DZIŚ

Dzień Pizzy

Pełnomocnicy: Monika Michniewicz

Rozpoczynamy cykl wywiadów z osobami piastującymi w samorządach urzędy pełnomocników do spraw współpracy z organizacjami pozarządowymi. Na początek o tym, jaka powinna być rola pełnomocnika i jakie zadania przed nim stoją opowiada nam Monika Michniewicz, pełnomocniczka Prezydenta Olsztyna ds. Współpracy z Organizacjami Pozarządowymi.

Wiadomość archiwalna

A A A

2010-09-02, 02.31
Monika Michniewicz

Czym zajmowała się Pani przed objęciem funkcji pełnomocnika?

Monika Michniewicz, pełnomocniczka Prezydenta Olsztyna ds. Współpracy z Organizacjami Pozarządowymi: – Od początku mojej kariery byłam związana z administracją publiczną. Zaczynałam w urzędzie wojewódzkim, potem przeszłam do samorządu, pracuję tu już ponad 10 lat. Pełnomocniczką prezydenta Olsztyna ds. organizacji pozarządowych zostałam w październiku 2007 r., a do tego czasu pracowałam w Wydziale Zdrowia, zajmowałam się tam promocją, edukacją, a także kontaktami z organizacjami pozarządowymi, ponieważ wiele z nich z nami współpracowało. Gdy zrezygnował poprzedni pełnomocnik, doszłam do wniosku, że potrzebuję nowych wyzwań, a ta praca wydawała mi się ciekawa, poza tym byłam i nadal jestem prywatnie związana z organizacjami pozarządowymi – od lat młodzieńczych w nich działam.

Kim Pani zdaniem jest pełnomocnik? Jaka powinna być jego rola? Czy bardziej reprezentuje miasto wobec organizacji pozarządowych, czy może interesy organizacji wobec miasta?

M.M.: – Szefem pełnomocnika jest prezydent, w tym sensie więc pełnomocnik jest częścią urzędu i reprezentuje miasto. Moim zdaniem jednak nie można powiedzieć, że pełnomocnik kogoś reprezentuję bardziej, ponieważ jego zadaniem jest reprezentowanie mieszkańców. Powinien łączyć interesy, a nie stawać bardziej po czyjejś stronie. Powinien łączyć to, co mówią i wiedzą organizacje, które rzeczywiście są najbliżej ludzi, z tym, co może i wie reprezentacja wspólnoty samorządowej.

Bardzo dobrze, jeżeli pełnomocnik ma wiedzę i kompetencje związane z administracją publiczną, ale absolutnie niezbędne jest, żeby miał w sobie ideę pozarządową. Trudno jest przekonywać kogoś do czegoś, czego się samemu nie czuje.

Czy łatwo jest pełnić tę funkcję?

M.M.: – Gdybym powiedziała, że łatwo, to pewnie byłabym osamotniona w kraju. Prawdą jest, że jeśli chce się tę pracę wykonywać dobrze, to trzeba się natrudzić. Stoimy trochę okrakiem między potrzebami organizacji a możliwościami samorządu. Największa trudność związana jest z postawami ludzi – ciężko jest pracować nad ich zmianami, zarówno wśród organizacji, jak i wśród urzędników. Po obu stronach spotykam się z niezrozumieniem, ale przede wszystkim z brakiem chęci, aby posiąść wiedzę o sobie nawzajem.

Organizacje wiedzą dużo, mogą podpowiadać pewnie rozwiązania, przejmować zadania od samorządu. Z drugiej strony jednak – obok wielu bardzo fajnych, mądrych i wyspecjalizowanych organizacji, albo i małych, ale prężnie działających – są i takie, które zupełnie nie przyjmują do wiadomości, że urzędnicy samorządowi mają pewne ograniczenia, że muszą działać w zgodzie z prawem. Ludzie z tych organizacji z góry są uprzedzeni do urzędników, postrzegają nas, jako te panie, które siedzą, piją kawę i nic nie robią. Kto nie pracował w urzędzie, ten często nie zdaje sobie sprawy, jak to wszystko wygląda od podszewki. I często nie chce wiedzieć.

Czy miejsce organizacji jako partnera w realizacji zadań publicznych jest zauważalne, znaczące w Pani samorządzie?

M.M.: – Tak, chociaż czuję pewien niedosyt, ponieważ jesteśmy daleko od celu, który byśmy chcieli osiągnąć. Chcielibyśmy przekazywać organizacjom więcej zadań do realizacji, ale wyspecjalizowanym organizacjom. Problem polega na tym, że brakuje nam standardów. Jedynie ustawa o pomocy społecznej formułuje pewne wymagania co do zadań powierzanych czy zlecanych organizacjom. Aby zlecać zadania, trzeba wiedzieć, czego się chce i jak ma to być wykonane. Ale i organizacje muszą być wiarygodne.

W Olsztynie coraz więcej zadań jest zlecanych, ale nie tylko: podejmowanych jest mnóstwo różnych przedsięwzięć, które robimy po prostu wspólnie – finansowo i pozafinansowo.

Nasze biuro działa od sześciu lat. Oprócz tego, że współpracujemy z organizacjami, sprawujemy nad nimi także nadzór. Pod tym względem jesteśmy wyjątkową jednostką wśród nam podobnych. W ramach nadzoru, sprawowanego w imieniu starosty, np. zgłaszamy opinie do statutów dla sądu, jeśli docierają do nas informacje, że coś źle się dzieje w organizacji – zwracamy się z prośbą o wyjaśnienia, czasami musimy reagować, czyli np. zwrócić się do sądu o uchylenie jakiejś uchwały. Pomagamy też organizacjom się rozwiązać, ponieważ nie jest to taka prosta procedura, powołujemy np. kuratorów i likwidatorów. Dzięki tym nadzorczym kompetencjom mamy szerszą wiedzę o tym, co się dzieje w organizacjach. W Olsztynie mamy ponad 900 organizacji na 176 tys. mieszkańców. W porównaniu z innymi podobnymi miastami jest u nas dość duże zagęszczenie inicjatyw pozarządowych. To, że organizacji przybywa, determinuje także wzrost ich ważności. Ich głos liczy się w mieście.

Ile pieniędzy przeznacza Pani samorząd rocznie na współpracę z organizacjami pozarządowymi i jaki jest to procent budżetu miasta?

M.M.: – Obecnie wynosi to 8,5 mln zł. Niestety spadł nam procent budżetu poniżej 1. W 2007 r. kwoty przeznaczane na współpracę z organizacjami wynosiły 1,4% budżetu, w 2008 r. – 1,03%, a w 2009 r. – 0,94%. Miał na to wpływ ogólny kryzys. Jednak w naszym programie współpracy pojawiają się stale nowe zadania.

W jaki sposób kontaktuje się Pani z organizacjami?

M.M.: – Jednym ze sposobów komunikacji jest strona internetowa – przeznaczona specjalnie dla organizacji. Tam umieszczamy wszelkie ogłoszenia i informacje ich dotyczące, także dokumenty. Mamy również bazę e-mail – poczta elektroniczna to obecnie najpewniejszy, najszybszy i najtańszy sposób komunikacji z organizacjami. Bardziej oficjalnie kontaktujemy się poprzez Radę Organizacji Pozarządowych Miasta Olsztyn (ROPMO) oraz poprzez Zespół Konsultacyjny. Jest to ciało opiniodawczo-doradcze przy prezydencie, które – jeśli taka będzie wola organizacji – być może się rozwiąże i powstanie zamiast tego Rada Pożytku Publicznego. Na razie czekamy na inicjatywę organizacji.

Organizacje kontaktują się z nami także telefonicznie, przychodzą osobiście, aby coś omówić. Zawsze znajdują u nas pomoc. Nasi pracownicy służą pomocą i radą w takich kwestiach np. jak założyć organizacje, czy jak poradzić sobie z problemami księgowymi. W tym zakresie uzupełniamy się z Olsztyńskim Centrum Organizacji Pozarządowych (OCOP). Nie ze wszystkim przecież organizacje mają chęć przychodzić do nas. Jeśli organizacja wie, że popadła w tarapaty związane z rachunkowością, to łatwiej im będzie pójść po pomoc do OCOP-u niż do urzędnika. Centrum zresztą po to powstało – aby wspierać organizacje szkoleniami i doradztwem. Nie wyobrażam sobie braku współpracy między nami.

Jakie są najważniejsze zadania, problemy dotyczące współpracy administracji z organizacjami w Pani mieście?

M.M.: – Na pewno jest ich dużo. Przede wszystkim teraz są związane ze znowelizowaną ustawą o działalności pożytku publicznego. Mamy rok wyborczy, zatem uchwalenie programów współpracy do 30 listopada – jak tego wymaga obecnie ustawa – będzie wyzwaniem, zwłaszcza, że trzeba będzie wpisywać konkretne kwoty na jego realizację. Konieczne są także nowe regulacje dotyczące np. inicjatywy lokalnej, komisji konkursowych – w Olsztynie np. do tej pory brali w nich udział radni, teraz już nie mogą.

W długofalowej współpracy wyzwaniem jest na pewno zwiększenie ilości umów wieloletnich, bo mamy z tym kłopot, a wiele jest zadań, które mają stały charakter i wymagają stałej formy finansowania.

Inne zadanie to stabilna polityka finansowa, przede wszystkim doprowadzenie do stabilizacji w centrum organizacji pozarządowych.

Standaryzacja działań też jest dla nas ważna. Standardy są niezbędne, aby organizacje budowały swoją markę, a my, abyśmy mieli pewność, że zadania, które im zlecamy czy powierzamy są wykonywane tak, jak być powinny.

Kolejne zadanie to szkolenia – coraz więcej organizacji zgłasza do nas zapotrzebowanie na szkolenia specjalistyczne, np. z organizowania imprez sportowych. To może się wydawać dziwne, ale weźmy pod uwagę, że większość organizacji sportowych, klubów prowadzonych jest przez trenerów. Oni często nie wiedzą, jak szukać pieniędzy na takie imprezy, jak je promować, jakie dokumenty, formalności są niezbędne. Potrzebują szkoleń.

Jaki powinien być według Pani wymarzony model współpracy?

M.M.: – Partnerski. Chociaż tak naprawdę to trudno powiedzieć, ponieważ współpraca to proces. Być może dzisiejszy wymarzony model nie będzie odpowiedni za 3 czy 5 lat. W Olsztynie program współpracy ma charakter zadaniowy, natomiast zasady współpracy samorządu i organizacji zostały zapisane w osobnej uchwale o współpracy i w zasadzie już po 2 latach trzeba było ją zmieniać, ponieważ ten model współpracy się zmienia. Wiem, do czego chciałabym dążyć: do partnerstwa i profesjonalizacji organizacji i urzędników.

Największa porażka?

M.M.: – Chyba za krótko pracuję, aby mówić o największej porażce. Zawsze porażką dla mnie jest poczucie bezsilności, gdy nie mogę przekonać czy to organizacji, czy urzędników do tego, że warto współpracować.

Największy sukces?

M.M.: – Na sukces też muszę jeszcze popracować, chociaż niewątpliwie osiągnięciem jest to, co wydarzyło się w tym roku z 1% w Olsztynie. Wspólnie z ROPMO od kilku lat prowadzimy akcję promującą 1% i z roku na rok kwoty przekazywane przez olsztynian się zwiększają. W tym roku szczególnie namawialiśmy podatników do tego, aby pozostawili te pieniądze w Olsztynie. Do tej pory znacznie więcej środków było przekazywanych organizacjom spoza miasta, w tym roku udało się te proporcje odwrócić i to znacząco. Sukcesem jest też otwarcie i funkcjonowanie Olsztyńskiego Centrum Organizacji Pozarządowych, ale trudno powiedzieć, aby był to mój sukces, ponieważ ciężko pracowało na to wiele osób.

 

Monika Michniewicz – ur. w 1973 r., olsztynianka, absolwentka pedagogiki i zarządzania, od ponad dekady samorządowiec, od dziecka społecznik, prywatnie miłośniczka zwierząt, aktywności fizycznej i kina brytyjskiego. Mama 9-letniego żeglarza i 5-letniej tancerki.

źródło: inf. własna (ngo.pl)
Uwaga! Przedruk, kopiowanie, skracanie, wykorzystanie tekstów (lub ich fragmentów) publikowanych w portalu www.ngo.pl w innych mediach lub w innych serwisach internetowych wymaga zgody Redakcji portalu!

SKOMENTUJ


KOMENTARZE

Nie ma żadnych komentarzy
Redakcja www.ngo.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy.