Przejdź do treści głównej

Wojna na wnioski: blokowali dostęp do informacji publicznej

autor(ka): Grzegorz Makowski, Instytut Spraw Publicznych
2012-02-02, 14:32
archiwalne
Monitorując wydarzenia prawne mające wpływ na poziom partycypacji publicznej w Polsce, często natykamy się na wątek dotyczący dostępu do informacji. Temat jest tym bardziej na czasie, że pod koniec 2011 roku weszła w życie kontrowersyjna nowelizacja ustawy o dostępie do informacji publicznej (UODIP).

Wspomniana nowelizacja miała przede wszystkim na celu wprowadzić procedury dotyczące ponownego wykorzystania informacji publicznej (np. w postaci analiz, ekspertyz, wyników badań, etc. przygotowywanych za pieniądze publicznej i przez różnego rodzaju organy władzy). Wymusiła ją w dużym stopniu dyrektywa unijna w sprawie ponownego wykorzystywania informacji sektora publicznego. Nie będziemy jednak w tym miejscu analizować akurat tego wątku, choć jest on poniekąd częścią podnoszonego przez nas problemu.

Wspomniana nowelizacja jest pierwszą, bardziej kompleksową zmianą tego aktu prawnego, odkąd został on uchwalony. Sęk w tym, że nie odpowiada ona na realne problemy związane ze stosowaniem tego prawa. Z punktu widzenia codziennej praktyki, możliwość ponownego wykorzystania informacji publicznej jest problemem drugorzędnym (choć z punktu widzenia całego systemu dostępu do informacji publicznej jest to oczywiście kwestia niezwykle istotna). Chodzi bowiem przede wszystkim o takie doregulowanie obowiązujących przepisów, aby wyeliminować albo przynajmniej zmniejszyć częstotliwość występowania nagannych praktyk.

Utrudnienia w dostępie do informacji publicznej

Chcąc uzyskać informację publiczną, często spotkamy się z różnego rodzaju utrudnieniami. Podmioty zobowiązane (zwłaszcza organizacje pozarządowe korzystające często ze środków publicznych) nie prowadzą na przykład biuletynu informacji publicznej (BIP), nie aktualizują go, lub prezentują tam wycinkowe dane. Udostępnianie informacji na wniosek to często proces długotrwały i zniechęcający. Instytucje nie tylko go przewlekają, ale czasem nawet odmawiają zainicjowania odpowiedniej procedury.

Wyrazistym przykładem takiej sytuacji jest postępowanie Kancelarii Prezydenta RP. Dopiero Naczelny Sąd Administracyjny (w wyroku z 27 stycznia 2012 r.) musiał uświadomić urzędnikom, że mają obowiązek pozytywnie, czy negatywnie, ale jakkolwiek odpowiedzieć na żądanie o udostępnienia ekspertyz będących podstawą decyzji Prezydenta RP o podpisaniu ustawy zmieniającej działanie powszechnego sytemu ubezpieczeniowego.

Naginanie przepisów ustaw

Inną często stosowaną praktyką jest argumentowanie, że ta czy inna informacja nie może zostać udostępniona ponieważ narusza przepisy ustawy o ochronie informacji niejawnych, czy ustawy o ochronie danych osobowych. Tego rodzaju wybiegi są możliwe ponieważ sama UODIP nie precyzuje dokładnie katalogu wyłączeń i nie jest kompatybilna z ustawami, które takie wyłączenia definiują.

Nagminne są przypadki łamania zakazu żądania interesu prawnego czy faktycznego przez instytucję zobowiązaną do udostępniania informacji publicznej. Na łamach Biuletynu Kompas opisywaliśmy też w jaki sposób utrudnia się mieszkańcom wolność obserwowania i rejestracji rad i sejmików. Właściwie każdy dzień dostarcza kolejnych smutnych przykładów łamania prawa dostępu do informacji, które jest bądź co bądź, podstawą partycypacji.

Poprosili o informację, narazili się urzędnikom

Kolejny przykład znalazł się w monitoringu dzięki współpracy ze Stowarzyszeniem Liderów Lokalnych Grup Obywatelskich. Warto o nim wspomnieć, ponieważ jak w soczewce skupiają się tu najbardziej drażliwe kwestie związane z dostępem do informacji publicznej.

Lokalni działacze w Tłuszczu, prowadzący stowarzyszenie Kastor i gazetę „Stacja Tłuszcz” narazili się miejscowym władzom chcąc uzyskać różne informacje, w tym m.in. na temat przetargu na obsługę prawną urzędu miasta. Dziennikarze otrzymali co prawda żądane dokumenty, ale wybrakowane (np. bez numerów faktur, nazw usługodawców, etc.). Co więcej, jak opisują, zaproszono ich na spotkanie do urzędu miasta, w trakcie którego radca prawny bezprawnie żądała ujawnienia interesu związanego z żądaniem udostępnienia rzeczonych informacji. Dziennikarzom grożono przy tym ewentualnymi konsekwencjami w postaci powództwa o naruszenie dóbr publicznych, gdyby nie zaprzestali swoich żądań lub ośmielili się „insynuować” jakieś nieprawidłowości. Ale to nie koniec.

Wojna na wnioski

Szef miejskiego Centrum Kultury, Sportu i Rekreacji zażądał od gazety udostępnienia dokumentów finansowych świadczących o wydatkach promocyjnych wydawnictwa, które były pokrywane ze środków publicznych. Odwołał się przy tym, poniekąd słusznie, do przepisów UODIP. Gazeta udzieliła informacji, publikując skany żądanych dokumentów. Podobny wniosek skierowano też do stowarzyszenia, w którym skupieni są lokalni dziennikarze. Stowarzyszenie również udostępniło odpowiednie dokumenty w postaci skanów umieszczonych w swoim BIP (warto przy tym zaznaczyć, że jest to jedna z niewielu organizacji pozarządowych mających swoją stronę w Biuletynie Informacji Publicznej).

Tocząc wojnę na wnioski do informacji publicznej, następny ruch wykonali dziennikarze, zwracając się do Centrum Sportu o udostępnienie podobnych dokumentów. Urząd oszacował jednak, że zeskanowanie żadnych materiałów będzie go kosztować ponad 9 tys. zł. Budzi to oczywiście uzasadnione wątpliwości co do sposobu naliczenia opłaty (dlaczego gazeta i organizacje mogły to zrobić za damo, a urząd nie). Ważny jest jednak skutek – dostęp do informacji publicznej został zablokowany.

Co pokazuje opisywana sytuacja? Mianowicie to, że prawne gwarancje dostępu do informacji publicznej są w Polsce bardzo niedoskonałe. Wspomniana na początku nowelizacja wcale nie rozwiązuje bieżących problemów, w związku z czym zasadny jest postulat kolejnych zmian. Tym razem punktem do ich wyjścia nie może być jedynie zewnętrzna konieczność (np. dostosowanie prawa do wymogów tej czy innej dyrektywy), ale analiza istniejących praktyk. Ponadto, rozważając kolejną nowelizację UODIP, warto położyć nacisk na cel, jakiemu powinno służyć lepsze prawo do informacji publicznej. Nie chodzi bowiem tylko o poszerzenie możliwości kontroli obywateli nad władzą, ale też o stworzenie realnych podstaw dla efektywnej partycypacji w sprawach publicznych.

Źródło: materiały własne, SLLGO, Stacja Tłuszcz

Tekst przygotowano w ramach projektu "Decydujmy razem. Wzmocnienie mechanizmów partycypacyjnych w kreowaniu i wdrażaniu polityk publicznych oraz podejmowaniu decyzji publicznych" współfinansowanego ze środków Unii Europejskiej w ramach Europejskiego Funduszu Społecznego.


LOGO

Uwaga! Przedruk, kopiowanie, skracanie, wykorzystanie tekstów (lub ich fragmentów) publikowanych w portalu www.ngo.pl w innych mediach lub w innych serwisach internetowych wymaga zgody Redakcji portalu!
Wyraź opinię 12 1

Skomentuj

KOMENTARZE

  • [+] Rozwiń komentarz A co na to Bobry? ~Boberek 06.02.2012, 10:54 Jak do sprawy odniosl sie Rzecznik Praw Obywatelskich? ODPOWIEDZ
  • W Kaliszu ~im 03.02.2012, 02:34 W Mieście Kaliszu odmówiono radnej rady miejskiej wydania kopii dokumentów konkursowych (wniosku) złożonego przez organizację pozarządową. Dopiero po oficjalnym piśmie, powołaniu się na statut miasta i inne przepisy - skopiowano po kilku tygodniach te dokumenty. Wszędzie tam, gdzie ktoś pyta o porządek, prawo - urzędy są bardzo podejrzliwe i ... niechętne. ODPOWIEDZ

Redakcja www.ngo.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

  • aktywność lokalna
  • partycypacja
  • prawo
  • współpraca z administracją