DZIŚ

Międzynarodowy Dzień Walki z RakiemMiędzynarodowy Dzień Walki z Rakiem

60 lat minęło

Sześćdziesiąt lat temu państwa przyjęły dokument będący obecnie najczęściej używaną podstawą ich publicznej krytyki – Powszechną Deklarację Praw Człowieka. I nawet jeśli różnie wypada jej stosowanie w życiu państw, to wiele grup, organizacji i ruchów społecznych znajduje w niej do dziś podstawę swojego działania.

Wiadomość archiwalna

A A A

autor(ka): Wojciech Makowski

2008-12-10, 08.50

System międzynarodowej ochrony praw człowieka, który powstał w ślad za Powszechną Deklaracją, a także to, że dotąd funkcjonuje, to w dużej mierze zasługa organizacji pozarządowych. Jego rozwój wymaga działania w perspektywie dłuższej niż najbliższe wybory czy też myślenie projektem. Wprowadzanie nowej międzynarodowej konwencji to proces rozłożony na dziesięciolecia.

Na zmianę pracuje się długo
Najpierw wśród organizacji krystalizuje się świadomość jakiegoś problemu i niemożności jego rozwiązania w sposób inny niż za pomocą nowej regulacji na poziomie międzynarodowym. Potem tworzy się międzynarodowa koalicja organizacji, które nalegają na rządy, aby zajęły się tematem. Trzeba też pilnować, aby kraje sceptyczne wobec danej regulacji nie zablokowały jej, ani nie sprowadziły do poziomu ogólności, który nic nie zmieni. Konieczne jest wspieranie aktywnych państw, podtrzymywanie ich entuzjazmu. Należy też włączać do inicjatywy na rzecz rozwiązania danego problemu nowe kraje. Kiedy już państwa przyjmą konwencję, dodatkowego wysiłku wymaga ich ratyfikacja. Tak więc jest to wieloletni proces. Dla przykładu, Konwencję Przeciwko Torturom, zaproponowaną przez Amnesty International w 1973 r., uchwalono dopiero w 1984 r., a weszła w życie trzy lata później. A jak się okazało w czasach „wojny z terroryzmem” – wymaga stałej obrony, także w krajach zachodnich.
 
Czy nas łączą, czy nas dzielą?
Od Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka, uchwalonej 10 grudnia 1948 r., rozpoczęło się budowanie międzynarodowego systemu ochrony praw człowieka. Była to pierwsza próba spisania wspólnych praw i wolności przez ludzi z różnych kultur. Jej powszechność od początku była jednak podważana przez niektóre państwa, które usprawiedliwiają nieprzestrzeganie zapisanych w niej praw, mówiąc o zachodnim pochodzeniu całej koncepcji i swojej odmienności kulturowej. Kofi Annan zwykł odrzucać takie twierdzenia, zauważając, że „to zawsze rządy powołują się na różnice kulturowe, nigdy zwykli ludzie”. Siergiej Kowaliow (rosyjski obrońca praw człowieka z organizacji Memoriał), ujął to jeszcze mocniej podczas niedawnego wystąpienia w Warszawie: „Jeśli nie trzyma się ludzkiego mięsa w lodówce, to innym przejawom kultury prawa człowieka nie przeszkadzają”.
Nie da się jednak ukryć, że przy poszerzaniu spektrum problemów uznawanych za pogwałcenia praw człowieka, pojawia się brak konsensusu, czy rzeczywiście wszystkie one powinny być traktowane w tych kategoriach. Kiedy w latach 2006-2007 Amnesty International podejmowała decyzję o tym, że uzna, iż brak dostępu do aborcji w niektórych przypadkach łamie prawa człowieka kobiet, w niektórych krajach była to decyzja kontrowersyjna, bo niezgodna z nauczaniem Kościoła Rzymskokatolickiego. W innych z kolei została uznana za kontrowersyjną, bo przyszła za późno i była nie dość odważna.
 
Gdzie się kończą?
Przez 60 lat do Deklaracji Praw Człowieka nawiązywały setki dokumentów o różnym statusie prawnym. Niektóre państwa skarżą się, że system międzynarodowej ochrony praw człowieka stał się tak skomplikowany, że samo raportowanie ze stanu ich wdrażania to spore wyzwanie (zapominają przy tym, że niełamanie praw człowieka znacznie by sporządzanie raportów ułatwiło).
Po latach emancypacji różnych grup pod sztandarami praw człowieka, wiele osób wydaje się zmęczonych tym workiem skarg. Leszek Kołakowski napisał kilka lat temu, że od długiej listy nie dość precyzyjnie spisanych praw wolałby taką, „która by określała, czego nie wolno czynić władzy państwowej, konwencja ograniczeń, nie zaś uprawnień, a więc spis nie tego, do czego ja mam prawo, ale raczej spis tych rzeczy, których żadne państwo nie ma prawa czynić”. Gdy patrzymy na świat w roku 2008, wydaje się jednak, że dominuje pogląd przeciwny – kolejne postulaty nazywa się językiem praw człowieka. Widzenie biedy w kategoriach praw człowieka zdążyło się już utrwalić, ale np. zaczyna też zyskiwać popularność postrzeganie w tych kategoriach zmian klimatycznych. Prawa człowieka stały się uniwersalnym językiem ruchów pracujących na rzecz zmiany społecznej. Wygląda na to, że zostaną z nami na długo.
 
Wojciech Makowski – działacz i trener praw człowieka, koordynator kampanii w polskiej sekcji Amnesty International.

Artykuł ukazał się w dwumiesięczniku gazeta.ngo.pl. Zamów prenumeratę.

źródło: gazeta.ngo.pl 12(60)2008
Uwaga! Przedruk, kopiowanie, skracanie, wykorzystanie tekstów (lub ich fragmentów) publikowanych w portalu www.ngo.pl w innych mediach lub w innych serwisach internetowych wymaga zgody Redakcji portalu!

SKOMENTUJ


KOMENTARZE

Nie ma żadnych komentarzy
Redakcja www.ngo.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy.