DZIŚ
Dzień Pizzy
PODOBNE WIADOMOŚCI
- Europa decyduje » (23.09.2008)
- Turystyka: jak to robią na wyspie Wolin » (16.06.2011)
- Kraków rozmawia o inwestycjach » (13.06.2011)
- Strzelecki eksperyment » (31.03.2011)
- Edukacja: jak to robią w Jarocinie » (07.02.2011)
- Głos łodzian się liczy – czyli jak spożytkować osiedlowy budżet » (01.02.2011)
- System współpracy samorządu z organizacjami » (05.08.2010)
O budżecie partycypacyjnym w gminie naszej słów kilka
Chociaż coraz więcej osób w Polsce zaczyna interesować się budżetem partycypacyjnym (PB od angielskiego zwrotu participatory budgeting), to wciąż jednak za mało wiemy i za mało dyskutujemy nad możliwościami jego wykorzystania w naszych samorządach.
Budżet partycypacyjny ma wiele zalet. Świadczy o tym dynamika, z jaką kolejne miasta przyjmują tę formułę. Zaczęło się w 1989 r. w dalekim brazylijskim mieście Porto Alegre. To tam po raz pierwszy wprowadzono formułę PB przy tworzeniu budżetu miasta.
Mieszkańcy dyskutują i decydują
Budżet partycypacyjny to nowatorskie podejście do finansów samorządowych. Polega ono na tym, że mieszkańcy danego miasta poprzez cykliczne zebrania sąsiedzkie, osiedlowe czy dzielnicowe, a nawet ogólnomiejskie, poświęcone np. edukacji czy ochronie zdrowia, dyskutują nad tym, jakie inwestycje powinny być w ich najbliższym otoczeniu zrealizowane. Mieszkańcy mają możliwość podzielenia się swoimi potrzebami, opiniami o usługach świadczonych przez administrację czy pomysłami na rozwiązanie nurtujących ich problemów. W trakcie takich spotkań tworzona jest lista priorytetów inwestycyjnych. Lista ta jest przyjmowana poprzez głosowanie, poprzedzone dyskusją. Priorytety uszeregowane są od najważniejszych do najmniej istotnych. Osoby uczestniczące w zebraniu wybierają również delegatów/ki, którzy/e będą ich reprezentowały w dalszych etapach prac nad budżetem. Lista priorytetów jest dla delegatów/ek instrukcją czego mają się dopominać. Delegaci/tki zobowiązani są do przedstawiania opinii i argumentacji mieszkańców. W trakcie dalszych prac z udziałem wybranych przedstawicieli/ek mieszkańców oraz urzędników miejskich i radnych sporządzany jest budżet miasta, który następnie mają zaakceptować mieszkańcy. Na końcu rada gminy uchwala budżet, administracja zaś przystępuje do jego realizacji, często we współpracy z mieszkańcami.
Powyżej przedstawiłem ogólny schemat PB. Trzeba jednak pamiętać, że jego formuła jest bardzo szeroka i zależy w dużej mierze od lokalnego kontekstu, w którym się rozwija.
Praktyczna szkoła obywatelskości
Wprowadzanie mechanizmów budżetu partycypacyjnego wnosi wiele pozytywnych zmian w życiu lokalnych społeczności. Najważniejsze to zwiększenie jawności i przejrzystości gospodarki publicznymi pieniędzmi, a co za tym idzie, poprawa efektywności ich wykorzystania. Wzrasta także udział mieszkańców w życiu społeczności i ich odpowiedzialność za rozwój miasta. PB nazywany jest często praktyczną szkołą obywatelskości. Dzięki takiemu systemowi pracy nad budżetem publicznym, wzrasta poziom inwestycji w biedniejszych rejonach miast oraz zwiększa się zakres inwestycji adresowanych do słabszych grup społecznych. PB uznawany jest za skuteczne narzędzie walki z ubóstwem i wykluczeniem społecznym, co m.in. zostało wyrażone podczas 5. Europejskiego Spotkania Osób Dotkniętych Ubóstwem pod patronatem prezydencji austriackiej. Poprzez włączenie mieszkańców w określanie priorytetów i przydzielanie środków, samorządy lokalne mogą skuteczniej odpowiadać na potrzeby społeczności.
Tysiąc miast na świecie
Zalety budżetu partycypacyjnego zostały szybko docenione. Szacuje się, że już ponad tysiąc miast na świecie eksperymentuje z różnymi wersjami tego mechanizmu. Wszystkie je łączy to, że o budżecie miasta nie dyskutuje się już za zamkniętymi drzwiami gabinetów, ale publicznie – z mieszkańcami. Modele i metody tych dyskusji są różne, jednak – co najważniejsze – nie są to pojedyncze wydarzenia, ale powtarzalne działania. O sukcesie we wprowadzaniu PB decyduje bowiem powtarzalność procesu, zarówno w czasie jednego cyklu budżetowego (wiele spotkań), jak i w kolejnych latach.
Budżet partycypacyjny przywędrował również do Europy. Tak jak w pozostałych częściach świata, także tutaj rozwija się bardzo dynamicznie. O ile w 2000 r. z PB eksperymentowało sześć europejskich miast, to w 2005 r. było ich już ponad pięćdziesiąt, a obecnie jest ponad sto. Przodują miasta hiszpańskie, portugalskie, francuskie i brytyjskie. Oprócz tego PB rozwija się również we Włoszech, Niemczech czy Szwecji. Wśród europejskich miast, które próbują stosować zasady PB są m.in. Lizbona, Paryż, Rzym, Londyn, Berlin, Sewilla, Cordoba. W dużych metropoliach są to działania na poziomie dzielnic, zaś w mniejszych miastach PB obejmuje całe miasto.
Aby sobie zaufać
Największe sukcesy PB odnosi w Hiszpanii i Portugalii. W Portugalii budżet partycypacyjny wprowadzany jest w dwudziestu pięciu miastach. W większości są to niewielkie miejscowości, liczące od 5 do 30 tys. mieszkańców. Jednak PB zaczyna docierać również do takich metropolii jak Lizbona czy Braga. Propagatorzy BP w Portugalii i innych krajach Europy dążą przede wszystkim do zmniejszenia dystansu pomiędzy wybranymi reprezentantami a wyborcami i odbudowy wzajemnego zaufania między nimi.
Wieloma osiągnięciami we wprowadzaniu PB może pochwalić się także Wielka Brytania. Sukcesy i zalety partycypacyjnej metody budżetowania zostały dostrzeżone przez brytyjski rząd, który opracował Narodową Strategię Rozwoju PB i zapisał w niej m.in., że celem jest wprowadzenie PB we wszystkich samorządach do 2012 r. Pierwszym brytyjskim miastem, które zdecydowało się spróbować z PB było Salford w 2002 r. Od tego czasu obserwujemy dynamiczny rozwój PB na wyspach brytyjskich. W Wielkiej Brytanii eksperymentowanie z PB rozpoczynało się od tzw. „small grants”, czyli niewielkich kwot pieniędzy, często pochodzących od sponsorów, a nie od miasta, o których przeznaczeniu decydowali mieszkańcy podczas zebrań. Z czasem kwoty te rosły, zaś lokalne władze coraz chętniej przeznaczały kolejne środki pod osąd mieszkańców.
Nie ma PB bez informowania
A co z Polską? Jakie możliwości wprowadzania PB znajdują się w naszym kraju? Ponad rok temu Stowarzyszenie Liderów Lokalnych Grup Obywatelskich uruchomiło program Laboratorium Monitoringu Budżetu (LMB), którego jednym z celów było przyjrzenie się, na ile mieszkańcy mogą uczestniczyć w procesie tworzenia budżetu w gminach oraz jakie są możliwości prawne wprowadzania mechanizmów PB w polskich samorządach.
Doświadczenia wyniesione z LMB pokazały nam, że władze samorządowe w wielu polskich gminach, nie są zainteresowane pobudzaniem obywatelskiej aktywności. Świadczy o tym przede wszystkim sposób, w jaki podchodzą do podstawowego elementu wzbudzającego aktywność oraz partycypację społeczną, czyli informowania mieszkańców. Władze samorządowe nie potrafią zrozumieć, że dostęp do informacji odgrywa kluczową rolę w rozwoju lokalnym. Nie zdają sobie sprawy z tego, że poinformowany i aktywny obywatel i obywatelka są dodatkowym, ale jakże znaczącym źródłem siły rozwojowej gminy. Zapominają, że ich rolą jest zaspokojenie zbiorowych potrzeb mieszkańców. Wiadomo nie od dziś, że aby zaspokoić czyjąś potrzebę, trzeba ją najpierw poznać. Poznać potrzeby mieszkańców można zaś poprzez włączanie ich w dyskusje nad kształtem budżetu gminy.
Mamy prawo uczestniczyć
Stała komunikacja z mieszkańcami jest jedną z podstawowych metod pobudzania ich aktywności, uczestnictwa w sprawach gminy. Systemy komunikacji samorządu z mieszkańcami w polskich gminach nie wyglądają najlepiej. Brakuje jasnych polityk informacyjnych, procedur zawierających jasno określone kanały i techniki komunikacji. Nie analizuje się, czy informacje przekazywane mieszkańcom są zrozumiałe, interesujące, zachęcające. Na wszystko te zarzuty zaś jest jedna odpowiedź: po co to wszystko, skoro ludzie się i tak nie interesują. A no po to, aby dać szansę zainteresować się tym mieszkańców, którzy by chcieli, ale nie wiedzą co, kiedy i jak się odbywa w ich miejscowości. Obywatele i obywatelki mają prawo uczestniczyć w życiu publicznym swojej gminy i to od nich zależy, czy z tego prawa skorzystają. Obowiązkiem zaś władz jest im to prawo zabezpieczyć poprzez dostarczanie stosownych informacji, nie tylko wtedy, kiedy sobie tego zażyczymy, ale informując wszelkimi dostępnymi środkami o tym, co w gminie się dzieje.
Nie chcą lub nie umieją
Analiza prawnych możliwości udziału mieszkańców w podejmowaniu decyzji przez władze gminne pokazuje wyraźnie, że nie ma żadnych przeciwwskazań, aby mieszkańców angażować najszerszej, jak tylko potrafimy we wspólne podejmowanie decyzji.
Niestety, wykorzystanie mechanizmów konsultacji społecznych jest na bardzo niskim poziomie. Choć w ustawie o samorządzie gminnym mowa jest o działaniach na rzecz krzewienia samorządności wśród mieszkańców oraz o tym, że władze mogą konsultować z mieszkańcami ważne sprawy dla życia gminy, to nasi włodarze nas nie zauważają. A jak już zorganizują konsultacje, to robią to w taki sposób, że cały proces mija się z celem. Można odnieść wrażenie, że o takich podstawach jak zasady i warunki przeprowadzenia udanych konsultacji chyba nigdy nie słyszeli. O promocji, edukacji oraz przedstawieniu mieszkańcom rzetelnej informacji na temat konsultowanych zagadnień – również.
Niestety nasi radni, wójtowie, burmistrzowie i prezydenci w ogóle nie dostrzegają zalet, jakie niesie dobrze zorganizowany system dialogu pomiędzy władzami i mieszkańcami. Ciągle króluje u nas przeświadczenie, że aktywni mieszkańcy to tylko dodatkowa praca i kłopoty. Najlepiej gdyby zajmowali się swoimi sprawami, a organizację działania samorządu zostawili urzędnikom i swym przedstawicielom.
Esencja samorządności
Gdy przyglądamy się pracy lokalnych samorządów, bardzo często zauważamy, że zupełnie nie działają tzw. jednostki pomocnicze gmin, czyli sołectwa, rady osiedlowe czy dzielnicowe. Ten szczebel samorządu jest bardzo często kompletnie nieprzejrzysty i niedoinwestowany, a przecież – jak zauważa prof. Michał Kulesza – jednostki pomocnicze są esencją samorządności. Badacze PB podkreślają, że duże znaczenie dla jego rozwoju mają już istniejące instytucje i struktury. W Polsce właśnie jednostki pomocnicze są doskonałym gruntem dla wprowadzania PB. Trzeba tylko dostrzec tego zalety.
Na szczęście powoli rośnie zainteresowanie mieszkańców tym, co w ich najbliższym otoczeniu się dzieje, pojawiają się otwarci samorządowcy, którzy chcą współpracować z organizacjami i mieszkańcami, i dostrzegają korzyści z takiej formy sprawowania mandatu. Coraz więcej jest opracowań pomagających organizować spotkania z mieszkańcami, konsultacje oraz politykę informacyjną w gminie. Wszystko to pozwala z nadzieją spoglądać w przyszłość PB w Polsce. Ludzie po prostu zaczynają domagać się szacunku. Płacą podatki i chcą mieć wpływ na to, co się z tymi pieniędzmi dzieje. Władza, która szanuje ludzi słucha ich, zachęca do wyrażania opinii, zaprasza do rozmowy i uwzględnia głos mieszkańców. Jest partnerem społeczeństwa obywatelskiego.
Budżet Partycypacyjny ma dużą szansę na zaistnienie w polskich samorządach. Potrzeba tylko dobrej woli, odwagi, otwartości i wiedzy o jego zasadach wśród władz samorządowych, obywateli i obywatelek oraz organizacji społecznych. Już teraz możemy wprowadzać i eksperymentować z tą formą rozwoju demokracji uczestniczącej w Polsce poprzez wykorzystanie istniejących struktur jednostek pomocniczych. Dużą rolę do odegrania mają organizacje pozarządowe, które mogą pomagać samorządom w organizowaniu np. prac jednostek pomocniczych, wspólnie pozyskiwać środki np. na programy małych grantów dla lokalnych społeczności w celu rozbudzania społecznej partycypacji. Tak czy inaczej budżet partycypacyjny jest niezwykle ciekawą i budzącą wiele nadziei formułą zmiany funkcjonowania lokalnych demokracji.
Zobacz także: Beata Szcześniak, "Europa decyduje" /wiadomosci/395898.html
*******
DAREK KRASZEWSKI − pracuje w Stowarzyszeniu Liderów Lokalnych Grup Obywatelskich. Koordynator projektu Laboratorium Monitoringu Budżetu. W wolnych chwilach prowadzi stronę poświęconą Zapatystom. Działa w kilku inicjatywach wolnościowych. W swojej lokalnej społeczności założył grupę obywatelską „Svoboda”.








