DZIŚ

Międzynarodowy Dzień Walki z RakiemMiędzynarodowy Dzień Walki z Rakiem

Powodów do optymizmu brak

O heroizmie, niewykorzystanym potencjale, rozczarowaniu i winnych całego zamieszania opowiada Piotr Gliński – profesor socjologii, członek Polskiej Akademii Nauk, doświadczony badacz trzeciego sektora i procesów demokratyzacji społeczeństwa, działacz i sympatyk organizacji ekologicznych.

Wiadomość archiwalna

A A A

autor(ka): Maria Roman

2009-04-17, 11.05

Za nami 20 lat demokracji i budowy społeczeństwa obywatelskiego. Czy jest to moment do otwarcia szampana i świętowania, czy do posypania głowy popiołem i zasmucenia się tym, co za nami?

Można znaleźć argumenty i za jednym, i za drugim. Ja mam skłonność do krytycznego spoglądania na procesy społeczne. Może to wynika z charakteru zawodu – profesji, a może z doznania zawodu. 
Skąd ten zawód?
Moje oczekiwania były znacznie większe. Ogólnie rzecz biorąc, z trzech podstawowych celów polskiej transformacji: budowy instytucji demokratycznych, budowy instytucji rynku i budowy społeczeństwa obywatelskiego, ten trzeci został osiągnięty w najmniejszym stopniu. I co do tego w zasadzie większość analityków socjologów jest zgodna. 
Czy ktoś zawinił? A może 20 lat to za krótko na osiągnięcie lepszych rezultatów?
Sądzę, że można znaleźć winnych, ale nie będę podawał nazwisk. Oczywiście zmiany, o których mówimy, to są zmiany głownie kulturowo-świadomościowe, a te zawsze wymagają czasu. Nie ma w nich jednak, niestety, tendencji jednoznacznie pozytywnej. Analiza minionych 20 lat wskazuje, że można było osiągnąć znacznie więcej. 
Jakie były stadia rozwoju społeczeństwa obywatelskiego i trzeciego sektora?
Początek był obiecujący, nastąpiło gwałtowne otwarcie – zarówno świadomościowo-kulturowe, jak i instytucjonalne. Pierwsze kroki to tak naprawdę była końcówka lat 80., liberalizacja systemu komunistycznego. Powstały wtedy konkretne rozwiązania legislacyjne. Potem zaczęto budować podstawy instytucjonalne dla demokracji, których istnienie było warunkiem koniecznym dla budowy nowoczesnego społeczeństwa obywatelskiego – takiego, które współpracuje z instytucjami państwa. Wcześniej mieliśmy pewne elementy społeczeństwa obywatelskiego, ale o charakterze opozycyjnym. Otwarcie instytucjonalne było wsparte otwarciem świadomościowym, które sięgało jeszcze czasów „Solidarności” – świadomość obywatelska społeczeństwa zmieniła się nieodwracalnie podczas 16 miesięcy jej istnienia. Niestety na samym początku transformacji nastąpiło pierwsze uderzenie wsteczne. Polskie elity stwierdziły, że będziemy się przekształcać odgórnie, z naciskiem na reformy ekonomiczne. Przykładem może być rozwój, a następnie upadek komitetów obywatelskich, które były drugą falą oddolnej samoorganizacji obywatelskiej w Polsce, po „Solidarności”. Czy elity bały się społeczeństwa obywatelskiego? Trudno jednoznacznie odpowiedzieć. W każdym razie faktem jest, że następna pro-obywatelska legislacja to jest dopiero rok 2003, co daje kilkanaście lat zaniedbań w tej sferze. Społeczeństwo obywatelskie uważano za twór, który sam się będzie rozwijał, który sobie poradzi i który nie ma mandatu obywatelskiego równego mandatowi samorządowemu czy parlamentarnemu. Do tego dochodziło myślenie wąskoliberalne, związane z liberalizmem ekonomicznym – to, co nie jest wymierne w złotówce, jest nieistotne. Później mamy fazę ożywienia, związaną z nazwiskiem wicepremiera Hausnera. Jest paradoksem historii, że polityk o korzeniach komunistycznych najbardziej zdynamizował instytucjonalny rozwój sektora obywatelskiego.
Jeśli chodzi o formowanie się instytucji trzeciego sektora, to na początku lat 90. nastąpiła także duża dynamika rozwoju instytucji obywatelskich, głównie pozarządowych. Później to się mniej więcej ustabilizowało i do chwili obecnej jest na podobnym poziomie. Przy czym cechą charakterystyczną jest jednoczesne powstawanie i zanikanie dużej liczby organizacji. Współczesne organizacje są w dużej mierze młode – co świadczy oczywiście o słabości sektora. Można powiedzieć, że potencjał obywatelski jest niewykorzystywany. Odpowiednie zbilansowanie różnych sfer wpływów instytucji i sektorów jest podstawą dobrego, zrównoważonego rozwoju. Zawsze uważałem, że państwo powinno było przez te kilkanaście pierwszych lat transformacji znacznie bardziej się angażować w rozwój sektora obywatelskiego. 
Jak jest dziś?
Dzisiaj społeczeństwo obywatelskie jest słabe, ma charakter enklawowy i jest to jedna z przyczyn słabości polskiej demokracji. Politycy tego nie rozumieją, nie widzą też w tym dla siebie interesu – działalność na rzecz rozwoju społeczeństwa obywatelskiego nie jest nagradzana politycznie w krótkich okresach czasu, wymaga długoletnich strategii. A polityk nie jest w Polsce nastawiony na długoletnie strategie, bo jest rozliczany w ciągu kilku lat. Na przeszkodzie dla rozwoju stoi także brak równowagi sił na poziomie lokalnym. W Polsce rozwinięto samorządy, dając władzę lokalnym grupom interesu. Trzeci sektor powinien balansować działalność tych elit, jednak słabość organizacji strażniczych i think tanków jest ewidentna. To prowadzi do patologii rozwoju innych sfer obywatelskich, np. komitetów obywatelskich, jednostek pomocniczych samorządów lokalnych itd. 
Czy sądzi pan, że trzeci sektor był w stanie stawić czoła tym przeciwnościom losu? Czy próbował to robić?
Problem polegał tym, że oczywiście był za słaby, żeby stawić czoła w pełni. Jednak mimo tej słabości bardzo heroicznie walczył o swoją pozycję. Właściwie wszystko co osiągnięto to zasługa oddalonych działań, inicjatyw, presji. Jeszcze w latach 90. sformułowałem tezę o dwóch głównych mechanizmach rozwojowych społeczeństwa obywatelskiego, a także trzeciego sektora – bo pamiętajmy, że to nie jest to samo. Są to: mechanizm samorozwojowy (zjawisko polegające na tym, że sektor w sposób świadomy rozwija się poprzez samoanalizę, samoedukację, samorozwój) oraz mechanizm rozwojowy opierający się na szeroko rozumianej pomocy zagranicznej. Chodzi tu zarówno o pieniądze, jak i know-how czy kulturę organizacyjną. Zapominamy, że np. w latach 90. w Polsce funkcjonował bardzo silny program amerykańskiego Peace Corps. Pierwsze obchody Dnia Ziemi w Polsce były organizowane przez amerykańską wolontariuszkę tej organizacji. Istotny w kwestii wsparcia zagranicznego był też efekt bumerangowy. W Polsce sektor nie mógł wywalczyć bardzo wielu oczywistych rzeczy, chociażby partnerskiego traktowania. Osiągał więc swoje cele przez nacisk na elity zachodnie, które naciskały na elity polskie. To funkcjonowało od początku transformacji aż do teraz. Dla przykładu Rospuda – problem, którego nie można było przez 10 lat rozwiązać i udało się to zrobić dopiero przez nacisk Komisji Europejskiej. 
Czy możemy powiedzieć, że na przestrzeni tych lat wartości, wokół których skupia się trzeci sektor, zmieniły się?
Osłabiły się. Na poziomie meta podstawową wartością trzeciego sektora jest działanie misyjne. Może ono dotyczyć różnych wartości konkretnych, ideologicznych. Z początku trzeci sektor miał bardzo silną misję, potem następowała profesjonalizacja. Teoretycznie profesjonalizacja inicjatyw obywatelskich powinna zawierać w sobie także przekaz misyjny, etyczny. Jednak my mamy z kłopot z utrzymaniem równowagi między tymi dwiema sferami. Towarzyszą temu zjawiska takie, jak uzależnienie od projektów, dostosowywanie misji do źródeł finansowania, upadek funkcji kontrolnej sektora, zwłaszcza na poziomie lokalnym. Organizacje rezygnowały z funkcji kontrolnych, głównie dlatego że były uzależnione finansowo od lokalnych możnych, co uniemożliwiało obiektywną kontrolę. Ważne jest powstawanie warstwy oligarchicznej liderów trzeciego sektora, którzy funkcjonują na poziomie innych elit w Polsce, zapominając o interesie oddolnym. Ustawa o działalności pożytku publicznego i o wolontariacie jest przykładem regulacji stworzonej przez silnych, dla silnych. Istnieje także syndrom narcyzmu medialnego i innych negatywnych zjawisk związanych z procesem mediatyzacji. Ale wymieniając grzechy trzeciego sektora, musimy pamiętać, w jakich warunkach on funkcjonuje. Dostępność zasobów jest ogólnie niewielka, dziury trzeba jakoś łatać. Można to robić np. „liderstwem” i nieformalnymi kontaktami z elitami. To jest zjawisko negatywne, ale czasami wynika z konieczności. Tak do końca bym tego nie potępiał, to są trudne rzeczy. 
Sam sektor ocenia jakość i profesjonalizm swojej pracy bardzo wysoko, natomiast badania pokazują, że „niemal połowa Polaków uważa, że w organizacjach społecznych często dochodzi do nadużyć i prywaty”. Jak Pan to skomentuje?
To jest kwestia punktu widzenia. W pierwszych badaniach uczestniczą liderzy organizacji, a lider jest zawsze zainteresowany tym, żeby pozytywnie oceniać swoją organizację. Jednak dla przeciętnego Polaka organizacja pozarządowa to twór obcy. 10% Polaków jest aktywnych obywatelsko, a jeszcze mniej jest ściśle związanych z sektorem obywatelskim. Ocena działania organizacji jest negatywna, bo niezwiązana z własnym interesem – jeżeli coś jest obce, nie jest pozytywnie oceniane. Dodatkowo dochodzi tutaj filtr słabości sektora, który nie potrafił stworzyć swojego wizerunku, przebić się, konkurować z silniejszymi sektorami. Zobaczmy – jak telewizja publiczna, która ma misję publiczną, uwzględnia działalność sektora? Nigdy w polskich mediach nie mieliśmy do czynienia z szeroką, otwartą debatą na temat społeczeństwa obywatelskiego. 
Czy mamy powody do optymizmu? Będzie lepiej?

Nie mamy za bardzo podstaw do optymizmu, ale to nie w trzecim sektorze są główne wady. Mamy słabe instytucje i niedojrzałą kulturę. Olbrzymią dziedziną, o której nie wspomnieliśmy, jest edukacja obywatelska – 20 lat transformacji i nie ma dobrej, sensownej obowiązkowej edukacji obywatelskiej w szkole. Najbardziej za ten stan odpowiedzialne są elity, i to nie tylko polityczne.

źródło: inf. własna
Uwaga! Przedruk, kopiowanie, skracanie, wykorzystanie tekstów (lub ich fragmentów) publikowanych w portalu www.ngo.pl w innych mediach lub w innych serwisach internetowych wymaga zgody Redakcji portalu!

SKOMENTUJ

Uwaga, komentarz pojawi się na liście dopiero po uzyskaniu akceptacji moderatora.

dysonans poznawczy - 2009-04-19, 18:09
polskie NGOs - 2009-04-18, 22:35
wiele problemów - 2009-04-18, 11:43
nie ma miejsca na wizje... - 2009-04-17, 14:11
Redakcja www.ngo.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy.