Kraków - Nowa HutaMÓJ WYBÓR – MOJA PRZYSZŁOŚĆ Kto złożył wniosek Fundacja na rzecz Dzieci ze Środowisk zagrożonych PLUS we współpracy z Krakowskim Stowarzyszeniem „Ocalić Szansę”
Miejsce i czas realizacji projektu: Kraków, Nowa Huta, 1 stycznia – 31 grudnia 2006
Czego dotyczy projekt Projekt „Mój wybór – moja przyszłość” polega na indywidualnym wspieraniu w rozwoju tzw. trudnej młodzieży z terenu Nowej Huty w Krakowie.
Do jakiej grupy jest skierowany Uczestnikami projektu są osoby w wieku od 14 – 24 lat. Nie mają zaufania do dorosłych, miewają kłopoty w szkole lub ją porzucili, bywają agresywni, wchodzą w konflikt z prawem. Ich zachowanie wynika z braku emocjonalnego wsparcia i z trudnej sytuacji życiowej: rodzinnej, socjalnej. Rodzice są często niewydolni wychowawczo, mają kłopoty z alkoholem, trudną sytuację życiową albo materialną itp.
Jaki problem projekt ma rozwiązać Nowa Huta jest dzielnicą poprzemysłową, miejskim postPGR-em, z wysokim wskaźnikiem bezrobocia, dużą skalą ubóstwa, gdzie problemy społeczne, na które odpowiada projekt „Mój wybór, moja przyszłość” są szczególnie widoczne. Jaskrawym przykładem, ilustrującym sytuację mieszkańców Nowej Huty, są tzw. „bloki cudów” – osiedle lokali socjalnych, do których kierowane są wyłącznie osoby bezrobotne lub mające problemy materialne itp. Takie warunki powodują, że młodzi ludzie z Nowej Huty mają utrudniony start w dorosłe życie. Młodzież nie ma zaufania do publicznych instytucji, które mają ich wspierać: nauczycieli, kuratorów. Oddziaływanie wychowawcze szkoły też jest ograniczone. Kraków ma stosunkowo rozbudowaną sieć placówek pomocy społecznej, świetlic środowiskowych itp. W Nowej Hucie nie ma natomiast miejsca, które sprzyjałyby pracy socjalnej z młodzieżą.
Zespół projektowy postanowił, że najważniejsze w tej sytuacji jest taka praca młodzieżą, która pozwoli im samodzielnie wkroczyć w dorosłe życie.
Za najważniejsze uznali: Udzielanie wsparcia emocjonalnego – którego nie zapewniają inni: rodzice, środowisko czy koledzy), budowanie relacji zaufania i bezpieczeństwa między młodą osobą, a jej indywidualnym opiekunem.
Motywowanie do nauki i pracy – przełamywanie postawy wyuczonej bezradności, pokazywanie, że „moje życie zależy ode mnie”.
Kształtowanie umiejętności społecznych – oferowanie pomocy psychologicznej oraz uczenie umiejętności współpracy z innymi ludźmi podczas warsztatów socjoterapeutycznych.
Pomaganie w nauce i w poszukiwaniu zatrudnienia – tak, aby poprawiły się wyniki w szkole lub młodzi ludzie usamodzielniali się życiowo.
Zagospodarowywanie czasu wolnego – udział w socjoterapeutycznych warsztatach artystycznych, rozbudzanie aspiracji młodych ludzi, i pokazywanie im sposobów samorealizacji i spędzania czasu wolnego, alternatywnych wobec ich dotychczasowych przyzwyczajeń.
JAKA MA ZAJŚĆ ZMIANA?Uczestnictwo w projekcie sprawi, że młodzież postawi sobie i zacznie realizować życiowe i zawodowe cele: poprawi wyniki w nauce, część z nich w ogóle wróci do szkoły albo zacznie naukę lub kurs. Najważniejszą konsekwencją realizowanego projektu będzie zmiana postawy i sposobu działania młodzieży, która uczestniczy w projekcie. Umiejętnośc budowania pozytywnych relacji z innymi ludźmi, opartych na zaufaniu i współpracy przełożą się pozytywnie na całe ich środowisko: – Z obywatelskiego punktu widzenia taka zmiana ma wpływ na wszystkich. Nie bałbym się zostawić wózka przed lokalem, bo wiem, że tam będzie – mówi Maciej Skoczołek.
JAK ZACZYNALI?Inicjatorami projektu były osoby z młodego, krakowskiego Stowarzyszenia „Ocalić Szansę”, powstałego zaledwie rok temu. Socjoterapeuci zrzeszeni w Stowarzyszeniu chcieli w systemowy sposób wykorzystać swoje merytoryczne kompetencje i doświadczenia zdobyte w pracy z trudną młodzieżą. Pracowali dotychczas w różnych miejscach, choć jedną metodą – stosowali socjoterapię.
Poszukiwali doświadczonego partnera, który pomógłby stworzyć projekt, ubiegać się o środki, a następnie pomóc rzetelnie nim zarządzać. Małopolski Urząd Marszałkowski skontaktował ich z Fundacją na rzecz Dzieci ze Środowisk Zagrożonych PLUS, która działała na Nowej Hucie. Stowarzyszenie mogło zaoferować, że projekt będzie realizował kompetentny zespół, a zastosowana przezeń metoda pracy (socjoterapia i mentoring) sprawdziła się wielokrotnie wcześniej i jest z powodzeniem stosowana w innych projektach społecznych. Fundacja PLUS miała z kolei dobre rozeznanie w środowisku społecznym Nowej Huty, dobre relacje z instytucjami, zajmującymi się rozwiązywaniem podobnych problemów oraz odpowiednio duże obroty finansowe, żeby móc ubiegać się o dotację. Współpracą z Fundacją gwarantowała też, że ubieganie o dotację prawie na pewno się powiedzie, a zarządzanie projektem – z pomocą doświadczonego partnera – będzie łatwiejsze.
JAK SIĘ PRZYGOTOWALI?W rozpoznaniu środowiska pomogła Fundacja na Rzecz Dzieci ze Środowisk Zagrożonych PLUS, która realizuje w Nowej Hucie podobne projekty, m.in. program „Starszy Brat, Starsza Siostra”, opierający się na podobnych zasadach: budowania trwałych relacji między dzieckiem a młodą osobą – wolontariuszem, która go wspiera (głównie w nauce).
Zespół projektowy skorzystał też z rezultatów innego unijnego projektu – Demos, który zakończył się w Krakowie dwa lata wcześniej. DEMOS to projekt badawczy finansowany ze środków Piątego Programu Ramowego Unii Europejskiej. W ramach projektu przeprowadzono zostały badania nowohuckich gimnazjalistów oraz młodzieży z ośrodków socjoterapii. Badano postawy młodych ludzi, ich cele życiowe, sytuację rodzinną, poziom zaufania do dorosłych, sposób spędzania przez młodych wolnego czasu, poczucie bezpieczeństwa, przejawy agresji, stosunek do używek. Stowarzyszenia wykorzystały wyniki badań DEMOSU do uzasadnienia potrzeby realizacji projektu. Głównym ekspertem podczas składania wniosku był Stanisław Myjak z Fundacji „Plus”. S. Myjak jest specjalistą EURO-NGO i pedagogiem – miał zatem wystarczająco dużo wiedzy, po pierwsze – dotyczącej pracy z młodzieżą (Fundacja realizuje podobne projekty), a po drugie – tego, jak skutecznie aplikować o unijne fundusze.
KIM SĄ UCZESTNICY?1. Młodzież z Nowej Huty Realizatorzy projektu pracują z 70-osobową grupą młodzieży, podzieloną (ze względu na metody pracy) na dwie grupy wiekowe: 15 – 18 i 19 – 24 lata. Młodzi ludzie pochodzą z okolic Nowej Huty w Krakowie. Uczestnicy projektu to tzw. trudna młodzież, która albo ma problemy z nauką, albo ją wcześnie porzuciła, sprawia kłopoty wychowawcze, ma małą motywację do nauki lub pracy (nawet jeśli jej już poszukuje).
2. Wolontariusze – studenci kierunków humanistycznych Realizatorzy postanowili zaangażować do pracy 14-osobową grupę studentów kierunków humanistycznych: pedagogiki, resocjalizacji po to, by nauczyć ich w praktyce pracy z trudną młodzieżą. W ten sposób wolontariusze wspomagają w działaniach właściwych opiekunów – realizatorów projektu.
JAK DOTARLI DO UCZESTNIKÓW?Wiele organizacji skarży się, że trudno im pozyskiwać uczestników do projektów, które realizują. Krakowskie stowarzyszenia nie miały z tym problemu, choć rekrutacja wymagała czasu i nakładu pracy. Sprawdziła się przede wszystkim metoda: nie ulotki, a bezpośredni kontakt, nieformalny i kumpelski – do młodych ludzi starano się docierać w taki sposób, by od razu zyskać ich zaufanie.
Sami idą do szkółPrzede wszystkim streetwalkerzy pojawiali się w szkołach i podczas lekcji zachęcali uczniów do udziału w projekcie, krótko prezentując to, co mogą im zaoferować. Ważna dla projektu okazała się pozytywna rekomendacja Kuratorium Oświaty, która pozwoliła bez przeszkód wejść streetwalkerom do szkoły.
Proszą o pomoc partnerówW rekrutację zaangażowano instytucje, które znały nowohuckie środowiska trudnej młodzieży. Byli to: pracownicy ośrodków pomocy społecznej, pedagodzy szkolni oraz kuratorzy społeczni. Ci sami kierowali swoich podopiecznych do programu. Czynił tak również Ośrodek Monar (młodzież starsza).
Skutecznie argumentują, że wartoW szkołach i miejscach, w których spotyka się nowohucka młodzież rozwiesili plakaty i ulotki. Młodszą grupę starali się zachęcić tym, że tworzą miejsce, w które będzie ich, gdzie sami będą decydować o tym, co się dzieje. Do starszych starali się trafić tym, że pomogą im szukać pracy, zaoferują szkolenia lub pomoc w powrocie do nauki.
Samo się roznosiPo rozpoczęciu projektu informacja o tym, że można przyjść na spotkanie, zaczęła krążyć pocztą pantoflową – młodzi ludzie, którzy już rozpoczęli pracę ze swoimi opiekunami, albo zaczęli spotykać się na spotkaniach, zachęcali do przyjścia kolegów lub rodzeństwo. Okazało się, że to jeden z najskuteczniejszych sposobów rekrutacji.
CO SIĘ DZIEJE W ŁAŹNI NOWEJ?Zespół projektowy wykorzystał kilka metod pracy z młodzieżą, które odpowiadają na ich potrzeby skuteczniej, niż klasyczne formy pracy socjalnej. Są to przede wszystkim socjoterapia i mentoring.
SocjoterapiaRealizatorzy projektu tworzą swoim podopiecznym pozytywną – i alternatywną wobec dotychczasowych – grupę odniesienia. Opiekunowie starają się swoim przykładem pokazywać pozytywne wzorce zachowań. Przełamują samym stereotypy złego dorosłego, na którego nie można liczyć, ale przeciwko któremu łatwo się występuje. Pokazują natomiast, że można z ludźmi współdziałać, komunikować się i współpracować bez tarć i przemocy.
MentoringZ młodymi ludźmi pracują opiekunowie (mentorzy), którzy pomagają urzeczywistnić założenia Indywidualnych Planów Rozwoju, stworzonych dla każdego z uczestników na początku projektu. Opiekun jest starszym kumplem – pomaga w nauce, wysłuchuje, pomaga rozwiązywać problemy w szkole lub w domu, a w starszej grupie dodatkowo pomaga w wyborze kursów zawodowych oraz poszukiwaniu pracy.
W tym sensie trudno wydzielić etapy realizacji projektu: harmonogram jest raczej formalny i porządkujący, nie odzwierciedla dokładnie tego, co się w projekcie dzieje. Formalnym kamieniem milowym jest np. rozpoczęcie cyklu warsztatów, ale dla opiekunów będzie to raczej fakt, że Basia (16 lat) rozstała się z agresywnym chłopakiem, wielokrotnym recydywistą, a Filip (14 lat) poprawił oceny z 8 przedmiotów. – Czasem wyciąga z kłopotów za uszy. Jedzie do kogoś w środku nocy, siada do fizyki w niedzielę – mówi Maciej Skoczołek.
CO SIĘ DO TEJ PORY WYDARZYŁO?1 .Od stycznia 2006 opiekunowie spotykają się ze swoimi podopiecznymi w offowym teatrze Łaźnia Nowa, który udostępnił im pomieszczenia. Tam dyżurują opiekunowie, odbywają się warsztaty i nieformalne spotkania. Lokal był do kapitalnego remontu, odnawiała go młodzież z opiekunami – była to okazja do tego, żeby się zintegrować i uznać to miejsce za „swoje”.
2. Na początku opiekunowie opracowywali Indywidualny Plan Rozwoju dla każdego z uczestników. W ten sposób ofertę edukacyjną dostosowali do konkretnych potrzeb każdego z uczestników. W Planach Rozwoju stawiali możliwe do realizacji życiowe i zawodowe cele: powrót do nauki w liceum wieczorowym, znalezienie pracy, poprawienie ocen z fizyki itp.
3. Każdy z uczestników weźmie udział w pięciu warsztatach aktywizujących. Pierwsze zajęcia rozpoczęły się w marcu 2006. Warsztaty prowadzone są metodami aktywnymi i dotyczą: zawierania przyjaźni, marzeń, planów na przyszłość, sposobów na radzenie sobie z agresją, komunikacji z innymi itp.
4. Starsza młodzież ma do wyboru również kursy zawodowe.Z projektu można dofinansować pn. kurs prawa jazdy, angielskiego, kurs barmański, kosmetyczki, manikiurzystki.
5. Uruchomiono grupę wsparcia dla wolontariuszy. Pracuje z nimi Fundacja PLUS. Dla wielu z nich to pierwszy kontakt z osobami, które – zgodnie z ich profilem studiów – mają wspierać. Udział w projekcie ma ich przygotować do pracy. – Czasami to, którym w głowie się nie mieściło, że podopieczny będzie przy nich przeklinał – mówi pracujący z nimi pedagog, Staszek Myjak. Wolontariusze przejdą trening dobrej komunikacji metodą VIT (patrz ramka).
6. Socjoterapeuci planują utworzenie małej grupy wsparcia dla rodzin. Tego projekt nie zakładał i jest to dodatkowy efekt jego realizacji. Zespół Stowarzyszenia ma bowiem coraz bliższy kontakt nie tylko z młodzieżą, ale również z jej rodzicami. Streetwalkerom udało się dotrzeć do rodziców poprzez bardzo bliski kontakt z ich dziećmi. Rodzice przychodzą na spotkania, dopytują, w jaki sposób mogą pomóc lub sami uczestniczyć w projekcie. Socjoterapeuci cieszą się, że rodzice nie traktują ich, jak specjalistów innych placówek. Normalnie rodzice niechętnie kontaktują się z nauczycielami, pracownikami socjalnymi lub kuratorami, bo często słyszą od nich, że popełniają błędy, że są niewydolni wychowawczo etc. W tym projekcie jest inaczej. Opiekunowie stosują przede wszystkim pozytywne wzmocnienia: chwalą dzieci w obecności rodziców, pokazują im pozytywne zmiany w ich zachowaniu i postawach. Wykorzystują kontakt z dziećmi, żeby mieć wpływ na całą rodzinę.
7. Trzy rodziny zdecydowały się na to, żeby metodą VIT popracował z nimi psychoterapeuta.
[W ramkę] Socjoterapia – socjalizacja poprzez oddziaływanie autorytetów i tworzenie pozytywnej grupy odniesienia.
Mentoring – indywidualna opieka i wspieranie w rozwoju: „jeden na jeden”, oparta na Indywidualnym Planie Rozwoju każdego z podopiecznych.
Streetwalking – pedagogika ulicy; pedagog środowiskowy, osoba, której podstawowym miejscem pracy nie jest placówka bądź biuro, ale środowisko, którego problemy stara się rozwiązać. Klasyczny streetwalker pracuje wyłącznie na ulicy. Socjoterapeuci w projekcie zapraszają natomiast w konkretne miejsce spotkań – do Łaźni Nowej.
VIT – holenderska metoda treningu komunikacji i pracy z rodziną, polegająca na nagrywaniu kamerą autentycznych, codziennych sytuacji w domu. Nagranie wraz z rodziną ogląda psycholog, który wyraźnie podkreśla mocne strony komunikacji (kontakt wzrokowy, pochwały, dawanie przestrzeni, słuchanie). VIT wykorzystuje się w pracy z wolontariuszami oraz w 3 rodzinach, które się na to zdecydowały.
JAKIE PLANUJĄ REZULTATY?Zespół projektowy założył, że wymiernymi, twardym rezultatem będzie przede wszystkim: poprawa wyników w nauce (połowa grupy młodszej), powrót do nauki (co najmniej 30 procent) i znalezienie pracy (co najmniej 30 procent uczestników). Wolontariusze zdobędą praktyczne umiejętności w pracy z młodzieżą trudną przez co będą bardziej wartościowymi kandydatami do pracy – już z doświadczeniem zawodowym.
Jednak najbardziej wartościowe są dla realizatorów miękkie rezultaty czyli zmiana w postawie, zachowaniu i sposobie działania młodzieży, z którą pracują. Założyli, że młodzi ludzie będą bardziej pewni siebie, mniej konfliktowi, samodzielni i otwarci na ludzi. Tak faktycznie się dzieje, choć trudno się z tego sprawozdać [o tym w dalszej części: „Problem 2: Chwalenie się sukcesami].
SKĄD WZIĘLI PIENIĄDZE?Do sfinansowania projektu wykorzystana została dotacja z Europejskiego Funduszu Społecznego, SPO RZL, Działanie 1.5. w wysokości 256 350 złotych. Fundacja PLUS wniosła również finansowy wkład własny – 2,600 zł, co stanowiło 1% wartości projektu.
Wkład własny Fundacji (już pozafinansowy) okazał się jednak większy niż przewidywali realizatorzy. Złożyło się na niego: - kredytowanie kosztów wynajęcia lokalu do prowadzenia spotkań z młodzieżą przez 58 dni, kiedy realizatorzy czekali na pierwszą transzę dotacji - pozyskanie sprzętu i mebli do lokalu (nieoczekiwanie wynajęto lokal nieumeblowany, a w budżecie nie było na sprzęt środków). Meble i sprzęt udało się pozyskać własnymi siłami - od firm i wolontariuszy - Urząd Miasta odstąpił 6 komputerów, które zostaną ustawione w świetlicy Łaźni Nowej, jej remoncie i umeblowaniu
JAKIE MIELI PROBLEMY?
Problem 1: Czekanie na dotacjęNajwiększym problemem okazało się nieuzasadnione nierealizowanie wniosków o płatność. Instytucja Wdrażająca wypłaciła Fundacji pierwszą transzę 58 dnia, dwa dni przed ostatecznym terminem, przewidzianym w umowie. Na przelanie pozostałych pieniędzy Instytucja Wdrażająca ma 40 dni. Oni czekali za każdym razem minimum 30. Stanisław Myjak, mówi, że nie rozumie tego sposobu działania: – Wypłata pierwszej transzy nie wiąże się z koniecznością dostarczania sprawozdań i ich oceny, bo tych jeszcze nie ma. Pieniądze są na koncie Departamentu Wdrażania, bo sam o tym mówi, po czym zwleka z wypłatą do ostatniego dnia, bez żadnego uzasadnienia.
Zwłoka frustrowała zespół, który najzwyczajniej w świecie kilka miesięcy czekał na wypłaty. Pierwsze wynagrodzenia otrzymali w marcu – pieniądze wygospodarowała Fundacja PLUS. Zwlekanie z płatnością oznaczało również kredytowanie .działań w projekcie. Realizatorzy wykładali na nie własne, prywatne pieniądze (np. kupili farby do odnowienia lokalu, materiały do warsztatów). Podobnie z opłacaniem lokalu – założyła Fundacja ze swoich własnych środków. – Teraz jest łatwiej, bo w Łaźni Nowej nas znają, ale jak mieliśmy na początku rozmawiać z najemcą lokalu? „Nie zapłacimy wam teraz, zapłacimy za dwa miesiące?” – mówi Maciej Skoczołek.
Realizatorzy mówią, że – o ile praktyka się nie zmieni – trzeba po prostu liczyć się z koniecznością „kredytowania” działań. Problem 2: Chwalenie się sukcesamiZespół projektowy kładzie nacisk na sprawozdawanie rezultatów twardych, robi to rzetelnie, ale sprawozdawczość traktują jak przykry, konieczny obowiązek. Realizatorzy założyli, że na początku i na końcu projektu młodzi ludzie wypełnią kwestionariusze, badające zmianę postaw. Są to dwie dość szczegółowe ankiety z pytaniami samoocenę oraz motywację do nauki. Realizatorzy zastanawiają się jednak, w jaki jeszcze sposób – oprócz skrupulatnego wypełniani list obecności – mogliby się chwalić sukcesami. Te są dla nich najbardziej satysfakcjonujące, ale mają wrażenie, że te nie zainteresują grantodawcy. – Kiedy Ł. przychodził na pierwsze spotkania, fruwały krzesła. Teraz zwraca się do mnie po imieniu, to sukces – mówi Maja, jedna z socjoterapeutek Stowarzyszenia.
Jednym z pomysłów jest rozbudowanie strony internetowej z indywidualnymi blogami uczestników projektu. Pisanie własnego bloga miałoby dla młodych atrakcyjniejszy wymiar niż wypełniane kwestionariusza. Z drugiej strony takie osobiste relacje mogłyby służyć do mierzenia i sprawozdawania miękkich rezultatów projektu.
Problem 3. Ograniczenia budżetoweFormalne wymogi SPO RZL nie pozwoliły na to, żeby projekt był większy. Organizacja mogła wnioskować jedynie o dwukrotność tych środków, jakimi sama obracała w ostatnim roku. Gdyby to było formalnie możliwe Fundacja PLUS złożyłaby wniosek o dużo większej wartości: można by zatrudnić i zaangażować w projekt większą liczbę opiekunów, objąć beneficjentów efektywniejszym wsparciem (np. przypadałoby więcej godzin mentoringu na jednego podopiecznego.
Metoda pracy środowiskowej zakłada, że jej realizatorzy będą elastyczni, będą proponować swoim podopiecznym działania, które w danym momencie są im potrzebne. Tymczasem we wniosek już na samym początku trzeba wpisać termin działań i ich koszt. Dziś zespół wie, że trzeba uważać przy projektowaniu budżetu. – Nie pomyśleliśmy, skąd weźmiemy meble. Nie zakładaliśmy, że wejdziemy do lokalu w którym trzeba ściany skrobać.
Realizatorzy uważają, że przydałaby się pula pieniędzy (na przykład określona w umowie dotacyjnej procentowo), którą można by dysponować we względnie dowolny sposób lub przesunąć jakąś część dotacji na działania, które okazują się bardziej potrzebne.
Problem 4: Reguły EFS wykluczające uczestnikówTrudności nastręczają wykluczające się założenia SPO RZL. Z jednej strony wymaga się od realizatorów twardych wyników dotyczących zatrudnienia: im więcej beneficjentów projektów EFS znajduje pracę, tym lepiej. Z drugiej strony – EFS stawia warunek, że minimum 69 procent uczestniczących w projekcie osób, pozostanie w nim do jego zakończenia. Jeśli zatem któryś z znajduje w trakcie projektu pracę (potencjalnie to dobrze) – to formalnie wypada z programu. Nie powinien dłużej uczestniczyć w zajęciach, ani korzystać ze opieki swojego mentora. Mimo tego, że nadal wymaga wsparcia, a stałe zatrudnienie jest tylko jednym z czynników sukcesu. W nowohuckim projekcie dotyczy to dwóch osób. W rzeczywistości socjoterapeuci utrzymują z nimi kontakt i otaczają opieką, choć nie wykazują tego w sprawozdaniu. Dobro uczestników bierze górę nad formalnymi wymogami projektu. Dla opiekunów oznacza to jednak pracę bez wynagrodzenia.
DLACZEGO IM SIĘ UDAJE?
Lepiej docierać do każdego z osobnaForma pracy społecznej z młodzieżą, na którą zdecydowali się projektodawcy, okazuje się skuteczniejsza niż te stosowane przez instytucje publiczne, często niedofinansowane lub przeciążone pracą. W projekcie każdy socjoterapeuta Stowarzyszenia ma pod opieką 10 osób. To 6, 7-krotnie mniej, niż zwykle ma pod opieką kurator społeczny lub pracownik socjalny. Po drugie, młodzież ma większe zaufanie do ludzi, którzy nie są związani z publiczną instytucją. – Do kuratora nie jedzie się w środku nocy, po zerwaniu z dziewczyną, nie dzwoni się do niego na komórkę, żeby przyjechał wyciągnąć z pokoju, w którym agresywny partner zamknął koleżankę.
Stowarzyszenia skuteczniejsze niż państwoMocną stroną projektu jest to, że realizuje go organizacja pozarządowa. Tej metody pracy, na którą zdecydowali się realizatorzy projektu, nie dałoby się skutecznie wdrożyć w instytucji publicznej: ośrodku wychowawczym, domu dziecka. Po pierwsze dlatego, że w stowarzyszeniom o wiele łatwiej dostosować lub zmienić działanie, niż zrobiłaby to instytucja, która ma sztywną strukturę, sposób podejmowania decyzji ograniczony formalnie). W Stowarzyszeniu dużo łatwiej choćby o elastyczne godziny pracy. Po drugie, inna jest motywacja do pracy: ludzie pracujący w obu Stowarzyszeniach łatwiej decydują się „mieszać życie prywatne z zawodowym, bo to dobrowolna inicjatywa obywatelska). „Nie ma niczego sztywnego i nieprzekraczalnego” – mówią.
Pracują w partnerstwieProjektu nie udałoby się sprawnie prowadzić bez doświadczenia Fundacji PLUS, która przejęła na siebie obowiązki zarządzania projektem. Stowarzyszenie „Ocalić Szansę” z jednej strony może się skoncentrować na pracy z młodzieżą. Z drugiej strony – uczy się zarządzania projektem i organizacją: tego, w jaki sposób zarządzać i sprawozdawać się z europejskich pieniędzy.
JAKIE MAJĄ RADY DLA INNYCH?
Myśl perspektywicznie Zespoły obu stowarzyszeń są przekonane, że tego typu działań potrzeba więcej i że to, co robią jest rzeczywiście skuteczne. Złożyli wniosek na kontynuację projektu (do tego samego Działania SPO RZL: 1.5 Wparcie młodzieży zagrożonej wykluczeniem społecznym), ale są gotowi pracować w Nowej Hucie nawet bez europejskich pieniędzy („My wiemy, że ich nie zostawimy i że oni nas nie zostawią” – mówią o swoich podopiecznych). Taka motywacja może się okazać, rzecz jasna, wypalająca lub zostać cynicznie wykorzystana przez jakąś instytucję, która zechce wyzyskiwać „zapaleńców”. Stowarzyszeniom takie podejście do własnych działań pozwala zaplanować je strategicznie i sensownie, ponieważ nie myślą w kategoriach jednego, rocznego projektu.
Śmiało zakładaj więcej działań związanych z rynkiem pracyW podobnych projektach (gdyby miały być finansowane z Działania 1.5) warto położyć jeszcze większy nacisk na orientację zawodową młodzieży, bo Program daje takie możliwości: można zatrudnić doradcę zawodowego lub zorganizować dla starszej młodzieży konkurs na biznes plan i dofinansowywać otwieranie własnej działalności gospodarczej. W ten sposób można przyznać raczkującym przedsiębiorcom nawet 20 tysięcy złotych na rozruch.
Szukaj innych źródeł pieniędzy Budżety podobnych projektów można próbować uzupełniać pieniędzmi z dotacji samorządowych: Urzędu Miasta, gminy czy ośrodków pomocy społecznej – przeznaczonych na pomoc społeczną i pracę socjalną z młodzieżą. Sami realizatorzy projektu „Mój wybór – moja przyszłość” planują to wkrótce zrobić: ich beneficjenci są zwykle klientami MOPS, a cele projektu odpowiadają polityce społecznej samorządu.
Imiona uczestników projektu zostały zmienione.
OPINIA BENEFICJENTA
Łukasz, lat 21 Mieszkam z mamą i siostrą w wynajętym mieszkaniu na Nowej Hucie, chwilowo mamy trudną sytuację. Druga siostra studiuje, mieszka z babcią. Mama dużo pracuje, mijamy się wieczorami. Hoduję raki, jeżdżę na ryby. W projekcie jestem od początku, jak odnawialiśmy pokoje po gołębiarzach w Łaźni Nowej, wszystko sami, to było fajne. Maciek i Iwona to są tacy ludzie, do których można w ciemno i ze wszystkim przyjść. Gdyby nie oni, to bym się nie pozbierał, bo już było naprawdę kiepsko. O drugiej w nocy do nich przyjechałem. Po rozstaniu z dziewczyną. Postawili mnie na nogi, powiedzieli, żebym nie patrzył w przeszłość. Przedtem chodziłem do wielu psychologów, ale to ludzie, którzy sami potrzebują pomocy. Nie wiem, co konkretnie chciałbym robić w przyszłości. Zastanawiam się. Ale wracam w październiku do szkoły – do technikum gastronomicznego, które przerwałem. Muszę tam zdać egzaminy. Papiery złożyłem w maju. Maciek pojechał ze mną, bez niego bym chyba tam w ogóle nie poszedł. I idę na kurs prawa jazdy. Mieliśmy warsztaty o tym, co byśmy chcieli robić w przyszłości. Napisałem, że chciałbym zrobić kurs pilota. Na to trzeba mieć jakieś dwadzieścia tysięcy, ale stwierdziłem, że się nie będę nad tym zastanawiał. Wszystko jest w końcu możliwe, trzeba tak zakładać.
Ostatnia modyfikacja: 19:09 16.10.2006
|

