DZIŚ

Dzień Pizzy

Polityka ma rodzaj żeński

(PAP) - Kobiety mają inne podejście do polityki, bardziej oparte na zasadach współdziałania, współpracy, budowania strategii, myślenia o interesach całej społeczności, ale również jej poszczególnych grup – uważa Joanna Regulska, Dziekan do Spraw Międzynarodowych, profesor na Wydziale Studiów Spraw Kobiet i Płci na Uniwersytecie Rutgers w Stanach Zjednoczonych, współzałożycielka Fundacji Rozwoju Demokracji Lokalnej.

Wiadomość archiwalna

A A A

Co sądzi Pani o ustawowym wprowadzeniu parytetów na listach wyborczych? Ich przeciwnicy uważają, że to upokarzające dla kobiet, zwolennicy, że to zaktywizowałoby kobiety do działania.

– Parytety są konieczne. Straciliśmy co najmniej dekadę, jeżeli nie dwie, bo mogliśmy je wprowadzić dużo wcześniej. Są konieczne dlatego, że bez stworzenia pewnych mechanizmów instytucjonalnych, legislacyjnych, nie osiągniemy balansu pomiędzy reprezentacją i partycypacją kobiet i mężczyzn. A połowa społeczeństwa to kobiety i one w tej chwili nie mają głosu udzielonego w wystarczający sposób.

Parytety obecnie dyskutowane, to te na listach wyborczych, a tak naprawdę – powinny być one wszędzie wprowadzone. Listy wyborcze są bardzo ważne, bo bez reprezentacji nie ma partycypacji. To nie załatwia jednak sprawy wprowadzenia i uczestnictwa kobiet w życiu publicznym oraz realizacji pomysłów, które one mają.

Właśnie - sama obecność kobiet na listach wyborczych nie przesądza o ich obecności w życiu publicznym, nie wiadomo przecież, czy wyborcy na kobiety zagłosują…

– Tak, ale w wielu krajach badania pokazują, że jeżeli kobiety są na tych listach - to są wybierane. Ważne też, żeby nie były umiejscowione na ostatnich miejscach list, bo wiadomo jak wyborcy głosują – bardzo często te osoby, które są na pierwszych miejscach mają największe szanse wyboru.

Nigdy nie jest za późno i uważam, że w końcu trzeba parytety wprowadzić. Kiedy popatrzymy na kraje północne – Szwecję, Norwegię, jak również Belgię – to sukces parytetów jest bardzo widoczny. Można też popatrzeć na Francję, przykładów jest więc bardzo dużo, w ponad 40 krajach.

A czy w Stanach Zjednoczonych jest zapewniona partycypacja kobiet?

– Nie, tam formuła kampanii wyborczej jest nieco inna. Natomiast jest tam sporo kobiet w samorządach lokalnych, coraz częściej kobiety są wybierane też do gremiów stanowych. Oczywiście w wielu stanach są również kobiety gubernatorki. Też słyszy się opinię, że jest ich za mało, ale fakt, że są na tych stanowiskach już nie dziwi, nie jest zaskoczeniem. Nie ma dyskusji, że się one nie nadają, że nie potrafią.

Co powiedziałaby Pani przeciwnikom parytetów, którzy są zdania, że to hańbiące dla kobiet, bo one faktycznie same sobie poradzą…

– … ale parytety są potrzebne. Ja bym była bardzo szczęśliwa, gdyby ich nie było i wszyscy byli świadomi, że społeczeństwo składa się z różnych grup kobiet, z różnych grup mężczyzn i wszystkie te grupy powinny mieć reprezentację. Na tym polega problem. A parytety są w tej chwili potrzebne, żeby przełamać coś, co zostało historycznie ukształtowane i blokuje całe grupy w dojściu do głosu. Dyskusja powinna być też o tym, jak te grupy są reprezentowane. W tej chwili jest monopol jednej grupy - mężczyzn, odzwierciedla się on w tym, jak polityka jest prowadzona, o czym się dyskutuje, jak bardzo powoli prowadzone są niektóre reformy, dlaczego pewnych rozwiązań nie wprowadzamy.

Czy dzisiaj oceni pani trochę lepiej, niż jeszcze kilka lat temu, udział kobiet w życiu społecznym w Polsce? Obserwując skład rad gmin, widzę, że są tam kobiety, nie jest to połowa składu, ale kilka zawsze jest. Jest też pewna liczba kobiet – szefowych gmin…

– … i bardzo dobrze, sytuacja się na pewno zmieniła. Natomiast w dalszym ciągu mamy cały szereg przykładów, kiedy kobiety działają, a mężczyźni przypisują sobie sukcesy. I inne, gdzie mężczyźni blokują działania kobiet, bo się czują zagrożeni, gdzie nic się nie dzieje, bo całe gremium jest męskie, a brakuje kobiet…

Kobiety mają inne podejście do polityki, ono jest bardziej oparte na zasadach współdziałania, współpracy, budowania strategii, myślenia o interesach całej społeczności, ale również jej poszczególnych grup. Chodzi o grupy, które mają ograniczoną reprezentację lub konkretne potrzeby wymagające rozwiązania, ażeby mogły one w pełni uczestniczyć w codziennym życiu. Załatwianie tylko spraw kolesiów na dłuższą metę nie tylko wyklucza kobiety i inne zmarginalizowane grupy z aktywnego uczestnictwa w życiu społecznym i politycznym, ale również niszczy struktury społeczności lokalnej i zagraża lokalnej demokracji.

Jakie słowa skierowałaby Pani do naszych Czytelniczek – pań, które niejednokrotnie czują się w pewnym stopniu dyskryminowane, a na pewno są bardziej obciążone, z uwagi na np. rolę w rodzinie?
– Na pewno trzeba współdziałać, kobietom będzie wtedy łatwiej, bo wspólnie mają dużo więcej pomysłów, środków i siły do ich wprowadzenia w życie. Problemem dla kobiet, które chcą startować w wyborach jest bardzo często to, że czują się osamotnione, ponieważ jest ich za mało i nie mają silnie rozbudowanych sieci wsparcia. Często są również odizolowane od innych kobiet zajmujących już dane stanowisko, a tym samym wiedzą mniej o ich doświadczeniach i osiągnięciach.

Kobiety, które zdecydowały się startować w wyborach potrzebują oparcia – np. jak prowadzić kampanię wyborczą. Dlatego nawiązywanie kontaktów pomiędzy nimi jest bardzo istotne. Poczucie, że nie jest się odosobnioną jest najważniejszym elementem sukcesu.

Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiała Katarzyna Kubicka-Żach

Informacja pochodzi z Serwisu Samorządowego PAP.

Uwaga! Przedruk, kopiowanie, skracanie, wykorzystanie tekstów (lub ich fragmentów) publikowanych w portalu www.ngo.pl w innych mediach lub w innych serwisach internetowych wymaga zgody Redakcji portalu!

SKOMENTUJ


KOMENTARZE

Nie ma żadnych komentarzy
Redakcja www.ngo.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy.