Przejdź do treści głównej

1% wyparł darowizny

autor(ka): Ewa Kulik-Bielińska
2012-04-11, 11:03
archiwalne
KULIK-BIELIŃSKA: Traktując 1% podatku jak darowiznę Polacy coraz częściej uważają, że już spełnili obowiązek wspierania osób potrzebujących, zapominając, że dali to, co do nich nie należy i co i tak musieliby oddać państwu.

Przez ponad 20 lat nie udało się w Polsce zakorzenić postaw filantropijnych, rozumianych jako regularne wspieranie działalności organizacji pozarządowych tak przez osoby fizyczne, jak i prawne. 1% – w zamyśle twórców tego mechanizmu – miał być pomostem do rozwoju filantropii indywidualnej. Nie udało się.

Chętniej staramy się o 1% niż o darowizny

Rozwój dobroczynności hamował gorset ustawy o zbiórkach publicznych, który reglamentował i poważnie ograniczał możliwość odwoływania się do ofiarności publicznej i korzystania z niej. Dopiero Ustawa o działalności pożytku publicznego i o wolontariacie dała organizacjom (fakt, że tylko tym, które maja status opp) możliwość swobodnego i nieskrępowanego apelowania o wsparcie. Tyle, że nie o przekazanie darowizny, ale o przekazanie 1% podatku...

Uwolnienie kampanii pozyskiwania 1% z rygorów zbiórki publicznej sprawiło, że chętniej staramy się o wpłaty 1% niż o przekazanie darowizn. Aby starać się o wpłaty darowizn musimy otrzymać pozwolenie na przeprowadzenie zbiórki publicznej, określić z góry cele lub cel na jaki wydamy zebrane środki oraz czas, w którym je spożytkujemy, ograniczając jednocześnie do minimum koszty prowadzenia kampanii (wymóg organu wydającego zezwolenia). Kampanie pozyskiwania 1% prowadzić mogą wszystkie 8000 organizacji posiadających status OPP, wydając na nie nieograniczone środki i wykorzystując 1% naszego podatku na dowolny statutowy cel w dowolnym z góry nieokreślonym czasie. To dużo łatwiejsze niż zabieganie o darowizny. I dużo tańsze, bo w okresie kampanii 1 % media oferują zwykle rabaty na powierzchnie reklamowe.

Kampanie 1% z pewnością znakomicie zwiększyły obecność organizacji w świadomości społecznej. Dziś nieporównanie więcej ludzi wie o ich istnieniu, choć zna je głównie z apeli o wsparcie. Nie sprawdziły się natomiast nadzieje, że 1% zachęci podatników do zainteresowania się wspieraną organizacja, angażowania się w jej działania czy wspierania jej dalej darowiznami. Po wprowadzeniu mechanizmu 1% liczba darowizn gwałtownie zmalała i nie podnosi się już od kilku lat (w Fundacji Dzieciom „Zdążyć z pomocą” po wprowadzeniu możliwości przekazywania wpłat 1% , wpływy z darowizn spadły do 9%). Można powiedzieć, że 1% wyparł darowizny. Paradoksalnie stało się tak dlatego, że w powszechnej świadomości 1% jest utożsamiany z darowiznami.

1% jak darowizna

Na tym, jak obecnie wygląda rozdział środków z 1% w Polsce zaważył przede wszystkim mechanizm przekazywania wpłat 1% wprowadzony na początku obowiązywania ustawy o działalności pożytku publicznego. Zupełnie odmienny od tego, który zastosowano wcześniej w innych krajach, w tym na Węgrzech i Słowacji. System obowiązujący u nas do 2008 roku, kiedy to podatnik najpierw wpłacał ze swojej kieszeni równowartość 1% podatku na konto organizacji, a potem czekał na zwrot z urzędu skarbowego, doprowadził do tego, że w świadomości zarówno organizacji, jak i podatników 1% zaczął funkcjonować jak darowizna. „Podaruj mi swój 1%!” – apelują organizację. „Coraz więcej darczyńców przekazuje swój 1%” – informują media i urzędy skarbowe.

Taki system przekazywania 1% umożliwił tworzenie przez organizacje pożytku publicznego subkont dla osób prywatnych czy podmiotów nieuprawnionych do pozyskiwania 1%. Podatnik wpłacając na konto organizacji równowartość 1% mógł wpisać cel, na jaki chce, żeby ją przekazać. Nie byłoby to możliwe, gdyby środki od początku szły przez urzędy skarbowe. W efekcie największymi beneficjentami wpłat 1% stały się organizacje użyczające swojego statusu do gromadzenia na ich kontach środków na pomoc konkretnym, wskazanym z nazwiska osobom.

Najwięcej na służbę zdrowia

Stąd też – niespotykane na taką skalę w innych krajach, które wprowadziły odpisy 1% – skomasowanie przekazów na organizacje działające w sferze opieki zdrowotnej, choć powodów takiej koncentracji jest więcej. Należy ich upatrywać także w niewydolności systemu ochrony zdrowia. Niebagatelną rolę odgrywa też fakt, że większość organizacji przebijających się do mediów skupia się właśnie na takich działaniach, począwszy od Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, która co roku mobilizuje Polaków do przekazywania datków na wsparcie systemu opieki zdrowotnej.

Nie dziwi mnie, że gros środków z 1% przekazywanych jest na cele zdrowotne. We wszystkich krajach, w których wprowadzono mechanizm 1% wśród beneficjentów dominują organizacje charytatywne, zajmujące się pomocą osieroconym, chorym i niepełnosprawnym, i opieką nad zwierzętami. To, co jednak jest wyjątkowe w Polsce to możliwość przekazywania 1% na osoby prywatne, które założą sobie subkonto za pośrednictwem organizacji pożytku publicznego oraz zbieranie środków z 1% PIT przez fundacje firmowe.

To pierwsze doprowadziło do sytuacji, w której rozdział części środków z 1% podatku na osoby potrzebujące odbywa się na niejasnych zasadach, pogłębiających nierówności i rozwarstwienie społeczne. System, w którym o tym kto i w jakiej wysokości otrzyma wsparcie decyduje zaradność właściciela subkonta, jego rodziny i znajomych, premiuje osoby przedsiębiorcze i zaradne, a także osoby funkcjonujące w środowiskach lepiej zarabiających. Ktoś, kto pracuje w korporacji zbierze więcej z wpłat 1% niż osoba na zasiłku, której dziecko choruje na tę samą chorobę.

To drugie wytworzyło w Polsce nowy typ fundacji korporacyjnej, która – choć utworzona formalnie przez firmę i posługująca się jej nazwą – nie otrzymuje darowizn od firmy-matki, ale dystrybuuje środki, zbierane wśród swoich pracowników i klientów. Szczególnym przypadkiem takich fundacji są fundacje medialne, które – korzystając z bezpłatnej powierzchni reklamowej i czasu antenowego w „swoich” mediach – prowadzą kampanie, odwołujące się do ofiarności swoich odbiorców, w tym kampanie pozyskania1%.

Likwidacja 1% byłaby ciosem dla organizacji

Abstrahując od tych zastrzeżeń nie ulega wątpliwości, że 1% poważnie zwiększył możliwości finansowe wielu organizacji, również tych lokalnych, co widać chociażby w budżetach wnioskodawców ubiegających się o granty w naszej Fundacji (chociaż i tu pojawiają się niekiedy subkonta dla indywidualnych beneficjentów). Likwidacja 1% byłaby dziś poważnym ciosem dla organizacji i czymś zupełnie niezrozumiałym dla ogółu społeczeństwa, choć wciąż uważam, że należy zlikwidować możliwość przekazywania 1% na wskazane osoby.

To, co dziś wydaje mi się jednak najważniejsze, to wprowadzenie daleko idących ułatwień w pozyskiwaniu darowizn. Nie widzę powodu, dlaczego organizacje nie mogą równie swobodnie co o 1% podatku apelować o wpłaty darowizn na konto czy za pośrednictwem charytatywnego SMS-a. Jak długo kampanie fundraisingowe nie wyprą kampanii 1%, tak długo przekazywanie 1% podatku kojarzone będzie z darowizną.

 

Ewa Kulik-Bielińska - dyrektorka Fundacji im. Stefana Batorego


Informacja własna portalu ngo.pl

Źródło: inf. własna
Uwaga! Przedruk, kopiowanie, skracanie, wykorzystanie tekstów (lub ich fragmentów) publikowanych w portalu www.ngo.pl w innych mediach lub w innych serwisach internetowych wymaga zgody Redakcji portalu!
Wyraź opinię 6 2

Skomentuj

KOMENTARZE

  • [+] Rozwiń komentarz Niezrozumienie tematu przez Autorkę ~k. 13.04.2012, 11:55 Jednym słowem: rozczarowanie. Słowa lecą wartko, czyta się przyjemnie. Ale rozumowanie i wnioski? Przede wszystkim zaszokowało mnie, jak można argumentować, że indywidualne subkonta "należy zlikwidować, bo niektórzy mają możliwość zebrać na nie więcej niż inni". Chodzi o to, żeby zabrać wszystkim, bo niektórzy mają za dobrze? Moim skromnym zdaniem urawniłowka w Polsce skończyła się dawno - a głoszenie urawniłowki "w dół", żądanie przymusowego zrównania wszystkich do najbiedniejszego i najsłabszego osobnika, jest społecznie wielce ryzykowne - i okrutne. Trzeba pamiętać, że dla ogromnej liczby chorych indywidualne subkonta oferują JEDYNĄ MOŻLIWOŚĆ sfinansowania zakupu leków i badań ratujących życie, a nie refundowanych przez ministra Arłukowicza. Pozwalają też zakupić niezbędny sprzęt rehabilitacyjny, nie objęty przepisami refundacyjnymi NFZ. Umożliwiają pokrycie kosztów leczenia w zachodniej klinice, kiedy polski system pacjenta skreśli. Na pewno pani Kulik-Bielińska słyszała o jakości polskiej polityki zdrowotnej, o tym że jest pisana nie przez specjalistów, a przez księgowych i polityków amatorów. Tak na przykład, nieuleczalna, postępująca choroba genetyczna rdzeniowy zanik mięśni nie jest traktowana przez polskie ministerialne przepisy jako "choroba przewlekła" - i w związku z tym chorym nie przysługuje regularna fizjoterapia (nieraz ratująca życie). Każdy, kto opiekuje się dzieckiem niepełnosprawnym ruchowo, wie, że tylko 1% sfinansuje zakup podnośnika, pionizatora, wózka elektrycznego, dostosowanie mieszkania, łazienki, sesje fizjoterapeutyczne. Dlatego najbliżsi chorej osoby angażują wiele energii, propagując odpis podatkowy. Wiedzą, że niewielkie są szanse, że fundacja sama przeprowadzi równie skuteczną kampanię fundraisingową: OPP zwykle nie dysponują ilością środków i zasobów ludzkich potrzebną do dotarcia do większości darczyńców. Nie mają też wiedzy, co i w jakiej ilości jest rzeczywiście potrzebne każdemu z setek czy tysięcy podopiecznych. To prawda, że indywidualne subkonta to ewenement nie spotykany na Zachodzie. Przyczyna jest prozaiczna: państwowe systemy opieki zdrowotnej w Europie Zachodniej po prostu finansują osobom potrzebującym całą niezbędną opiekę, na dodatek opartą o rzeczywiste, indywidualnie ustalane potrzeby pacjenta. Są państwowe pieniądze na dostosowanie mieszkań, na dodatkową opiekę w przedszkolu, na wózki elektryczne dla dzieci do szkoły, na dostosowanie szkół i miejsc publicznych, na zajęcia lecznicze i rehabilitacyjne. Po prostu te pieniądze są. W Wielkiej Brytanii cały dochód z totalizatora sportowego przeznacza się na finansowanie organizacji społecznych. O tym, jak wygląda sytuacja w Polsce, nie będę się rozpisywał - dużo zresztą o tym pisano. Łza się w oku kręci. I tym bardzie wydaje się niezrozumiałe to argumentowanie, że tę inicjatywę trzeba ukrócić, "bo niektórzy mogą zbierać 1% w korporacjach, a inni nie." Zgodzić się można tylko z ostatnim akapitem felietonu: o umożliwieniu OPP pozyskiwania funduszy w formie zbiórek bez jakichkolwiek zezwoleń. OPP z definicji działa w interesie społecznym, jest niejako instytucją zaufania społecznego, toteż państwo powinno stosować inne metody kontroli prawidłowości i legalności działania niż poprzez paraliżujący system zezwoleń (być może sprawdzający się w odniesieniu do drobnych handlarzy, gdzie zysk jest ważniejszy niż względy etyczne). Jednak generalny wydźwięk tego felietonu jest bardzo trudny do zaakceptowania. ODPOWIEDZ
  • [+] Rozwiń komentarz Nie do końca się z tym zgadzam... ~cubala 11.04.2012, 02:45 ...gdyby faktycznie Polakom przekazywanie 1% zastąpiło spełnienie "dobrego, społecznego uczynku" to nikt by nie wpłacał swoich pieniędzy na np. na WOSP czy WWF. Osoby publiczne i firmy często przekazują darowizny, aby z jednej strony pomóc, a z drugiej wypromować swoją osobę lub produkty. Myślę, że liderzy organizacji pozarządowych liczą tylko na 1% i dlatego spada u nich motywacja do starania się o darowizny finansowe czy nawet rzeczowe. ODPOWIEDZ

Redakcja www.ngo.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

  • 1%
  • dobroczynność, filantropia
  • pożytek publiczny
  • społeczeństwo obywatelskie