fundacji miała rzeczywiście równe szanse na otrzymanie dofinansowania. A kiedy już otrzyma to dofinansowanie, żeby miała zapewnioną jak najlepszą jakość obsługi swojego projektu i wsparcie od ludzi z FNP.
(E.M.) – Dużymi krokami zbliżamy się do rocznicy dwudziestolecia istnienia Fundacji. Rok 2011 będzie więc dla nas rokiem szczególnym, w którym na pewno pojawią się podsumowania i bilans tego, co udało się Fundacji osiągnąć w ciągu tych lat. Będzie to dla nas też świetna okazja do intensywniejszej niż na co dzień wymiany myśli ze środowiskiem, któremu służymy i ponownego zastanowienia się nad rolą, jaką spełnia Fundacja w zmieniającym się dynamicznie w ostatnich latach systemie nauki w Polsce. Możemy więc już dziś obiecać świętowanie, ale bez spoczywania na laurach.
Dr Tomasz Perkowski
Urodził się w 1969 r. w Warszawie. Jest absolwentem AR w Szczecinie, studiów podyplomowych w Central European University w Budapeszcie oraz MBA na Uniwersytecie Szczecińskim.
W Fundacji na rzecz Nauki Polskiej pracuje od 2000 r. Od 2001 piastuje w niej stanowisko wiceprezesa zarządu, dyrektora ds. rozwoju i informacji.
Jakub Wojnarowski
Urodził się w 1978. Absolwent Uniwersytetu Warszawskiego i Central European University w Budapeszcie. Jest członkiem Zespołu Doradców Strategicznych Premiera. W FNP pracuje od 2004 r. i pełni funkcję dyrektora ds. działalności programowej.
Elżbieta Marczuk
Urodziła się w 1976 r. w Warszawie. Jest absolwentką Uniwersytetu Warszawskiego i Podyplomowego Studium Komunikacji Społecznej i Mediów PFUN i IBL PAN.W FNP pracuje od 2001 r. jako główny specjalista ds. informacji i promocji.
źródło: inf. własna ngo.pl
Uwaga! Przedruk, kopiowanie, skracanie, wykorzystanie tekstów (lub ich fragmentów) publikowanych w portalu www.ngo.pl w innych mediach lub w innych serwisach internetowych wymaga zgody Redakcji portalu!
SKOMENTUJ
KOMENTARZE
Nie ma żadnych komentarzy
Redakcja www.ngo.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy.









