- Dwudziestu to może być już nieaktualne - mówił Piotr Cykowski z fundacji Inna Przestrzeń. - To niepotwierdzona informacja, ale prawdopodobnie dziś kolejna osoba dokonała w Tybecie samospalenia.
Samobójstwa w płomieniach zaczęły się w lutym 2009 r. To głównie mnisi. W ostatnią sobotę podpaliło się trzech Tybetańczyków, jeden zmarł. W tym samym czasie trwała niepodległościowa demonstracja, którą chińskie władzy rozpędziły, raniąc wiele osób. Rząd tybetański na wychodźstwie nawoływał, żeby 8 lutego na całym świecie zorganizować nocne czuwania w geście solidarności z ofiarami. Demonstrację pod ambasadą Chin w Warszawie zorganizowała Społeczność Tybetańczyków w Polsce. Modlili się. Odśpiewali hymn. Rozstawili przykryte flagami urny. - Chcemy chociaż taki symboliczny pogrzeb zapewnić ofiarom - mówił Yeshi Losar.
Piotr Cykowski z fundacji Inna Przestrzeń uważa, że te protesty to dopiero początek: - Niedługo 10 marca, rocznica tybetańskiego powstania 1959 r. Sytuacja jest poważna. Na znak protestu Tybetańczycy odwołali obchody Nowego Roku, 22 lutego. To tak, jakby w Polsce odwołać Boże Narodzenie.
Yeshi Losar przeczytał list mnicha Zopy Rinpocze, który podpalił się w Tybecie 8 stycznia: "Do sześciu milionów Tybetańczyków. Poświęcam to ciało, by złączyć się solidarnie kość w kość, krew w krew z tymi, którzy mieli odwagę walczyć".