Przejdź do treści głównej

Spółdzielczość ze słomy [wywiad]

autor(ka): Aleksandra Muzińska
2011-09-21, 11:58
archiwalne
Paweł Sroczyński z Cohabitat. Foto: Bartosz Sroczyński
- Ludzi defaworyzowanych widzę jako cenny „zasób”, do tej pory ignorowany przez inne gałęzie biznesu. Magicznym czynnikiem zmieniającym żaby w książęta jest zaangażowanie i chęci - mówi Paweł Sroczyński, architekt, założyciel Grupy Cohabitat, promującej budowę naturalnych siedlisk.

Wielu ludzi, gdy słyszy o budownictwie naturalnym, ma skojarzenia z „lepiankami ”, tanimi domami, posklejanymi z naturalnych produktów. Jak odczarowałbyś takie podejście?

Wcale się im nie dziwię. To niestety zastane okoliczności, z jakimi przyszło mi się zmierzyć, gdy rozpoczynałem swoją przygodę z budownictwem naturalnym. Mit ten podtrzymywany jest przez kilka organizacji, działających w Polsce. Uświadomiłem sobie, że problem tak naprawdę nie istnieje i że to bardzo dobrze, że te organizacje popularyzują właśnie taką estetykę i klimat.

Wyzwaniem okazało się stworzenie zupełnie nowej platformy, ukazującej inne oblicze budownictwa naturalnego, dedykowanego innej grupie ludzi. Myślę tu o przeciętnym Kowalskim, który nie kieruje się tak mocno względami ekologicznymi, co ekonomicznymi.

Aby go przekonać, trzeba przedstawić solidne, konkretne argumenty. Cały Cohabitat jest właśnie próbą dialogu z ludźmi, którzy po prostu chcą mieć dom. Poprzez strumieniowanie do publicznej świadomości faktów przemawiających jasno za ogromnymi zaletami materiałów naturalnych, udaje się pokazać, że to prawdziwa alternatywa warta rozważenia.

Budownictwo naturalne bardzo dobrze rozwija się za granicą.

Przykłady z Belgii, Francji, Holandii pokazują, że architektura tych budynków może być równie wysmakowana i współczesna, co w materiałach konwencjonalnych. Nie ma ograniczeń. A argumenty są silne. 50-centymetrowe słomiane ściany umożliwiają tworzenie budynków niezwykle energooszczędnych.

Glina jako tynki wewnętrzne to materiał dobrze rozpoznany, stosowany w piecach akumulacyjnych w rozwiązaniach tradycyjnych. Nie bez przyczyny, jest to bowiem surowiec pozwalający na wytworzenie komfortu cieplnego. Dom wykończyć można w dowolny sposób... na gładź również. Dobrze wykonany tynk jest bardzo odporny na ścieranie. Wiedza o tych materiałach poszła tak dalece do przodu, że współczesne domy naturalne to zupełnie nowa generacja.

Jako Grupa Cohabitat promujecie budownictwo naturalne w Polsce. Prowadzicie warsztaty, seminaria. Gromadzicie wokół siebie grupę pionierów: architektów, specjalistów od permakultury i odnawialnych źródeł energii. Nie prościej byłoby tylko prowadzić pracownię i realizować zamówienia?

To pytanie odnosi się tak naprawdę do wizji i celu istnienia Grupy Cohabitat. Nie jesteśmy organizacją, której podstawowym zadaniem jest przynoszenie profitu. Wzorce na to dobrze opanowały korporacje. Moglibyśmy z nich korzystać, gdybyśmy mieli wspólne cele. My wyznaczamy nową ścieżkę. Istotne jest pytanie, dlaczego robimy to, co robimy i po co.

Wierzymy i potwierdzamy w praktyce koncepcję, że biznes może być ścieżką przynoszącą satysfakcję i spełnienie, będąc jednocześnie formą prawdziwego rozwoju cywilizacyjnego. Widzę, że czasy „starego kodu” powoli odchodzą do kart historii. Przedsiębiorczość oparta jest o ludzi, a praca tychże ma najlepszą jakość i wartość, jeśli oparta jest o pasję i sens.

W przedsiębiorczości skupia się ogromna ilość ludzkiej energii oraz kapitału finansowego. Te dwa pierwiastki są w stanie zmieniać świat. W Cohabitacie wierzymy, że można ten strumień ukierunkować w kreatywnym i konstruktywnym kierunku. Po to organizujemy spotkania, festiwale, warsztaty. Łączy nas wspólny obraz rzeczywistości, w której można być spełnionym i pozwolić na to innym.

Skąd pomysł na zaangażowanie w projekt grup wykluczonych?

Skąd pomysł, aby ich nie angażować? Są w pełni wyposażonymi istotami ludzkimi, mają intelekt, sprawne dłonie, pomysły. Nie stoi za tym jakaś filozofia... po prostu są przydatni. Zdecydowanie chcemy wchodzić głębiej w ten temat. 

Moja percepcja zgodna jest chyba z marzeniami UNDP - widzę tych ludzi jako cenny „zasób”, do tej pory ignorowany przez inne gałęzie biznesu. Magicznym czynnikiem zmieniającym żaby w książęta jest zaangażowanie i chęci. Jeżeli zobaczę to w tych ludziach, to dla mnie są najlepszymi partnerami do dalszych działań.  

Miałeś okazję przyglądać się młodym chłopakom z Ośrodka Socjoterapii w Łodzi, którzy uczestniczyli w waszych warsztatach w Laskowicach Pomorskich. Jakie były twoje wrażenia?

Chłopaki stopili się całkowicie z resztą grupy. Byli tak samo sprawni i pomocni jak każdy inny. Oczywiście było widać różnice w zaangażowaniu, ale to normalne. To był projekt pilotażowy, testujący również czy mają oni ochotę zaangażować się w ten temat głębiej. Ze wszystkich byłem zadowolony.

Czy po warsztatach i stażach w firmach współpracujących z wami, chłopcy mają szansę na zatrudnienie? Jak to widzisz?

Jeden z nich wykazywał się ponadprzeciętną inicjatywą, co zauważone zostało również przez moich kolegów, współorganizatorów. Jemu właśnie zaproponowalibyśmy pracę na typowych zasadach komercyjnych. Chwilowo jeszcze nie jest to możliwe, ale taki jest nasz cel.  

Taki jest sens warsztatów i spotkań - wyłonić najbardziej zainteresowanych i im zaproponować współpracę stałą. Nisza budownictwa naturalnego rozwija się bardzo dynamicznie. Jeśli z ich strony będzie wola, to każdy z nich znajdzie dużo pracy dla siebie. Ze strony pracowni Cohabitat-Atelier na pewno będzie w tym procesie dużo wsparcia. Potrzeba rąk do pracy!  

Cohabitat staje się powoli niezłym konsorcjum. Oprócz grupy Cohabitat, jest pracownia architektoniczna Cohabitat Atelier. Zorganizowaliście też festiwal Cohabitat Gathering, w formule przypominającej wykłady TED.

Od początku naszą ideą było powołanie do życia Grupy Cohabitat - organizmu składającego się ze wspierających się wzajemnie organizacji, firm, organizacji pozarządowych, samorządów. Jeśli rzeczywistość, która nas otacza, nie jest tą, której by się oczekiwało, to znaczy, że nie zrobiło się nic, by zbudować tę, o której się marzy. Mamy właśnie takie marzenia, żeby zbudować rzeczywistość, która jest przyjazna i w której można głębiej i spokojniej eksplorować bycie człowiekiem.

Teraz myślisz o utworzeniu spółdzielni.

Obecnie przygotowujemy projekt-propozycję dla UNDP, aby powołać modelową spółdzielnię - wzorzec do naśladowania dla innych, którzy mogliby pójść w nasze ślady. Będzie to dobrze opisane „studium przypadku”. Mam już ekipę 5 osób, które chcą to ze mną zrobić. Są to ludzie związani na stałe z branżą budowlaną, którzy pracowali na warsztatach w Laskowicach Pomorskich, a do tej pory działali w formule przedsiębiorstw prywatnych. Chcą inaczej. Chcą synergii.

Robocza nazwa spółdzielni to CohabitatWORKS - społeczne przedsiębiorstwo budujące domy. Sporo osób lgnie do budownictwa naturalnego. Brakuje jednak poważnej propozycji z naszej strony. Wolontariat to pomysł na ciekawe wakacje, ale nie na życie. Firma społeczna ma być odpowiedzią na to zapotrzebowanie.

Mamy sporo innowacyjnych pomysłów, np. na podzielenie sezonu na fazy, wykorzystując okres jesienno-zimowy na poszerzanie kwalifikacji i umiejętności poprzez szkolenia. Chcemy je organizować wspólnie z UNDP i angażować wykluczonych, a także innych chętnych, którzy chcą związać swoją karierę z tego typu tematem i taką ścieżką biznesu społecznego. Postrzegam CohabitatWORKS jako spółdzielnię-matkę. Jeśli będzie pączkowała, to będzie to kolejny punkt do rubryki „dobre praktyki”.

Czemu wybraliście formę spółdzielni?

Formuła firmy społecznej – spółdzielni – pojawiła się w rozważaniach za sprawą profilu osobowościowego osób zaangażowanych w działania. Każdy z nas jest na swój sposób liderem i osobą o silnym charakterze. Chcemy mieć wpływ na organizację, w której pracujemy. Taki model najlepiej również odzwierciedla nowe postrzeganie firmy jako organizacji ludzi.

Do tej pory królowała hierarchia piramidalna, niezmienna od setek lat. Potwierdziła ona jednak swoją małą przydatność. Ludzie na dole traktowani są jak maszyny, marnując całkowicie swój potencjał twórczy. Ludzie na górze mają zbyt wiele na swoich barkach. Chcemy spółdzielnię oprzeć o „Open Governance Model”, czyli na tzw. ekonomii otwartej, gdzie struktura oparta jest o sieć.

W tym modelu pracują tak silne organizacje, jak Wikipedia czy Mozilla Foundation. Otwiera to zupełnie nowy rozdział w historii przedsiębiorczości. Forma spółdzielni to jedynie formalizacja tego modelu.

Rozmawiała Aleksandra Muzińska

Zobacz również: Zielone miejsca pracy dla wykluczonych?


Informacja pochodzi z portalu


Źródło: Ekonomiaspoleczna.pl
Uwaga! Przedruk, kopiowanie, skracanie, wykorzystanie tekstów (lub ich fragmentów) publikowanych w portalu www.ngo.pl w innych mediach lub w innych serwisach internetowych wymaga zgody Redakcji portalu!
Wyraź opinię 0 0

Skomentuj

KOMENTARZE

  • Dobry pomysł! ~Jerzy Lamprecht - spółdzielca 21.09.2011, 04:06 Dobry pomysł na pozyskanie dobrych funduszy na stworzenie takiej dobrej spółdzielni. Pamiętajcie proszę o tym, że wszystkie takie dobre przedsięwzięcia potrzebują także dobrego wspierania również po etapie rejestracji, euforii i całego cyklu PR. Oby koniec jakiegoś projektu nie był końcem pożytecznej inicjatywy. Niestety takie sytuacje zaczynają być nagminne i irytujące, a same rezultaty "miękkie" to dla osób defaryzowanych to bla, bla, bla. Trzymam kciuki i życzę powodzenia! ODPOWIEDZ

Redakcja www.ngo.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

  • ekologia, środowisko
  • ekonomia społeczna
  • integracja społeczna
  • polityka społeczna
  • problemy mieszkaniowe