Przejdź do treści głównej

Kasa z zagranicy? To temat zastępczy!

autor(ka): Rafał Dymek dla opinie.ngo.pl
2017-09-11, 12:53
DYMEK: Jeśli przyjęlibyśmy tezę, że obdarowany reprezentuje interesy darczyńcy, to dlaczego ma to dotyczyć tylko podmiotów finansowanych z zagranicy? Czy ktoś finansowany przez lokalnego przedsiębiorcę lub osobę prywatną też reprezentuje ich interesy? A finansowanie ze środków publicznych ma zostać uznane za rodzaj korupcji politycznej?

W ostatnim czasie, także na ngo.pl, pojawiły się głosy postulujące uregulowanie (w domyśle ściślejszą kontrolę) pozyskiwania przez polskie organizacje pozarządowe środków z zagranicy. Uważam, że potrzebna jest rozmowa o transparentności działalności organizacji pozarządowych, niezależnie od źródeł ich finansowania. Dyskusja nie powinna koncentrować się na organizacjach pozyskujących środki spoza Polski. Szczególnie, że „zagranica” (nie wliczając środków UE) to marginalne źródło zasilania budżetów polskich organizacji. Dlaczego wyłączna dyskusja o finansowaniu zagranicznym jest tematem zastępczym?

 

 

Mamy prawo szukać pieniędzy poza krajem!

Po pierwsze, co jest takiego złego w pozyskiwaniu środków z zagranicy przez organizacje pozarządowe? Żyjemy w wolnym, demokratycznym kraju. Każda osoba i każdy podmiot mają prawo do realizacji misji, którą uważają za stosowną, jeśli tylko nie łamią powszechnie przyjętego porządku konstytucyjno-prawnego. I w tym zawiera się także prawo do pozyskiwania środków finansowych na działalność w miejscu, które organizacja uzna za stosowne, także poza granicami kraju.

Dotyczy to także, a nawet w szczególności, działań, których nie chce finansować na przykład rząd, bo nie uważa tego za istotne, albo nawet nie są one zgodne z jego polityką. Jeżeli taka aktywność z góry budzi podejrzenia i jest utrudniana, znaczy to tylko tyle, że władza chce uzależnić od siebie działalność społeczną i obywatelską. A to już niekoniecznie mieści się w ramach państwa przestrzegającego podstawowych praw i wolności obywateli. Podkreślam, że to założenie uważam za prawdziwe niezależnie od tego, czy akurat rządzi partia niebieska, żółta, czy czerwona.

 

 

Nie tylko zagranica

Po drugie, domniemywanie, że podmioty współfinansowane z zagranicy reprezentują jakieś „ciemne”, obce siły, jest nieprawdziwe. Czy fundacja, która otrzymuje dofinansowanie na działania edukacyjne dla młodzieży, warsztaty dla społeczności lokalnej albo rozwój wiejskiej biblioteki naprawdę reprezentuje „obce interesy”? Przecież te organizacje same planują i wymyślają sobie takie działania, a potem szukają na nie finansowania. Ponadto darczyńcy (także zagraniczni) prawie zawsze wymagają szczegółowego rozliczenia. Organizacje nie mają z tego żadnego „zysku”. Sugerowanie, że ktoś tu przyjmuje korzyści materialne za reprezentowanie innych rządów, jest absurdalne.

Po trzecie, nawet jeśli przyjęlibyśmy za prawdziwą tezę, że obdarowany reprezentuje interesy darczyńcy (choć, jak piszę powyżej, takie założenie jest zupełnie nieuprawnione), to dlaczego taki obowiązek ma dotyczyć tylko podmiotów współfinansowanych z zagranicy? W takim układzie ktoś dofinansowany przez lokalnego przedsiębiorcę lub osobę prywatną też reprezentuje ich interesy? A finansowanie ze środków publicznych ma zostać automatycznie uznane za rodzaj korupcji politycznej? Takie rozumowanie zabije w Polsce wszelką działalność proobywatelską i charytatywną.

 

 

Liczy się przejrzystość

Po czwarte, skupienie się na niewielkiej liczbie organizacji współfinansowanych ze środków zagranicznych nie rozwiąże wyzwań związanych z przejrzystością finansowania. Boję się, że może nawet odwrócić uwagę od poważniejszych problemów. Znam organizacje, współfinansowane ze środków zagranicznych, które informację o swoich finansach sprawozdają szczegółowo w publicznie dostępnych kanałach. Każdy może sprawdzić, kto je finansuje i jaką działalność prowadzą. Dlaczego te podmioty mają być dodatkowo kontrolowane? Tym bardziej, że dla odmiany można podać przykłady innych organizacji, których powiązania finansowe są bardzo niejasne, tajemnicze albo uzyskały dotacje (niekoniecznie zagraniczne) w bardzo niejasnych okolicznościach. I wcale nie ma to nic wspólnego z finansowaniem spoza Polski.

Po piąte, warto dodać, że nawet bardzo ścisła kontrola organizacji pozarządowych nie zapobiegnie możliwości przekazania finansowania przez „obce siły”. Takie środki o wiele łatwiej przekazywać pod przykryciem normalnej transakcji gospodarczej, zakładając zwykłą spółkę, niż prowadząc na przykład fundację zobowiązaną do przygotowywania odpowiednich sprawozdań. Czy przedsiębiorcy prowadzący interesy z partnerami z zagranicy też będą mieli nowe ograniczenia?

 

 

Odwróćmy perspektywę

Na koniec zwracam uwagę, że Polska jest członkiem Unii Europejskiej, a pozostałe państwa członkowskie, przy wszystkich dzielących nas różnicach, to nasi sojusznicy. Jedną z fundamentalnych zasad Unii jest swoboda współpracy podmiotów z różnych krajów – na podobnych zasadach, jak pomiędzy analogicznymi podmiotami wewnątrz jednego państwa. W imię jakich wyższych celów mielibyśmy tę zasadę naruszać, w szczególności wobec naszych partnerów z Unii? Polska i Polacy też są przecież beneficjentami tego systemu! Jak byśmy zareagowali, gdyby na przykład rząd Litwy chciał ograniczyć przekazywanie środków z Polski na rzecz tamtejszych organizacji polonijnych? A jeżeli takie ograniczenia wprowadziłyby Rumunia i Słowacja, w domyśle wobec Węgier, też przyklasnęlibyśmy temu pomysłowi? Także polski rząd finansuje programy, których beneficjentami są organizacje w innych krajach (choćby u naszych wschodnich sąsiadów), na przykład za pomocą tak zwanego „solidarityfund” – na stronie internetowej tego funduszu można przeczytać, że wspiera demokrację i prawa człowieka. Czy Polska chciałaby, aby dostęp do tego typu inicjatyw był ograniczany przez władze państw-odbiorców tej pomocy?

Jeżeli chcemy szukać rozwiązania problemu, porozmawiajmy spokojnie i rzeczowo o przejrzystości działalności oraz finansowania organizacji pozarządowych. Paradoksalnie, wiele z nich, współfinansowanych z zagranicy, będzie mogło się podzielić w tej sprawie bardzo dobrymi praktykami i trafnymi spostrzeżeniami. Oby zostały one wzięte pod uwagę.

 

MASZ ZDANIE? CZEKAMY NA WASZE GŁOSY (MAKS. 4500 ZNAKÓW) PLUS ZDJĘCIE NA ADRES: 

 

Rafał Dymek – Polska Fundacja im. Roberta Schumana.

Opr.: Ignacy Dudkiewicz, opinie.ngo.pl ()


Czym żyje III sektor w Polsce? Jakie problemy mają polskie NGOJakie wyzwania przed nim stoją. Przeczytaj debaty, komentarze i opinie. Wypowiedz się! Odwiedź serwis opinie.ngo.pl.

Informacja własna portalu ngo.pl

Uwaga! Przedruk, kopiowanie, skracanie, wykorzystanie tekstów (lub ich fragmentów) publikowanych w portalu www.ngo.pl w innych mediach lub w innych serwisach internetowych wymaga zgody Redakcji portalu!
Wyraź opinię 13 4

Skomentuj

KOMENTARZE

  • 100% racji ~EKB 15.09.2017, 07:36 Celnie i w punkt. Podpisuję się pod każdym zdaniem. Pomysły na specjalne uregulowania dla organizacji otrzymujących środki od instytucji czy osób spoza Polski to powielanie pomysłu Putina na eliminację tych, których działalność nie podoba się władzy. ODPOWIEDZ

Redakcja www.ngo.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

  • fundusze, fundraising, finansowanie
  • partnerstwa międzynarodowe
  • społeczeństwo obywatelskie
  • standardy, etyka
  • wspieranie organizacji
  • współpraca międzynarodowa