Przejdź do treści głównej

Z kamerą wśród społeczników

autor(ka): Radosław Wałkuski, ngo.pl
2015-01-05, 03:24
archiwalne
Zespół Społecznej Telewizji Obywatelskiej przy pracy. Fot. Fundacja Społecznie Wrażliwi
Co to właściwie jest telewizja obywatelska? I czy da się taką w Polsce zrobić? Niektórzy podejmują się tego zadania. Jak im wychodzi?

Zespół Społecznej Telewizji Obywatelskiej przy pracy. Fot. Fundacja Społecznie Wrażliwi

–  Mam marzenie. Jest nim autentycznie społeczna, rzeczywiście niezależna telewizja obywatelska – przekonuje Dominik Peh w krótkim filmie, który ma promować nowe przedsięwzięcie grupy młodych ludzi z Lublina: internetowej Społecznej Telewizji Obywatelskiej.

Społeczna, czyli jaka? Dobrowolnie finansowana przez odbiorców. Obywatelska, bo w jej tworzenie może włączyć się każdy, kto tylko chce. Niezależna, bo nie będzie w niej reklam, jak w stacjach komercyjnych, czy telewizji publicznej.

Zespół tworzy kilkoro młodych ludzi. Średnia wieku – 27 lat. Ale to się szybko zmienia, bo dołączają kolejne osoby. Zespół powstał w grudniu 2013 roku. Od lipca 2014 roku działają już jako zarejestrowana Fundacja: Społecznie Wrażliwi.

Z motyką na słońce

Ambicji nie sposób im odmówić: Zaczynają w Lublinie, ale ich celem – jak mówią – jest cała Polska. A może nawet jeszcze więcej. Marzą, by przy setkach domów kultury powstawały ich ośrodki tworzone przez ludzi z pasją, którzy dzięki telewizji chcą mówić o tym, co się dzieje wokół nich i wprowadzać oddolne zmiany.

Misja telewizji: „inicjacja, budowa i rozwój społeczeństwa obywatelskiego. Promocja i wspieranie inicjatyw społecznie użytecznych”. Sami przyznają: – Jedyne, czego nam nie brakuje, to zapału i wiary w sukces. Tak poza tym to brakuje nam wszystkiego.

Czy zatem nie porywają się z motyką na słońce? Telewizja ma być niekomercyjna, bez reklam. Skąd zatem pieniądze na jej finansowanie? Wszystko brzmi trochę jak szalony, oderwany od rzeczywistości pomysł. Ale Dominik Peh przekonuje, że mają nie tylko marzenia, ale też konkretny, przemyślany biznesplan oparty na trzech filarach.

Marzenia przekuć w konkrety 

Pierwszy to crowdfunding. Ale już się zdążyli się przekonać, że to ciężki kawałek chleba. W serwisie wspieram.to uruchomili kampanię, dzięki której chcieli pozyskać ponad 20 tys. zł na zakup sprzętu, utrzymanie działań i promocję działalności. Wśród nagród: podręcznik fotografii Peha, koszulki, torby bawełniane z logo stacji. W ramach kampanii kilka nagrań, na których przekonują, że warto pomóc.  Mimo czasu i zaangażowania, które włożyli w tę akcję udało im się zebrać… 68 zł.

Ale nie tracą zapału. – Przełknęliśmy tę pigułkę i wyciągnęliśmy wnioski na przyszłość. Nie przejmujemy się tym. Crowdfunding to tylko jeden ze sposobów, który ma nam pomóc zapewnić pieniądze – zapewnia Dominik Peh.

Drugi filar to prowadzony przez Dominika Peha projekt lubiefotografie.pl, który wszedł w skład kapitału założycielskiego fundacji. Projekt to przede wszystkim kursy fotograficzne dla amatorów. Ich celem jest pokazanie, jak robić zdjęcia i mieć z tego frajdę.

Ostatnim filarem są kampanie społeczne, do których chcą wciągać sponsorów. Pomysł jest taki: fundacja robi akcję, do której zaprasza mecenasa – firmę prywatną, która chce się pokazać swoim potencjalnym klientom jako przedsiębiorstwo zaangażowane społecznie. Jakiś czas temu wystartowali z jedną z takich inicjatyw: „Nauczyciel z pasją”. Dzięki niej wyłowią zaangażowanych pedagogów, którzy zarażają uczniów chęcią do poznawania świata. Nagrodą dla nauczyciela jest stypendium, dla uczniów wideorelacje z balu studniówkowego, kursy fotografii i spot promujący szkołę.

Do akcji udało im się pozyskać sześciu mecenasów, w tym Multikino i jedną z lubelskich galerii handlowych. Zebrali w ten sposób 4 tys. zł. – Nie jest to kwota oszałamiająca, ale całkowicie pokrywająca koszty zorganizowania akcji – wyjaśnia Dominik Peh. Podkreśla, że na organizację o tak krótkim stażu współpracę z tak ważnymi partnerami traktują jako sukces i dobrą wróżbę na przyszłość.

TV III sektor

W zupełnie innym modelu działa funkcjonująca od 2006 roku Telewizja Obywatelska prowadzona przez Elbląskie Stowarzyszenie Wspierania Inicjatyw Pozarządowych. Jej zadanie to realizacja społecznej misji mediów. „Organizacje pozarządowe robią wiele dobrego. Nie wszystkie są na tyle medialne, aby swoją ciężką pracę pokazać większej grupie odbiorców. My im w tym pomożemy” – to cel, który od początku przyświeca twórcom TO.

Poszczególne filmy powstają w ramach projektów realizowanych przez ESWIP. Jeszcze niedawno kanał emitował dwa, trzy nagrania w ciągu miesiąca, bo organizacja robiła wiele projektów, których ważnym elementem była produkcja filmów. Teraz, jak przyznają sami jej twórcy, telewizja jest w uśpieniu. Udaje się wypuścić jedno nagranie na kwartał. Wśród wyświetlanych filmów widać dominację jednego tematu – ekonomii społecznej – co sugeruje, że na to akurat są pieniądze w projektach, a na inne brakuje środków.

Telewizja utraciła również ważny kanał dystrybucji, którym dysponowała wcześniej: Nagrania przygotowane przez Telewizję Obywatelską były bezpłatnie emitowane w Telewizji Elbląskiej. Nadawca w pewnym momencie przestał jednak widzieć dla siebie korzyść w tej współpracy i się z niej wycofał. TO musi zadowolić się wyświetlaniem nagrań na swojej stronie. Najbardziej popularne filmiki mają po kilkanaście tysięcy wejść, ale jest wiele takich, które obejrzało kilkaset osób.

Twórcom Telewizji Obywatelskiej zależy jednak, by działania stacji znów zyskały rozmach. By na antenie pojawiało się więcej programów i filmów. – Zastanawiamy się: Co dalej? Jak rozwijać to przedsięwzięcie? Nawiązaliśmy współpracę z organizacjami zajmującymi się telewizją obywatelską z zagranicy. Chcemy ją zacieśniać – zapowiada Małgorzata Woźna z zespołu TO. Choć na razie nie chce zdradzać szczegółów.

Teoretycznie, prowadzenie zaangażowanej obywatelskiej telewizji z misją to zajęcie na miarę naszych czasów. Odbiorcy wolą oglądać niż czytać. Sprzęt nie musi być drogi, a filmować można z wykorzystaniem aparatu cyfrowego czy choćby komórki. Aby publikować nagrania, nie trzeba mieć swojej częstotliwości na kablówce – można to robić w internecie. Bariery wejścia w eter są więc stosunkowo niskie. W praktyce jednak telewizja obywatelska to zadanie niełatwe. Potrzebny jest nie tylko pomysł i zgrabnie opisana misja, ale też dobry plan i przemyślany sposób na finansowanie działań.  

 


Informacja własna portalu ngo.pl

Źródło: inf. własna (ngo.pl)
Uwaga! Przedruk, kopiowanie, skracanie, wykorzystanie tekstów (lub ich fragmentów) publikowanych w portalu www.ngo.pl w innych mediach lub w innych serwisach internetowych wymaga zgody Redakcji portalu!
Wyraź opinię 1 0

Skomentuj

KOMENTARZE

  • Z kamerą... ~Józef Figura 08.01.2015, 06:04 A może zamiast zaczynać wszystko od nowa - nawiązać współpracę z portalem gazety lokalnej? Z jednej strony dobra telewizja ożywi stronę, z drugiej - macie już spory ruch na starcie. Dobrze zorganizowana współpraca może zdziałać dużo więcej niż działalność wyłącznie pod własnym szyldem... ODPOWIEDZ

Redakcja www.ngo.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

  • aktywność lokalna
  • media
  • PR, promocja, wizerunek