DZIŚ
Dzień Pizzy
Wielokulturowe Street Party wizytówką Warszawy?
Street Party to niedawno zakończona, największa w stolicy impreza promująca wielokulturowość. Prezentuje kultury mniejszości narodowych i etnicznych oraz społeczności imigranckich żyjących w Warszawie. O tym jak przyjęli ich mieszkańcy stolicy i jak oceniają współpracę z władzami miasta, opowiadają: Mamadou Diouf, koordynator programu afrykańskiego, Nato Bochorishvili, koordynatorka programu kaukaskiego, Dam Van Anh, koordynatorka programu wietnamskiego i Emilia Skiba, która czuwała nad całym wydarzeniem.
2009-09-09, 08.00
Czym Street Party 2009 różniło się od poprzednich edycji?
Emilia Skiba (koordynatorka całej imprezy): W tym roku zaangażowaliśmy na odpowiedzialnych stanowiskach koordynatorów osoby pochodzące z różnych społeczności i to one budowały program związany z ich kulturami. To nadało imprezie nowy wymiar – nie tylko artystyczno-kulturalny, ale także społeczny. Street Party jest bardzo dużym wydarzeniem. Wcześniej było nas po prostu za mało, nie mogliśmy się rozwijać, nie chcieliśmy powtarzać schematów. Chcemy, aby przedstawiciele każdego regionu kulturowego, obecnego w Warszawie, mieli tu swoją reprezentację. Koordynatorów silnie zaangażowanych od początku przygotowań było pięciu – strefy latynoamerykańskiej, afrykańskiej, kaukaskiej, wietnamskiej i indyjskiej. Później pojawiły się osoby odpowiedzialne za program bałkański i japoński.
Co pokazaliście w swoich strefach?
Mamadou Diouf (koordynator programu afrykańskiego): Starałem się zaprosić wszystkich Afrykańczyków działających w Warszawie i związanych z kulturą. Ponadto zaprosiłem przedstawicieli diaspory afrykańskiej – zespół Trinity Gospel Band, który działa w Warszawie. Odbyły się bardzo zabawne i fajne warsztaty tańca dla dzieci. Była też kuchnia afrykańska. W Warszawie mamy na razie tylko dwie restauracje afrykańskie. Na Street Party obecna była jedna z nich - senegalska, która mieści się na Saskiej Kępie. Przy stoisku z daniami afrykańskimi ustawiała się duża kolejka, podobało mi się, że ludzie dopytywali się o skład dań. Myślę, że w przyszłym roku powinniśmy pokazać także składniki, z których powstają dania i cały proces gotowania.
Nato Bochorishvili (koordynatorka programu kaukaskiego): Chciałam pokazać warszawiakom kulturę kaukaska, najważniejsze punkty. Taniec i muzyka zawsze są obecne przy takich wydarzeniach, jest także obecna kuchnia. Zależało mi, by w ciekawy sposób wciągnąć warszawiaków do wspólnej pracy i zabawy – aby zbliżali się do siebie poprzez bezpośredni kontakt z kulturą. W Kontynencie Kaukaz mieliśmy koncerty, warsztaty taneczne, kulinarne i rękodzieła. Graliśmy w nadri czyli w tryk-traka i w kości gruzińskie, mało znane w Polsce. Pokazywaliśmy, jak rozpalać fajki wodne i parzyć kawę po turecku. W naszym namiocie relaksacyjnym można było podziwiać piękne, ręcznie zdobione dywany z Kaukazu. Bardzo dziękujemy panu Jalalowi, który nam je użyczył. Odbyło się spotkanie z podróżnikami, warsztaty robienia biżuterii i kaligrafii języka gruzińskiego. Dzieciom czytaliśmy bajki kaukaskie. Podziwiać można było też zdjęcia wystawione w ramach pokonkursowej wystawy „Kaukaz, jaki znam”.
Dam Van Anh (koordynatorka programu wietnamskiego): W naszej strefie powstało Vietnam Town, z karaoke i targiem wietnamskim. Na targu można było nie tylko kupić wietnamskie produkty, ale co więcej zrobić to po wietnamsku! Była wystawa strojów i rękodzieła wietnamskiego, użyczona przez Centrum Kultury Wietnamskiej „Thang Long”. Były dwie kuchnie– jedna przygotowywana przez osoby ze Świątyni Wietnamskiej, gdzie można było spróbować różnorodnych dań, w tym wegetariańskich oraz druga, gdzie można było spróbować koktajli i deserów. Graliśmy w tzw. chińskie żywe szachy, gdzie pionkami w grze byli uczestnicy parady. W paradzie był także element wietnamski – tańczący smok. Zaprezentowaliśmy wietnamski teatr lalek wodnych i występy grup sztuk walki. Zdecydowanie największym zainteresowaniem cieszyła się kuchnia. Jeśli chodzi o karaoke i próbowanie swoich sił w języku wietnamskim, nie wszyscy mieli wystarczająco dużo odwagi.
Jak wygląda integracja z warszawiakami na co dzień?
Mamadou Diouf: W Polsce nie ma firm typowo afrykańskich, które tworzą swoiste getta. Afrykańczycy, którzy tu są, pracują z Polakami i siłą rzeczy integrują się. Uważam, że pierwszym krokiem jest nauka języka. Bardzo wielu Afrykańczyków stara się szybko poznać język. Cieszy mnie, że jest coraz więcej punktów w mieście, gdzie Afryka pokazuje się – w klubach, w restauracjach, w sklepach. Udział Afrykańczyków w różnych wydarzeniach wielokulturowych jest także liczny. Ja do Polski przyjechałem z Senegalu 26 lat temu na studia i zostałem, z powodu muzyki. Moja działalność artystyczna trwa od 20 lat. W Warszawie od paru dobrych lat udzielam się w strefie kulturalnej i rozrywkowej – początkowo dzięki dobrym kontaktom z Fundacją Inna Przestrzeń, potem z portalem Kontynent Warszawa, a teraz we własnej fundacji Afryka Inaczej. W poprzednich edycjach Street Party występowałem z zespołem Djolof-Man, w tym roku byłem odpowiedzialny za strefę afrykańską. Udało się nam namówić mnóstwo cudzoziemców do udziału w Street Party. Nie ma sensu narzekać na to, że Polacy mało wiedzą o naszych kulturach – trzeba im się prezentować. To musi być ruch z naszej strony.
Nato Bochorishvili: Uważam, że warszawiacy bardzo interesują się Kaukazem i są otwarci na wielokulturowość. Studenci z Kaukazu czują się tu bardzo dobrze, młodzież jest otwarta. Trochę inaczej wygląda sytuacja osób, które przyjeżdżają tu do pracy, one mają większe trudności. Niektórzy, zwłaszcza mężczyźni, mają problemy ze zrozumieniem polskiej kultury. Ale ogólnie Gruzini są otwarci i w większości okazuje się, że Polacy są także otwarci, lubią kulturę gruzińską. Podczas Street Party byłam mile zaskoczona tym, jak wiele osób interesowało się naszą strefą. Mieliśmy gości do późna i jako ostatni zamknęliśmy namiot.
Ja sama do Polski przyjechałam, gdy miałam 13 lat. Moi rodzice są wykładowcami na Akademii Podlaskiej w Siedlcach. Musiałam się szybko zaadaptować, nauczyć polskiego. Muszę przyznać, że było mi trudno. Na szczęście problemy szybko się skończyły, pewnie dlatego, że nauczyłam się mówić po polsku bardzo płynnie. W Warszawie mieszkam dopiero od października ubiegłego roku, ale jak tylko przyjechałam zaangażowałam się w działalność kulturalną. Z Fundacją Inna Przestrzeń nawiązałam współpracę jako wolontariuszka podczas koncertu Chveneburebi i Psio Crew, włączyłam się też w Transkaukazję 2009 i w końcu w Warszawskie Street Party, jako koordynatorka strefy kaukaskiej.
Dam Van Anh: Dla mnie osobiście największym sukcesem tegorocznego Street Party był fakt, że udało się zaangażować do współpracy Centrum Kultury Wietnamskiej „Thang Long” i Świątynię Wietnamską. W Warszawie jest mało imprez promujących kulturę wietnamską. Zwykle są to skromne spotkania i jest na nich niewielu Wietnamczyków. Poza „Wietnam Gra” – wydarzeniem, które odbyło się kilka lat temu na Polach Mokotowskich, Street Party było jedyną imprezą, która przyciągnęła tak wielu Wietnamczyków. Tryb pracy pozostawia im niewiele czasu na rozrywki i branie udziału w życiu kulturalnym. To jednak był dobry moment, bo w niedzielę Wietnamczycy z reguły udają się do Świątyni. A skoro przedstawiciele Świątyni byli na Street Party – przybyli i oni. Bardzo wielu z nich po raz pierwszy w życiu było na Krakowskim Przedmieściu! Nie tylko rdzenni warszawiacy mogli poznać kulturę Wietnamu, ale także sami Wietnamczycy mogli zobaczyć trochę więcej Warszawy. Mimo że wielu Wietnamczyków nie zna języka polskiego, okazuje się, że gdy robi się coś wspólnie np. gotuje się – bariera językowa przestaje być przeszkodą. Ja z Wietnamu przyjechałam do Polski, gdy miałam 3 lata. Moi rodzice podjęli tutaj studia. Obecnie studiuję w Warszawie. Współpracuję z Fundacją Inna Przestrzeń i z Fundacją Arteria, w ramach działań na rzecz kultury wietnamskiej i innych kultur azjatyckich.
Martwi mnie, że warszawiacy również niewiele wiedzą o Wietnamczykach mieszkających w stolicy. Niewielu słyszało o istnieniu Świątyni Wietnamskiej. Nie wiedzą, jak barwna jest wietnamska kultura. Bariera jest z obydwu stron i nie wiem sama co można zrobić by ją przełamać, chociaż Street Party jest na pewno jednym ze sposobów. Chciałabym jednak, żeby nie trzeba było warszawiaków przyciągać na takie imprezy półnagimi, brazylijskimi tancerkami. Chciałabym, aby warszawiacy mieli w sobie więcej zwykłej ciekawości dla ludzi z innych kultur, którzy żyją obok nich.
Jak współpracuje się Wam z władzami stolicy?
Mamadou Diouf: Z jednej strony jest Warszawa daje pieniądze różnym stowarzyszeniom i fundacjom na realizację imprez, z drugiej strony piętrzy utrudnienia administracyjne. Urzędy nie współpracują dobrze między sobą. Zostało dużo pracy, ale moim zdaniem głownie wewnątrz systemu – w komunikacji między urzędami. Organizacje pozarządowe muszą naświetlać te problemy. Wiem, że przygotowywana jest informacja o tym, gdzie szwankuje organizacja tego typu imprez – od samego początku, gdy dostaje się fundusze, do momentu, gdy trzeba postawić scenę. Myślę jednak, że miasto stara się – przede wszystkim dlatego, że musi. Szanująca się stolica europejska powinna to robić. Trzeba się dostroić do pozytywnych, fajnych tendencji światowych.
Emilia Skiba: Biuro Kultury w ogóle nie było włączone w realizację tego wydarzenia. Pracujemy, jako organizacja pozarządowa, pożytku publicznego, więc na razie jedynym poważnym źródłem finansowania są granty dla NGOs. W tym roku były to fundusze europejskie, a nie miejskie. Dostaliśmy minimalny wkład finansowy z Biura Promocji Miasta. To, czego oczekuję od Miasta – prócz wsparcia finansowego – to dostrzeżenie, że to wydarzenie bardzo silnie promuje Warszawę, w oryginalny sposób. Oczekujemy pomocy w logistyce. Myślę, że mam pełne prawo uznać, że przestrzeń publiczna w Warszawie jest nieprzyjazna tego typu wydarzeniom. Wiem, że w innych krajach rzecz ma się inaczej. W Londynie na czas podobnej imprezy zamyka się całą dzielnicę. My mieliśmy problem z zajęciem dwóch pasów ruchu i wyłączeniem na 2 godziny części tras w Centrum, tak aby parada mogła spokojnie przejść! Mieliśmy problem z otrzymaniem pozwolenia na ustawienie się Krakowskim Przedmieściu – mimo że o pozwolenia staraliśmy się już 3. rok z rzędu i wiemy, jakie są wymogi formalne. Proces zdobywania pozwoleń w urzędach miejskich w Warszawie jest wypełniony różnego typu absurdami, których my – jako organizacja pozarządowa – nie jesteśmy w stanie przeskoczyć. Jesteśmy dla nich tylko petentem.
Dlaczego Warszawa potrzebuje Street Party?
Mamadou Diouf: Street Party jest teraz jedyną możliwością do tak licznego, wielokulturowego spotkania nie tylko w Warszawie, ale i w całej Polsce. To jest bardzo intensywna integracja. Choćby przykład kuchni: myślę, że gdy wprowadzamy do naszego organizmu coś co jest obce kulturowo zmieniamy się. To coś innego niż pójście na koncert czy film – jedzenie to zupełnie odmienny sposób na wchłoniecie kultury i tego właśnie można doświadczyć na Street Party. Nawet słynny festiwal Skrzyżowanie Kultur nie łączy ludzi w ten sposób – tam artyści przyjeżdżają, grają i wracają do siebie. Na Street Party obcokrajowcy i Polacy spotykają się w jednym miejscu, mogą porozmawiać z przedstawicielami różnych kultur, zadać pytania, dowiedzieć się jak żyją, a następnego dnia spotkać się w tramwaju czy w klubie. To właśnie stanowi o specyfice tego wydarzenia. Przekazujemy darmową – autentyczną i niemanipulowaną wiedzę. Warszawiacy musieliby głosować za ignorancją nie przychodząc na takie wydarzenie.
Emilia Skiba: Nawiązujemy do tego co dzieje się w całej Europie – do napływu imigrantów i mieszania się kulturowego, wynikającego z otwarcia granic. Takie wydarzenie, prezentujące wielokulturowość Warszawy, której często nie dostrzegamy, to szansa na poznanie bogactwa, jakie wnoszą do lokalnej kultury przyjezdni. Dajemy inspirację do zainteresowania się innymi kulturami i problemami społecznymi. Wydarzenie jest tylko jednodniowe, ale ma duży rozmach i szeroki wydźwięk. Dzięki temu możemy zwracać uwagę na potrzebę dialogu międzykulturowego na bardzo różnych poziomach. Mam nadzieję, że pomagamy warszawiakom otwierać się na inność. Chcemy ich inspirować. Organizując to wydarzenie, mówimy, że jest ono przeznaczone dla wszystkich mieszkańców Warszawy i wszystkich obecnych tu kultur. Często jednak w świadomości odbiorców pojawia się opozycja: Polacy – nie-Polacy. Jest to błędne przekonanie. Wielu warszawiaków, nawet urodzonych w tym mieście, ma odmienne korzenie, czego nie widać na pierwszy rzut oka. To wydarzenie nie jest skierowane jedynie do imigrantów, bo wielokulturowości można doświadczać i w inny sposób. Tu wymiana wiedzy i doświadczeń idzie w wiele stron, na wielu płaszczyznach.
Czy Street Party jest wizytówką Warszawy?
Mamadou Diouf: Musi nią być i myślę, że już nią jest. Zagraniczni turyści spodziewają się zobaczyć taką imprezę w Paryżu, w Londynie ale nie w Warszawie – jednak możemy ich mile zaskoczyć. Słyszałem zarzuty wobec Street Party, że ma charakter festynu – ale my kierujemy naszą ofertę do całych rodzin, więc inaczej być nie może. Nie ma innej możliwości zorganizowania rodzinnej, ulicznej imprezy.
Nato Bochorishvili: Na pewno może się nią stać – pod warunkiem jednak, że władze będą nam bardziej pomagać i ułatwiać organizację. Dlaczego Fundacja, która pracuje głównie siłami wolontariuszy, i organizuje przedsięwzięcie promujące Warszawę, ma tak utrudnione zadanie?
Dam Van Anh: Jak najbardziej. Street Party skupia się na tym wymiarze życia stolicy, który nie jest podkreślany w żadnym innym wydarzeniu. Jeśli mamy promować Warszawę jako miasto kultury to absolutnie nie możemy skupiać się tylko na kulturze czysto polskiej, ale także na elementach i inspiracjach, które możemy odnaleźć w innych kulturach.
Emilia Skiba: Street Party jest już wizytówką Warszawy dla wielu osób. Taki festiwal to sposób na promocję miasta, jako otwartego i przyjaznego różnorodności. Z mojego punktu widzenia władze Warszawy cały czas nie dostrzegają tej możliwości. Mam oczywiście nadzieję, że ta sytuacja się zmieni, zwłaszcza, w kontekście ubiegania się o statut Europejskiej Stolicy Kultury. Nie wyobrażam sobie, żeby europejskie stołeczne miasto nie chciało skorzystać z promocji dzięki tego typu dużemu wydarzeniu ulicznemu.
źródło: inf. własna (ngo.pl)
Uwaga! Przedruk, kopiowanie, skracanie, wykorzystanie tekstów (lub ich fragmentów) publikowanych w portalu www.ngo.pl w innych mediach lub w innych serwisach internetowych wymaga zgody Redakcji portalu!
SKOMENTUJ
KOMENTARZE
Nie ma żadnych komentarzy
Redakcja www.ngo.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy.













