DZIŚ
Dzień Pizzy
Odzyskać ulice
To widać na pierwszy rzut oka: w polskich miastach nie pomieści się już więcej samochodów. Organizacje rowerzystów przekonują, że w większości samochody dadzą się zastąpić rowerem.
Zielone Mazowsze, Wrocławska Inicjatywa Rowerowa, Rowerowa Łódź, Rowerowy Toruń – skoncentrowane na promocji dwóch kółek grupy funkcjonują w wielu dużych polskich miastach. Jeżeli działają sprawnie, mogą znacząco wpłynąć na wydatki budżetowe miast i kształt transportu miejskiego.
Ruch promotorów roweru jest przede wszystkim właśnie ruchem, a
nie siecią formalnie umocowanych organizacji. Główne środowiska
rowerowe z polskich miast są zrzeszone w nieformalnej sieci „Miasta
dla rowerów”. Od jej powstania w 1995 r. koordynuje ją Marcin Hyła
z Krakowa. Prowadzona przez niego strona www.rowery.org.pl to
ogólnopolskie archiwum wydarzeń i akcji. Zapleczem instytucjonalnym
dla sieci jest obecnie Polski Klub Ekologiczny. Według niektórych,
to za mało – Polska jest jednym z nielicznych krajów europejskich
bez członkowskiej organizacji rowerowej na poziomie krajowym
(organizacje takie są skupione w European Cyclists Federation z
siedzibą w Brukseli).
W Polsce można
Największy sukces polskiego ruchu rowerowego to jednak nie Kraków,
ale Gdańsk. To tam, dzięki grantowi Global Environmental Fund i
bliskiej współpracy władz oraz organizacji rowerowych, powstały
modelowe drogi rowerowe. Okazało się, że w Polsce również można
budować infrastrukturę rowerową na najwyższym poziomie, i że znajdą
się ludzie, którzy będą jej używać. Obecnie Trójmiasto przymierza
się do stworzenia ok. 130 kilometrów tras, za astronomiczną, jak na
polskie warunki, kwotę 140 mln zł. Takie projekty oznaczają, że
władze miejskie doceniły rolę roweru w transporcie i organizacje
społeczne w zasadzie mogą spocząć na laurach. Niestety, świadomość
władz pozostałych polskich miast jest na o wiele niższym poziomie.
Tam od działania organizacji rowerowych w dużej mierze zależy, na
ile poważnie będą traktowane rowery.
Oddolnie
Polska nie ma ogólnopolskiego planu wspierania transportu
rowerowego. Umocowanie zrównoważonego rozwoju jako jednej z polityk
horyzontalnych Unii Europejskiej nie skutkuje znacznym udziałem
inwestycji w ekologiczne środki transportu w całym kraju. I tak na
przykład według raportu Instytutu na rzecz Ekorozwoju z maja 2008
r., w województwie opolskim prawie całe dostępne dla transportu
pieniądze idą na drogi. Inaczej w Pomorskiem: około połowy funduszy
zasila inwestycje w ekologiczny transport zbiorowy i ruch rowerowy.
Odrębnym problemem jest zbyt pobieżna regulacja infrastruktury
rowerowej w prawie. Efektem jest masa błędów dokonywanych przy
projektowaniu i budowie tras rowerowych przez ludzi, którzy nimi
nie jeżdżą. „Nieustannie trzeba stać z pompką nad projektantami” –
mówi Hyła. To wyzwanie dla aktywistów: w każdym mieście należy
uchwalić normy infrastruktury rowerowej (regulujące takie rzeczy,
jak nawierzchnie, promienie skrętu, krawężniki czy częstotliwość
sprzątania liści). W każdym mieście dyskusja na temat umocowania
prawnego tych norm oraz wyższości asfaltu nad kostką musi się
przetoczyć od nowa. Co prawda w Sejmie działa ponadpartyjna Grupa
Rowerowa, jednak nikt nie spodziewa się uchwalenia ogólnopolskich
norm jeszcze w tej kadencji.
Umocuj się formalnie
Co jest konieczne, aby wprowadzić „na dobre” rowery do
miasta? „Przede wszystkim wola polityczna” – mówi Hyła. Ale zaraz
potem dodaje: „Jednak nawet bez niej można coś zdziałać, pracując z
urzędnikami niższego szczebla”. Zapytani o warunki umożliwiające
sukces, urzędnicy mówią, że kluczowa dla sukcesu jest wiedza
techniczna po stronie rowerzystów (na ogół w polskich metropoliach
za transport rowerowy odpowiada jedna przepracowana osoba, przez
którą przechodzą wszystkie miejskie plany). Według Marka Utkina
współpracującego z rowerzystami z ramienia Urzędu Miasta
Stołecznego Warszawy ich udział w radach technicznych to główny
sposób wywierania wpływu. Istotne jest również, aby obowiązek
takiej współpracy był zapisany w miejskim prawie – w Warszawie jest
tak od 2007 r. „Teraz, jeżeli inwestor chce coś zrobić po swojemu,
można się odwołać, stosując kodeks postępowania administracyjnego”
– mówi Utkin. O tym, jak ważny jest formalny wymóg uwzględnienia
głosów organizacji, przekonała się niedawno Sekcja Rowerzystów
Miejskich z Poznania. Tam od kilku lat audyt rowerowy (ocena
jakości infrastruktury) odbywał się na podstawie umowy
dżentelmeńskiej – aż do grudnia 2008 r., kiedy miasto przestało tę
umowę respektować.
Wejdź do urzędu
We Wrocławiu, mieście również ze sporymi osiągnięciami na polu
rowerowym, środowiska promujące ten środek transportu postawiły na
wejście do urzędu miasta na stałe. W 2006 r. przygotowały raport
pod tytułem „Polityka rowerowa Wrocławia”, sygnowany przez
Dolnośląską Fundację Ekorozwoju. Odpowiedzią była głucha cisza.
Głośno zrobiło się dopiero wtedy, gdy rowerzyści wnieśli i położyli
przed gabinetem Prezydenta pięćdziesięciokilogramowy złoty
krawężnik – symbol jednej z bolączek rowerzystów. Wkrótce potem
miasto zdecydowało się zrealizować jeden z postulatów raportu –
zatrudnić Oficera Rowerowego odpowiedzialnego za kontakty ze
środowiskiem i przegląd wszystkich dokumentów pod kątem ich wpływu
na infrastrukturę rowerową. Wśród wymagań dla kandydatów do tej
pracy znalazło się „jeżdżenie rowerem przez cały rok”. Nic
dziwnego, że został nim jeden z aktywistów.
***
MASA KRYTYCZNA
„My nie tamujemy ruchu, my jesteśmy ruchem drogowym” – pod takim hasłem zbierają się rowerzyści w setkach miast na świecie, także w Polsce. Cele Masy to przede wszystkim pokazanie, że rowerzystów jest naprawdę dużo, a także symboliczne „odzyskanie” ulic i zaznaczenie swojego krytycznego stosunku do dominującej polityki transportowej.
Masy odbywają się najczęściej w ostatni piątek miesiąca w czasie popołudniowego szczytu (a więc rozpoczynają się o 17.00 lub 18.00). Pierwsza Masa odbyła się w San Francisco w 1992 r.
Wśród organizatorów ścierają się poglądy, na ile spontaniczne, a na ile zorganizowane mają być Masy, a także, czy celem powinno być zatamowanie ruchu samochodów poprzez zajęcie wszystkich pasów, czy też – to podejście mniej konfrontacyjne – powinno się zapewnić dostępność jezdni dla innych pojazdów. Największa polska Masa – warszawska, dochodząca do 2500 uczestników – jest zarejestrowana i nie zajmuje całości jezdni. Koszty rejestracji są pokrywane z wpływów z dystrybuowanych na miejscu zbiórki „szprychówek” – zalaminowanych kartoników potwierdzających uczestnictwo w każdym kolejnym przejeździe. Największa na świecie Masa w Budapeszcie (zebrała 80 tysięcy rowerzystów w kwietniu 2008 r.) nie jest w żaden sposób legalizowana.
***
CO ROBI ORGANIZACJA ROWEROWA?
Działania prorowerowe to aktywność dla długodystansowców. „Niektóre z tras, które obecnie buduje się w Polsce, były w »w procedurze« od 2000 r.” – mówi Hyła.
Nie da się ukryć – ze „zrowerowaniem” miasta jest sporo roboty. Trzeba po pierwsze zawalczyć o długoterminowy plan rozwoju transportu rowerowego, który będzie legitymizował nasze działania, po drugie pilnować jakości każdej kolejnej inwestycji, a po trzecie sprawić, że inwestycje rowerowe będą rzeczywiście używane.
Najważniejsze zadania to:
- Doprowadzenie do uchwalenia polityki rowerowej miasta wraz ze standardami infrastruktury rowerowej i docelowym przebiegiem tras. Poza trasami rowerowymi bardzo ważne są też miejsca do parkowania, których brak pojawia się wysoko we wszystkich rankingach przyczyn, dla których ludzie nie jeżdżą rowerami.
- Przegląd wszystkich tworzonych przez urząd miasta planów zagospodarowania przestrzennego (można tam zapisać np. liczbę miejsc na parkowanie rowerów w stosunku do liczby mieszkańców), budżetów i specyfikacji przetargowych na inwestycje drogowe oraz konkretnych projektów.
- Audytowanie tego, co zostało wybudowane (czyli po prostu przejazd po każdej nowej trasie przed jej oficjalnym „odbiorem”) – urzędnicy często nie są w stanie skontrolować jakości nowej ścieżki rowerowej, bo... nie mają rowerów.
- Działania edukacyjne i kampanie społeczne na rzecz zmiany zachowań transportowych (uwaga ekolodzy – ludzie przesiadają się na rowery, kiedy pokazać im osobiste korzyści – zdrowie, szybkość, oszczędność pieniędzy; argumenty o wpływie na środowisko nie działają).
Zła wiadomość: o ile można uzyskać dotacje na projekty edukacyjne, o tyle opiniowane rozlicznych planów to w zasadzie zawsze wolontariat.
***
WOJCIECH MAKOWSKI – działacz i trener praw człowieka, koordynator kampanii w polskiej sekcji Amnesty International
Artykuł ukazał się w dwumiesięczniku gazeta.ngo.pl. Zamów prenumeratę.









