DZIŚ

kalendarz | termin ucieka | newsletter | dodaj wiadomość

Kontrkulturowe kawiarnie Warszawy: Ziemiańska

W szczytowym okresie popularności „bywanie” w Małej Ziemiańskiej stanowiło podstawowy punkt odniesienia dla stylu życia elit Warszawy. Uzgodniona z członkami stolika sztywna godzina, w której pito słynne „pół czarnej”, powodowała, że codziennie o określonych godzinach okołopołudniowych kawiarnia przy Mazowieckiej 12 pełna była najważniejszych nazwisk międzywojennej stolicy.

Wiadomość archiwalna

A A A

ulica Mazowiecka

 

Spotkać tu można było sanacyjnych wojskowych, awangardowych literatów czy malarzy z pobliskiej ASP. Wieczorami schemat był w zasadzie identyczny, zmieniało się jedynie menu.

Nieformalny przydomek kawiarni – Mała – pozwalał na odróżnienie lokalu pierwszej Ziemiańskiej od innych lokali spod tego samego szyldu. Komercyjny sukces kawiarni przełożył się bowiem na błyskawiczne powstanie jednej z pierwszych warszawskich sieciówek – w szczytowym momencie w Warszawie doliczyć się można było siedmiu Ziemiańskich, a dodatkowo przez krótki okres funkcjonowała także filia w Nicei (która jednak szybko upadła z powodu bojkotu patriotycznie nastawionych Francuzów). Żadna z filii nie powtórzyła jednak sukcesu lokalu przy Mazowieckiej 12.

Początkowo, tuż po odzyskaniu niepodległości, założony przez Karola Albrechta i Jana Skępskiego lokal stał się schronieniem dla rozpoczynających karierę artystów, takich jak Adolf Dymsza czy Eugeniusz Bodo. Nowo otwarta cukiernia kusiła pysznymi ciastkami, dobrą lokalizacją i kameralnością (początkowo były to tylko dwie mikroskopijne sale z nieproporcjonalnie dużym barem). Gwiazda Ziemiańskiej zaczęła intensywnie świecić, gdy po upadku Picadora w niepozornym i do tej pory dość anonimowym miejscu zaczęli pojawiać się skamandryci, którzy szybko uznali, że prowadzenie własnej kawiarni jest zajęciem zbyt forsownym, a przyjemność z picia kawy i alkoholu nie jest taka sama „u siebie” i „na mieście”. Ziemiańska nie dość, że nie prowadziła rozbudowanego programu artystycznego, to jeszcze w swojej działalności skupiała się na promowaniu niemających nic wspólnego z awangardą coraz to bardziej wymyślnych ciastek. Mimo to odziedziczyła po Picadorze status kawiarni artystycznej, co oczywiście wynikało z przeprowadzki skamandrytów.

Po uzyskaniu tak prestiżowej marki, popularność kawiarni zaczęła rosnąć lawinowo, co można uznać za logiczną konsekwencję promocji opartej na osobach Tuwima i Słonimskiego. W tym kontekście tłumy wypełniające kawiarnię nie byłyby niczym dziwnym, gdyby nie fakt, że wśród gości oprócz satelitów Skamandra pojawiali się przedstawiciele wszystkich wpływowych środowisk warszawskich: malarzy, dziennikarzy czy polityków, a Ziemiańska na krótki okres stała się podstawą życia towarzyskiego stolicy. Towarzystwa miały swoje stałe stoliki (z których najsłynniejszy był oczywiście słynny skamandrycki „stolik na półpiętrze”), jednak podział ten miał dla bywalców charakter raczej umowny, i np. często goście stolika „sanacyjnego” dosiadali się do literatów (jak chociażby płk Bolesław Wieniawa-Długoszowski, który często rezygnował z towarzystwa Walerego Sławka i Józefa Becka dla rozmów o poezji ze Słonimskim i Boyem.

Zmieniało się też wnętrze Ziemiańskiej. Najsłynniejsi warszawscy artyści rywalizowali o możliwość zagospodarowania kawiarnianych ścian. Wielkie wrażenie robiły także nowinki techniczne – ustawione na stolikach telefony oraz jedne z pierwszych w Warszawie obrotowych drzwi (ten detal podważa niestety wiarygodność wspaniałej anegdoty o Wieniawie wjeżdżającym do Ziemiańskiej na koniu).

Panowanie nie mogło jednak trwać długo. Na początku lat 30. tłumy zniknęły tak nagle, jak się pojawiły. Nową mekką bywalców stały się niewielkie lokale SiM-u i IPS-u. Ironię losu widać w fakcie, że dostawcami jedzenia dla nowych miejsc byli kucharze z Ziemiańskiej, co pokazuje, że w słynnych warszawskich knajpach dwudziestolecia to nie jakość potraw była najważniejsza.

Mazowiecka i wędrujące warszawskie centrum

Często się mówi, że w przeciwieństwie do Krakowa czy Wrocławia stolica pozbawiona jest centrum. Cieszące się średniowiecznym rodowodem miasta w samym środku posiadają ogromny rynek, który „od zawsze” stanowi punkt spotkań mieszkańców i miejsce masowych imprez. Warszawski mały ryneczek oczywiście takiej funkcji spełniać nie może. Warto jednak pamiętać, że współczesny stan zawieszenia „serca miasta” gdzieś w połowie drogi między placem Defilad a Krakowskim Przedmieściem nie jest niczym nowym, a w dynamicznej Warszawie centrum zmieniało swoje położenie już parokrotnie. Najpierw, wraz z wzrostem potęgi arystokratycznych rodów, przeniosło się z ciasnych uliczek Starego Miasta do nowej reprezentacyjnej arterii Traktu królewskiego. Później, gdy nastały czasy kapitalizmu, najbardziej reprezentacyjna stała się okolica wyznaczana ulicami Królewską, Jasną i Czackiego oraz placami Wareckim (obecnie Powstańców Warszawy) i Zielonym (obecnie Dąbrowskiego). Na tym obszarze powstawały pierwsze warszawskie wieżowce, tutaj ulokowały się banki i instytucje kultury (Zachęta i Filharmonia), a ulica Mazowiecka stanowiła najdogodniejszy szlak łączący krańce finansowego city.

Generał Bolesław Wieniawa-Długoszowski

W nostalgicznym poemacie "Popiół i Wiatr" Antoni Słonimski pisał:
Dzwoniąc szablą od progu idzie piękny Bolek
Ulubieniec Cezara i bożyszcze Polek

Cezar to oczywiście marszałek Piłsudski, którego Wieniawa był adiutantem i jednym z najbliższych przyjaciół. Specyficzna więź między nimi zawiązała się jeszcze w Legionach, do których Wieniawa przybył prosto z paryskiej ASP. Zamiłowań artystycznych nigdy jednak nie porzucił i mimo rozwijającej się dynamicznie kariery wojskowej pozostawał w ciepłych stosunkach z wieloma warszawskimi artystami, stając się bohaterem coraz liczniejszych anegdot z literacko-pijackiego półświatka. Pod wpływem wydarzeń wojennych, zdruzgotany własną bezradnością, popełnił samobójstwo w 1942 roku w Nowym Jorku.

Julian Tuwim o kawiarnianych przyjemnościach

W stworzonej przez siebie antologii dziwactw, opublikowanej pod tytułem "Cicer cum caule", czyli groch z kapustą, Julian Tuwim tak wspomina motywację zawziętych kawiarnianych bywalców: Józef Kramsztyk był tak zakamieniałym kawiarniarzem, że gdy wszystkie lokale gastronomiczne były zamknięte (w pierwsze święto Bożego Narodzenia i Wielkanocy), chodził do... apteki, siadał przed kontuarem i zamawiał wodę sodową z sokiem. Gdy mu tłumaczyłem, że wodę z sokiem można mieć w domu, Józio odpowiadał: „Nic nie rozumiesz. W domu się nie płaci!” Znałem i takich, których dobrze po północy trzeba było gwałtem z cukierni wypraszać. Wyszedł już właściciel, wyszli kelnerzy, kobiety sprzątały zaśmieconą salę, stawiały krzesła na stolikach, a on furt siedział przy stoliku, nie mogąc rozstać się ze „swoją” cukiernią. Bo to była j e g o cukiernia – jego drugi dom albo, powiedzmy, klub.

******

Historie warszawskich kawiarni kontrkulturowych - od XIX wieku do 1989 roku zostały opisane w książce "Stolik Zarezerwowany", autorzy: Jan Mencwel, Jan Wiśniewski, Jan Żółtowski, wydawca: Pracownia Badań i Innowacji Społecznych "Stocznia", Warszawa 2011. Pierwszy nakład książki został wyczerpany, trwają prace nad wznowieniem.

 

organizator: Fundacja Pracownia Badań i Innowacji Społecznych "Stocznia"
adres: Bracka 20a, 00-028 Warszawa, woj. mazowieckie
źródło: Pracownia Badań i Innowacji Społecznych "Stocznia"
Uwaga! Przedruk, kopiowanie, skracanie, wykorzystanie tekstów (lub ich fragmentów) publikowanych w portalu www.ngo.pl w innych mediach lub w innych serwisach internetowych wymaga zgody Redakcji portalu!

SKOMENTUJ

Uwaga, komentarz pojawi się na liście dopiero po uzyskaniu akceptacji moderatora.


KOMENTARZE

Nie ma żadnych komentarzy
Redakcja www.ngo.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy.