Przejdź do treści głównej

Zmierzch darczyńców: Czas na lokalne pieniądze [wywiad]

archiwalne
CEE Trust powstał po akcesji krajów Europy Środkowo-Wschodniej do Unii Europejskiej i miał działać w okresie przejściowym. – Uważaliśmy, że dziesięć lat to dobry czas na znalezienie lokalnych źródeł finansowania – mówi Maureen Smyth, odznaczona Krzyżem Zasługi oficer programowa Fundacji im. Ch. S. Motta.

Małgorzata Borowska: – Zaczynamy te wywiady tak samo: czy naprawdę nadszedł czas, by odejść?

Maureen Smyth: Wie Pani, uważam, że w ciągu ostatnich dziesięciu lat udało nam się osiągnąć to, co zamierzaliśmy – zidentyfikowaliśmy kluczowe organizacje pozarządowe w każdym z krajów, w których działaliśmy, wiele z tych organizacji jest teraz silniejszych i może wnieść więcej do społeczeństwa obywatelskiego, niż miało to miejsce, gdy uruchamialiśmy nasze powiernictwo Europy Środkowej i Wschodniej.

Czym to Pani mierzy? To znaczy, na podstawie czego określiliście, że skończyliście swoje zadanie?

M.S.: – Ta praca nigdy się nie kończy, ale sądzę, że nasze zadanie tutaj skończyło się, gdyż CEE Trust nie został stworzony jako stała instytucja, miał to być fundusz kilkunastoletni, który miał wspomóc społeczeństwa w okresie przejściowym, gdy kraje, w których działaliśmy, starały się o członkostwo w Unii Europejskiej. Uważam, że odegraliśmy ważną rolę we wzmacnianiu kluczowych lokalnych organizacji udzielających grantów, np. Fundacji Stefana Batorego, bułgarskiego Warsztatu Inicjatyw Obywatelskich – i mamy nadzieję, że będą one kontynuować przyznawanie grantów, które rozwijaliśmy przez ostatnie dziesięć lat, by wzmacniać społeczeństwo obywatelskie. Ostatnio skupialiśmy się na organizacjach strażniczych, pojawiają się problemy z rosnącą korupcją, populizmem i nacjonalizmem, więc uznaliśmy, że czas zainwestować również w takie organizacje.

Jak pani pamięta Pani swoją pierwszą wizytę w Polsce?

M.S.: – To było na początku lat 90., odwiedziłam Warszawę i Kraków. Fundacja Motta – niezależnie od CEE Trust zajmowaliśmy się również przyznawaniem grantów w tych wszystkich krajach – sprowadziła członków naszego powiernictwa do Polski. Byli tam wtedy prawdziwi liderzy z wizją, przedsiębiorczy ludzie, uznaliśmy, że jest to świetne miejsce do inwestowania.

A miała Pani jakieś przeczucia, w stylu „to będzie proste” albo „tu będzie ciężko” czy „tutaj warto zainwestować”?

M.S.: – Nigdy nie uważałam, że to będzie proste. W tamtym czasie, gdy CEE Trust był tworzony, kilku kluczowych fundatorów zaczęło się wycofywać z regionu, wielu z nich włożyło środki w powiernictwo i kontynuowaliśmy działalność w regionie, ale wielu tego nie zrobiło. Wkładając pieniądze w fundusz, mogliśmy uzyskać dodatkowe fundusze od kilku innych dużych amerykańskich fundacji, których w innym przypadku nie moglibyśmy pozyskać.

Mówiła Pani, że wiedziała, że nie będzie łatwo. Co z nami jest trudnego?

M.S.: – Na pewno podejmowaliśmy ryzyko w doborze osób i organizacji, inwestowaliśmy w raczkujące organizacje, byliśmy gotowi na walkę z długoterminowymi problemami. Wiedzieliśmy z naszego doświadczenia w Stanach Zjednoczonych, że wzmacnianie trzeciego sektora to długa praca i ciągłe wyzwania, a utworzenie silnych instytucji wymaga czasu. Dlatego sądzę, że CEE Trust, działając na przestrzeni całej dekady, dał nam okazję zainwestować w kluczowe organizacje. Zmiana tego, jak ludzie odnoszą się do swojej społeczności i procesu podejmowania decyzji również wymaga czasu. Wiedzieliśmy od początku, że część z naszych grantów będzie nietrafiona, a niektóre spośród organizacji upadną. Jednak równocześnie rozumieliśmy, że nasz sukces będzie polegać na skutecznym wynajdywaniu tych organizacji, które rzeczywiście się rozwiną i staną się katalizatorami zmiany.

Mam na tę okazję taki pesymistyczny argument, że "lokalne, prywatne granty" to jest niewielki odsetek budżetu przeciętnej organizacji. W badaniach kondycji sektora pozarządowego, obserwujemy stałą tendencję polegającą na tym, że połowa budżetu organizacji pozarządowych pochodzi z funduszy publicznych. Dla niektórych organizacji – np. organizacji strażniczych, o których mówi Pani, że warto w nie inwestować – nie jest to najlepszy model.

M.S.: – Zgadzam się z Panią, ale sądzę, że część z nich będzie dotowana przez takie organizacje jak Fundacja Batorego. Zgadzam się, że czasem trudno jest organizacjom strażniczym, bo zajmują się rzeczami, które nie budują serdeczności rządu wobec nich – i tak powinno być. Niemniej powtarzam, że według nas powinny być w stanie pozyskiwać środki od osób prywatnych lub ze źródeł europejskich. Wiem, że kilka partnerstw dla środowiska otrzymuje środki od Norwegów. Jest trochę dostępnych źródeł finansowania. Pani wie o tym pewnie lepiej, niż ja, co nie zmienia faktu, że jest trudno. Również trudności nastręcza recesja w gospodarce.

To prawda, zauważyliśmy to. Mamy taką hipotezę, że nasz system odpisu 1% podatku na organizacje pozarządowe powoduje, że indywidualni darczyńcy znikają. To widać w tegorocznych badaniach: przedsiębiorstwa i osoby prywatne dają mniej pieniędzy.

M.S.: – Tak jest – to samo dotyczy USA. Choć w Stanach Zjednoczonych sektor pozarządowy jest o wiele większy i dostępne źródła finansowania są o wiele bardziej zróżnicowane, to jednak – a mówię to jako od niedawna emerytowany pracownik Fundacji Motta – mamy beneficjentów, którzy dosłownie błagają o pieniądze, bo osoby prywatne w recesji takiej, jak ta, dają grosze – fundacje też dają grosze, bo mamy pewne ograniczenia prawne i jeżeli majątek fundacji skurczył się w kryzysie, to jej możliwości finansowania stają się ograniczone.

Dlatego pytałam, czy to naprawdę czas, by odejść, ale rozumiem, że w recesji wszyscy jesteśmy w takiej samej sytuacji.

M.S.: – Zgadza się. Dlatego, choć odejść jest trudno, realistycznie patrząc CEE Trust powstał, gdy Polska, Czechy, Słowacja i Węgry były na dobrej drodze do członkostwa w Unii. Po akcesji kilku fundatorów ogłosiło, że jako USA nie mogą już dotować państw, które należą do Unii Europejskiej, ale my mieliśmy poczucie, że okres przejścia będzie znacznie dłuższy i dlatego powstał CEE Trust. Niemniej już wtedy uważaliśmy, że dziesięć lat to dobry czas na znalezienie lokalnych źródeł finansowania.

Nie zamierzałam kadzić, ale z okazji odznaczenia trochę się złamię: CEE Trust zawsze był uważany za jednego z najbardziej otwartych i elastycznych donatorów – można było przyjść z każdym pomysłem, oczywiście w ramach programu, co stało w kontraście do podejścia darczyńców europejskich – bardzo formalistycznych i wymagających szczegółowego przestrzegania zasad.

M.S.: – Tak, można to nazwać modelem amerykańskim, zbudowanym na otwartości i elastyczności. Szczerze wierzę w wagę społeczeństwa obywatelskiego w zakresie kształtowania opinii, budowania społeczności, wpływania na podejmowanie decyzji – może bardziej, niż ma to miejsce w Europie, która ma silniejszy model państwowy. Zatem tak, nasz sposób działania odzwierciedla metody pracy amerykańskich fundacji. Mamy oczywiście swoje wytyczne dotyczące przyznawania grantów i szczegółowe programy, ale zawsze jesteśmy otwarci na nowe pomysły i nowe podejścia.

Czy nauczylibyście tego samego instytucji europejskich, z którymi teraz mamy dużo do czynienia?

M.S.: – Często to słyszymy. Sądzę, że po części polega to na tym, że kultury europejska i amerykańska rozwinęły się inaczej. Jest wiele rzeczy, które jako Amerykanka podziwiam w Europie. W Stanach walczymy z problemem, jak zapewnić powszechny dostęp do służby zdrowia – w Danii to nie jest problemem.

Ale grantodawcy chyba będą tęsknić…

M.S.: – Doceniam to (śmiech). Fundacja Motta nadal dotuje ten region, ale już korzystając z doświadczeń w krajach takich jak Polska na przykład w zakresie wymiany informacji i wsparcia takich krajów jak Ukraina, gdzie w tej chwili działamy bardzo intensywnie, przed którą jest jeszcze daleka droga.

To w jakiej części świata Trust jest teraz według Pani najbardziej potrzebny?

M.S.: – Powstawały podobne organizacje grantowe, wspierające lokalny trzeci sektor – prawdopodobnie wie Pani, że istnieje Black Sea Trust, Balkans Trust i Baltic Trust – Fundacja Motta nie była zaangażowana w tę organizację, nie wiem, czy ona nadal działa, może też się już zamyka. Istnieją podobne pośrednie organizacje dotujące w Afryce i Ameryce Łacińskiej, ale nie wiem nic o żadnej nowej inicjatywie w tym regionie. Kto wie?

Słyszałam, że niektóre fundacje chcą wspierać Arabską Wiosnę.

M.S.: – Tak, jest zainteresowanie tym tematem. No i Fundacja Sorosa działa na całym świecie.

Modele działania organizacji w tak wielu różnych regionach, które Pani wymieniła, mają różne modele działania. Czy Trust ma dla nich wszystkich te same "ideologiczne" wytyczne, których zawsze przestrzegacie przy przyznawaniu dotacji?

M.S.: – Tak. Trust bardzo dokładnie rozważa propozycje dotacji. Szukamy organizacji, które oczywiście w jakimś stopniu są wizjonerskie, ale również sprawdzamy, czy są dobrze zarządzane, szczegółowo przyglądamy się sprawozdaniom finansowym, zwracamy uwagę na przejrzystość. Prócz posiadania świetnego pomysłu ważna jest umiejętność jego wdrożenia oraz transparentność. Szukamy wizjonerskich, oddanych idei liderów, którzy są również zainteresowani uczeniem się i dzieleniem się tą wiedzą z innymi.

Mam wrażenie, że w połączeniu z otwartością tutaj się to sprawdziło.

M.S.: – Świetnie, dobrze to słyszeć.

Dziękuję za rozmowę i gratuluję odznaczenia.

***

Maureen Smyth jest byłą wiceprezeską ds. programowych i komunikacyjnych Fundacji Charlesa Stewarta Motta. Kierowała działaniami programowymi fundacji, w tym programami grantowymi i projektami specjalnymi wdrażanymi przez fundację, nadzorowała działania związane z komunikacją. Gdy w 1988 roku rozpoczynała swoją pracę w Fundacji, kwota przeznaczana na granty wynosiła 22 miliony dolarów. W 2011, gdy ogłosiła, że czas odejść na emeryturę, na granty przeznaczano już 93 miliony dolarów. Przedtem sprawowała funkcje wicedyrektorki ds. programowych oraz konsultantki kluczowych publikacji fundacji. W Europie Środkowej i Wschodniej wdrażała w życie programy Fundacji Motta. Dzieki jej osobistemu zaangażowaniu doszło do powstania Trust for Civil Society in Central and Eastern Europe, którego celem jest udzielanie wsparcia instytucjom społeczeństwa obywatelskiego i odpowiadanie wyzwaniom jakie przed nimi stoją. W Polsce zarówno Fundacja Motta, jak i CEE Trust zapewniły rozwój i realizację programów dotyczących praw człowieka, rozwój filantropii indywidualnej i korporacyjnej. Obecnie Maureen przewodniczy zarządowi Great Lakes Protection Fund oraz działa w komitecie doradców przy Michigan Land Use Institute. jest członkinią zarządu Trust for Civil Society for Central and Eastern Europe, a wcześniej działała w Council of Michigan Foundations, Environmental Grantmakers Association, Michigan’s Children, a także w Council on Foundation’s Legislation and Regulations Committee.


Informacja własna portalu ngo.pl

Źródło: inf własna (ngo.pl)
Uwaga! Przedruk, kopiowanie, skracanie, wykorzystanie tekstów (lub ich fragmentów) publikowanych w portalu www.ngo.pl w innych mediach lub w innych serwisach internetowych wymaga zgody Redakcji portalu!
Wyraź opinię 3 0

Skomentuj

KOMENTARZE

  • lokalne pieniądze ~Kot 26.11.2012, 02:41 ta Pani niestety wierzy w cuda lub naprawde nie zna polskich realiow. Tu zadnych konkretnych pieniedzy lokalnych na strukturalna stabilizacje organizacji raczej nie bedzie. Tu zawsze urzedom udawalo sie kwestie zrzucic na zagraniczne srodki ktore wlasnie z Polski jak widac zaczynaja sie wycofywac. Zreszta kto tak naprawde tam dostal wsparcie. Tylko Ci co mieli duzo np. Fundacja Batorego - bez urazy ale taka prawda a co z mniejszymi podmiotami np. mniejszosci narodowych i etnicznych w Polsce. Czy naprawde ta Pani uwaza, ze wszystko zostalo zalatwione bo ja akurat moge pokazac ze nie zostalo..... ale takie podejscie zagranicznych fundacji bylo do przewidzenia. Polska jak zwykle odkladala rozwiazania na pozniej.... bo srodki z zewnatrz byly to po co swoje ruszac itd :) ODPOWIEDZ

Redakcja www.ngo.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

  • demokracja
  • działalność międzynarodowa
  • organizacje wspierające
  • społeczeństwo obywatelskie