Przejdź do treści głównej

PES-y zawsze w cenie – historia jednego przypadku

autor(ka): Krzysztof Wittels
2014-03-27, 02:27
archiwalne
Mieszkańcy internatu kresowego w Bydgoszczy foto: polona.pl
Kto dziś słyszał o istnieniu Towarzystwa Pomocy Dzieciom i Młodzieży Polskiej z Kresów? Tymczasem była to prężnie i z rozmachem działająca ogólnopolska organizacja społeczna, która także odnosiła sukcesy w działalności gospodarczej – dla portalu Ekonomiaspoleczna.pl pisze Krzysztof Wittels.

By ratować dzieci z bolszewickiej pożogi

W konsekwencji wojny polsko-bolszewickiej znaczna liczba dzieci i młodzieży, często sierot, uciekając z „różnych miast i wsi kresowych, z zaniedbanych, zbolszewiczałych szkół, ze swych zrujnowanych, zniszczonych gniazd” trafiła na ulice Warszawy.

W grudniu 1919 r. powstało Towarzystwo Pomocy Dzieciom i Młodzieży Polskiej z Kresów, którego misją było objęcie szeroką opieką dzieci i młodzieży uciekających z obszarów ogarniętych rewolucją bolszewicką. Organizacja skupiła się na prowadzeniu internatów (nazywanych „Kresowymi”) oraz burs dla studentów (zwanych „Ogniskami Akademickimi”). Pierwsze internaty powstały w 1920 r. w Bydgoszczy (dla maks. 250 wychowanków) i w Chełmnie (dla maks. 270 dzieci).

O ogromnych trudnościach, z jakimi borykała się organizacja w pierwszym okresie swej działalności, może świadczyć notatka zamieszczona w „Dzienniku Bydgoskim“ w październiku 1923 r.: od kilku dni nie zawsze najedzą się ci przyszli twardzi obywatele kraju do syta – zaczyna się już odczuwać brak i suchego chleba.

Część chłopców nie chodziła do szkoły, ponieważ nie mieli obuwia i ciepłej odzieży. Zdesperowani opiekunowie podobno odwiedzali domy bydgoszczan, błagając o najmniejszą pomoc. Na szczęście mieszkańcy miasta, ale też lokalni kupcy i przedsiębiorcy (nie tylko zresztą z Bydgoszczy) nie pozostawali obojętni.

Organizacja rozwija skrzydła

Kiedy w 1924 r. prezesem Towarzystwa została Alina Śliwińska, organizacja niemal nie dysponowała własnym kapitałem, nawet pościel w zakładach była wypożyczona. Miała natomiast 30 tys. zł długu. Troska o zapewnienie środków finansowych na bieżącą działalność, a także osiągnięcie pewnej stabilności finansowej, stały się istotnymi wyzwaniami dla zarządu organizacji.

W pierwszych latach funkcjonowania środki pochodziły ze składek i darowizn od osób indywidualnych, przejętych losem biednych sierot oraz od organizacji międzynarodowych (Amerykańskiego Czerwonego Krzyża, Misji Szwajcarskiej i Szwedzkiej) i polskich (Rady Głównej Opiekuńczej). Towarzystwo nie korzystało wówczas z subwencji rządowych, a nawet wręcz deklarowano, że będzie jak najmniej czerpać ze Skarbu Państwa i w ten sposób przychodzić z istotną pomocą Polsce bez obciążania jej budżetu.

W końcu jednak zaczęło korzystać ze stałego i znacznego wsparcia Ministerstwa Opieki Społecznej (w 1925 ok. 155 tys. zł, w latach 1929-30 ok. 589 tys. zł, 1933-34 ok. 841 tys. zł). W połowie lat trzydziestych pobyt większości wychowanków był opłacany ze środków ministerialnych. Jednocześnie organizacja stale poszukiwała różnych źródeł „wolnego” przychodu lub dochodu, takich jak: składki członkowskie, okolicznościowe zbiórki, organizacja charytatywnych „bali kresowych”, dobrowolne składki grup zawodowych (zakład w Grudziądzu utrzymywany był m.in. z dobrowolnych składek oficerów garnizonu grudziądzkiego), dzierżawa majątków ziemskich, prowadzenie hurtowni tytoniu w Łowiczu, czy prowadzenie profesjonalnego zakładu krawieckiego w Warszawie.

Działania te nie tylko doprowadziły do polepszenia kondycji finansowej organizacji, zwiększenia jej majątku (wartość inwentarza 1925 ok. 22,5 tys. zł, 1929/30 ok. 143 tys. zł, 1933/34 ok. 165 tys. zł), ale również wzrostu liczby placówek Towarzystwa. Władze państwowe, lokalne samorządy, a także inne organizacje społeczne, widząc, że Towarzystwo jest prowadzone gospodarną ręką, przekazywały pod jego opiekę swoje, podupadające ośrodki.

A działo się to w okresie światowego kryzysu gospodarczego, który dotknął różne sfery życia gospodarczego i społecznego. W 1935 r. pod opieką organizacji znajdowało się już dwanaście internatów, bursa rzemieślnicza i szkoła zawodowa dla ponad 1200 wychowanków i wychowanek w różnym wieku. Nie wszystkie dzieci pochodziły wówczas z terenów wschodnich, w części były to dzieci polskiej emigracji zarobkowej z krajów Europy Zachodniej i Ameryki, a także np. z Rumunii i Czechosłowacji.

Kozielec – zdrowa żywność, kanikuła i obniżka kosztów

W 1931 r. Towarzystwo wydzierżawiło majątek Kozielec na Pomorzu (61 ha) z pięknym pałacem i parkiem położonym nad Wisłą. Był to strzał w dziesiątkę – gospodarstwo produkowało dobrą, zdrową żywność na potrzeby wychowanków, a nadwyżkę sprzedawało. Posiadłość była także doskonałą bazą letniskową. Majątek pozwolił znacząco obniżyć koszty, a nawet dawał niewielki dochód.

Początki jednak nie były łatwe. Gospodarstwo w Kozielcu za czasów uprzednich dzierżawców (...) zostało zrujnowane. Budynki folwarczne, a głównie pałac, były w opłakanym stanie, rola wyjałowiona i zachwaszczona, ogród owocowy kompletnie zaniedbany.

Wartość inwentarza oszacowano na ok. 20 tysięcy złotych, które Towarzystwo mogło uiścić w ratach. Pałac odremontowano, zakupiono pasiekę na czterdzieści uli i młocarnię, wprowadzono drób, posadzono pięćset drzew owocowych, uruchomiono zniszczoną kanalizację i wodociągi, ogrodzono folwark, zwiększono stan inwentarza. W ciągu trzech lat poziom produkcji zwiększył się czterokrotnie, a kontyngent produktów i przetworów przekazywanych do własnych placówek wzrósł trzykrotnie.

Przypomnijmy, że działo się to w okresie kryzysu gospodarczego i dewaluacji cen na produkty rolne. O skali wsparcia dla własnych placówek świadczą liczby rocznej wysyłki: pięć tysięcy jaj, półtorej tony marmolady, pięć ton kapusty kiszonej, ponadto kasza, groch, fasola, wędliny, mak, kartofle i warzywa.

W gospodarstwie organizowano także kolonie letnie i zimowe. Mogło w nich brać udział od 100 do 250 wychowanków w zależności od turnusu. Koloniści wykonywali szereg prac w polu, w ogrodzie, pomagali w remontach. Adepci szkół rolniczych, ogrodniczych i administracyjnych trenowali zaś zdobyte umiejętności zawodowe. Majątkiem zarządzał administrator, biuralistka, gospodyni i osiem sił pomocniczych.

W 1934 roku Towarzystwo wydzierżawiło kolejny majątek (240 morgów, czyli ok. 134 ha), w miejscowości Pułapina Nowa, w powiecie Błonie. Ta posiadłość w chwili przejęcia również była w złym stanie i wymagała nakładów finansowych i pracy. Po niezbędnych remontach i zakupach wyposażenia, już w pierwszym roku działalności gospodarstwo produkowało owoce, jarzyny, nabiał i wędliny – zarówno dla zakładów Towarzystwa, jak i na sprzedaż. A wartość inwentarza żywego i martwego wzrosła z 15 tys. zł do 36 tys. zł.

Hurtownia tytoniu, zakład krawiecki, kolektura loterii i gabinet dentystyczny

W 1927 roku Towarzystwo, dzięki poparciu prezydentowej Michaliny Mościckiej, otworzyło w Łęczycy hurtownię tytoniu. Wyroby tytoniowe były dostarczane z Łodzi – początkowo wozami, a później transportem autobusowym. Hurtownia okazała się przedsięwzięciem trafionym i przynosiła Towarzystwu znaczne zyski. W końcu lat dwudziestych było to 15-26 tys. zł rocznie, w latach trzydziestych już poniżej 10 tys. zł, ale i tak stanowiło to ważną pozycję w budżecie organizacji i pokrywało jej wydatki biurowe. Warto wspomnieć, że przedsięwzięcie było możliwe dzięki preferencyjnym kredytom Ministerstwa Skarbu oraz Ministerstwa Opieki Społecznej oraz gwarancjom udzielonym przez Bank Handlowy. Zespół hurtowni stanowili: kasjer, woźny, księgowy, kierownik.

Z myślą o wychowankach Towarzystwa, które kończyły kursy krawieckie i tkackie, uruchomiono w Warszawie zakład krawiecki. Aktywizacja zawodowa dorastających wychowanków i wychowanek była sprawą szczególnej troski zarządu organizacji. Początki zakładu krawieckiego były skromne, jednak już w 1933 r. przy ul. Piusa XI nr 38 został uruchomiony „Dom pracy”. Zatrudnienie znalazło tam czterdzieści dziewcząt, które zajmowały się: krawiectwem, rękawicznictwem, koronkarstwem, kilimiarstwem i tkactwem. Zakład realizował zamówienia Towarzystwa (tylko w pierwszym roku działalności wykonano tu np. 440 koszul, 580 pończoch, 120 swetrów wełnianych, 450 skarpetek, 450 ręczników lnianych, 200 rękawiczek dla wychowanków organizacji).

„Dom pracy” otrzymywał także zlecenia zewnętrzne, m.in. od szkoły im. Klementyny Hoffmanowej, Zarządu Kolonii Letnich, Związku Kas Chorych, Intendentury Wojskowej oraz zamówienia indywidualne z miasta. Konkurował dobrą jakością, szybką realizacją i niską ceną. Zatrudnione w zakładzie dziewczęta, byłe już wychowanki Towarzystwa, otrzymywały pracę, miejsce w bursie, wynagrodzenie podzielone na część podstawową i prowizyjną.

Towarzystwo próbowało także dać pracę panom. Przy warszawskim internacie (ul. Sapieżyńska 4) powstał warsztat stolarski, który wyrabiał narty i kajaki oraz prowadził introligatornię, jednak rezultaty ekonomiczne tego przedsięwzięcia były nikłe.

Niewielki dochód przynosiła także, otwarta w 1932 r. w Łęczycy, Kolektura Loterji Państwowej. Zyski z tego przedsięwzięcia były jednak niewielkie, losy były głównie kupowane przez pracowników, członków i sympatyków Towarzystwa.

Towarzystwo otworzyło także, w 1933 r., własny gabinet dentystyczny. Znajdował się w Warszawie przy ul. Przeskok 4 m. 7. Dentystką była wychowanka Towarzystwa. Gabinet nie przynosił dochodu, ale systematyczna profilaktyka i leczenie wychowanków, oprócz korzyści zdrowotnych dla podopiecznych, obniżało także koszty utrzymania Towarzystwa.

Schyłek

Na początku lat trzydziestych XX w. Towarzystwo znajdowało się w dobrej kondycji finansowej. Struktura przychodów w roku obrachunkowym 1.04.1929–31.03.1930, dla którego dysponujemy szczegółowym sprawozdaniem finansowym, przedstawiała się następująco: ok. 77% pochodziło z subsydiów Ministerstwa Pracy i Opieki Społecznej i innych instytucji państwowych szczebla krajowego i samorządowego, ok. 14% ze zbiórek, a ok. 9% stanowiły dochody m.in. z hurtowni tytoniowej.

Były to jednak same początki działalności gospodarczej, Towarzystwo nie dzierżawiło jeszcze majątków (Kozielec, Pułapina Nowa), nie prowadziło zakładu krawieckiego. Można przypuszczać, że w kolejnych latach te proporcje zmieniły się na korzyść dochodów z działalności gospodarczej.

Bilans z marca 1930 r. szacował cały majątek na 187 tys. zł, na który składały się: inwestycje wniesione w obce nieruchomości ok. 73 tys. zł, zapasy (m.in. odzież, produkty spożywcze, inwentarz żywy) o wartości ok. 88 tys. zł, środki pieniężne (w kasie i na rachunku) ok. 19 tys. zł oraz pozostałe aktywa finansowe niepieniężne ok. 7 tys. zł. Kapitał własny wynosił ponad 143 tys. zł, a wszelkie zobowiązania wynosiły ok. 44 tys. zł. Przypomnijmy, działo się to w okresie, kiedy Towarzystwo, przejmując kolejne internaty, ponosiło znaczne nakłady inwestycyjne związane z ich remontami.

Wszystko wskazuje na to, że organizacja mogła dalej prężnie się rozwijać. Stało się jednak inaczej. Trudno znaleźć informacje na temat kondycji Towarzystwa z końca lat trzydziestych. Dość prawdopodobna jest teza, że sierocińce wojenne przestały mieć rację bytu w okresie, gdy pokolenie sierot wojny polsko-bolszewickiej zaczęło wchodzić w dorosłe życie. Organizacja odnotowywała stopniowy spadek liczby wychowanków w niektórych ośrodkach. A może – z taką tezą również się spotkałem – w końcu lat trzydziestych Towarzystwo popadło w poważny kryzys finansowy.

Z dzisiejszej perspektywy warto przede wszystkim zachować pamięć o tej niezwykle pożytecznej oraz gospodarnie zarządzanej organizacji, która z wielką troską i w sposób systemowy zapewniała warunki do życia oraz kształcenia i wychowania polskim dzieciom i młodzieży kresowej – dając im miejsce do mieszkania, dbając o kondycję zdrowotną i sprawność fizyczną, rozwój intelektualny oraz aktywność zawodową, a także rozwój duchowy i zaangażowanie społeczne. Warto także czerpać inspiracje z innowacyjności i zaradności ekonomicznej tej organizacji.

Zapoznając się z historią Towarzystwa Pomocy Dzieciom i Młodzieży Polskiej z Kresów warto zwrócić uwagę na to, z jaką determinacją i w jak różnych obszarach Towarzystwo poszukiwało sposobów prowadzenia działalności gospodarczej. Nie każde przedsięwzięcie kończyło się sukcesem, ale te, które się powiodły stały się ważnym źródłem finansowania działalności oraz sposobem zmniejszenia wysokich kosztów. Najlepsze efekty przyniosła dzierżawa majątków ziemskich oraz uruchomienie dużego zakładu krawieckiego – to akurat obszary, w których współczesna ekonomia społeczna w Polsce odnosi sukcesy.

 

Źródła:

Towarzystwo Pomocy Dzieciom i Młodzieży Polskiej z Kresów: piętnastolecie działalności: 1919-1934, druk.: Zakład Graficzny B. Wierzbicki Warszawa, 1935

Towarzystwo Pomocy Dzieciom i Młodzieży Polskiej z Kresów, druk.: Towarzystwo Polskiej Macierzy Szkolnej, Warszawa, 1930

Pamiątka dziesięciolecia: Towarzystwo Pomocy Dzieciom i Młodzieży Polskiej z Kresów, Warszawa, ok. 1930 (?)

Ewa Leś, Zarys historii dobroczynności i filantropii w Polsce, Prószyński i S-ka, Warszawa 2001

Gizela Chmielewska, Internat Kresowy, czyli wzruszająca historia bydgoskiej życzliwości, „Gazeta Bydgoska”, 7 sierpnia 2012

Marek Szajerka, Internat Kresowy dla Chłopców w Grudziądzu w l. 1924-1939, „Biuletyn Koła Miłośników Dziejów Grudziądza”, 26.10.2011, Numer 29 (298)

 

Krzysztof Wittels

Foto: www.polona.pl

 

Tekst jest pierwszym z cyklu szkiców historycznych przybliżających przykłady przedsiębiorstw społecznych. Kolejne przedstawimy już wkrótce.

 


Informacja pochodzi z portalu


Źródło: portal Ekonomiaspoleczna.pl
Uwaga! Przedruk, kopiowanie, skracanie, wykorzystanie tekstów (lub ich fragmentów) publikowanych w portalu www.ngo.pl w innych mediach lub w innych serwisach internetowych wymaga zgody Redakcji portalu!
Wyraź opinię 0 0

Skomentuj

KOMENTARZE

  • Dziękuję ~AKo 04.07.2014, 09:54 Bardzo ciekawy artykuł! Pozdrawiam ODPOWIEDZ

Redakcja www.ngo.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

  • ekonomia społeczna
  • historia