Przejdź do treści głównej

Gliniana (r)ewolucja

autor(ka): Jolanta Koral
2012-10-23, 12:38
archiwalne
Cohabitat - pionierzy budownictwa naturalnego w Polsce, fot. Aleksander Prugar.
Budowanie ze słomy i gliny zdobywa w Polsce coraz więcej zwolenników, którzy mają dość mieszkania w betonie i stali. Grupie Cohabitat udało się zgromadzić wokół idei budownictwa naturalnego pokaźną grupę społeczników, naukowców i ludzi, którzy chcą żyć w poszanowaniu dla natury.

Grupa Cohabitat to znacznie więcej niż biuro projektowe, spółdzielnia socjalna i fundacja – to już cały ruch społeczny, „ekosystem” ludzi, organizacji, przedsiębiorstw, który projektuje, wdraża w życie i popularyzuje rozwiązania architektury naturalnej.

Więcej zdjęć w galerii „Inwestorzy Społeczni 2012” >

Wszystko zaczęło się w 2007 roku, gdy Paweł Sroczyński rozpoczął trzeci semestr architektury na Politechnice Łódzkiej. „Uświadomiłem sobie, że nie bardzo interesuje mnie wiedza, którą zdobywam na uczelni. Miałem wrażenie, że konwencjonalna architektura nie wpływa dobrze ani na człowieka, ani na jego przestrzeń życiową. To skłoniło mnie do szukania innych ścieżek. Zacząłem czytać o budownictwie naturalnym, które wtedy nieśmiało wchodziło do Polski. Poczułem, że to właściwa droga”.

Zaczął zbierać książki i informacje o domach ze słomy i gliny, wykorzystaniu naturalnych ekosystemów i odnawialnych źródeł energii w mieszkalnictwie – tą wiedzą dzielił się z internautami na swoim blogu. Jego pierwsi klienci zamówili u niego projekt 180-metrowego domu z garażem i piwnicą ziemną w technice strawbale, która wykorzystuje prasowane kostki słomiane do izolacji ścian. „To był punkt zwrotny, bo oni mi zaufali, choć nie miałem wtedy wielkiej wiedzy ani praktyki” – mówi.

Uznał, że jeśli chce na poważnie zajmować się budownictwem naturalnym, musi wiedzieć i umieć więcej, zatrudnił się więc w zgierskim biurze projektowym. Był wtedy na drugim roku studiów. Dzięki blogowi zgłaszali się do niego kolejni klienci. Wokół budownictwa naturalnego zaczął tworzyć się ruch – głównie w internecie. Po roku współpracy z różnymi grupami, m.in. platformą internetową Ekowioska.pl, którą współzakładał, uznał, że pora zadziałać na własną rękę.

Miły dla oka, oddychający, trwały

Domy naturalne mogą być łatwiejsze w budowie i tańsze niż te stawiane tradycyjnymi metodami, świetnie zaizolowane i – wbrew obiegowym opiniom – bardzo trwałe. Najpierw kładzie się fundament – najczęściej betonowy, rzadziej kamienny, bo jest drogi. Potem buduje się drewniany (zwykle sosnowy) szkielet domu i kładzie dach. Poszycie może być też naturalne: gont, strzecha, wióry osikowe, może być blacha. Drewnianą konstrukcję wypełnia się sprasowanymi kostkami słomy. Na koniec – instalacje i tynki: wewnątrz dwie lub trzy warstwy tynku glinianego (sypką glinę rozrabia się z wodą, piaskiem i sieczką), na zewnątrz – najczęściej wapiennego.

„Mieszka się w nim wspaniale” – mówi Marta Rybczyńska, właścicielka zaprojektowanego przez Sroczyńskiego domku z gliny i słomy. „Ma specyficzny mikroklimat, w którym świetnie czują się alergicy. W lecie nawet na poddaszu panuje miły chłód, a w zimie jest ciepło. Dom jest też miły dla oka”.

W styczniu 2011 roku Paweł Sroczyński założył pracownię projektową – Studio Architektury Naturalnej Cohabitat Atelier (tworzy je dziś czworo architektów). Dzięki dofinansowaniu z powiatowego urzędu pracy na działalność gospodarczą w wysokości 19 tys. zł można było kupić sprzęt budowlany; Sroczyński myślał o organizowaniu warsztatów budownictwa naturalnego i taki sprzęt bardzo by się przydał.

Pierwsze warsztaty były skromne: 17 osób przez 10 dni budowało pod Zgierzem mały domek z gliny i słomy. Uczestnicy uczyli się od zera – zaczynali od kopania fundamentów. Drugie warsztaty, zorganizowane w kwietniu 2011 roku w Laskowicach Pomorskich pod Bydgoszczą, zgromadziły już 35 entuzjastów ekodomów z całej Polski. Poprzedził je festiwal naturalnego budownictwa Cohabitat Gathering, zrealizowany dzięki wsparciu UNDP (Program Narodów Zjednoczonych ds. Rozwoju). Festiwal realizowany był w formule TEDx, bardzo popularnej na Zachodzie, a także już w Polsce: przez kilkanaście minut ciekawi ludzie, wizjonerzy, naukowcy przedstawiają zebranym swoje idee. Festiwal ma pokazywać alternatywne sposoby życia, prezentować rozwiązania dotyczące np. ekobudownictwa, alternatywnych źródeł energii czy permakultury, które można stosować w praktyce (dokumentacja jest dostępna dla wszystkich). To forum umożliwiające polskie i zagraniczne kontakty społeczników, naukowców, architektów.

„Festiwal i warsztaty pozwoliły nam dotrzeć z ideami do bardzo szerokiego grona osób w całej Polsce. Okazało się, że to nie tylko fanaberia, ale istotna potrzeba wielu osób, które chcą zmienić swoje życie” – mówi Sroczyński.

Dom Marty Rybczyńskiej powstał właśnie podczas warsztatów w Laskowicach Pomorskich. Jest malutki – około 25 m kw powierzchni, parterowy z poddaszem mieszkalnym, pokryty świerkowym kaszubskim gontem, wewnętrzne ściany mają piaskowo-żółty kolor dzięki naturalnym pigmentom dodanym do gliny. Marta, z wykształcenia prawnik, mieszka w Warszawie. „O działaniach Cohabitatu dowiedziałam się z internetu. Wysłałam do Pawła Sroczyńskiego chyba najdłuższy mejl, jaki dostał w życiu!” – śmieje się Marta. „Napisałam, że naturalny dom to moje marzenie, chciałabym stworzyć miejsce, wokół którego skupialiby się ludzie podobnie myślący”.

Domek, który na razie służy jako dom letniskowy, ma być zaczątkiem Osady Słomiany Zapał (gospodarstwo ekologiczne, warsztaty ceramiczne, hodowla psów), gdzie różnej maści zapaleńcy będą mogli realizować swoje pasje. W przyszłym roku powstanie duży dom mieszkalny z gliny i słomy, do którego Marta i jej rodzina przeniosą się na stałe.

„Sam dom ze słomy nie zrobi żadnej rewolucji” – mówi Sroczyński. „Wokół niego powinien powstać cały ekosystem, który gwarantuje mieszkańcom bezpieczne i komfortowe życie: zamknięty cykl obiegu materii (np. toalety kompostowe), pozyskiwanie na miejscu owoców i warzyw zgodnie z zasadami permakultury, wykorzystanie energii słonecznej. To nie utopia – większość technologii potrzebnej człowiekowi do wygodnego życia można wytworzyć i naprawić własnymi rękami. Cohabitat chce opracować i udostępniać takie technologie”.

Ekosystem Cohabitat

Warsztaty wyłoniły zespół ludzi, którzy chcieli realizować projekty powstałe w Cohabitat Atelier – tak powstała spółdzielnia socjalna Cohabitat Build, zarejestrowana w lutym 2012 roku. Jej prezesem został Maciej Reimann, który po warsztatach w Laskowicach zdecydował się podjąć wyzwanie organizacji firmy. Ma 29 lat, dyplom inżyniera architekta i studiuje internetowo w Centre for Alternative Technologies w Walii. „Od dawna interesowałem się alternatywnymi sposobami i formami budowania. Swoją wiedzę i pasję chciałem wykorzystać na polskim rynku, ale nikt nie potrzebował ludzi takich jak ja, uznałem więc, że muszę sam stworzyć sobie miejsce pracy” – mówi. „Odpowiadała nam formuła spółdzielni: wszyscy członkowie są współwłaścicielami, każdy głos jest tak samo ważny, wiele decyzji trzeba konsultować ze wszystkimi członkami, szukać porozumienia, a nawet konsensusu. Liczyło się także i to, że mogliśmy dzięki temu dostać wsparcie finansowe na rozpoczęcie działalności, na konsultacje biznesowe, naukę administrowania spółdzielnią, sprzęt budowlany, m.in. kosztowne narzędzia do prac ciesielskich czy betoniarkę do mieszania gliny. Takie wsparcie jest szczególnie ważne dla kogoś, kto nie prowadził przedtem działalności gospodarczej" – dodaje.

Spółdzielnię tworzy siedem osób. Jest wśród nich m.in. architekt z Warszawy, który miał dość pracy korporacyjnej, robotnik budowlany, Amerykanin, który w USA budował domy naturalne. Reimann odpowiada za organizację spółdzielni, przygotowanie ofert, umowy z pracownikami i inwestorami, Sroczyński, wiceprezes spółdzielni – za markę i strategię. Poza tym nie ma ścisłej specjalizacji: każdy bierze udział w budowie domów, niezależnie od tego, czy jest projektantem, czy budowlańcem. Pierwszym przedsięwzięciem spółdzielni było położenie tynków w 300-metrowym domu w Sochaczewie, drugim – 25-metrowy domek w Komorznie na Opolszczyźnie, trzecim – 200-metrowy dom w Grójcu pod Warszawą, który będzie gotowy zimą przyszłego roku.

„Jak na pół roku działalności to nieźle” – ocenia Reimann. „Niewiele jest jeszcze w Polsce podobnych firm, dlatego nie powinniśmy mieć problemów z zamówieniami. Realizacja dwóch domów rocznie pozwoliłaby się spółdzielni utrzymać”.

Jego zdaniem problemem nie jest zapotrzebowanie na ekodomy, tylko przepisy dotyczące spółdzielni socjalnych, na przykład konieczność prowadzenia pełnej księgowości. A także zmora polskiego rynku budowlanego: inwestorzy domagający się wykonywania prac bez rachunków, bo wychodzi taniej.

„Oczekiwanie od nas, że będziemy pracować na czarno, bardzo utrudnia nam rozmowy z inwestorami i ogranicza zamówienia” – mówi Reimann. „Myślę jednak, że z czasem będą się do nas zgłaszać klienci z innej półki, z którymi będziemy mogli dzielić ważne dla nas wartości”.

Reimann nie wyklucza, że w przyszłości zmienią nieco zasady pracy spółdzielni: będzie ona pełnić raczej funkcję doradczą, organizacyjną, a budowę domów będą zlecać wykonawcom zewnętrznym, albo też klienci sami będą budować swoje domy przy doradztwie i nadzorze spółdzielni.

W lipcu 2012 roku ludzie skupieni wokół pracowni i spółdzielni zarejestrowali Fundację Cohabitat, której prezesem został Sroczyński. Tak powstał bardzo silny organizm, zdolny wdrażać nowe rozwiązania niezależnie: Cohabitat Atelier tworzy projekty, które realizuje Cohabitat Build, natomiast Fundacja Cohabitat ma zajmować się organizowaniem festiwali, szkoleniami w zakresie budownictwa naturalnego, tworzeniem społeczności wokół nowych rozwiązań.

„Chciałbym, żeby w przyszłości fundacja szkoliła 30-osobowe grupy, które stawałyby się własnymi deweloperami – mogłyby budować całe ekoosiedla” – mówi Sroczyński. „Dziś w żadnej ofercie deweloperskiej nie ma naturalnego domu czy osiedla. Nawet jeśli ludzie chcieliby zmienić sposób życia, nie mają żadnego wyboru”.

Najważniejszym projektem fundacji ma być stworzenie centrum eksperymentalnego – tzw. hakerspace, w którym testowane byłyby konkretne rozwiązania, prototypy alternatywnych technologii i projekty ekosystemów.

Ekodomy i ekoosiedla to w Polsce jeszcze rzadkość. Sądząc jednak z tego, jak wiele już zrobiła grupa zapaleńców z Cohabitat i jak ogromnym zainteresowaniem cieszą się jej działania, budownictwo naturalne niewątpliwie ma w Polsce przyszłość.

Jolanta Koral

Foto: Aleksander Prugar

Reportaż powstał w ramach wystawy Inw(eS)torzy Społeczni, przygotowanej przez Fundację Inicjatyw Społeczno-Ekonomicznych.


Informacja pochodzi z portalu


Źródło: Ekonomiaspoleczna.pl
Uwaga! Przedruk, kopiowanie, skracanie, wykorzystanie tekstów (lub ich fragmentów) publikowanych w portalu www.ngo.pl w innych mediach lub w innych serwisach internetowych wymaga zgody Redakcji portalu!
Wyraź opinię 0 0

Skomentuj

KOMENTARZE

  • powodzenia! ~jo 30.10.2012, 02:01 Swietnie, ze sa takie inicjatywy, wierze, ze maja szanse wypromowac alternatywne rozwiazania na wieksza skale. Warto wspomniec, ze to nei tylko domy ze slomy ale madry, zrownowazony sposob zycia, do zastosowania nawet w centrum miasta - (do czego aspiruje np przyklad http://www.facebook.com/Miedziana14 ) ODPOWIEDZ
  • Świetny pomysł ~malina 25.10.2012, 10:23 Ja bym chętnie zamieszkała w ekologicznym domu lub bloku, tylko nie stać mnie. Może państwo dotowałoby takie projekty? Ministerstwo od ekologii? ODPOWIEDZ

Redakcja www.ngo.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

  • ekologia, środowisko
  • ekonomia społeczna
  • problemy mieszkaniowe