Przejdź do treści głównej

Wolontariat: Potrzeba większych obostrzeń

autor(ka): Jarosław Urbański, opr.: Ignacy Dudkiewicz
2014-12-05, 10:41
archiwalne
URBAŃSKI: Pod osłoną szczytnych ideałów wykorzystuje się nie tylko luki w przepisach, ale także ludzkie poświęcenie, empatię, zaangażowanie i altruizm. Apeluje się do współczucia, aby ludzie wykonywali pracę (która powinna zostać sowicie wynagrodzona) za darmo lub pół-darmo. Niestety organizacje pozarządowe są tutaj najlepszym przykładem.

Według Kodeksu pracy, zawierającego przepisy fundamentalne dla naszego ustroju pracy, nie można zrzec się prawa do wynagrodzenia (art. 84). Dlaczego tego typu zapis został ujęty w ustawie, skoro przecież nikt rozsądny nie będzie pracował za darmo? Okazuje się, że sprawa wcale nie jest taka oczywista.

Jakiś czas temu, w niewielkiej miejscowości leżącej w regionie uznanym za dotknięty wysokim, strukturalnym bezrobociem, istniał zakład szwalniczy średniej wielkości. Zatrudniano tam pracowników i pracownice za wynagrodzenie nieprzekraczające około jednej piątej najniższego wynagrodzenia. Mieszkańcy godzili się na ten w swej istocie nielegalny proceder, bowiem po określonym czasie, kiedy pracownik uzyskiwał prawo do zasiłku dla bezrobotnych, był przez pracodawcę zwalniany, a w jego miejsce przychodził inny (najczęściej ktoś z rodziny) i pracował do momentu, kiedy mógł się i on zgłosić do urzędu pracy. W jego miejsce przychodziła następna osoba, która właśnie zasiłek traciła i tak w kółko. Zmieniający się pracownicy zyskiwali prawo do zasiłku wypłacanego ze środków publicznych, pracodawca natomiast, korzystając z okazji, pozbawiał ich zdecydowanej większości należnego im ustawowo minimalnego wynagrodzenia. System przez jakiś czas działał sprawnie. Pojawiła się równowaga, w której w zasadzie wszystkie ogniwa – pracownicy, pracodawca i państwo – były usatysfakcjonowane. Pracownicy z zasiłku, pracodawca z poziomu płac, państwo z utrzymania miejsc pracy. Ale całość była patologią.

Paradoks „trzeciego sektora”

Związki zawodowe ciągle mają do czynienia z zamachami na prawo do wynagrodzenia. Przypadki mnożą się, ponieważ w naszym kraju mamy do czynienia z bardzo wysokim, chronicznym bezrobociem i pracodawcom łatwo narzucić swoje warunki, nie oglądając się na istniejące prawa pracownicze. Zresztą samo państwo ciągle robi w nich wyłom, ustanawiając zasady, które de facto dopuszczają (a nawet narzucają) świadczenie pracy bez części czy całości wynagrodzenia. Mamy z tym do czynienia nie tylko w przypadku wolontariatu, ale także różnego rodzaju darmowych stażów pracy czy pracy doktorantów na wyższych uczelniach (zostali oni sprowadzeni do statusu studentów III stopnia i nie są objęci „ochroną” Kodeksu pracy, choć wykonują taką samą pracę co etatowi wykładowcy).

Pod osłoną szczytnych ideałów wykorzystuje się nie tylko luki w przepisach, ale także ludzkie poświęcenie, empatię, zaangażowanie i altruizm. Apeluje się do współczucia, aby ludzie wykonywali pracę (która powinna zostać sowicie wynagrodzona) za darmo lub pół-darmo. Niestety organizacje pozarządowe są tutaj najlepszym przykładem. Konkurując ze sobą o granty, ostatecznie obniżają standardy i koszty pracy, posuwając się do świadczenia jej bez wynagrodzenia, na zasadach wolontariatu, nie zważając, że w tym samym czasie likwiduje się gdzie indziej „pełnowartościowe” etaty, dzięki którym ludzie utrzymywali swoje rodziny. Dochodzi do paradoksu, ten sam bowiem „trzeci sektor”, za pomocą (między innymi) którego dokonuje się destrukcji stabilnych form zatrudniania, niesie potem czasami pomoc jej ofiarom. Dodatkowo chełpiąc się, że wiele zadań wykonuje taniej (bo czy lepiej to już rzecz dyskusyjna) od placówek publicznych, utrzymywanych przez rząd czy samorządy.

Inne drzwi

Jest też jeszcze inna strona wolontariatu. Socjologowie i socjolożki z Wrocławia badali wielkie festiwale i opowiadali na jednej z konferencji, w której uczestniczyłem, że młodzież najmująca się do obsługi tego typu wydarzeń, czyni to często z pobudek ekonomicznych. Wykonują tam za darmo „zwyczajną pracę”, siedząc w punktach informacyjnych czy kasując bilety. Inaczej nie mogliby uczestniczyć w festiwalu, karnety bowiem są dla nich (czy ich rodzin) za drogie. Jako wolontariusze mogą skorzystać z okazji, „coś zobaczyć” i/lub „otrzeć się” o celebrytów, którzy bynajmniej nie pojawiają się tam za darmo. Oczywiście każdy z nas może rozumieć motywacje tych młodych ludzi, ale to nie rozgrzesza systemu, który nagminnie pasożytuje na niskich dochodach społeczeństwa i utrwala nierówności społeczne.

Czy praca woluntaryjna ma sens? Oczywiście. Wyobrażam sobie kogoś, kto pracuje na pełen etat, posiada dochody na poziomie średniej krajowej i poświęca soboty na pracę w hospicjum czy schronisku dla zwierząt albo poświęca część urlopu na zorganizowanie wakacji dla dzieci z ubogich rodzin. Jak rozumiem, regulacje prawne dotyczące wolontariatu miałyby rozwiać ostatecznie podejrzenia, czy przypadkiem osoba taka nie powinna jednak pobierać wynagrodzenia (zgodnie z Kodeksem pracy), a instytucja czy organizacja nie powinna zapłacić podatku (PIT). Tymczasem wolontariat otworzył zupełnie „inne drzwi”. Nadużywa się go i w glorii prawa wyzyskuje darmową siłę roboczą.

Wspólne pastwisko

Patrząc też od strony – jak to się określa w „trzecim sektorze” – klientów czy beneficjentów: czym innym jest wolontariat świadczony w momencie, kiedy działają sprawnie służby publiczne oraz świadczenia socjalne i jest on tylko pewnego typu wsparciem, a czym innym, kiedy system ten opiera się na pracy nisko opłacanej, pół-darmowej czy darmowej przy istniejących ciągłych niedomogach infrastrukturalnych. Jak mówi bowiem porzekadło: „Dobrymi chęciami jest piekło wybrukowane”. Tutaj wyjątkowo dobrze ono pasuje, bo chcieć, to nie zawsze móc, a dobra praca, to po prostu praca odpowiednio opłacona.

Czy istnieje droga, która pozwoliłaby wydostać się „trzeciemu sektorowi” z patologii dotyczących wolontariatu przy jednoczesnym jego ocaleniu? Jest to rzecz trudna. „Teoria gry”, czasami wykorzystywana w socjologii, pokazuje (tzw. paradoks wspólnego pastwiska) nie tylko, że konkurencja między organizacjami może doprowadzić do załamania się (czy wypaczenia) całego systemu, ale też, że te spośród NGO-sów, które pierwsze zrobią krok do tyłu, stracą najbardziej – zyskają dopiero następne. Wyjściem byłoby solidarne współdziałanie wszystkich organizacji, a to wydaje mi się trudne, gdyż osiągnęły one wysoki poziom komercjalizacji. Często nie kieruje nimi idea dobra wspólnego, ale nagi rachunek ekonomiczny. Ten nakazuje, jak dalece się da, korzystać z pracy darmowej.

Odbudować wiarygodność

Dodatkowo, pomimo swojego demokratycznego i obywatelskiego sztafażu, „trzeci sektor” reprezentowany jest niejednokrotnie przez organizacje, w których ster władzy dzierżą wyalienowane zarządy, których przedstawiciele na co dzień utrzymują się z pracy – jak to się szumnie określa – „dla innych”, ale jednocześnie niemiłosiernie wyzyskują pracę darmową lub pół-darmowa na rzecz kierowanej przez siebie organizacji. Pierwszym krokiem byłaby zatem demokratyzacja NGO-sów i ich uzwiązkowienie. Organizacje związkowe mogłyby stanąć nie tylko w obronie standardów pracy, wnieść – niedostateczną w szeregach pracowników „trzeciego sektora” – wiedzę na ich temat, ale byłyby również przeciwwagą dla autorytarnych zarządów. Konieczne jest też konsekwentne zwalczanie nieopłaconej pracy i wprowadzenie zaostrzonych ustawowych rygorów dla pracy wolontariuszy. Wreszcie, na koniec, warto byłoby odbudować wiarygodność NGO-sów, dziś bowiem kojarzą się one przede wszystkim z najbardziej niestabilnymi, elastycznymi warunkami pracy i niskimi płacami. Fakt, że przyjmujemy je „z uśmiechem na twarzy” i „poczuciem dobrze spełnionego obowiązku”, czyni je – w moim odczuciu – jeszcze koszmarniejszymi.

 

Zachęcamy do lektury drugiego głosu na temat wolontariatu, którego autorem jest Dariusz Pietrowski. Jeśli chcesz skomentować dwugłos, wyślij swoją opinię wraz ze zdjęciem na adres (max. 4500 znaków).

 

Jarosław Urbański – socjolog i działacz społeczno-polityczny związany od lat 80. z ruchem anarchistycznym, a później także środowiskiem poznańskiego Rozbratu. Działacz Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Inicjatywa Pracownicza.


Informacja własna portalu ngo.pl

Źródło: inf. własna (ngo.pl)
Uwaga! Przedruk, kopiowanie, skracanie, wykorzystanie tekstów (lub ich fragmentów) publikowanych w portalu www.ngo.pl w innych mediach lub w innych serwisach internetowych wymaga zgody Redakcji portalu!
Wyraź opinię 35 2

Skomentuj

KOMENTARZE

  • najprawdziwsza prawda ~ewa 09.04.2015, 01:42 wolontariuszem moze byc osoba, ktora ma z innych zrodel zapewniony dostatni byt ( emeryt, mlody czlowiek majacy zasobnych rodziców, innych przypadkow raczej nie widze. Osoba uboga, lub po prostu zwyczajnie pracujaca na swoj byt, moze byc wolontariuszem w akcjach sporadycznych, lub raz w tygodniu. Bo ta osoba tez musi odpoczac po pracy platnej i wolontariackiej. Zarzadzam NGO i nie przyjmuje chetnych do wolontariatu. Nie moge im zaplacic ani zapewnic godnej opieki i sciezki rozwoju umiejetnosci. Nie chce wykorzystywac biednego mlodego bezrobotnego, Przeciez ktos musi oplacic jego dojazdy, posilek, mozliwosc odpoczynku po pracy... Mlodzi ludzie powinni znac swoja wartosc - kazdy wysilek powinien byc oplacony. A jesli wolontariat to przynajmniej z pokryciem kosztow transportu i wyzywienia. Co innego sporadyczne akcje - np obsluga koncertu raz na kilka miesiecy w zamian za mozliwosc udzialu w imprezie :) Autor ma absolutnie rację. Jesli ktos dysponuje czasem wolnym ( po pracy) to niech raz w tygodniu ( a nawet dwa) poswieci wolny dzien ( wieczor) dla dzieci z rodziny wielodzietnej, samotnej starszej emerytki czy dla podopiecznych hospicjum... czemu nie. Ale wolontariat 5 dni w tygodniu powinien byc zabroniony dla osoby, ktora nie dysponuje srodkami na swoje podstawowe potrzeby zyciowe. ODPOWIEDZ
  • Wolontariat, czyli istne niewolnictwo! ~jenka3 08.04.2015, 07:11 Autor jest niezłym populistą ale obce mu jest pojęcie wolna wola. Wolontariat nie jest kontynuacją niewolnictwa, tylko wyrazem takich wartościowych postaw jak ofiarność, chęć nauki bez obciążania nauczyciela swoim brakiem umiejętności a także wprost pokazaniem, że jest się człowiekiem pracowitym. Nie jesteśmy krajem bogatych ludzi, więc wolontariat jako zamiennik płatnej pracy nie prezentuje się dobrze. Ale to nie jest podstawa do negowania jego zalet, a jak trzeba przykładu to proszę obejrzeć pierwszy lepszy amerykański serial o pracy szpitala - cała młoda kadra lekarska pracuje za darmo, żeby się tylko czegoś od starszych specjalistów nauczyć. Moja córka to "trenowała" za oceanem i tylko dobrze wspomina. ODPOWIEDZ
  • nie ma wyjścia... ~Grazyna 15.03.2015, 09:55 W konkursach o granty za "wolontariat" dostaje się dodatkowe punkty. Wymusza to zawieranie umów z członkami, którzy za darmo wykonują jakieś prace aby uzbierać trochę tych punktów i aby grant jednak otrzymać. Ktoś to wymyślił a samorządy realizują, a my się przystosowujemy. Niestety. Też wolałabym aby było inaczej. ODPOWIEDZ
  • a mi się bardzo nie podoba ten tekst! ~wróg ludu 14.03.2015, 03:06 Autor poruszył kilka różnych tematów i wywiódł pointę: potrzebujemy w III sektorze związków zawodowych! Świetne! Walka o socjalizm trwa na wszystkich frontach! Zwracam uwagę: 1* problemów rynku pracy (o których pisze autor) związki nie są w stanie rozwiązać. Problem tkwi w opodatkowaniu pracy! 2* nowe obostrzenia wolontariatu to wyłącznie kłopot dla uczciwych, bo nieuczciwi i tak to obejdą; 3* lepiej bić się we własne piersi a nie w cudze - liczba trybunów, którzy pouczają NGO traktując je jako byty o tych samych cechach i kompletnie nie biorąc pod uwagę, że przestępstwo jednego nie jest winą wszystkich pokazuje, że jakość debaty schodzi na psy. I ciekawostka - autor ma przeszłość anarchisty, a planuje świat naprawiać reżimowo ODPOWIEDZ
  • Mocne, ale dobrze napisane ~Karol Gutsze 14.03.2015, 09:11 Skłania do przemyśleń, szczególnie w dobie konkursów, w których preferowane są projekty z elementami wolontariatu. ODPOWIEDZ
  • Bardzo trafny artykuł ~alek 10.12.2014, 10:54 Podczas swojego życia udzielałem się trochę w różnych wolontariatach, niektóre kontynuuję do dziś. To co zawarte w artykule dostrzegłem już jakiś czas temu. Kilka lat działalności w organizacji pomagającej potrzebującym, zaproponowano mi śmieciową umowę, jednak wcześniej chcieli sprawdzić czy się nadaję (to nic że przez kilka lat gdy pracowałem za darmo nadawałem się świetnie). Oznaczało to że oprócz pomocy w okolicznościowych wydarzeniach, miałbym przyjeżdżać do ośrodka w każdej wolnej chwili. Czyli pracować 5 x wiecej, często przejmować obowiązki osób które były zatrudnione. Gdybym nie zrezygnował, pewnie do tej pory byłbym na wolontariacie próbnym. Niestety gdy ktoś wspomniał o jakimkolwiek wynagrodzeniu (nawet za dojazdy, posiłek, nikt pieniędzy nie zwracał) był zastępowanym nowym wolontariuszem który otrzymał tą wspaniałą możliwość nabrania doświadczenia i nawet nie musiał za to płacić! Czego chcieć więcej? To czy ktoś jest wykorzystywany zależy także od indywidualnego podejścia. Moje nie było jedynym przypadkiem, bo jak się okazało nie tylko ja czułem się wykorzystywany, a po kilku latach działalności w 1 organizacji czy 2 niestety da się odróżnić wolontariat od zwykłego naciągania tylko po to, by jak najmniejszym kosztem robić najwięcej, z korzyścią dla jednych, ze stratą dla drugich. Działalność w tego typu organizacji dała mi wiele, doświadczenie w zawodzie jak również nauczkę by nie dać się wykorzystywać. ODPOWIEDZ
  • [+] Rozwiń komentarz Oczywista oczywistość ~3xtak 09.12.2014, 12:10 Autor ma rację, ale to po prostu jest cena za wielosektorową politykę społeczną. Wielu socjologów pisze o tym, że 3 sektor to bufor, do którego przerzuca się problemy rządzenia. Nie ma się co oburzać na organizacje pozarządowe, one tylko podpowiadają na ludzkie potrzeby. A żeby funkcjonować muszą się dopasować do ładu instytucjonalnego, który panuje w danym państwie. Taka jest bolesna prawda neoliberalizmu. ODPOWIEDZ
  • Wolontariat jako forma wyzysku pracownika ~Tobiasz 06.12.2014, 12:56 Miło, że w końcu ktoś ten problem zauważa. Wolontariat w Polsce jest bowiem często formą wyzysku pracownika, co wynika chociażby z powszechnych w NGOsach grantozy i projektyzacji - szczytne hasła jedynie odciągają uwagę od faktycznego stanu analfabetyzmu osób zarządzających, dążących do zysku finansowego za wszelką cenę, nawet kosztem dyskryminacji i wyzysku naiwnych wolontariuszy, nie mówiąc o wykorzystaniu grup marginalizowanych (np. niepełnosprawnych) jako jedynie środków zwiększających szansę na grant. Polecam w temacie: http://www.ksiegarnia.difin.pl/zarzadzanie/12/krytyczny-nurt-zarzadzania/2199 ODPOWIEDZ

Redakcja www.ngo.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

  • profesjonalizacja, podnoszenie kwalifikacji
  • społeczeństwo obywatelskie
  • standardy, etyka
  • wolontariat
  • wolontariusze