09.09.2010 13.36

Rewolucja w kulturze. Ewolucyjna

O programach operacyjnych Ministra Kultury, w których organizacje pozarządowe zdystansowały instytucje publiczne oraz o zapowiadanej reformie w kulturze rozmawiamy z Bogdanem Zdrojewskim, Ministrem Kultury.

źródło: wikipedia

Podsumujmy Programy Ministra z perspektywy pozarządowej…

Bogdan Zdrojewski, Minister Kultury: – Była rekordowa ilość zgłoszeń, zarówno jeżeli chodzi o liczbę wniosków jak i kwoty, które padały. Wniosków złożono na kwotę powyżej miliarda dwustu. Przypomnę, że do rozdzielenia było 250 milionów zł, więc tylko co piąty wniosek miał prawo przejść. Jakość wniosków była lepsza niż w ubiegłym roku, zwłaszcza w programach, które wydają się najtrudniejsze, najmniej spektakularne jak np. Kultura ludowa. Ale też znakomite wnioski były w programie Wydarzenia artystyczne / Wydarzenia kulturalne, Infrastruktura i – co dla mnie ważne jest także – Chopin.
Była jedna „wpadka”, jeżeli chodzi o jakość – w programie Digitalizacja / Zasoby cyfrowe, a więc w dziedzinie, w której wydawałoby się, że już pokonano pewną barierę trudności. Wnioski tam składane były na tyle słabe, że z trudem wybraliśmy na połowę proponowanej kwoty.
 
Jak wypadły organizacje pozarządowe?
B. Z. : – Duża niespodzianką było to, że w 2009 roku NGO-sy wygrały z instytucjami publicznymi w jednym programie Wydarzenia artystyczne / Wydarzenia kulturalne. Przekroczyły 50% w naborze. Ogólnie, pomijając Zabytki, te są traktowane odrębnie, NGO-sy wygrały we wszystkich programach, dając w sumie ponad 50% dobrych wniosków. To rewolucja. Spodziewałem się takiego rozstrzygnięcia w roku 2011, a to zdarzyło się już teraz. To jest kompletna niespodzianka.
 
A jak te dane wyglądają procentowo?
B. Z. : – To nie jest duża różnica. NGO-sów było odrobinę więcej niż instytucji publicznych. O ile pamiętam, przeciętnie to jest około 60% NGO-sów na 40% instytucji publicznych, wszelkich, czyli samorządów wszystkich szczebli, instytucji narodowych, instytucji, które chcą środki publiczne na stałe, które też traktujemy jako instytucje publiczne czy parapubliczne. NGO-sy zawsze przeważały, tzn. jeżeli chodzi o liczbę składanych wniosków, natomiast ich propozycje opiewały na mniejsze kwoty. Instytucji publicznych było mniej, a aspirowały o większe kwoty.
 
A jak się rozłożył ten wynik geograficznie? Wschód – zachód?
B. Z. : – W każdym programie było inaczej. Jeżeli chodzi o Zabytki: najwięcej jest aplikacji z południa Polski, od Dolnego Śląska do Podkarpacia. Dużo słabiej wypada północ, czyli tereny od Podlasia do Zachodniopomorskiego.
W programie Wydarzenia Artystyczne najlepiej wypadł środek Polski czyli od Gdańska, Warszawy do Krakowa, gorzej ściana wschodnia, ściana zachodnia. Jeżeli chodzi o Programy edukacyjne, to wydaje się, że w tej materii było dość dobre „obłożenie” całej Polski.
W Digitalizacji / Cyfryzacji wyraźnie dominowała Warszawa, rzadkie były projekty spoza Warszawy. Jeżeli chodzi o Dziedzictwo poza granicami kraju – dominuje Białoruś i Ukraina, z innych krajów są pojedyncze wnioski.
W Chopinie, w dużym rozdaniu (30 milionów na tzw. projekty kluczowe), dominowały Warszawa i Kraków. Są regiony, skąd wniosków prawie nie było, np. na Dolnym Śląsku 1 dobry wniosek, Gorzów, Zielona Góra – 0, Pomorze Zachodnie – 0, Gdańskie – 2 wnioski.
Warszawa, Kraków wyraźnie zdominowały też drugą część programu(tzw. pozostałe projekty, 20 milionów), czyli projekty miękkie. Tu NGO-sy zdominowały instytucje publiczne i „wyrównały mapę”. Najwięcej nadal Warszawa – 54 wnioski, Kraków – 14 wniosków, w pozostałych województwach od 9 do 11,  czyli można powiedzieć, że nieźle, niezła mapa.
 
Analizując lokalizację, bierzecie państwo pod uwagę obszary, gdzie są realizowane projekty czy siedziby, gdzie organizacje są zarejestrowane?
B. Z. : – Miejsce rejestracji organizacji. Ale te zarejestrowane w Warszawie, na ogół i tak realizują projekty w Warszawie. Są wyjątki, tzn. są takie instytucje, które są zarejestrowane w Warszawie, tam realizują projekt, a potem się nim dzielą poza Warszawą. Około 20% wniosków warszawskich jest przenoszonych także poza Warszawę.
 
A czy podczas oceny dostaje się „punkty za pochodzenie”, czyli że wnioski np. z Zielonej Góry dostają więcej punktów?
B. Z. : – Nie. Nie ma punktów za pochodzenie, natomiast dokonuję korekt po dokonaniu oceny przez ekspertów. Jeżeli widzę, że z danego województwa nie ma żadnego wniosku, to szukam najlepszego wniosku, który jako ostatni nie załapał się na listę. Tak było w projektach dużych, gdzie został wyciągnięty np. jedyny wniosek na Dolnym Śląsku – Duszniki Zdrój Festiwal Chopinowski – otrzymał dosyć duże dofinansowanie. Tak było w przypadku Lubuskiego, skąd po ocenie eksperckiej na liście nie było żadnego wniosku. Wyciągnąłem jedno jedyne wydarzenie, które jest ulokowane w szkole muzycznej pierwszego i drugiego stopnia. Ale to są wyjątki. Można dokonywać tylko i wyłącznie korekt, natomiast nie ma ani punktów za pochodzenie jako takich – ani w sensie pozytywnym, ani negatywnym. Warszawa nie jest gorzej traktowana, dlatego, że jest z niej dużo ofert.
 
Cieszymy się jako warszawianki. A jak pan Minister ocenia nowy system ocen? W tym roku była tylko ocena ekspercka w postaci listy rankingowej i – jak rozumiem – potem arbitralnie tylko pan ewentualnie dokonywał korekt tej listy. Nie było zespołu, który w dyskusji zastanawiał się nad ocenami, tak?
B. Z. : – Tak. Moja możliwość dokonywania korekt też jest ograniczona, tzn. jeżeli wniosek jest bardzo słaby to moja korekta nic nie przynosi, bo ona jest punktowana, do maksymalnie 10 punktów. W związku z tym, jeżeli wszyscy recenzenci ocenią jakiś wniosek negatywnie, ja nie mam możliwości wyprowadzenia go na lepszą pozycję. Natomiast jeżeli jest tuż za barierką i ma taki atut, że reprezentuje takie województwo, w którym nie ma żadnego np. wydarzenia chopinowskiego albo taki obszar edukacyjny, którego nie ma w innych projektach, to mogę dołożyć punkty i go „wyciągnąć”. Jednak nic ponadto.
Jak oceniam ten nowy nabór? Miałem pewne obawy. Ogłosiliśmy całą punktację, a nie jak do tej pory, tylko decyzje pozytywne. Wszyscy napierali na nas na Kongresie Kultury, by ogłaszać całość. Baliśmy się, że ci, którzy dostaną negatywne decyzje, będą bardzo protestować.
 
I protestowali?
B. Z. : – Tych protestów było niedużo – na ok. 6 tysięcy wniosków jest ich około setki, przy czym agresywnych i spektakularnych – mniej więcej pięć. Największy spór, najbardziej znany to – nie muszę ukrywać – dwa festiwale muzyki cerkiewnej w Hajnówce. Oba znalazły się poza marginesem, jednak jeden miał trochę więcej punktów i dzięki mojej korekcie dostał dofinansowanie. Organizatorzy tego drugiego zaatakowali, jest to zresztą efekt podziału sprzed wielu lat. Można by powiedzieć, że lepiej byłoby, aby oba przepadły w konkursie. Byłoby troszkę agresji, ale może mniej.
W pozostałych protestach przeważa argumentacja: „zawsze dostawaliśmy, co się stało, że teraz nie dostaliśmy?”. W tym roku nastąpiła pierwszy raz weryfikacja tych podmiotów, „co zawsze dostają” i pierwsza weryfikacja tych, którzy nigdy nie dostawali, a starali się wielokrotnie. Ta zmiana nie jest duża, ale jest widoczna.
 
Czy przyznawano maksymalną kwotę, o jaką aplikowali projektodawcy?
B. Z. : – Nie. To zależało od punktacji. Kwota dotacji zależała od liczby punktów, np. jeśli maksymalna liczba punktów wynosiła 50, a ktoś dostał 40, to otrzymał 80% kwoty postulowanej.
 
Punkty były średnią z ocen dwóch niezależnych ekspertów?
B. Z. : – Więcej. Minimalna liczba dwóch niezależnych ekspertów dotyczyła tylko jednego programu, o ile pamiętam właśnie – Digitalizacji, zazwyczaj było od czterech do sześciu.
 
Czy będzie ujawniona lista nazwisk ekspertów?
B. Z. : – Jest kłopot z tym, bo eksperci, zwłaszcza ci, którzy chcą pracować dalej, nie chcą być ujawniani. Najbardziej dotyczy to tych, którzy pracują w redakcjach, są jednocześnie dziennikarzami. Nie ma ich wielu, to są 3 czy 4 osoby. Tych recenzentów z prawdziwego zdarzenia, pracujących w świecie muzyki czy teatru, nie ma zbyt wielu. My ich z trudem namówiliśmy do pracy, chcieliśmy uzyskać obiektywność oceny, wynikającą z faktu, że oni sami nie aspirują.
Największym dla mnie kłopotem jest znalezienie recenzentów, którzy nie funkcjonują w sferze dotykanej przez przedmiot recenzji. Takich prawie nie ma. By np. nie byli członkami jury festiwalu, który stara się o dotację. Albo by nie pracowali w szkołach artystycznych, które też mają swoje projekty. A w składach jury czy w szkołach pracują najlepsi.
Być może zrobię tak, że ujawnimy nazwiska tych recenzentów, którzy się na to zgadzają, ale to byłoby ułomne. Pracujemy nad rozwiązaniem tego problemu z recenzentami.
 
Czy wrócą programy 3-letnie?
B. Z. : – Tak. Jest to przesądzone. Będą programy 3-letnie i chcę te programy 3-letnie coraz bardziej rozszerzać, żeby było na nie coraz więcej środków finansowych.
 
Mamy jeszcze jedno pytanie o konkursy – o wskazywanie konkretnych branż, dziedzin sztuki w konkursach. Sam pan Minister mówił, że to efekt wielu nacisków różnych środowisk, w tym roku pojawił się taniec… Jak będzie dalej to wyglądało?
B. Z. : – Nie będę już dzielił więcej na branże, wręcz odwrotnie – będę próbował raczej komasować. Na początku mojej pracy było 27 programów, też tych branżowych, w tej chwili jest właściwie 5 programów, z priorytetami. Zależy mi na tym, by rozluźnić trochę opisy programów, czyli jeżeli będzie program teatralny, to będzie można włączyć tam rzeczy teatralno-muzyczne na przykład. Ważne jest, aby beneficjent miał przekonanie, że kieruje projekt do określonego programu, dlatego, że ta dziedzina jest dominująca. Czyli w teatrze będziemy oceniać spektakle też teatralno-muzyczne, jeżeli ktoś uzna, że teatr tam dominuje a nie muzyka, jeżeli uzna, że muzyka – to przenosi wtedy do muzyki. Będzie się to mogło wiązać np. z taktyką: jak ktoś zobaczy, że w muzyce jest mała konkurencja, to spektakl teatralno-muzyczny będzie lokował tam. Według mojej oceny dobre jest takie też myślenie kategoriami ewentualnego sukcesu.
 
Przejdźmy do ustawy o działalności kulturalnej, chciałyśmy porozmawiać, jaki jest pomysł na nią. Chodzi nam zwłaszcza o to, że mają pojawić się niepubliczne instytucje kultury…
B. Z. : – Zacznijmy od tego, że jak wiadomo, nie przyjmuję żadnych instytucji już do zasobu narodowego, wręcz odwrotnie – wypowiedziałem 27 umów na współprowadzenie po to, aby wycofać resort z tego współprowadzenia. Uważam, że ministerstwo nie jest najlepszym podmiotem do bycia także drugim, trzecim współorganizatorem instytucji. Ministerstwo powinno mieć po jednej wzorcowej instytucji w każdej dziedzinie : operze, teatrze, muzeum etc. . Tak się jednak złożyło historycznie, że nie można tego dziś uczynić. Wprawdzie jest jedna opera narodowa,jedna biblioteka narodowa ale instytucji muzealnych, narodowych blisko dwadzieścia, instytucji teatralnych trzy, a licząc współprowadzono jeszcze więcej.
 
Dziś ważne by instytucje narodowe się nie mnożyły ale doskonaliły i poprawiały swoją kondycje. Budujemy wzorce, które winny być naśladowane przez instytucje samorządowe czy też prywatne. Takim przykładowym punktem odniesienia może dziś być Muzeum Fryderyka Chopina, a w dziedzinie instytucji w przyszłości Instytut Muzyki i Tańca. Choć prace nad kształtem tej ostatniej inicjatywy jeszcze nie zakończyliśmy.
 
Zależy mi na tym, by ulokować w ustawie o prowadzeniu działalności kulturalnej możliwość istnienia większego bogactwa forma prawnych dla osób prowadzących działalność w obszarze kultury, a także zagwarantować im pewne preferencje rozwojowe
 
 Jedyny problem jaki w chwili obecnej dostrzegam to sposób potraktowania tych wszystkich podmiotów które jednocześnie prowadzą działalność klasycznie charytatywną, udzielają pomocy z zakresu np. rehabilitacji i jednocześnie są organizatorami pojedynczych przedsięwzięć kulturalnych. Zwłaszcza mieszanie działalności gospodarczej, tej nastawionej na zysk z aktywnością artystyczną sprawia wielki kłopot w rozwiązaniach legislacyjnych. Nie mam pomysłu dla sposobu włączenia w obszar specjalnych przywilejów tych instytucji, które są takie multifunkcjonalne. To jest raczej zadanie pani Minister Pracy, Jolanty Fedak, ja mogę jedynie interweniować, jeżeli chodzi o pewne propozycje, ale to jest poza moimi kompetencjami.
 
Czy pomysł na instytucję publiczną jakoś już się skrystalizował? Jakie są kryteria? Kto będzie je akceptował? Ewentualnie na jakich warunkach może powstać instytucja?
B. Z. : – to będzie wybór samych osób zainteresowanych. Nie minister, lecz potencjalny beneficjent zadecyduje jak rejestruje swoją działalność, w oparciu o jaką ustawę chce działać. Moment rejestracji podmiotu będzie przesądzać o tym, czy podmiot znajdzie się w obszarze aktywności ustawy o organizowaniu i prowadzeniu działalności kulturalnej, czy innej
 
Dotyczy to nie tylko organizacji pozarządowych, ale także innych podmiotów...
B. Z. : – Wszystkich.
 
...których głównym czy jedynym działaniem jest kultura. Organizacje, spółki non-profit, tak?
B. Z. : – Tak jest.
My rozmawialiśmy wielokrotnie w naszym środowisku „kultury niezależnej” o tym pomyśle, bo on budzi emocje. Pojawia się na przykład takie pytanie: a po co nam kolejny byt, czyli niepubliczna instytucja kultury, skoro wystarczy, jeśli będą ogłaszane konkursy wieloletnie na działalność. Takie wieloletnie finansowanie pełni taką samą funkcję, a nie powoduje jakichś komplikacji prawnych i potrzeby zmiany prawa.
B. Z. : – Jedno nie wyklucza drugiego. To znaczy włączenie takiej możliwości nie będzie powodowało pozostałych wszystkich ograniczeń. Nie będzie likwidowało także szans, które istnieją do tej pory, czyli ktoś, kto chce funkcjonować w programach operacyjnych i chce zachować status quo, będzie miał taką możliwość. To ma być propozycja dodatkowa,  a nie nakaz dokonywania wyboru.
 
Zastanawiamy się, czy dla organizacji pozarządowych szczególnie nadanie statusu niepublicznej instytucji kultury ma w tej chwili jakikolwiek sens? Czy taka organizacja pozarządowa będzie działała lepiej?
B. Z. : – W wyjątkowych wypadkach będzie działał lepiej. Taka jest moja opinia. Te wyjątkowe wypadki mogą być dość liczne, ale w większości wypadków nic się nie zmieni.
Obecnie więcej zmian dokonuje poprzez rewolucje w programach operacyjnych niż propozycje zmiany kształtu samej ustawy. Ale ponieważ są także inne oczekiwania staram się do nich odnieść pozytywnie. Wyniki naborów ubiegłorocznych i tych obecnych są najlepszym dowodem skali zmian.
Sceptycyzm, co do natomiast efektów, czy też bardziej skali zmian poprzez wprowadzenie
Instytucji niepublicznej w kulturze podzielam, lecz skoro padła warto jej się przyjrzeć. Przypomnę, iż pół roku temu (przy okazji Kongresu Kultury Polskiej), gdy ta propozycja się pojawiła, wszyscy chcieli, aby ją przyjąć. A jak a się nad nią pochyliliśmy, to większość zaczęła się zastanawiać nad zaletami i wadami i w finale pada pytanie: „a po co nam to?”. Ważne że są także ci, może mniej liczni niż się spodziewano,  którzy z tego skorzystają.
 
Tak, nam jest bardziej potrzebna wieloletnia perspektywa dofinansowania, bo to umożliwia długofalowe planowanie rozwoju, różne partnerstwa, inwestycje...
B. Z. : – Tak, tak jest. Mam tego świadomość.
 
Druga rzecz, o która chcemy spytać, to możliwość przekazania w zarządzanie instytucji. Czy to będzie dotyczyło tylko organizacji pozarządowych czy każdego innego podmiotu?
B. Z. : – Każdego innego podmiotu, wszystkich, z wyjątkiem osób fizycznych. Chcę tu zrównać w prawach, wszystkie funkcjonujące na rynku „instytucje”, bez względu na sposób ich rejestracji. Ważne by także np. stowarzyszenia, fundacje mogły od samorządu przejąć we władanie (zarząd, użytkowanie) scenę teatralną, kino, zespół artystyczny czy też gminny coroczny festiwal
 
Czy będzie w ustawie wpisany obowiązek przeprowadzenia konkursu?
B. Z. : – On jest wprowadzony w ustawę, natomiast także w tej regulacji są możliwości obejścia trybu konkursowego. I zwłaszcza ten ostatni element, a przede wszystkim tryb korzystania z niego jest w chwili obecnej najbardziej kwestionowany.  Zastanawiamy się, czy nie doprecyzować tych zapisów i jednocześnie uszczelnić sam system konkursów. Choć z moich obserwacji wynika, iż także sam tryb wyłaniania kandydatów w trybie rywalizacji nie za wiele ma wspólnego z postulowaną ideą wyłaniania najlepszych. W wielu wypadkach konkurs jest fikcją. Mam też w pamięci przypadki w których  wójt, burmistrz, prezydent występuje o zatrudnienie kogoś bez konkursu, uzasadnienie jest słabe, więc nie wyrażam zgody, po czym jest konkurs i ta osoba ten konkurs wygrywa. Widać więc wyraźnie, że ustawienie konkursu w dobrej intencji  i złym tego znaczeniu nie stanowi żadnego problemu.
W związku z tym planuję bardziej się skupić nad tym, jak taki konkurs ma wyglądać niż eliminować tą wadliwie funkcjonującą ideę. Warto też dodać, iż w komplecie rozwiązań będą także kontrakty dla zwycięzców na czas od 3 do 7 lat z gwarancją minimum 3-letniego budżetu. Czas kontraktu będzie zależał od wielkości, znaczenia instytucji (Wawel, Zamek Królewski, Łazienki, Wilanów – 5-7 lat), mniejsze, jak i również debiutancji na stanowiskach czas od 3 lat
 
I to samo dotyczy nie tylko osoby prywatnej ubiegającej się o stanowisko, lecz także podmiotu, który chce zarządzać instytucją?
B. Z. : – Tak jest.
 
A kiedy będzie jakiś konkret? Zmiana w prawie?
B. Z. : – Ustawę przygotowujemy w dwóch ratach, czyli tę małą nowelizację robimy już teraz i chciałbym, aby ona trafiła na posiedzenie Rady Ministrów pod koniec marca, najpóźniej na początku kwietnia, czyli żeby jeszcze przed okresem letnim ona została wprowadzona w życie i przywróciła w innym wymiarze, w innej definicji także sezony.
Natomiast druga tzw. Mała Konstytucja Kultury” to pakiet zmian z kompletnie nową ustawą o organizowaniu i prowadzeniu działalności kulturalnej w moich planach powinna trafić  do konsultacji w okresie jesiennym, a do uzgodnień rządowych, pozarządowych już  po wyborach samorządowych. Przede wszystkim po to by nie była objęta żadnymi dyskusjami politycznymi. Jak będę miał nowych partnerów w postaci wójtów, burmistrzów, prezydentów, marszałków już na następną 4-letnią kadencję, to wydaje mi się, że rok 2011 będzie idealny do tego, aby tę ustawę przyjąć.
 
No i teraz porozmawiajmy o tej stolicy, co się przeniosła do Ministerstwa Kultury, jak to określił przewodniczący RDPP, Jakub Wygnański…
 
Także stolica NGO-sów! Czyli: jak Minister ocenia fakt, że do Ministerstwa wpłynęły w ciągu ostatnich miesięcy wszystkie najważniejsze sprawy strategiczne na najbliższych kilka lat.
 
B. Z. : – To prawda. Bardzo się cieszę bo z jednej strony stało się to jakby przypadkiem, spontanicznie, naturalnie  trochę w efekcie także mobilizacji środowisk na Kongres Kultury Polskiej w Krakowie a z drugiej strony to spore na dziś obciążenie. Zwłaszcza, że resort którym kieruje to micro organizm.. Najbardziej byłem zdziwiony, jak kilka dni po pierwszym dużym spotkaniu z organizacjami pozarządowymi, miałem takie spotkanie z kilkoma podmiotami, które reprezentują inne obszary aktywności np. nawet służbę zdrowia i pytano mnie, czy można by się jakoś podczepić pod Ministerstwo Kultury. Wtedy to już miałem trochę stracha, już mnie trochę tak zmroziło. Do aż takiego wyzwania nie jesteśmy gotowi.
Natomiast faktem jest, że dyskusja o NGO-sach przeniosła się do Ministerstwa Kultury zarówno jeżeli chodzi o perspektywy, jak i o sposób funkcjonowania. Przy okazji zasygnalizuję jeszcze jedną sprawę – wszystko wskazuje na to, że będziemy bardzo mocną stroną w dyskusji o projektach finansowanych ze środków europejskich 2014-2020. Ta procedura będzie mocno przyspieszona i wygląda na to, że na polską prezydencję ten dokument będzie gotowy.
W Budapeszcie odbyło się pierwsze spotkanie konsultacyjne dotyczące spraw strategii lizbońskiej, uzyskaliśmy tam spory sukces. Przy poparciu Niemiec i Czech, zwłaszcza Czech, wprowadziliśmy zapisy związane z miękkimi projektami społecznymi, nie tylko w zakresie kultury, ale także całego tzw. Kapitału Ludzkiego. Oczywiście droga dojścia do finału, czyli kwot, jest dosyć długa, ale wygląda na to,. że Polska jest w stanie uzyskać pozycję lidera w dyskusji nad miękkimi projektami finansowanymi z Unii Europejskiej. To byłby sukces gigantyczny.
 
Projektami z dziedziny kultury także?
B. Z. : – Przede wszystkim z dziedziny kultury, natomiast dołączyłem służbę zdrowia, naukę i edukację, przede wszystkim, aby zwiększyć siłę negocjacyjną, ale też dlatego, że te podmioty, które reprezentują właśnie edukację, zdrowie, sprawy socjalne okazały się w negocjacjach w tej chwili najsłabsze i to, że kultura będzie liderem w tej części negocjacji jest w ogóle zmianą filozofii myślenia nie tylko w Polsce, ale także w innych krajach.
 
Brzmi zachęcająco. Lecz zanim ten środek Europy umiejscowi się w Ministerstwie, to zadamy nasze ulubione pytanie: Rada Organizacji Kulturalnych przy Ministrze… Czy będzie bardziej reprezentatywna? Czy podmioty inne niż związki twórcze znajdą w niej swoją reprezentację?
B. Z. : – Jestem zwolennikiem jej otworzenia, i to w najbliższych kilku, kilkunastu tygodniach.
 
Czy będzie program współpracy, który dopuszcza nowela ustawy o pożytku?
B. Z. : – Jak państwo zbudują ten program, to ja go przyjmę. 
 
A bardzo chętnie, mamy duże doświadczenie.
B. Z. : – Mówię poważnie. Niestety, doświadczenia z organizacjami pozarządowymi w Ministerstwie, choć bardzo bogate, nie składają się w tej chwili na koherentną całość. Moje rozmowy z państwem też od czasu do czasu wyglądają tak, że jak przyjmuję określony postulat, który dla mnie jest interesujący, to po jakimś czasie otrzymuję zwrotkę, że to niezupełnie o to chodziło. Widać więc wyraźnie, że ten dialog jest potrzebny dlatego, żeby nawzajem sprawdzić, co jest możliwe, a co nie jest, co jest korzystne, a co tylko takim się wydaje. Też ważne bym miał szansę poinformować o granicach różnego rodzaju propozycji np. według mnie nie ma możliwości finansowania „kosztów stałych” (administracji) poza samymi projektami. One mogą się pojawiać się, jeśli związane są z konkretnym przedsięwzięciem. Jestem przeciwnikiem aby pozbawiać NGOs najważniejszych atutów prze ich u-narodowianie.
 
A to w ogóle nie o to chodzi.
B. Z. : – Tak pani mówi, a ja słyszę co innego od czasu do czasu. Filozofia jest bardzo prosta i ona mi się bardzo podoba: NGO-sy są lepsze od instytucji publicznych, bo nie biorą pieniędzy na nic z wyjątkiem działalności, czyli konkretnych projektów. Mało tego są sprawniejsze bo „lżejsze” w kosztach i formach istnienia. Łatwiej też reagują na zmieniające się potrzeby.  Pomimo tego nadal  pojawiają się wnioski, aby aspirować do stania się instytucjami o stałych gwarancjach utrzymania (biuro, podstawowy personel etc.) . Oczywiście nieco przesadzam, ale proszę uwierzyć : w obecnym systemie NGO-y mają atuty, które mogą być natychmiast usunięte poprzez ich „finansowe unarodowienie”.
 
Ale etaty są od pewnego momentu obowiązkowe. NGO-sy są tak samo pracodawcami jak każdy inny pracodawca i muszą przestrzegać prawa pracy. Nie mogą łamać praw pracowniczych.
B. Z. : – Nie do końca się zgadzam. Nie są takimi samymi pracodawcami. 
 
Akurat moja organizacja jest beneficjentem czegoś w rodzaju grantu 3-letniego ze środków samorządowych i nie polega to na tym, że mamy etaty. Biuro nadal mamy w mieszkaniu prywatnym członka zarządu. To polega na stałym finansowaniu działalności przez 3 lata, zaplanowanego programu wydarzeń, co bardzo rozwija organizację. Więc zależy kto co rozumie przez „koszty stałe”.
B. Z. : – Zgoda. Tu jestem zdecydowanym zwolennikiem budowania szans na sfinansowanie, także wieloletnie, kosztów biurowych byleby mieściły się w konkretnym projekcie. One muszą być związane z zadaniem, tworzyć ich immanentną część.
 
Z programem merytorycznym. Oczywiście.
B. Z. : – Chodzi o to, by w założeniach nie było tak, że bez względu na to, jaka jest aktywność, są zagwarantowane środki na działalność instytucji. Dobrze pokazuje to przykład muzeów. Mamy 1200 muzeów w Polsce. Aktywność większości instytucji muzealnych jest bardzo skromna. Dzieje się tak gdyż posiadają bardzo skromne środki, a te idą przede wszystkim na utrzymanie obiektu, administracje, prace zabezpieczające ale już nie na aktywność zewnętrzną. W wielu instytucjach z tego właśnie powodu, też mizerii finansowej osoba odwiedzająca to intruz tworzący koszty. Jeszcze nie tak dawno w efekcie niskiej świadomości, żle ustawionych priorytetów, wzrostu kosztów utrzymania obiektów część scen teatralnych była wynajmowana niż służyła przygotowaniu nowych premier. Dziś zmiany w tej materii są widoczne, ale wnioski z tych doświadczeń jeszcze nie do końca stały się powszechne.
Uważam, że potrzebny jest rynek scen impresaryjnych, czyli rynek takich teatrów, sal koncertowych, pomieszczeń klubowych czy wystawowych które będą mogły być wynajmowane na pojedyncze przedsięwzięcia teatralne czy muzyczne, ale także na kilkuletni czas działalności. Dobra kalkulacja kosztów stałych do tych ponoszonych na same przedsięwzięcia artystyczne byłaby wielkim mechanizmem motywacyjnym zarówno dla uzyskiwania celów artystycznych, jak i również dochodu..
 
Oprócz rady kulturalnej jest jeszcze Rada Działalności Pożytku Publicznego w Ministerstwie Pracy. Tam nie ma przedstawiciela Ministerstwa Kultury. Czy to się zmieni?
B. Z. : – Jak tylko dostanę taką propozycję, od razu kogoś wysyłam. Choć muszę powiedzieć, że w resorcie kultury nie było pędu do tego, żeby tam uczestniczyć, bo ona była nie najlepiej oceniana, oczywiście z naszego punktu widzenia.
 
Tak?
B. Z. : – Tak, nasi obserwatorzy uważali to za stratę czasu. Spraw odnoszących się do aktywności mojego resortu praktycznie tam nie było. Trzeba też pamiętać, iż w ciągu 2 lat resort kultury zmniejszył zatrudnienie z 367 pracowników do 307 i dziś wszyscy mają aż nadmiar pracy.
 
Jeszcze jedna rzecz, która bardzo nas interesuje. Mianowicie tryb konsultacji zapowiadanych zmian, strategii, które związane są z Ministerstwem Kultury.  Dla
rozproszonych organizacji pozarządowych konsultacje przez stronę internetową byłyby najprostsze.
B. Z. : – Część  projektów ustaw, które są w pakietach deregulacyjnych jest już po dyskusjach, także drogą internetową. Zwłaszcza te, które stanowią urobek kongresowy.
Inne będą przedmiotem debat minikongresów, czyli regionalnych lub branżowych, ale nie widzę przeszkód by także tą praktykę poszerzyć.
Jednak wbrew pozorom nie ma zbyt wielu chętnych do konsultowania prawa, gdyż jest toUciążliwe, trudne i nudne. Przypomnę też, iż od nowego roku w BIP-e są zamieszczane nie tylko projekty ustaw, ale już także założenia do nich. Ten stan rzeczy będzie się poszerzać.Już dziś wiele ustaw powstaje nie w ministerstwach, lecz w Centrum Legislacyjnym Rzadu.
Jeżeli chodzi o Ministerstwo Kultury, to tylko prawo prasowe i prawo autorskie pójdzie jeszcze jako ustawa, bo były dawniej przygotowane, są po konsultacjach, wszystkie następne projekty będziemy już robić przez tryb założeń, który zakłada mniej więcej pół roku na dyskusję nad założeniami. Projekt ustawy będzie już projektem oficjalnym, po konsultacjach.
 
Jeśli mówimy o prawie, to czy widzi pan Minister rozwiązanie dla luki prawnej, która moim zdaniem istniej w związku z działalnością kulturalną. Polega to na tym, że nie ma dobrej formy prawnej dla podmiotu, który chce prowadzić działalność kulturalną non profit z potrzeby, z pasji, ale niekoniecznie chce być organizacją pozarządową, czyli nie jest to stowarzyszenie, które ma 15 członków, albo fundacja, która zbiera środki po to, żeby je potem inwestować i z zysków fundować jakieś działania. To powoduje swego rodzaju patologie, gdyż jeśli ktoś chce skorzystać z publicznych pieniędzy, to po prostu musi założyć organizację, bo nie ma innej formy prawnej, żeby mógł z tego skorzystać.
 
B. Z. : – Nie wiem, czy można doprowadzić do sytuacji takiej, żeby taką „instytucją” była osoba fizyczna. Nigdzie na świecie to nie funkcjonuje. Natomiast być może można złagodzić w tej ustawie wymogi dotyczące tych podmiotów, które funkcjonują w sferze kultury, aby były np. 3-osobowe. Myślę na gorąco. Rzeczywiście, najwięcej próśb, jakie do mnie przychodzą, odnosi się do tego, by już osoba fizyczna mogła być instytucją . Najczęściej
są to sami artyści. Trzeba jednak pamiętać, iż osoby fizycznej nikt nie pozbawia praw do
dokonywania czynności prawnych. Natomiast ograniczenie dotyczy korzystania z tej formy
pomocy publicznej, które oznaczają bycie beneficjentem np. programów operacyjnych MKiDN.
 
A może to nie musi być od razu instytucja tylko jakiś po prostu status spółki non profit albo proponowane przez profesora Izdebskiego przedsiębiorstwo społeczne?
B. Z. : – Spółki nie, przedsiębiorstwo być może tak.  Spółka jest klasycznie zdefiniowana podlega prawu  handlowemu i regulacji Unii Europejskiej. Natomiast podmiot gospodarczy będący przedsiębiorstwem… być może da się zdefiniować tak, aby mogły to być 3 osoby mające wspólnotę celów, działalności, aktywności, minimalny wzorzec statutu. Jestem otwarty na takie rozwiązania. Profesor Izdebski wskazuje tylko drogę, nie wiem czy ona, jeżeli chodzi o finał, gwarantuje sukces, ale kierunek poszukiwań jest dobry.
 
Dziś rano dyskutowano w radiu TOK FM, że nie będzie nowej ustawy medialnej, która zakładała tak duży udział organizacji pozarządowych w kształtowaniu mediów publicznych...
B. Z. : – Według mojej oceny będzie. Te pojedyncze ostre głosy dotyczą, po pierwsze, nie projektu, tylko wersji roboczej, nad którą prace właśnie się kończą. Druga rzecz, być może skala określonych rozwiązań nie będzie taka, jak w tych propozycjach. Mam jednak wrażenie, że nastawienie Kancelarii Premiera i samego Premiera jest tej ustawie życzliwe. Głosy niechętne traktowałbym jako swoistą recenzję niektórych zapisów projektu. Jest wielka szansa, by ta ustawa weszła w życie.
 
Panie ministrze, czy w związku z tym, że tak wiele teraz rzeczy w Ministerstwie będzie się działo, i ESK, i polska prezydencja, to myśli pan, że kultura będzie się liczyć?
B. Z. : – Tak, i przyjmuję to z wielką taką satysfakcją. Widzę ogromne zmiany w samopoczuciu środowisk, w sposobie ich odbierania na zewnątrz, a zwłaszcza w codziennych recenzjach. Wielką radość sprawiła mnie np. Gazeta Wyborcza w wydaniu świątecznym, gdy na pierwszą stronę umieściła artykuł „ Dobry rok dla kultury” i był to artykuł dominujący. Jeszcze rok temu tylko złoto Adama Małysza, Justyny Kowalczyk czy zwycięstwo piłkarzy nad np. Cyprem  miało gwarancje takiej czołówki. Obserwuję poszerzające się rubryki recenzji z wydarzeń artystycznych czy też nowe zjawisko zainteresowań portalami społecznościowymi związanymi z kulturą, a także zainteresowanie fenomenalnie przebiegającym rokiem Fryderyka Chopina i cieszę się. Mam wrażenie, że nastąpiło pewne przełamanie i …walczmy, by tę tendencję utrzymać.
Jestem przekonany, że kultura się liczy cały czas, pomimo kryzysu. Natomiast problem jest w tym, by wszyscy wiedzieli, że się liczy i na to trzeba zwracać uwagę – że jest to istotny obszar aktywności z punktu widzenia budżetowego, gospodarczego, społecznego, a także ograniczania agresji i wszelkich patologii społecznych. Wydaje mi się, że w tej materii
mamy rewolucję, choć jej przebieg jest ewolucyjny.
 
Czyli jest nadzieja, że w kampanii prezydenckiej nie tylko o wojsku, ale też o kulturze będzie się mówiło, tak?
B. Z. : – Tak. I głosujmy na tych, którym kultura nie jest obojętna, którzy włączą ją w swój program aktywności.
 
 
Rozmawiały: Alina Gałązka, Aldona Machnowska-Góra, Komisja Dialogu Społecznego ds. kultury

 

źródło: inf. własna (ngo.pl)
Uwaga! Przedruk, kopiowanie, skracanie, wykorzystanie tekstów (lub ich fragmentów) publikowanych w portalu www.ngo.pl w innych mediach lub w innych serwisach internetowych wymaga zgody Redakcji portalu!
Komentarze | dodaj komentarz
Redakcja www.ngo.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy.