DZIŚ

Międzynarodowy Dzień Walki z RakiemMiędzynarodowy Dzień Walki z Rakiem

Inkubatorowe Kurczaki: Fundacja na rzecz Kultury i Sztuki dla dzieci Plac Zabaw - Teatr

Rozpoczynamy cykl artykułów pt. Inkubatorowe Kurczaki. Będziemy w nich przedstawiać młode warszawskie kulturalne organizacje pozarządowe, które uczestniczą w Warszawskim Inkubatorze Kulturalnym. Na początek: Fundacja na rzecz Kultury i Sztuki dla dzieci Plac Zabaw - Teatr. Po kilkunastu latach pracy w teatrze instytucjonalnym rzucili ciepłą posadkę i zaczęli od zera tworzyć swój własny teatr dla dzieci. Teatr o jakim marzyli od dawna. Choć jako organizacja pozarządowa istnieją niecały rok, wiele planów i nowych projektów już udało im się zrealizować. O pasji, wyzwaniach i kłopotach opowiada Waldek Dolecki - członek Rady Fundacji.

Wiadomość archiwalna

A A A

2010-09-06, 18.56
 Fundacja na rzecz Kultury i Sztuki dla dzieci Plac Zabaw Teatr

Skąd pomysł na założenie organizacji pozarządowej?

 – Impulsem do stworzenia organizacji była chęć tworzenia teatru dla dzieci, teatru, który nie będzie wystawiał po raz kolejny Czerwonego Kapturka, a nawet jeśli po niego sięgnie, to poszuka czegoś więcej niż prosta inscenizacja – mówi Waldek Dolecki. – Staramy się tak budować myślenie o kolejnych projektach, aby było to coś więcej niż tylko przedstawienie – rodzaj edukacji, warsztatów, wzajemnej inspiracji, twórczości, poszukiwania. Zależy nam, żeby młody widz dostawał produkt na jak najwyższym poziomie, stąd nasze poszukiwania jeżeli chodzi np.: o teksty czy twórców. Chcemy, żeby to byli ludzie z wyższej półki, choć o wymaganiach finansowych dostosowanych do naszych możliwości. Wiadomo, że jako organizacja pozarządowa obracamy każdą złotówkę trzy razy, zanim ja wydamy.
 
Co robicie?
Jak podkreśla wielokrotnie, jego teatr, choć tani i w zasadzie objazdowy, nie ma nic wspólnego z chałturą. I rzeczywiście, spektakl „Elmer, słoń w kratkę” jest świetnie przygotowany, ma bogata scenografie, jakiej nie powstydziłby się niejeden teatr instytucjonalny, autorskie piosenki – śpiewane na żywo – kostiumy mienią się feerią barw, a tempo i zaangażowanie aktorów porywają publiczność. Nawet, jeżeli miejscem tego wydarzenia teatralnego jest osiedlowa górka. Zdziwiłby się każdy, kto spodziewa się tam teatru z lizakiem i kolorowym tunelem szytym w domu przez ciocię.
 
–Ale dobry teatr to jeszcze nie wszystko – mówi Waldek Dolecki.– „Tworzenie teatru, budowanie  repertuaru, to jedna rzecz, a druga to działanie fundacyjne, tworzenie całego projektu wokół. Tak było z naszym ostatnim projektem, zaczęło się od spektaklu granego w plenerze, ale cały projekt nosi tytuł „Elmer, słoń w kratkę. Plac Zabaw inny niż wszystkie”. Chcielibyśmy namawiać władze różnego szczebla, żeby tworzyli fajne place zabaw, ale też, żeby te inwestycje nie ograniczały się do wypasionych, mniej lub bardziej skomplikowanych urządzeń do zabawy. Pokazujemy, że ważne jest, aby była tam możliwość np.: wjechania teatralnego autobusu, pokazania spektaklu plenerowego i wpuszczenia animatorów, żeby, jak już dzieci wyhuśtają się i wybawią w piasku, mogły wspólnie podjąć zabawę twórczą.
 
– Mamy już pierwsze projekty takich placów zabaw zrobione przez studentów Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej w Nysie – opowiada dalej. –  Studenci na początku semestru dostali książkę „Elmer, słoń w kratkę”, którą mieli się zainspirować i zaprojektować plac zabaw dla dzieci. Kilka projektów dostaliśmy, są one bardzo udane i chcemy zainteresowań nimi władze dzielnic w Warszawie.
 
– Interesują nas zresztą nie tylko place zabaw, także skwerki w różnych miejscach, które nie są zagospodarowane. Uważam, że niezwykle ważne jest próbować wejść z kulturą, sztuką w miejsca zamknięte, takie, które mają wspólne podwórko, gdzie mogą spotykać się dziadkowie na szachach i dzieci przy stole do ping- ponga, ale może tez odbyć się tam spektakl czy koncert. Pomysły rodzą się ciągle – mówi W. Dolecki..
 
Wakacje 2010 w dwóch warszawskich dzielnicach minęły pod znakiem spektakli plenerowych „Elmer, słoń w kratkę”. Praktycznie w każdy weekend w parkach, na placach zabaw, czy skwerkach na Bielanach i Białołęce odbywały się przedstawienia. Jak przyznają sami twórcy, dwie sąsiadujące dzielnice, to absolutnie inna rzeczywistość i różne możliwości. Bielany, to w znakomitej części osiedla PRL-u budowane dla pracowników Huty Warszawa, część starych, przedwojennych osiedli i relatywnie niewielka zabudowa współczesna. Tylko że te odsądzane od czci i wiary blokowiska z płyty mają podwórka, osiedlowe górki, place zabaw i domy kultury. A nowoczesne dzielnice Białołęki, to zamknięte osiedla, miniaturowe placyki miedzy blokami na jedną karuzelę i żadnej części wspólnej, żadnego miejsca, gdzie mogą spotykać się mieszkańcy.
 
–  Głównie skupiamy się na współpracy lokalnej, z dzielnicami, spółdzielniami osiedlowymi. O ile na Bielanach jest infrastruktura, o tyle Białołęka to pustynia. Jeden dom kultury, zamknięte osiedla, w których nie mam nawet podwórek. Ale jest olbrzymi potencjał ludzki. Mieszkańcami są zwykle młodzi, wykształceni ludzie i nie zadowala ich łatwa rozrywka. Jak już wyjdą z pieluch, to szukają dla swoich dzieci czegoś więcej niż kanałów w TV. Nie trzeba ich wyciągać na siłę, spora ilość ludzi, która przyszła na nasze spektakle sama znalazła informacje w internecie i potem wysyłała do nas opinie: że dobry teatr, potrzebna inicjatywa itd. Trzeba przyznać, że nie było zbytniej konkurencji. Rodzicowi wracającemu z pracy o 17.00 czy 18.00, trudno się zmobilizować i z dzieckiem przemierzyć te 17 km z powrotem do centrum, gdzie oferta jest na pewno większa – opowiada W. Dolecki. – Elmer to był sukces, ostatni spektakl zgromadził 300 osób i to obudziło inne myślenie o tych sprawach także wśród władz. To naprawdę bardzo duża widownia. Wydziały kultury już planują współpracę na przyszły rok i widzą, że takie projekty są bardzo potrzebne”.
 
Teatr Plac Zabaw nie chce pozostać tylko na miejskich podwórkach, ledwo lato dobiega końca, już snuje dalekosiężne plany.
– Mamy marzenie, żeby podwórka miejskie zamienić na wiejskie i pojechać na głębokie Mazury, w ramach np. lata na wsi i tam zorganizować dzieciom warsztat i spektakl, włączyć do tego rodziców, zrobić kino letnie nawet w stodole. Jest to możliwe, dzisiaj zabiera się rzutnik, laptopa i już. Nie potrzebujemy biur, nie mamy kosztów organizacyjnych. Wydaje się to proste i mam nadzieję, że w przyszłym roku się uda.”
 
Skąd pieniądze?
Choć w Fundacji działają młodzi ludzie, mają już sukcesy w pozyskiwaniu dotacji, ale i bardzo nowoczesne i realistyczne podejście do pieniędzy.
– Chciałbym, żebyśmy sami wypracowywali zysk, np. ze sprzedaży przedstawień, żeby nie wisieć na grantach, uniezależnić się od tego rytmu projektowego. Może mieć sklep z zabawkami, teatraliami dla dzieci. Chciałbym, żeby taka działalność generowała zysk, tak, żeby można było bez wsparcia, czy też z niewielkim wsparciem pojechać na te Mazury, czy na głęboką wieś i zrealizować projekt.
Dostaliśmy dopiero pierwszy grant na projekt, który będziemy realizowali w grudniu. To będzie spotkanie mikołajowe dla dzieci z rodzin dysfunkcyjnych, spektakl, zabawa, ale i paczki świąteczne. Założenie projektu nie jest może zbyt oryginalne, ale po prostu taki był temat zadania konkursowego, potrzeba dzielnicy. Nie jest to wymarzony projekt, ale chcemy też współpracować z dzielnicą, jest to ważne, żeby zrealizować i rozliczyć pierwszą dotację. Być może będziemy wiarygodniejszym partnerem przy staraniu się o następne granty. „Elmer, słoń w kratkę” był wyprodukowany z własnych pieniędzy, z udziałem sponsora, który kupił nam agregat prądotwórczy. To może niewiele, ale często mniej znaczy więcej, jak relacje ze sponsorem będą nadal pozytywne, to może skutkować większymi środkami na następny projekt.
 
Jak się czujecie w skórze organizacji pozarządowej? Co sprawia największe kłopoty?
– Czujemy się coraz pewniej i bardzo niepewnie. Na początku drogi nie wiedzieliśmy absolutnie nic. I gdy zaczęliśmy się zastanawiać nad tym, pojawiło się coraz więcej wątpliwości, ale i na szczęście coraz więcej jest materiałów i możliwości pomocy. Bardzo się cieszę, ponieważ jest bardzo dużo nowych organizacji, czy osób, które chcą założyć organizacje i jeżeli ktoś chce, to może bardzo łatwo i bezpłatnie uzyskać pomoc. Zaczęliśmy pisanie statutu i trafiliśmy do Centrum Szpitalna, i na szczęście od początku byliśmy pod opieką prawnika, co ułatwiło niezmiernie proces rejestracji. Statut tylko 2 razy wracał do poprawki, co, jak na doświadczenia innych organizacji, chyba niewiele?
 
- Dla mnie największą bolączką w tej chwili jest próba uporządkowania pomysłów na finansowanie tej organizacji. Potrzebuję jakiegoś wsparcia, szkolenia, poszerzenia horyzontów, czy wskazania możliwości. Bo czuję, na ile stan mojej wiedzy mi pozwala, że do niektórych projektów mógłbym uzyskać środki unijne, ale wydaje mi się to tak najeżone problemami i trudnościami, ze nie mam odwagi po nie sięgnąć.
 
- Teraz największy problem mam z czasem i ciągłym wyborem, czym teraz mam się zająć: repertuarem, dotacjami, lokalem, promowaniem teatru czy doszkalaniem. Ale myślę sobie, że jesteśmy dopiero na początku drogi.
 
Najbliższe plany?
- Jesteśmy szczęśliwi, bo podpisujemy umowę o współpracy z Bielańskim Centrum Edukacji Kulturalnej przy  ul. Szegedyńskiej. Będziemy mieli swoje stałe miejsce do grania spektakli także poza sezonem. Miejsce do pracy, przechowywania scenografii i możliwość budowania repertuaru przez cały rok. Zresztą będziemy tam z dwoma innymi organizacjami pozarządowymi, więc jest szansa na stworzenie fajnego, otwartego miejsca.
 
 
Waldek Dolecki – rocznik 1972, aktor, dziennikarz, prezenter telewizyjny – przez wiele lat „Pan od pogody” w TVP 1. Absolwent Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnaej w Warszawie, Wydziału Sztuki Lalkarskiej w Białymstoku oraz Szkoły Głowej Handlowej w Warszawie, kierunku Menadżer Kultury. Przez trzynaście lat aktor Teatru ”Lalka” w Warszawie. Producent przedstawień teatralnych m. in. w warszawskim Teatrze na Woli. Założyciel i szef Teatru Plac Zabaw. Członek Rady Fundacji na rzecz kultury i sztuki dla dzieci Plac Zabaw - Teatr. Posiadacz wspaniałego głosu. Kocha dzieci, ma dwóch synów Iwa i Borysa.

***

Fundacja na rzecz Kultury i Sztuki dla dzieci Plac Zabaw bierze udział w "Warszawskim inkubatorze kulturalnym" - projekcie Federacji Centrum Szpitalna, kierowanym przez Aldonę Machnowską-Górę. Uczestnicy mają możliwość skorzystać z cyklu szkoleń, seminariów i porad specjalistycznych, które pomogą im sprofesjonalizować swoje działania. Inkubator jest częścią działań Stołecznego Centrum Współpracy Obywatelskiej - projektu dofinansowanego przez UM Warszawa.

źródło: inf. własna (ngo.pl)
Uwaga! Przedruk, kopiowanie, skracanie, wykorzystanie tekstów (lub ich fragmentów) publikowanych w portalu www.ngo.pl w innych mediach lub w innych serwisach internetowych wymaga zgody Redakcji portalu!

SKOMENTUJ


KOMENTARZE

Nie ma żadnych komentarzy
Redakcja www.ngo.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy.