DZIŚ

Światowy Dzień Przeciwko HomofobiiŚwiatowy Dzień Społeczeństwa InformacyjnegoŚwiatowy Dzień Telekomunikacji

CZY WIESZ, ŻE

Ponad 80% gmin zleciło NGOs realizację zadań publicznych, przeznaczając na to łącznie ok. 1mld 200 mln zł (2009 r.).

Dla kogo kultura?

Ostatnio byłem w Warszawie na „Nie-Kongresie Kultury”, imprezie będącej odpowiedzią na „Kongres Kultury”, który ma się odbyć we wrześniu w Krakowie. Formuła Nie-Kongresu była oparta na idei Bridge Campu czyli każdy i każda mógł zaprezentować dowolny temat w ciągu siedmiu minut. Kolejne siedem minut było przeznaczone na dyskusje z publicznością. Taka dyscyplina czasowa ma służyć zasygnalizowaniu tematu by później w przerwie czy po spotkaniu uczestnicy i uczestniczki Bar Campu (nazwa stosowana wymiennie z Bridge Campem) mogli i mogły już indywidualnie porozmawiać z wybranymi osobami, w zależności co kogo zainteresowało.

Wiadomość archiwalna

A A A

autor(ka): Łukasz Wójcicki

2009-08-27, 18.24

Tematy były przeróżne. Od miejskiej polityki kulturalnej przez samofinansujące się placówki po hakowanie kultury w sieci. Abstrahując od inwencji i pomysłów na kulturę prelegentów i prelegentek, najbardziej tendencyjny okazał się dyskurs osób uczestniczących w spotkaniu, dyskurs na wskroś akademicki. Stąd moje pytanie, dla kogo ma być ta kultura? Odniosłem wrażenie, że nie znając wywodów Habermasa o strukturalnym przeobrażeniu sfery publicznej ani myśli Beuysa na temat alternatywy czy teorii feministycznej Bell Hooks, niewiele będziemy mieli do powiedzenia. Przestrzeń na spontaniczną i emocjonalną (co nie oznacza, że nielogiczną) wypowiedź myśli prawdopodobnie istniała, ale miałem wrażenie, że nikt z organizatorów nie postarał się wyłuskać jej z gąszcza intelektualnych akrobacji i ocierających się o onanizm figur retorycznych. I nie szkodzi, że były to wariacje powtarzanych fraz z wyżej wymienionych teoretyków, skoro stwarzano atmosferę akademickiego smrodu, gdzie jedynym ratunkiem była intelektualna maska przeciwgazowa lub ucieczka. Część osób skorzystała z drugiego wyjścia, reszta wykonała polecenie: maski włóż!

Impreza nie-kongresowo kulturalna okazała się być kolejnym laboratorium pokornej myśli przetwórczej, akademicką sekcją nie-zwłok na żywym organizmie kultury. Być może (a raczej na pewno) taki był zamysł sobotniego Bar Campu, zatytułowanego o ironio, „Kultura – spontaniczny spisek wolności”... Spontaniczność owego spisku okazała się skrupulatnie zaplanowana i przycięta na miarę hermetycznej naukowości. Kultura to nie tylko seminaria, laboratoria dramatu i kontr-tenor w Operze Narodowej, ale również podwórkowe kino, teatr obwoźny i dyskusja z sąsiadką o geniuszu Himilsbacha. Często niestety teoretycy i praktycy wysokiej kultury zagrzebani w biennalach, sympozjach i filharmoniach traktują kulturę niską jak szczurzy ogon niezręcznie odstający od reszty ciała. Już samo dzielenie kultury na „wysoką” i „niską” jest dyskryminujące i deprecjonujące kulturę wiejską, osiedlową czy uliczną. A ona istnieje, tyle że niechętnie się nią zajmujemy bo jest brzydka, skarlała i nieprzyjemnie daleka od sukcesu.
 
Zatem, po co to całe publiczne fikanie intelektualnych kozłów na kłączach kultury („Kłącza kultury” to tytuł poprzedzającego nie-kongres warsztatu) skoro odbywa się to systematycznie na uniwersytetach, uczelniach, sesjach naukowych i seminariach? Cały ten spektakl merytorycznej rozbiórki kultury na czynniki odbywa się każdego dnia w cieniu katedr akademickich, o czym możemy później przeczytać w miesięcznikach i kwartalnikach społeczno-kulturalnych. Myśląc o publicznej debacie, widzę przestrzeń przyjazną zarówno dla profesora i doktorantki, jak i robotnika i woźnej. Tu takiej przestrzeni zabrakło. Nie mając „pleców” w teoriach Habermasa i Beuysa jesteśmy co najwyżej naiwnymi emotikonami w banalnym czacie ulicznej kultury.
 
Wiedza krytyczna działa emancypująco na tych, którzy ją nabyli. Ale co z rzeszą innych, którzy i które nie mają dostępu do tej wiedzy z powodów zdrowotnych, politycznych czy ekonomicznych? Może czas na postemancypacyjny ruch środowisk naukowych z ciasnego dyskursu akademickiego w stronę holistycznego postrzegania rzeczywistości, w której górnik i sprzątaczka mają tyle samo do powiedzenia co docent i menadżerka kultury. Tylko kogo interesuje ich zdanie?
źródło: inf. własna
Uwaga! Przedruk, kopiowanie, skracanie, wykorzystanie tekstów (lub ich fragmentów) publikowanych w portalu www.ngo.pl w innych mediach lub w innych serwisach internetowych wymaga zgody Redakcji portalu!

SKOMENTUJ

Uwaga, komentarz pojawi się na liście dopiero po uzyskaniu akceptacji moderatora.


KOMENTARZE

Nie ma żadnych komentarzy
Redakcja www.ngo.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy.