Przejdź do treści głównej

Kontrkulturowe kawiarnie Warszawy: IPS i SiM

Dwa niewielkie lokale jako pierwsze w historii stolicy podniosły sam fakt bywania w kawiarni do rangi działalności artystycznej. To w SiM-ie dokonano odkrycia, że formę artystycznej ekspresji stanowić może nawet ubranie.

Lata 30. należały z całą pewnością do kawiarni, które programowo w swojej działalności promowały działania artystyczne. Znalazło to nawet odbicie w nazwach: Instytut Propagandy Sztuki oraz Sztuka i Moda. Na tym podobieństwa się nie kończą: obydwa miały swoją siedzibę na tyłach pałacu Kronenberga, w obydwu hitem były ogródki, a przede wszystkim obydwa przez niemal dekadę przyciągały to samo artystyczne środowisko.

Instytut Propagandy Sztuki

Najpierw w 1930 roku otwarty został IPS. Początkowo nie miał on nic wspólnego z kawiarnią: Instytut Propagandy Sztuki miał być stowarzyszeniem awangardowych artystów, którzy mając dość dyktatu coraz bardziej konserwatywnego Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych, postanowili założyć instytucję organizującą wystawy i wspierającą twórców. W nowoczesnym pawilonie prowizorycznie urządzono kilka sal wystawowych. Szybko jednak okazało się, że działalność statutowa nie przynosi środków wystarczających do finansowania obiektu. Malarz Stanisław Rzecki wpadł na pomysł, by podreperować budżet instytucji za pomocą działalności czysto komercyjnej, opartej na zamiłowaniu warszawskiej elity do przebywania w towarzystwie artystów.

Nowo otwarta kawiarnia początkowo składała się jedynie z ogródka. Malarz Antoni Uniechowski wspominał: podwóreczko było śliczne, wyłożone klinkierem, w którego szczelinach rosła wesoła, zielona trawa. Wystawiono kolorowe stoliki, żelazne krzesełka, rozpięto nad nimi pasiaste parasole, a całość lokalu zakomponowana była na podobieństwo armaty – tak jak armata jest po prostu dziurą otoczoną metalem, tak IPS jest podwórkiem otoczonym salami wystawowymi. Według opinii tego samego autora, kawiarnia okazała się być absolutnym przebojem – w ciągu kilku tygodni odciągnęła prawie całą publiczność od świetnie dotąd prosperującej Ziemiańskiej. Szybko pojawił się problem braku miejsca w kameralnym ogródku, jednak poradzono sobie z nim anektując na potrzeby działalności kawiarnianej dwie sale wystawowe. W jednej z nich Feliks Topolski namalował fresk, przedstawiający bywalców kawiarni – nowoczesnych mecenasów, którzy w miarę upływu lat zajmowali kolejne pomieszczenia pawilonu, wypierając z niego sukcesywnie dzieła sztuki.

Sztuka i Moda

W 1933 roku po sąsiedzku powstała kawiarnia Sztuka i Moda. Lokal założony przez Zofię Raczyńską-Arciszewską, artystkę z biznesowym zacięciem, w zasadzie powielał schemat działalności IPS-u. Wojciech Herbaczyński wspominał: artystyczne uzdolnienia właścicielki sprawiły, że oranżeryjne pomieszczenie wykorzystała doskonale, nie stosując żadnych szykan i fasonów. Znalazło się tu po prostu mnóstwo zieleni, kwiatów, a także i palmy (...) Bardzo dobrze harmonizowały z tym zwyczajne, nie bardzo różniące się od ipsowskich, krzesła i stoliki z umieszczonymi na nich lampkami, które dawały intymne oświetlenie.

Kawiarnia wsławiła się rozbudowaną działalnością artystyczną. Całotygodniowy program składał się z koncertów, występów satyryków, poetyckich deklamacji i wernisaży studentów ASP. Na występy Miry Ziemińskiej i Tadeusza Sygietyńskiego miejsca należało rezerwować z tygodniowym wyprzedzeniem. Jak pisał kierownik kawiarni Jerzy Domański: SiM stawał się wtedy azylem i ukojeniem dla rozklekotanych nerwów. Atmosferę miejsca doceniał także Franciszek Fiszer, w którego długiej, niemal 50-letniej letniej karierze bywalca, SiM był ostatnim przystankiem.

Wielką atrakcją kawiarni były pokazy mody. Pionierskie w Warszawie przedsięwzięcie przyciągało dużą publiczność, a Herbaczyński dodaje: Moda panowała w kawiarni nie tylko na pokazach. Demonstrowały ją na co dzień panie ubrane jak z żurnala i rozprawiające o żurnalowych nowościach. Dzięki awangardowemu pomysłowi uczynienia z ubrania dzieła sztuki, bywalcy kawiarni mieli szansę przekuć zamiłowania do tej pory określane jako próżność w działalność artystyczną.

Obie kawiarnie zakończyły działalność w pierwszych dniach sierpnia 1944 roku, zamykając tym samym rozpoczętą przez Picadora epokę kawiarni artystycznych.

Pałac Kronenberga i Hotel Victoria

Monumentalny pałac wybudowany został w latach 70. XIX wieku dla znanego warszawskiego bankiera i filantropa Leopolda Kronenberga. Gmach, opisywany w przewodniku po Warszawie z 1904 roku jako „ciężki, renesansowy budynek, wzniesiony przez architekta z Berlina”, zwrócony był frontem do placu Ewangelickiego (obecnie Małachowskiego), natomiast na tyłach sąsiadował z działkami, których zabudowa długo kontrastowała z elegancką okolicą. Na terenie ogródków pasły się kozy, a drewniany, prowizoryczny budynek pełnił funkcję siedziby Teatru Nowego. Dopiero w latach 30. tereny uporządkowano, a w miejscu ruder oprócz pawilonów SiM-u i IPS-u wzniesiono modernistyczną stację obsługi Polskiego Fiata i stację paliw. Pałac Kronenberga i większość sąsiadujących z nim budynków przetrwały wojnę, a pawilon IPS-u pełnił nawet przez pewien czas funkcję siedziby Teatru Żydowskiego. Ostatecznych wyburzeń dokonano dopiero w latach 70., by zrobić miejsce pod hotel Victoria.

Franciszek Fiszer

W swoich czasach Franciszek Fiszer był na pewno jednym z najbardziej znanych warszawiaków. Jednak jego sława zbudowana była na ulotnych fundamentach i dziś trudno w zbiorowej pamięci doszukać się śladów najsłynniejszego bywalca belle epoque i dwudziestolecia międzywojennego. Fiszer był bowiem filozofem, który nie zostawił po sobie ani jednego pisma. Był także zwolennikiem wystawnego stylu życia, który traktował jako element swojej filozofii, a na który wcale nie miał pieniędzy. Żył dzięki pomocy przyjaciół, którzy dawali mu mieszkać w swoich domach i finansowali jego wizyty w warszawskich knajpach. On zaś rewanżował się anegdotą, dowcipem lub nawet poważną dyskusją. I tylko dzięki wspomnieniom ludzi takich jak Bolesław Leśmian, Jerzy Zaruba, Boy czy Skamandryci można dziś zyskać pewne wyobrażenie o postaci Fiszera. Kazimierz Błeszyński, autor eseju „Franciszek Fiszer jako filozof” pisał: był on podobny do artysty – aktora, u którego również twór kończy się wraz z życiem. On bowiem grał – albo ściślej mówiąc, w niezrównany sposób improwizował swoją filozofię.

Porównanie do aktorskiej improwizacji rozciągnąć można na całe życie Fiszera, który obok roztrząsania subtelnych kwestii metafizycznych nie zapominał także o budowaniu swojej legendy – co widać zarówno w czasie, gdy z Reymontem przesiadywał w Udziałowej, czy gdy w Ziemiańskiej kłócił się z Wieniawą o „W poszukiwaniu straconego czasu”, kończąc dyskusję stwierdzeniem, że ma rację, bo w przeciwieństwie do pułkownika książki Prousta nie czytał, czy wreszcie, gdy na łożu śmierci deklamował "Albatrosa" Charlesa Baudelaira.

******

Historie warszawskich kawiarni kontrkulturowych - od XIX wieku do 1989 roku zostały opisane w książce "Stolik Zarezerwowany", autorzy: Jan Mencwel, Jan Wiśniewski, Jan Żółtowski, wydawca: Pracownia Badań i Innowacji Społecznych "Stocznia", Warszawa 2011. Pierwszy nakład książki został wyczerpany, trwają prace nad wznowieniem.

LOGO

Źródło: Pracownia Badań i Innowacji Społecznych "Stocznia"
Uwaga! Przedruk, kopiowanie, skracanie, wykorzystanie tekstów (lub ich fragmentów) publikowanych w portalu www.ngo.pl w innych mediach lub w innych serwisach internetowych wymaga zgody Redakcji portalu!
Wyraź opinię 4 0

Skomentuj

KOMENTARZE

Nie ma żadnych komentarzy

Redakcja www.ngo.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

tagi

  • historia
  • kultura
  • miasto
  • rozrywka
  • varsaviana
Sekcja +

Społeczna pocztówka: 440 km po zmianę [foto]

440 km po zmianę, fot. K. Heród
Cztery kobiety z Fundacji Machina Fotografika - Sylwia, Kasia, Olga i Danusia utworzyły w tym roku sztafetę i wspólnie pokonały 440 km wzdłuż polskiego wybrzeża. Po co? By głośno mówić o potrzebach kobiet, wspierać kobiety z niepełnosprawnościami i działać na rzecz dostępności polskich plaż dla osób na wózkach.
Sekcja +

Społeczna pocztówka: Nowe życie starej zlewni [foto]

Euforia!
Stara, odrapana, zarośnięta i zapomniana... była zlewnia mleka w Wiązownicy-Kolonii nabiera kolorów. Dzięki społecznej akcji Nowe życie starej zlewni budynek i teren wokół niego podnosi się z ruin. Zaczęło się od lokalnej młodzieży, która oczyściła teren, a całkiem niedawno nasi przyjaciele ze Stoczka Łukowskiego wymalowali jedną ze ścian.