DZIŚ

Dzień Pizzy

Katowice: Pozytywne wibracje obywatelskie

Jeszcze dwa lata temu w konsultacjach nad rocznym programem współpracy w Katowicach wzięły udział tylko dwie organizacje. W 2009 było już ich kilkadziesiąt. To pokazuje, jak w ciągu zaledwie dwóch lat zmienił się klimat w mieście – mówi Grzegorz Wójkowski ze stowarzyszenia „Bona Fides”.

Wiadomość archiwalna

A A A

autor(ka): Łukasz Wójcicki

2010-04-29, 02.35

Jakie były początki? Po co powstało Bona Fides?
G. W.: – Stowarzyszenie zostało założone w 2003 roku przez studentów socjologii Uniwersytety Śląskiego. Uznaliśmy wspólnie, że jeżeli chcemy, żeby coś się w Katowicach zmieniało, to powinniśmy się sami zorganizować, a nie czekać aż ktoś przyjdzie i coś dla nas zrobi. Chcieliśmy budować społeczeństwo obywatelskie. Na początku nie wiedzieliśmy jeszcze co i jak, ale na pewno mieliśmy chęci. Przez pierwsze dwa czy trzy lata krystalizowała się wizja tego, czym stowarzyszenie ma się zajmować, w którym kierunku warto iść, co my tak na prawdę chcemy robić.

Ostatnio dużo się mówi o społeczeństwie obywatelskim i jest ono definiowane na różne sposoby. Często też służy jako słowo wytrych, które dobrze brzmi, ale jest pustym sloganem. Czym dla Pana jest społeczeństwo obywatelskie?

G. W.:– Uważam, że to mieszkańcy danej dzielnicy, gminy czy wioski wiedzą najlepiej, jakie są ich problemy, co trzeba zmienić, poprawić, żeby żyło się im lepiej. Dlatego też w mojej pracy dążę do tego, żeby jak najwięcej ważnych decyzji podejmowanych przez urzędy było wcześniej konsultowanych z mieszkańcami. Władza powinna rozmawiać z mieszkańcami, wspierać ich samoorganizację, żeby mieć w społeczności lokalnej partnera do dyskusji o problemach. Zatem dla mnie społeczeństwo obywatelskie z jednej strony tworzą osoby, które potrafią się oddolnie zorganizować, żeby brać udział w życiu publicznym i mieć wpływ na proces podejmowania decyzji. Z drugiej strony potrzebna jest przychylność władzy, która daje pole do działania, aktywnie informuje i uważnie słucha, co mieszkańcy mają do powiedzenia. Współpraca obu stron jest niezbędna, dlatego jako stowarzyszenie działamy jakby na styku tych dwóch światów. Z jednej strony przyglądamy się, na ile urzędy funkcjonują przejrzyście i są otwarte na społeczność lokalną, a z drugiej strony inicjujemy projekty zachęcające mieszkańców do spotykania się, debatowania o lokalnych problemach i włączania się w lokalne życie publiczne. 
 
Na swojej stronie internetowej piszecie Państwo, że jesteście apolityczni, ale czy działając na gruncie monitorowania władzy i jednocześnie zachęcania obywateli do, w pewnym stopniu, uniezależniania się od niej, łatwo być apolitycznym?
G. W.: – To zależy, jak rozumiemy ten termin. W Katowicach na przykład krytykujemy pewne pomysły i posunięcia władz miasta, ale przy innych projektach z nimi współpracujemy. To co robimy, w jakimś sensie jest działaniem politycznym, tyle że my zawsze podkreślamy, że walczymy ze sprawami, problemami, a nie z ludźmi. W ten sposób staramy się być apolityczni. Interesuje nas problem, dana sprawa do rozwiązania, a nie to, jakie ugrupowanie polityczne jest w nie zaangażowane. Ważne jest też dla nas to, że nigdy nie staraliśmy się i nie zamierzamy się starać o stanowiska w urzędzie czy radzie miasta, a także to, że świadomie zrezygnowaliśmy z ubiegania się o jakiekolwiek dotacje z urzędu na realizację naszych działań.
 
To, co mnie najbardziej interesuje, to relacja pomiędzy Waszą organizacją a władzami miejskimi czy gminnymi. Co dotychczas udało się wypracować na tej płaszczyźnie?
G. W.: – W 2007 roku przeprowadziliśmy monitoring Urzędu Miasta Katowice. Chcieliśmy się przyjrzeć, jak wygląda współpraca władz miasta i radnych z mieszkańcami, zarówno od strony rozwiązań systemowych, jak i od strony praktycznej. Powstał raport, który pokazał, że w Katowicach brakuje rozwiązań systemowych i mechanizmów, które stymulowałyby partycypację społeczną czy społeczeństwo obywatelskie w ogóle. Kolejne trzy lata poświęciliśmy na działania zmierzające do usprawnienia komunikacji i współpracy pomiędzy urzędem i mieszkańcami. Zaczęliśmy od tego, że przekonaliśmy radę miasta do stworzenia mechanizmu inicjatywy uchwałodawczej mieszkańców, a teraz jesteśmy w trakcie zbierania podpisów pod pierwszym napisanym przez nas projektem uchwały. Walczyliśmy także o wprowadzenie głosowania imiennego radnych, żeby mieszkańcy mogli widzieć, jak naprawdę głosują ich reprezentanci. Również m.in. dzięki naszym staraniom, od września 2008 roku w Katowicach istnieje niezależna komórka do spraw współpracy z organizacjami pozarządowymi. Coroczny program współpracy powstaje w wyniku konsultacji z organizacjami pozarządowymi. Kolejna rzecz to Biuletyn Informacji Publicznej. Chcieliśmy, aby znalazły się w nim informacje naprawdę przydatne mieszkańcom. Udało się przeforsować kilka propozycji, dzięki którym biuletyn jest bardziej przejrzysty i funkcjonalny.
Jest także wiele mniejszych spraw. Udało nam się na przykład niedawno przekonać kilkanaście instytucji publicznych w Katowicach, jak Urząd Miasta czy Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej, aby zorganizowały przestrzeń dla dzieci. Rodzaj ogródka, gdzie dzieciaki mogą się bawić w czasie, gdy rodzice załatwiają urzędowe sprawy. Pomogliśmy też jednej organizacji z Sosnowca zorganizować podobne ogródki w ich lokalnych urzędach. Aktualnie przygotowujemy kolejny raport o tym, jak wygląda komunikacja pomiędzy urzędem a mieszkańcami, jak urząd miasta informuje katowiczan o różnych ważnych sprawach, zbiera ich opinie i tworzy przestrzeń dialogu. Ma to być informacja dla urzędu, co funkcjonuje dobrze, a co zmienić lub poprawić, a dla nas punkt wyjścia do działania na kolejne kilka lat.
 
A jak układa się wasza współpraca z innymi organizacjami i przede wszystkim z mieszkańcami?
G. W.: – Jeszcze dwa lata temu w konsultacjach nad rocznym programem współpracy wzięły udział tylko 2 organizacje. W 2009 r. było już ich kilkadziesiąt. To pokazuje, jak w ciągu zaledwie dwóch lat zmienił się klimat w mieście. Bez żadnej wątpliwości mogę powiedzieć, że w Katowicach rośnie liczba organizacji, które chcą być partnerem urzędu, a współpraca pomiędzy nimi przynosi coraz lepsze efekty. Dla przykładu mogę powiedzieć, że w ciągu mniej więcej roku najpierw powstała przy urzędzie grupa problemowa ds. współpracy, w której pracach bierze udział kilkanaście organizacji. Kolejnym krokiem było stworzenie grup problemowych w zawężonym zakresie, np. pomocy społecznej, kultury czy ekologii, a teraz pojawiła się grupa, która zaczyna pracować nad diagnozą potrzeb organizacji, co ma w efekcie doprowadzić do stworzenia centrum organizacji pozarządowych. Część tych zmian inicjowaliśmy, w części bierzemy aktywny udział, a innym się przyglądamy z boku, ale to nie jest ważne. Najważniejsze jest to, że w Katowicach pojawiły się takie pozytywne wibracje, które na pewno dobrze wróżą na przyszłość.
Jeśli chodzi o mieszkańców to przede wszystkim organizujemy w Katowicach otwarte spotkania dyskusyjne, na które każdy może przyjść i porozmawiać na ważne dla miasta tematy. Zgłasza się do nas także coraz więcej osób z różnymi problemami, które mogą w naszym stowarzyszeniu otrzymać bezpłatną pomoc związaną z dostępem do informacji publicznej i prawem administracyjnym. Poza tym na początku tego roku ruszyliśmy z pierwszą Szkołą Aktywności Obywatelskiej skierowaną do mieszkańców całego województwa, w której uczestnicy nabywają wiedzę i umiejętności w zakresie organizowania akcji społecznych, kontrolowania i wpływania na lokalną władzę i angażowania się w życie publiczne swoich dzielnic, gmin i miast. Poza tym, jako że jest dość głośno o nas w całym województwie, to co i rusz dzwonią i piszą do nas ludzie z różnych stron z prośbą o wsparcie. Najchętniej pomagamy, dostarczając im narzędzi do tego, aby sami potrafili się zorganizować i zabiegać o swoje prawa. Tym samym różne lokalne problemy są rozwiązywane, bo ludzie widzą, że mają wpływ na sprawy, które do tej pory były ustalane ponad nimi.
 
A jak miasto reagują na pomysł większego uczestnictwa obywateli w procesie decyzyjnym?
G. W.: – Jeśli chodzi o Katowice, gdzie mamy najczęstszy kontakt z władzą, to na początku traktowano nas z dużą nieufnością, widząc w nas konkurencję na radnych (śmiech). Teraz, przez te kilka lat, Urząd Miasta już się do nas chyba przyzwyczaił. Zresztą obserwujemy dużo większą otwartość urzędników w Katowicach, ale to wszystko jest proces, który wymaga czasu. Jeśli chodzi o inne gminy w województwie śląskim, to jest różnie. Są urzędy bardzo otwarte i gotowe na dialog. Kiedy na przykład wydajemy raport, kontaktują się z nami i wspólnie dyskutujemy, co warto poprawić w funkcjonowaniu urzędu. Ale są też urzędy, z reguły te najmniej przejrzyste, które mówią, że to co robimy jest nierzetelne i oszołomskie, a w ogóle to ich urząd jest super i nic nie trzeba zmieniać.
 
Jakie macie plany?
G. W.: – Jesteśmy w trakcie przygotowywania raportu o tym, jak wyglądała współpraca pomiędzy Urzędem Miasta Katowice a mieszkańcami w ciągu ostatnich trzech lat. Ponadto kontynuujemy zaczęte projekty, na przykład kawiarenkę obywatelską – „Porozmawiajmy o Katowicach”, która wystartowała w październiku zeszłego roku. Raz w miesiącu w Galerii BWA spotykamy się i rozmawiamy o ważnych tematach związanych z miastem. Zapraszani są eksperci, urzędnicy miejscy, każdy może przyjść, przedstawić swój pomysł, poruszyć jakiś problem. Celem jest stworzenie przestrzeni do debaty z mieszkańcami. W wymiarze wojewódzkim kontynuowany jest projekt Szkoły Aktywności Obywatelskiej, która spotyka się z coraz większym zainteresowaniem. Chcielibyśmy aby to był coroczny projekt. Poza tym cały czas będziemy monitorować śląskie urzędy miejskie, a przede wszystkim jakość udostępniania informacji publicznych. Według nas to jest rzecz podstawowa, bo aby aktywnie działać i włączać się w życie publiczne, najpierw trzeba mieć pełną informację, żeby nie tracić czasu i energii na błądzenie we mgle.

 

źródło: inf. własna (ngo.pl)
Uwaga! Przedruk, kopiowanie, skracanie, wykorzystanie tekstów (lub ich fragmentów) publikowanych w portalu www.ngo.pl w innych mediach lub w innych serwisach internetowych wymaga zgody Redakcji portalu!

SKOMENTUJ


KOMENTARZE

Nie ma żadnych komentarzy
Redakcja www.ngo.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy.