Przejdź do treści głównej

Spółdzielczość bez przyszłości? [relacja]

autor(ka): Hieronim Teodor Wawrzyński
2008-04-09, 10:38
archiwalne
Konferencja, która miała być początkiem debaty o przyszłości spółdzielczości w Polsce przekształciła się w wielką awanturę pokrzywdzonych przez władze spółdzielni mieszkaniowych. Prezes KRS, Alfred Domagalski wyklaskany, przewodniczący Klubu Parlamentarnego PiS, Przemysław Gosiewski próbował go ratować. Wniosek jest jeden- spółdzielczość mieszkaniową w Polsce trzeba zacząć budować od nowa. Nic już nie da jej naprawianie, poprawianie i nowelizowanie ustaw.
Czy zatem spółdzielczość w Polsce nie ma już przyszłości? Myślę, że nie.

Jak odnowić spółdzielnie?- to podstawowe pytanie Konferencji Programowej „Rola spółdzielczości w budowie solidarnego państwa”. Takie pytanie stawiali organizatorzy ( Klub Parlamentarny PiS) oficjalnie, mówił o tym poseł Przemysław Gosiewski, przewodniczący Klubu Parlamentarnego PiS otwierając obrady. W rzeczywistości okazało, ze nawet niektórzy prelegenci, jak poseł Gabriela Masłowska, zupełnie inaczej interpretowała cel spotkania w Sali Kolumnowej Sejmu RP. Inne oczekiwania miała także zdecydowana większość z 200 –osobowej grupy uczestników tej konferencji. Wiele osób przyszło, aby dać wyraz swojej bezsilności w walce z lobby prezesów spółdzielni mieszkaniowych, głośno pokazać, jak spółdzielcze władze zawłaszczają majątek swoich członków. Wielu przybyło do Sali Kolumnowej, aby nadal szukać rozwiązań nad uzdrowieniem polskiej spółdzielczości i wyciągnięciem jej z trwającego od ponad 18 lat kryzysu. I ta grupa z wielką uwagą wysłuchała rzeczowego, pełnego konkretów wystąpienia posła Krzysztofa Jurgiela, wiceprzewodniczącego sejmowej Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi, który przedstawił swój autorski pomysł na rozwój spółdzielczości na obszarach wiejskich. Szkoda tylko, że w dyskusji do tych propozycji odniosło się zaledwie dwóch uczestników. I nie ma się czemu dziwić, gdyż uczestników przede wszystkim interesowały problemy spółdzielczości mieszkaniowej.

Już po pierwszych po wystąpieniach prelegentów doszło do wielkiej awantury. Prezes Krajowej Rady Spółdzielczej, Alfred Domagalski, już po trzech minutach swojego wystąpienie został wyklaskany przez uczestników konferencji. I nie ma się czemu dziwić, gdyż wypowiadane przez niego słowa nijak się miały do faktycznego obrazu spółdzielczości w Polsce, a poza tym nie mówił on w imieniu prawie 10 mln członków spółdzielni, ale prezentował interesy prezesów i zarządów. Tym bardziej, że uczestnicy konferencji mieli wiele dokumentów świadczących o tym, że spółdzielcze władze ( KRS i związki rewizyjne) wręcz instruowały zarządy spółdzielni mieszkaniowych, jak obejść przepisy znowelizowanej w ubiegłym roku ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych i nadal zachowując pozory demokracji rządzić bez kontroli członkowskiej i czerpać prywatne profity. Uczestnicy Konferencji, a byli wśród nich także członkowie obecnych władz kilkunastu spółdzielni, nie chcieli słuchać prezesa Domagalskiego. Sytuację próbował ratować wiceprzewodniczący Klubu Parlamentarnego PiS, ale na niewiele się zdało. Domagalski opuścił szybko salę obrad, a szkoda, bo podczas wielogodzinnej dyskusji mógł się wiele dowiedzieć o stanie polskiej, a zwłaszcza mieszkaniowej, spółdzielczości. Być może z perspektywy ulicy Jasnej w Warszawie zupełnie inaczej spojrzałby na problemy zwykłych spółdzielców i może wykorzystałby to do przygotowania mającego w tym roku odbyć się kolejnego Kongresu Polskiej Spółdzielczości. Może po raz pierwszy w powojennej Polsce mielibyśmy prawdziwy zjazd spółdzielców, a nie kolejne spotkanie z prezesami i popieranymi przez nich członkami rad nadzorczych.

Dyskusja podczas Konferencji była niezwykle emocjonująca. Zbyt wiele krzywd już wyrządzono od 1989 roku ludziom przypisanym niegdyś spółdzielczości mieszkaniowej i praktycznie nikt nie poniósł za to konsekwencji. „ Na sądy nie ma co liczyć, gdyż one i tak zawsze są po stronie prezesów spółdzielni. W przyczyny tego stanu rzeczy, które dla mnie są oczywiste, przecież sędzia gdzieś mieszka, ma dzieci, które będą potrzebują mieszkania, nie będę wnikał”- mówił jeden z dyskutantów z Białegostoku. Mówiono o licznych patologiach w kierowaniu spółdzielniami, o manipulowaniu wyborami spółdzielczych władz, o uwłaszczaniu się na spółdzielczym majątku i „kokosowych” zarobkach prezesów, które są zupełnie nie adekwatne do wkładu ich pracy i kondycji ekonomicznej spółdzielni. Wiele gorzkich słów padło pod adresem spółdzielczych władz związanych z niehumanitarnym traktowaniem członków- właścicieli spółdzielni. Pokazano także, jak prezesi spółdzielni mieszkaniowych, korzystając z instrukcji związków rewizyjnych spółdzielni mieszkaniowych, zawiązali antypaństwowy spisek ( inaczej się tego nie da nazwać) przeciwko zapisom ustawy znowelizowanej w ubiegłym roku. Pod pretekstem, że niektóre przepisy ustawy zostały zaskarżone do Trybunału Konstytucyjnego przestali realizować obowiązujące przepisy prawne. Sabotują te dotyczące przyjęcia nowych statutów, nie rejestrują ich w sądach rejestrowych, a przede wszystkim już zaczynają się wybierać na kolejne lata według starych zasad i prawa już nie obowiązującego.

Z dyskusji może było wysnuć jeden wniosek, spółdzielczość mieszkaniowa w Polsce praktycznie nie istnieje. Pod jej przykrywką funkcjonuje kilka tysięcy etatów dla prezesów, wiceprezesów i członków zarządów, który co miesiąc prawie 4, 5 mln przypisanych członków składa się na płace, najczęściej wyższe niż zarobki premiera rządu, ministra czy też prezydenta dużego polskiego miasta. Nie ma w tej sytuacji innego rozwiązania na przyszłość niż budowanie spółdzielni mieszkaniowych od nowa, od postaw. Ze strony Sejmu RP, rządu polskiego potrzebne są radykalne działania, być może nawet specustawa dokonująca likwidacji obecnych struktur spółdzielczych i tworzenia tej organizacji od nowa. Z wypowiedzi uczestników Konferencji, jak również niektórych polityków w niej uczestniczący wynikało jasno, że żadne zmiany obowiązującego prawa nie dają efektów, a wręcz pogłębiają frustrację ludzi, którzy w latach PRL chcą mieć mieszkanie, zostawali z przymusu spółdzielcami.

Hieronim Teodor Wawrzyński
Tel. 0-660-702-278
e-mail:


Wiadomość nadesłana przez czytelniczkę/czytelnika portalu www.ngo.pl.

Źródło: Hieronim Teodor Wawrzyński
Miejsce: Warszawa
Organizator:

Stowarzyszenie "Dyliżans Kulturalny"

Adres:

Białystok ul. Podleśna 13/35,

Tel.:

0-660-702-278

E-mail:

wawrzynski@poczta.onet.pl

Www:

http://netto.pl 

Uwaga! Przedruk, kopiowanie, skracanie, wykorzystanie tekstów (lub ich fragmentów) publikowanych w portalu www.ngo.pl w innych mediach lub w innych serwisach internetowych wymaga zgody Redakcji portalu!
Wyraź opinię 0 0

Skomentuj

KOMENTARZE

  • [+] Rozwiń komentarz znowelizowane prawo o spóldziel.mieszkaniowych ~kryos 12.10.2009, 03:57 uchwalony w 2007r statut dostosowany do ustawy j.w.zarząd do chwili obecnej nie zarejestrował w sądzie,w bieżącym roku na Zebraniu Przedstawicieli pozbawiono członków możliwości wypowiedzi.Ustawa jest aktem nadrzędnym w stosunku do statutu.Dlaczego nie respektuje się prawa?! ODPOWIEDZ
  • Wszystko zależy od samych spółdzielców. ~Henryk Mościbrodzki 10.01.2009, 07:50 Ciekawe, gdzie byli spółdzielczy - tej czy innej spółdzielni "molocha" - kiedy na początku lat 90-tych XX wieku dzielono spółdzielnie molochy (dobrowolnie) niemalże z mocy ustawy? Pamiętam jak podzielono Gliwicką Spółdzielnię Mieszkaniową na kilkanaście mniejszych spółdzielni, w większości na na tzw. osiedlowe. Gliwice w tamtych czasach liczyły sobie około 220 tysięcy mieszkańców i jakoś to można było przeprowadzić. Można by zadać sobie pytanie, dlaczego w jednych miastach dokonano tych podziałów, a w innych nie? Odpowiedz jest bardzo prosta, ponieważ w jednych miastach Spółdzielcy wdzieli sprawy w swoje ręce, a w innych "spółdzielcy" czekali na to, że za nich zrobi ktoś inny. Od ładnych kilkunastu lat walczę o powrót polskiej spółdzielczości do jej pierwotnych korzeni, ale jest to walka z przysłowiowymi wiatrakami, ponieważ tak naprawdę nikomu na tym nie zależy. Widzę tylko, że większość tzw. spółdzielców chciałaby, żeby ich "g" posprzątali inni, najlepiej politycy, i na tym polega tragizm spółdzielczości w Polsce. Drodzy narzekający, proponuję zabrać się do roboty i przywrócić nieetatowy charakter organów spółdzielczych, głownie mam tu na myśli zarządy spółdzielni mieszkaniowych, których członkowie wcale nie muszą być zatrudnieni w spółdzielniach na etatach. Zarząd spółdzielni może zbierać się raz na tydzień czy też raz na dwa tygodnie, a do kierowania bieżącą działalnością biura spółdzielni należy zatrudnić kierownika spółdzielni, który nie będzie miał - już - takiej władzy jak tzw. prezesi, którzy są obecnie nazywani często "prezesami spółdzielni". W każdej spółdzielni cała władza należy do Walnego Zgromadzenia Członków Spółdzielni, które swoją władzą dzieli się z innymi organami spółdzielni. Sami spółdzielcy przekazali swoją władzę - część swoich uprawnień - na rzecz rad nadzorczych i zarządów spółdzielni, a teraz mają pretensję do Pana Boga, o to, że prezesi mają ich (czyli członków spółdzielni) w głębokim poważaniu. No cóż, podobno "idiotów nie sieją, tylko rodzą się sami". Muszę pocieszyć tych zmartwionych "idiotycznych" członków spółdzielni, że istnieje możliwość cofnięcia nadmiernych uprawnień, których udzieli radom nadzorczym i zarządom spółdzielni. To tylko zależy od Wasz czy będziecie chcieli odebrać im te swoje uprawnienia, których świadomie pozbyliście się na rad nadzorczych i zarządów. Tych którzy chcą działać w tym kierunku zapraszam jeszcze raz na forum animatorów autentycznej i niezależnej spółdzielczości polskiej - http://edwardabramowski.forumowisko.net/ ponieważ w jedności jest siła. Natomiast pozostali, niech dalej sobie narzekają widocznie mają zawód - narzekacz. Zapraszam również głównego bohatera tego artykułu na powyższe forum, niech tam podzieli się z innymi użytkownikami swoim doświadczeniem. ODPOWIEDZ
  • i co teraz...brednie? ~spółdzielca 17.12.2008, 07:39 Dzisiejsze orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego mówiące o Konstytucyjnej niezgodności całej ustawy uwłaszczeniowej w tym art48. Kto za to wszystko zapłaci? ODPOWIEDZ
  • to nie możliwe... szalony pomysł posłów ~bezradny 19.06.2008, 09:06 nawet za komuny nie było takiego bezprawia a tu proszę rozdaję się czyjś majątek. Uwłaszczeni lokatorzy będą mieli szansę skorzystania z premii gwarancyjnych, do których uprawniają książeczki mieszkaniowe...!!! Jak to możliwe przecież oni nie nabyli tylko otrzymali za darmo a więc jakim prawem mają otrzymać jeszcze premię gwarancyjną? Na opisanym wcześniej przykładzie NAJEMCA nie dość że otrzymał lokal wart 180tyś.zł to jeszcze dodatkowo otrzyma premię gwarancyjną z książeczki mieszkaniowej!!! Gdzie równość zagwarantowana nam przez konstytucję? Jedni płacą i stają się właścicielami drudzy otrzymują podwójnego gratisa... i jeszcze nie płacąc od niego podatku ODPOWIEDZ
  • przykłady uwłaszczenia-zgodność z prawem ~zdegustowany 17.06.2008, 10:35 1. Mieszkanie lokatorskie W 1970 r. Jan Wiśniewski dostał przydział na mieszkanie lokatorskie (50 mkw.). Było ono wówczas warte 200 tys. zł (przed denominacją). Wniósł do spółdzielni 10 proc. jego wartości – tyle wyniosła zaliczka na wkład mieszkaniowy, czyli wówczas 20 tys. zł. Pozostałą część kosztów budowy tego lokalu (tj. 90 proc.) spółdzielnia sfinansowała z kredytu zaciągniętego w państwowym banku, z czego 50 proc. spółdzielni umorzyło państwo. Później Jan Wiśniewski spłacał spółdzielni resztę kredytu. Teraz, chcąc zmienić status swojego mieszkania na własność, musi zapłacić nominalną kwotę kredytu umorzonego spółdzielni przez państwo, czyli 9 zł. 2. Mieszkanie własnościowe Krzysztof Kowalski zajmuje z rodziną mieszkanie własnościowe (70 mkw.). Ma ono czystą hipotekę, nie ciążą na nim żadne kredyty, jednak Kowalski zalega z opłatami za mieszkanie. Jego dług wynosi już 10 tys. zł. Dopiero gdy go zapłaci, spółdzielnia przeniesie na niego własność mieszkania. 3. Mieszkanie zakładowe-1 Maria Walicka razem z córką jest od 1980r najemcą dawnego mieszkania zakładowego. Przedsiębiorstwo państwowe, w którym pracowała, przekazało spółdzielni w 1988r nieodpłatnie budynek, w którym znajduje się mieszkanie. Teraz może się starać o przeniesienie mieszkania na własność. Spółdzielnia wyremontowała ten budynek, poniosła więc nakłady konieczne. Dlatego Maria Walicka musi dodatkowo zapłacić różnicę między poniesionymi nakładami a wniesionymi odpisami na fundusz remontowy. Spółdzielnia wyliczyła, że będzie to kwota 6 tys. zł. 4. Mieszkanie zakładowe-2 Maria Walicka razem z córką jest od 2005r TYLKO najemcą dawnego mieszkania zakładowego. Przedsiębiorstwo państwowe, w którym NIE pracowała, przekazało spółdzielni w 1988r nieodpłatnie budynek, w którym znajduje się mieszkanie. Czy teraz może się starać o przeniesienie mieszkania na własność. Pani Walicka nie jest członkiem spółdzielni nie wniosła tez wymaganego wkładu mieszkaniowego czy budowlanego.Spółdzielnia remontowała ten budynek, ponosiła więc nakłady konieczne. ODPOWIEDZ
  • [+] Rozwiń komentarz STOP bezprawiu-nie decydujcie za Nas Spółdzielców!!! ~Spółdzielca 17.06.2008, 09:58 Rzecznik Praw Obywatelskich wystąpił do Ministra Infrastruktury w sprawie wątpliwości związanych z interpretacją art.48 ust. 1 ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych - wykup mieszkań spółdzielczych, które wcześniej były mieszkaniami zakładowymi http://www.rpo.gov.pl/pliki/12078345070.pdf Czas ucieka i działa na niekorzyść Spółdzielców więc nasuwa się pytanie kiedy zostanie udzielona odpowiedź? ODPOWIEDZ
  • [+] Rozwiń komentarz Koniec spółdzielczości ~zatroska i wkurzony spółdzielca 17.06.2008, 09:50 Tak to staje się faktem a opiszę to na własnym przykładzie. Nasza spółdzielnia powstała w 1989r i zawiązała się na wniosek najemców lokali zakładowych, które to zakład chciał się wyzbyć. Tak też się stało, co z radością zostało przyjęte przez wszystkich. Przed przekazaniem budynków pod zarząd świeżo utworzonej spółdzielni Najemcy lokali podpisali weksle in blanko o zatrudnieniu przez okres 15 lat a w razie zwolnienia musieliby spłacić wartość rynkowa lokalu na dzień zerwania umowy o pracę, ale to nie wszystko. Zakład do dnia przekazania budynków oddał do użytkowania 2 nowo wybudowane bloki oraz kolejne 4 zmodernizowane budynki po przez ich nadbudowę.Najemcy tych lokali musieli oprócz podpisanych weksli wpłacić tzw.kaucję mieszkaniową , która wynosiła 66,032zł... był to rok 1987. Wraz z powstaniem spółdzielni powstały też problemy, których nie było pod zarządem przedsiębiorstwa, bo niektórzy najemcy przestali płacić czynsz bez obaw o konsekwencje. Tak wiec z dnia na dzień powstała spółdzielnia a w zasadzie jej zarząd stanął przed kłopotami, z jakimi borykają się spółdzielnie. Najgorsze to, że zarząd to oczywiście to najemcy lokali a tym samym sąsiedzi-znajomi a wręcz koledzy. Cóż jakoś się gospodarzyło w tej społeczności jednak można sobie wyobrazić np. ustalanie stawek czynszu a raczej jej kolejne podwyżki... im mniej tym lepiej a w zasadzie wcale!!! Powstała spółdzielnia zarejestrowała swój statut, w którym wielki nacisk nadano tytułowi CZŁONKA ZAŁOŻYCIELA SPÓŁDZIELNI,który to członek posiadał większe prawa a to z tytułu tego, że będąc pracownikiem zakładu wniósł i poniósł koszty z tytułu wybudowania tych, że budynków. Osoby, które nie zapisały się do spółdzielni nie posiadałyby takich praw a dotyczyło to w tej sytuacji wykupu lokalu na preferencyjnych warunkach.Członkowie ci mieli zagwarantowany wykup lokalu za przysłowiowe grosze, bo cena oscylowała pomiędzy 25zł na początku by osiągnąć zawrotną kwotę około 120zł w ostatnim okresie wykupu. Pieniądze te zasilały fundusz remontowy spółdzielni. Na dzień dzisiejszy mamy znowelizowaną ustawę o spółdzielczości i wraz z jej nieszczęsnym art48 To rozbój w biały dzień i atak na samorządność spółdzielni i niech nikt mi nie mówi o złodziejstwie zarządów spółdzielni i wypraszam sobie wsadzanie wszystkich do jednego worka. Ta oto ustawa umożliwia ustalenie odrębnej własności lokali a przede wszystkim rozdawanie tzw. lokali zakładowych, które zostały przejęte przez spółdzielnie. W dniu wejścia ustawy w naszej spółdzielni pozostało ok. 20% lokali ze statusem spółdzielczego lokalu w tym jeden lokal, którego najemca posiadał tylko i wyłącznie tytuł NAJMU wobec nie wyrażenia chęci wstąpienia w poczet członków spółdzielni. NAJEMCA został pozyskany w drodze zamiany z dłużnikiem po uzyskaniu wyroku o eksmisję. Wobec braku w Gminie lokali socjalnych uzyskano zgodę na zamianę z najemcą gminnego lokalu jednak zamieniający jak już wspomniałem chciał nadal pozostać najemcą. Był to początek 2005 roku. Tak, więc nie widząc innej możliwości zarząd wyraził zgodę na taką zamianę, aby uniknąć dalszych strat w opłatach i niszczenia zajmowanego lokalu. Nowemu NAJEMCY oferowano zakup lokalu po 50% bonifikacie od ceny rynkowej. Proponowano jak już wspomniałem wstąpienia w poczet członków spółdzielni, co wiązało się wniesieniem wkładu mieszkaniowego. Najemca posiadał jak twierdził książeczki mieszkaniowe, więc prawdopodobnie osobiście nie odczułby poniesionych kosztów wykupu lokalu, lecz niestety z proponowanej oferty nie skorzystał. Obecnie osoba ta jako pierwsza w dniu wejścia znowelizowanego Prawa Spółdzielczego tj. 31 lipca 2007 złożyła wniosek o ustalenie odrębnej własności dla zajmowanego lokalu!!! Pozostałe wnioski napływały sukcesywnie i były to wnioski od członków spółdzielni, którzy byli najemcami tych, że lokali w momencie ich przejęcia przez utworzoną spółdzielnię. I tu powstaje problem, bo jak to możliwe, że osoba niezwiązana w żaden sposób z zakładem przekazującym budynki będąca tylko NAJEMCĄ może skorzystać z tej ustawy? Nagle z dnia na dzień zostaje obdarowana lokalem wartości 180 tyś.zł, do którego wcześniej nie ma najmniejszego prawa, bo ktoś tam w Warszawie tworzy bubla legislacyjnego. Pytam się, jakim prawem można dopuścić do czegoś takiego? Jak to możliwe, że majątek spółdzielczy a więc spółdzielców a więc ludzi, którzy utworzyli własną spółdzielnię celem jej zarządzania nagle staje się kartą przetargową?…. Zostaje zawłaszczony i rozdany osobą postronnym? Jak to możliwe, że wcześniej osoby, które dokonywały wykupu nie mogą odzyskać wpłaconych pieniędzy? Bo nie wyobrażam sobie przegłosowanie tego faktu na walnym zgromadzeniu i odzyskanie pieniędzy po przez nie dokonywanie wpłat na fundusz remontowy!!! Toż to istne szaleństwo i całkowity upadek spółdzielni, która zostaje bez środków finansowych. Daruję sobie inne sprzeczności niedorzecznej ustawy dodam tylko ze nasza spółdzielnia liczy 66 lokali a jej członkowie zostali w biały dzień okradzieni przez osoby mające sprawować kontrolę nad przestrzeganiem prawa w tym kraju. Sprawa innych zarządów spółdzielni molochów to odrębna sprawa i jej członków a ich problemy powinny być rozwiązywane przez „niezawisłe sądy”. ODPOWIEDZ

Redakcja www.ngo.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

  • ekonomia społeczna
  • problemy mieszkaniowe