Przejdź do treści głównej

10 mililitrów życia

autor(ka): Anna Malinowska
2010-08-06, 06:25
archiwalne
Maciej Stuhr podczas zabiegu pobierania szpiku
10 mililitrów krwi. Tyle wystarczy, by zostać zarejestrowanym w banku dawców szpiku. Jeśli telefon zadzwoni, potrzeba pięciu godzin spędzonych nieruchomo w fotelu, żeby ktoś skazany na śmierć uniknął wyroku. Efektem spełniania marzenia zmarłej siatkarki Agaty Mróz, jest trwająca już ponad dwa lata akcja miesięcznika „PANI”. Życie 8-letniej dziewczynki uratował niedawno Maciej Stuhr. Jednak by stać się bohaterem, nie trzeba mieć znanej twarzy.

Rodzina i przyjaciele odliczali już dni aż wyjdzie ze szpitala. Agata Mróz była po przeszczepie i wszystko wskazywało, że już za chwilę będzie mogła w pełni cieszyć się swoją małą córeczką Lilianą. Pomimo ogromnego ryzyka, urodziła dwa miesiące wcześniej. Śmiała się, że to nie tylko dziecko jej i męża Jacka, ale całego narodu, bo tysiące Polaków oddawało krew, z której korzystała przy porodzie.

Cały kraj kibicował w tym czasie siatkarce mocniej niż podczas jakiegokolwiek meczu 'Złotek" – polskiej siatkarskiej reprezentacji kobiet. Kciuki trzymała również Iza Komendołowicz – szefowa działu reportażu w Magazynie „PANI”. W upalną środę 4 czerwca 2008 r. jechała samochodem, kiedy w radio podano kolejny komunikat. We wtorek wdało się zakażenie. Agata już nigdy nie zobaczy, jak jej ukochana Liliana dorasta.

Zmniejszyć różnicę

– Dotarło do mnie wtedy, że Agata poczas długiej choroby i jeszcze w tym ostatnim okresie przed przeszczepem, bardzo często i chętnie spotykała się z mediami. Mówiła o tym, że w Polsce jest wielokrotniej mniej dawców w porównianiu z innymi krajami europejskimi. Apelowała, by ludzie oddawali krew, bo być może są potencjalnymi dawcami. Być może czyjeś życie jest w ich rękach – wspomina Iza Komendołowicz.

– Agata, nawet kiedy była już ciężko chora, zawsze myślała najpierw o innych – opowiada Monika Sankowska, przyjaciółka zmarłej siatkarki, przewodnicząca Rady „Fundacji Przeciwko Leukemii”. – Takich jak ona jest niewielu. Ludzie chorzy na białaczkę są bardzo zachowawczy, skupiają się na sobie, własnym bólu, strachu, wycieńczeniu. Ona, chociaż nie mogła nawet chodzić przez potworny ból nogi, ciągle mówiła o innych chorych potrzebujących pomocy. Jedna z koleżanek, o które tak bardzo zabiegała Agata, żyje, jest po przeszczepie.

Każdego roku na nowotwory krwi zapada w Polsce 10 tys. osób. Średnia liczba wykonywanych przeszczepów od dawcy niespokrewnionego to w ostatnich latach ok. 150. By zarejestrować się w banku dawców szpiku, wystarczy oddać 10 militrów krwi.

Bank życia

Kiedy Iza Komendołowicz dotarła do budynku redakcji, w środku już panowało poruszenie: „Trzeba natychmiast napisać duży artykuł o Agacie, trzeba więcej pisać o leukemii, o możliwościach zgłaszania się do banków szpiku, koniecznie nagłaśniać temat regularnie!”. To przesłanie próbowała przecież przekazać Agata, udzielając wywiadów. Szybko pojawił się konkretny pomysł: zróbmy akcję, którą nazwiemy "Życzenie Agaty”. Chociaż mieli w rękach siłę przekazu, potrzebowali jednak wiedzy merytorycznej. Nawiązali kontakt z „Fundacją Przeciwko Leukemii”. Współpracują do dziś.

Historycznie banki szpiku, czyli rejestry potencjalnych dawców szpiku, powstawały w różnych krajach nie tylko dzięki inicjatywom rządowym, ale przede wszystkim dzięki organizacjom pozarządowym. Budżety państw nie były w stanie unieść finansowego ciężaru stworzenia takich przedsięwzięć. Potrzebna była inicjatywa ludzi, którzy często stracili swoich bliskich, bo nie znalazł się dawca.

Dziesięć lat temu z tego samego powodu powstała „Fundacja Przeciwko Leukemii”. Sytuacja chorych była wtedy zupełnie beznadziejna, bo państwowe banki dawców – pomimo, że przeznaczano środki finansowe na badania, były absolutnie niewydolne i nieprzygotowane do profesjonalnej opieki medycznej.

Pierwszy przeszczep szpiku od dawcy niespokrewnionego wykonano w Polsce w Klinice Hematologii w Katowicach, kierowanej dzisiaj przez prof. Sławomirę Kyrcz-Krzemień. Autorką metod służących do doboru dawcy była Monika Sankowska. Chora przeszczepiona w 1997 r. żyje do dzisiaj. W następnych latach wykonywano po kilka zabiegów przeszczepienia szpiku rocznie. Dwie instytucje, „Fundacja Przeciwko Leukemii” i NZOZ Medigen, przez 10 lat swojej działalności wykonały ogromną pracę edukacyjną, zwiększając świadomość dawców, chorych, środowisk lekarskich i pielęgniarek.

Siła impulsu

Chociaż od śmierci Agaty Mróz coraz więcej młodych ludzi bez wahania oddaje krew, to jednak nadal potrzebna jest zachęta, impuls. Rzadko kto, sam z siebie, przetrząśnie internet w poszukiwaniu najbliższego punktu prowadzącego rejestr dawców. Potrzeba artykułu, billboardu, programu w telewizji...

– Akcja „Życzenie Agaty” była strzałem w dziesiątkę, bo my – choć sami jeździmy po Polsce, organizując prelekcje i inne wydarzenia zachęcające do zapisania się do banku szpiku, nie dysponujemy funduszami, które pozwoliłyby nam aż tak nagłaśniać sprawę – mówi Monika Sankowska.

Redakcja „PANI” postanowiła namawiać sławne osoby, by oddały krew i w ten sposób ich nazwiska pojawiały się w banku szpiku. Oprócz tego, redakcja prowadziła akcje towarzyszące, m. in. aukcję kalendarzy z autografami znanych i cenionych Polaków – wśród nich Wisławy Szymborskiej, Lecha Wałęsy, Sławomira Mrożka czy Donalda Tuska. Do postaci znanych ze srebrnego ekranu, dziennikarki Pani dzwoniły, zapraszając do wypełnienia ankiety i oddania krwi. Badania sfinansowało NZOZ Medigen.

– Większość osób zgadzała się natychmiast. Cieszyły się z naszego telofonu, mówiły, że od dawna o tym myślały – mówi Iza Komendołowicz. Zdarzali się jednak tacy, którzy odmawiali. – Mają oczywiście do tego prawo, a my nie pytamy o powody. Lepsza stanowcza decyzja na „nie”, niż późniejsze wycofywanie się.

Swoją krew oddali oczywiście tłumnie dziennikarze „PANI” z redaktor naczelną Małgorzadą Domagalik na czele.

Marysia Seweryn, Anita Werner, Jarosław Kuźniar, Ania Dąbrowska, Marcin Dorociński i Maciej Stuhr, którego Prezydiuem Kapituły wyróżniło w tym roku „Złotym Laurem” (nagrodą przeznawaną dla osoby, która szczególnie zaangażowała się w ideę propagowania akcji i ratowania ludzkiego życia), to tylko niektóre ze znanych osób, które odpowiedziały na wezwanie miesięcznika „PANI”.

– Im dłużej trwa akcja, im więcej osób bierze w niej udział, tym bardziej zwiększa się świadomość innych ludzi, którzy widząc znaną twarz, postanawiają sami się do nas zgłosić – cieszy się Monika Sankowska.

– Każda forma zachęcenia kogoś do oddania krwi zwiększa szanse chorych cierpiących na leukemię – dodaje mąż Agaty, Jacek Olszewski. – Dawcami zostają najczęściej ludzie, którzy nawet nie spodziewają się, że ich telefon któregoś dnia naprawdę zadzwoni.

To nie boli!

Nie spodziewał się tego także Maciej Stuhr.

– Zostałem zaproszony do akcji i zapisania się do banku szpiku. Poszedłem, oddałem krew, zapomniałem. Nie pomyślałem nawet, że faktycznie mogę zostać dawcą, że robię coś nadzwyczajnego – wspomina. Jednak jego komórka odezwała się już po trzech miesiącach. Przeszedł więc serię badań, które potwierdziły zgodność kodu genetycznego.

Są dwie metody pobierania szpiku – jedna z talerza kości biodrowej ze znieczuleniem ogólnym, druga poprzez pobieranie komórek krwi, którą wybrał aktor. Przed zabiegiem przyjmował zastrzyki, które choć go osłabiały, nie spowodowały przerwy w pracy.

– Miałem wtedy bardzo napięty okres, grałem z teatrem za granicą. Nie mogłem pozwolić sobie na zejście ze sceny. Czułem się słabiej, ale nie było to coś, czego nie można wytrzymać – opowiada. – Dzień zabiegu? Nakłucie, jak przy pobraniu krwi, a potem pięć godzin nieruchomo w fotelu. Koniec. Nie jest to może przysłowiowe ”wąchanie fiołków” i zabieg wyjątkowo komfortowy, ale o czym my w ogóle rozmawiamy, jeśli na szali jest czyjeś życie – podkreśla.

Przeszczep się przyjął, a 8-letnia biorczyni dostała w prezencie nową krew. Nowe życie.

– Istnieją wstępne plany, żebyśmy się poznali, ale jeszcze nic do końca nie wiadomo. Taką samą chęć wyrazić musi rodzina dziewczynki – zdradza Maciej Stuhr. Od przeszczepu muszą bowiem upłynąć trzy lata, zanim dawca i biorca mogą uścisnąć sobie dłoń.

Ze szpitala na K-2

Swoją biorczynię, Dorotkę, poznała natomiast himalaistka Anna Czerwińska, laureatka pierwszej edycji akcji „Życzenie Agaty”, która szpik oddała jeszcze w 2006 r. Czekała na to pięć lat. Tu zwyciężyła wytrwałość w chęci ratowania ludzkiego życia. W jednej z fundacji, do której Anna Czerwińska zgłosiła się w 2001 r., usłyszała, że jako 52-latka jest za stara. Nie poddała się jednak i zapukała do drzwi „Fundacji Przeciwko Leukemii”, gdzie pobrano jej krew.

– Istotnie, do rejestracji w banku namawiamy głównie osoby między 18 a 40 rokiem życia. Powodów jest kilka. Po pierwsze, klinika przeprowadzająca zabieg, mając do wyboru dawcę młodszego i starszego, zawsze wybierze tego pierwszego. Po drugie, młodsza osoba dłużej figuruje w rejestrze, a dawcą można być aż trzykrotnie. Nie znaczy to jednak, że osoby powyżej tego przedziału wiekowego nie mogą być dawcami i na pewno nie skreślimy chętnych, którzy się do nas zgłoszą – mówi Monika Sankowska. Definitywnie wykluczone są jedynie osoby zarażone wirusem HIV lub te, które mają w wywiadzie nowotwór albo żółtaczkę zakaźną typu B i C. Miesiąc po oddaniu szpiku Anna Czerwińska weszła na K-2.

Siła informacji

Monika Sankowska podkreśla też, że akcja „Życzenie Agaty” przyczyniła się nie tylko do zwiększenia ilości pobrań, ale i wzrostu świadomości na temat samej choroby. Również wśród samych pacjentów, których sytuacja pod kątem opieki medycznej jest mocno niekomfortowa.

– Ogromnym problemem jest zbyt poźne kierowanie chorych do klinik kwalifikujacych do zabiegu przeszczepiania szpiku. Ośrodki poszukujące dawców i nie posiadające odpowiedniej akredytacji, mają mniejszą pulę potencjalnych dawców do dyspozycji, a chory trafiający do takiego ośrodka, ma tym samym mniejsze szanse na przeszczep. Dlatego właśnie dla pacjenta niezwyle ważna jest informacja o tym, kto poszukuje dla niego dawcy szpiku, jakie ma akredytacje i jaki ośrodek transplantacyjny, z jaką liczbą przeprowadzonych zabiegów na koncie, będzie wykonywał przeszczep. Pacjent ma prawo do informacji i wyboru – zarówno ośrodka prowadzącego dobór dawcy, jak i wykonującego zabieg przeszczepienia szpiku. Bardzo istotne jest tworzenie krajowych rejestrów dawców. Są już oni w Polsce dostępni natychmiast, a czas w leczeniu tych chorób jest niezwykle ważny i cenny – tłumaczy M. Sankowska.

Decyzja bohatera

Choć, jak mówi Jacek Olszewski, największym marzeniem Agaty było oczywiście żyć i cieszyć się córką, to jej przesłanie, by oddawać krew, zwiększając tym samym szanse na przeżycie innym, jest – dzięki takim akcjom, jak ta zainicjowana przez Magazyn „PANI” – realizowane każdego dnia.

– Minęło już ponad pół roku, a ja codziennie oswajam się z myślą, że to co się stało, stało się naprawdę. Do końca nie mogę pojąć, jak ogromne znaczenie miała decyzja o zwyczajnym oddaniu krwi – mówi Maciej Stuhr. – Nie ma w naszym życiu wielu sytuacji, kiedy możemy powiedzieć, że to co robimy ma naprawdę głębszy sens. A to jest najprawdziwszy sposób, by stać się bohaterem. Kto z nas, nie chciałby nim zostać? – dodaje, podkreślając, że to, co właśnie powiedział pozbawione jest najmniejszej przesady. Na zakończenie zachęca do wejścia na www.leukemia.pl . Nie czekam. Wchodzę.

 

***

W tym roku kandydatów do nagrody „Złotego Lauru” nominowali członkowie Prezydium Kapituły w składzie: Bożena Walter (prezes fundacji TVN "Nie jesteś sam"), Monika Sankowska (przewodnicząca fundacji Przeciwko Leukemii), Jacek Olszewski (mąż Agaty Mróz-Olszewskiej), prof. Krzysztof Kałwak (ordynator z Kliniki Transplantologii Szpiku we Wrocławiu). W składzie Kapituły były także: Monika Krokiewicz (wydawca pism luksusowych wydawnictwa Bauer) oraz Małgorzata Domagalik (redaktor naczelna PANI).


LOGO

Źródło: inf. własna (ngo.pl)
Uwaga! Przedruk, kopiowanie, skracanie, wykorzystanie tekstów (lub ich fragmentów) publikowanych w portalu www.ngo.pl w innych mediach lub w innych serwisach internetowych wymaga zgody Redakcji portalu!
Wyraź opinię 2 0

Skomentuj

KOMENTARZE

  • Nie ma pieniędzy na badania potencjalnych dawców ~marc. 06.08.2010, 11:48 Problem polega na tym, że brakuje pieniędzy na badania potencjalnych dawców szpiku. Fragment artykułu z wczorajszej Wyborczej Stołecznej: Chętni do oddania szpiku mają teraz małe szanse, by ich nazwiska szybko znalazły się w rejestrach dawców. Zanim ktoś do nich trafi, musi przejść badanie krwi. - Jedno kosztuje 350 zł. Potencjalnych dawców zapraszamy, kiedy mamy pieniądze. W tym roku kwota, którą dostaliśmy z Ministerstwa Zdrowia, rozeszła się błyskawicznie. Naszym priorytetem są badania zarejestrowanych dawców dla chorych, którzy czekają na szybki przeszczep. To kosztuje 10-20 tys. zł - informuje Jolanta Hołoweńko, wicedyrektor Poltransplantu. http://wyborcza.pl/1,94898,8215252,Chca_oddac_szpik__ale_nie_ma_pieniedzy_by_i ch_zbadac.html Wspaniale, że organizacje i znani ludzie angażują się w tak szlachetną akcję, żal, że jak zwykle brakuje pieniędzy. To nie jest nowy problem, gazety piszą o tym co roku. Ministerstwo Zdrowia nie znalazło jak widać do tej pory rozwiązania (lub nie szuka...). Mnie udało się dołączyć do rejestru dawców szpiku kilka lat temu, dzięki temu, że dodatkową próbkę pobrano przy okazji oddawania krwi w Centrum Krwiodawstwa - akurat trafiłam na moment, kiedy pieniądze na badanie były na miejscu. Pytanie, czy nie można by tej akcji prowadzić w Centrach Krwiodawstwa i tam pobierać dodatkową próbkę krwi? Centra mają możliwość, żeby to robić, w końcu naszą honorowo oddaną krew sprzedają szpitalom. ODPOWIEDZ

Redakcja www.ngo.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

  • dobroczynność, filantropia
  • media
  • ochrona zdrowia
  • społeczeństwo obywatelskie
  • wolontariat
  • wolontariusze