Przejdź do treści głównej

To nie są zmiany kosmetyczne [wywiad]

autor(ka): Magda Dobranowska-Wittels
2011-07-05, 06:10
archiwalne
Karol Mojkowski
Dwa lata to za mało, by ocenić, jak w gminach działają fundusze sołeckie - z Karolem Mojkowskim ze Stowarzyszenia Liderów Lokalnych Grup Obywatelskich rozmawiamy o zainicjowanej w Senacie nowelizacji ustawy o funduszu sołeckim, której zarzuca się m.in. niekonstytucyjność.

– Co to są fundusze sołeckie? Czy dzięki nim mieszkańcy wsi rzeczywiście mogą mieć wpływ na to, na co są wydawane publiczne pieniądze?

Karol Mojkowski: – Przede wszystkim chodzi o to, żeby środki publiczne były wydawane zgodnie z potrzebami ludzi. Fundusz sołecki taką możliwość stwarza, ponieważ bez ludzi on się nie odbywa. Fundusz sołecki to są środki, które służą poprawie jakości życia mieszkańców. Gdyby chcieć sformułować krótką definicje, to można powiedzieć, że to są pieniądze obywateli. Za tym idą określone prawa i obowiązki. Mieszkańcy mają prawo oczekiwać od gminy, że będą informowani o wykorzystaniu środków z funduszu sołeckiego, że co roku będzie podejmowana uchwała dotycząca funduszu, że będą wspierani w swoim sołectwie. Mieszkańcy mają też pewne obowiązki, np. jeżeli nie zechcą się spotkać w trakcie zebrania wiejskiego, jeżeli nie chcą ze sobą porozmawiać, to nie będą mieli szansy zadecydować o przeznaczeniu tych pieniędzy. Bez ludzi to nie działa

– Fundusz sołecki jest powoływany na wniosek mieszkańców, wójta czy burmistrza?

K.M.: – Do 31 marca każdego roku rada gminy podejmuje uchwałę o wyrażeniu bądź nie zgody na wyodrębnienie funduszu sołeckiego ze środków budżetu gminy. Potem, do 31 lipca wójt czy burmistrz, zależy czy jest to gmina wiejska czy miejsko-wiejska, zobowiązany jest przedstawić mieszkańcom informację o tym, jakiej wysokości środki przypadają na każde sołectwo. Jest to obliczane według wzoru podanego w ustawie o funduszu sołeckim na podstawie informacji, które zapewnia ministerstwo finansów i GUS. Do 31 września mieszkańcy muszą zorganizować zebranie, podczas którego decydują na co wydać te pieniądze. Konieczne przy tym jest spełnienie trzech warunków: wydatki muszą być zgodne z zadaniami własnymi gminy, ze strategią rozwoju gminy i muszą służyć poprawie jakości życia mieszkańców. W praktyce wygląda to tak, że mieszkańcy mogą przeznaczyć pieniądze na wszystko to, na co dotychczas gmina je wydawała. I mają podobne ograniczenia. Na przykład nie można sfinansować czegoś, co się znajduje na prywatnym gruncie.

– Z jakimi problemami zwracają się do Was mieszkańcy sołectw, którzy chcieliby skorzystać z tej formy udziału w kształtowaniu budżetu swej gminy?

K.M.: – To są problemy finansowe, prawne, ale także – powiedzmy – bardziej społeczne, czyli np. jak zorganizować zebranie. Co istotne, jeżeli mieszkańcy już zdecydują na co chcą wydać pieniądze i formalnie spełnią wszystkie kryteria, to nie ma możliwości podważenia ich decyzji. Decyzje są dla władz wiążące – to odróżnia fundusz sołecki np. od konsultacji. To musi zostać zrealizowane, nawet jeśli wójt uważa, że to są głupoty. To jest spora motywacja dla ludzi.

– A zdarza się, że wójt tak mówi?

K.M.: – Ostatnio byłem z koleżanką w jednej miejscowości i tam właśnie usłyszeliśmy od wójta, że ludzie wydadzą na głupoty, a on wie lepiej na co te pieniądze się przydadzą. I wymienił: drogi, kanalizacja i wodociągi. To jest taka triada, która zawsze się pojawia, ale – co by nie mówić – takie inwestycje będą potrzebne w wielu miejscach jeszcze przez najbliższe 20 lat. Tymczasem, nie ma co kryć: fundusze sołeckie to nie są duże pieniądze. Czasem to jest 10 tys. zł na sołectwo. W skali budżetu gminy to nie jest dużo, nawet jeśli tych sołectw jest dwadzieścia, bo przecież nie w każdym ludzie się zbiorą i podejmą wysiłek, aby zadecydować o przeznaczeniu pieniędzy. Mieszkańcy nie mogą wydać tych środków na głupoty, ponieważ to nadal są zadania własne gminy. Jeśli urzędnik w ten sposób definiuje istotę funduszu sołeckiego, to znaczy, że sam też wydaje pieniądze na głupoty. Poza tym warto powiedzieć, że przewidziano zachętę dla gmin, które zdecydują się wyodrębnić fundusz sołecki: w zależności od zamożności gminy 10, 20 lub 30% pieniędzy, które zostaną wydane z budżetu gminy na fundusz sołecki jest potem im zwracane z budżetu państwa. Czyli, jeżeli gmina wyda np. 100 tys. zł, to może dostać bonus w wysokości maksymalnie 30 tys. zł.

– Co się dzieje, jeśli fundusz sołecki nie zostanie wykorzystany?

K.M.: – Środki z funduszu sołeckiego są nadal częścią budżetu gminy. Sołectwa nie mają osobowości prawnej. Rada gminy uchwałą podejmuje decyzję o wyodrębnieniu funduszu sołeckiego, ale później ruch należy do mieszkańców. Od nich zależy, czy w przewidzianym terminie zorganizują zebranie, podyskutują, sporządzą protokół i powiedzą na co wydać te środki. Jeśli tego nie zrobią, to po prostu nie składają wniosku o fundusz sołecki do gminy.

– W ilu sołectwach mieszkańcy się zmobilizowali, aby skorzystać z tych funduszy?

K.M.: – Dobre pytanie. Żadna instytucja publiczna ani organizacja pozarządowa nie zgromadziły dotychczas informacji, ile funduszy sołeckich zostało powołanych i ile pieniędzy na to przeznaczono. Staramy się zebrać takie informacje. Na stronie MSWiA jest statystyka, która jest nieprawdziwa, a urzędnicy cały czas się na nią powołują. Sprawdziliśmy to, gmina po gminie i okazało się, że np. w woj. dolnośląskim jest znacznie więcej niż 73 gminy, które według danych MSWiA wyodrębniły fundusz. Mniej jest z kolei takich, które według MSWiA nie podjęły żadnej uchwały. To jest ważna informacja, także dla mieszkańców, bowiem niepodjęcie przez radę uchwały jest złamaniem prawa.

Jeżeli ktoś chce wiedzieć, ile jest funduszy sołeckich w Polsce i jakie pieniądze na to zostały wydane, to musi jeszcze poczekać. To wynika z pewnego cyklu finansowego. Ustawa zaczęła działać w 2009 roku. Jeśli gmina podjęła jeszcze w tym samym roku uchwałę o wyodrębnieniu funduszu, to jej realizacja nastąpiła w 2010 roku. A dopiero w roku 2011 budżet państwa zwróci gminom pieniądze za te wydatki, na podstawie przedstawionych faktur. Jeszcze nie wiadomo którym gminom i za co. Może się okazać, że w niektórych gminach – mimo podjętych uchwał – nic się poza tym nie wydarzyło. Wszyscy się uczą, mieszkańcy, sołtysi i urzędnicy. Także Regionalne Izby Obrachunkowe (RIO), które często wydają sprzeczne interpretacje. Można się z nimi zapoznać na naszej stronie.

Zasadniczy problem polega na tym, że mieszkańcy, urzędnicy i inne osoby zainteresowane tym procesem – wszyscy zostali pozostawieni sami sobie. I nie ma jakiejkolwiek oceny, jak to działa. Jeśli słyszę z ust przedstawicieli administracji czy parlamentarzystów, że fundusz sołecki fantastycznie aktywizuje wieś, to właściwie nie wiadomo o co chodzi, bo to można by stwierdzić, gdyby przyjrzeć się poszczególnym procesom w gminach. A to różnie wygląda.

W wielu miejscowościach był do tej pory taki rytuał: trzy razy do roku odbywały zebrania sołtysów, przyjeżdżał burmistrz, mówił jak jest, a oni siedzieli, słuchali, a potem się rozchodzili. Według „najlepszych” wzorców konwentów partyjnych. Gdy pojawia się fundusz sołecki, to nagle się okazuje, że nawet jakby ten burmistrz przyjechał na spotkanie wiejskie, to on nie ma tam nic do powiedzenia.

Mieliśmy okazje spotykać się z mieszkańcami różnych gmin. W jednej z nich – której jedna przekątna wynosi 8 km, a druga 16 km – okazało się, że ludzie, którzy mieszkają w północnej części gminy nigdy nie byli we wsiach południowych, w ogóle się nie znali. Ale gdy zwołano zebranie wiejskie, podczas którego mieli zadecydować o przeznaczeniu funduszu sołeckiego – doskonale się dogadywali, rozmawiali o własnych problemach. To nie każdemu jest w smak. Nagle się okazuje, że urząd, czy urzędnik jest powołany do obsługi mieszkańców i nie musi uczestniczyć w podejmowaniu decyzji przez nich. Gdy pytamy się, kto tu jest dla kogo, czy sołtys jest dla wójta, czy wójt dla mieszkańców, czy mieszkańcy dla burmistrza, to burmistrzowie zazwyczaj mówią, że mieszkańcy są dla burmistrza albo sołtys jest dla wójta. To jest taka osobliwa frajda, kiedy musisz tłumaczyć Konstytucję, w której jest zapisana zasada pomocniczości i to wójt jest dla mieszkańców, on ma im pomagać.

– A jakie jest nastawienie radnych? Czy oni wyodrębniają ten fundusz z własnej inicjatywy czy mieszkańcy ich do tego namawiają?

K.M.: – Decyzja o wyodrębnieniu funduszu sołeckiego może być szansą na dyskusję, na refleksję wśród radnych: po co w ogóle jesteśmy. Niestety, rzadko coś takiego ma miejsce. To, że jako organizacja zajęliśmy się tematem funduszy sołeckich wyszło od naszych członków, od mieszkańców Tłuszcza, Stanisławowa, Szczecina. Oni się dowiedzieli, że wchodzi ustawa, która daje dużo praw mieszkańcom, ale bez przynajmniej podstawowej wiedzy o tym, jak działa budżet gminy, bez znajomości przepisów o dostępie do informacji publicznej, te możliwości nie będą wykorzystywane. Informacje o nowych przepisach powinny wyjść z urzędów do ludzi, a nie wychodzą. Nie wiadomo co to jest fundusz sołecki, nie wiedzę tego radni, często także wójtowie i burmistrzowie nie mają takiej wiedzy. Radni słyszą, że budżet gminy zostanie uszczuplony, pada jakaś suma. Pamiętajmy, że to się odbywa około 31 marca. Nie wiadomo jeszcze, czy sołectwa złożą wnioski, czy wykorzystają całość tej sumy. Ale to nikogo nie interesuje. W ogóle nie wchodzi się w dialog z mieszkańcami, nie wiadomo, czy oni są zainteresowani. Często decyzja o wyodrębnieniu funduszu sołeckiego podejmowana jest w ostatnim momencie. Później mieszkańcy jakoś własnymi kanałami dowiadują się, że można uzyskać 10 tys. zł na wieś. Niby to niewiele, ale lepsze niż nic.

W Konstytucji jest zapisane, że mieszkańcy mają prawo przyjść na sesję rady gminy. W porządku obrad jest na przykład przewidziana dyskusja o funduszu sołeckim. Ale tej dyskusji nie ma, bo już jest przygotowana uchwała, w której jest napisane, że nie wyraża się zgody na jego wyodrębnienie. Mieszkańcy chcą przyjść na taką sesję rady gminy i okazuje się, że nie mają na nią wstępu.

Niżej niż sołectwo, jednostka pomocnicza gminy, nie da się zejść. I tam się rzeczywiście coś dzieje. Według oficjalnych danych sołectw w skali kraju jest 40 tys. 50% z nich przyjęło fundusz sołecki, więc nawet jeżeli to działa w 20 tys. miejsc, to tych 20 tys. zebrań, na które ludzie przyjdą, pogadają, zdecydują, to jest coś! Szczególnie teraz, kiedy zaczyna się mówić o budżecie partycypacyjnym.

– Czy po dwóch latach działania ustawy o funduszach sołeckich można określić, co w niej wymaga poprawienia?

K.M.: – Ustawa nie została w żaden sposób oceniona, nie ma oceny skutków regulacji, nawet nie ma wiarygodnej informacji, w ilu gminach w Polsce są fundusze sołeckie.

Dwa lata to jest mało, bo ktoś mógł po prostu nie dowiedzieć się jeszcze, że jest taka możliwość wpływania na publiczny budżet. Tym bardziej, że nie było żadnej kampanii informacyjnej na ten temat. Gminy też nie dostały żadnej informacji. Wyszła ustawa i koniec. MSWiA wydało jedynie przewodnik, zresztą do poprawek, w którym wymieniono na co można wydać pieniądze z funduszu sołeckiego.

– Mimo to w Senacie pojawił się projekt nowelizacji ustawy...

K.M.: – Prace nad nim są sprzeczne z zasadą techniki prawodawczej, bo najpierw trzeba się dowiedzieć, jak coś działa. W Senacie dyskusjom nad ustawą przysłuchiwało się od 5 do 14 senatorów. Przedstawicielem wnioskodawców został senator Ireneusz Niewiarowski z PO, inicjator uchwalenia obowiązującej ustawy o funduszu sołeckim. Mówił on „głosach z terenu”. Wydaje się, że to za mało, aby dokonać nowelizacji ustawy. Marszałek Senatu nie chce udostępnić nagrań video z posiedzenia. Takich dziwnych sytuacji podczas prac w Senacie było więcej.

Ponad to, komplet opinii, które przyszły do Senatu w sprawie tej nowelizacji pojawił się na stronie internetowej dopiero dwa tygodnie po zakończeniu procesu legislacyjnego. Kancelaria Senatu w czasie prac Izby Wyższej nie opublikowała krytycznej opinii Ministerstwa Finansów, nie poinformowała o opinii Krajowej Rady Regionalnych Izb Obrachunkowych. Te wszystkie opinie opublikowano dopiero po tym, kiedy Stowarzyszenie Liderów Lokalnych Grup Obywatelskich wystosowało chyba piąty wniosek o informację publiczną.

Podczas drugiego czytania w Senacie na sali było w pewnym momencie ośmiu senatorów i dwoje wiceministrów – z Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji oraz z Ministerstwa Finansów. Wiceminister Tomasz Siemoniak z MSWiA powiedział, że rząd nie ma stanowiska, ale on osobiście popiera te zmiany. Przypuszczam, że powiedział tak dlatego, ponieważ wie, że dane, na których ta nowelizacja się opiera są niekompletne, o czym zresztą został przez SLLGO poinformowany już 4 marca.

Poza tym nie było otwartej dyskusji o projekcie. Nie może być tak, że przedstawiciel wnioskodawców, który jest jednocześnie przewodniczącym Krajowego Stowarzyszenia Sołtysów nowelizuje ustawę i sam ze sobą dyskutuje. Konsultacje tej nowelizacji trwały miesiąc. I od razu było pierwsze czytanie. Żadnych informacji, jakie opinie spłynęły i do kogo się zwrócono. Gdy w końcu udało nam się do nich dotrzeć, okazało się, że odpowiedzi było niewiele. Poprosiliśmy ekspertów akademickich i takich, którzy pracują z funduszem, żeby powiedzieli, czy jest katalog problemów, które należałoby rozwiązać. Odpowiedzieli, że taki katalog jest, ale bardzo trudno było to opracować w tak krótkim czasie. Nie można w dwa tygodnie ocenić tego, jak przez dwa lata funkcjonowała ustawa i jeszcze odnieść się do projektu, a także coś zaproponować.

– Jakie zmiany zostały zaproponowane?

K.M.: – Wbrew temu, co twierdzą senatorowie – nie są to zmiany kosmetyczne. Proponowany jest np. zapis, że do funduszu będzie można dołączyć środki ze zbiórek publicznych. Zmienia się też w dużej mierze sposób procedowania, podejmowania decyzji przez mieszkańców Są też zapisy ewidentnie wadliwe. Na przykład do tej pory decyzję można było podjąć do 31 marca. Teraz można ją będzie podjąć tylko 31 marca ponieważ ustawodawca zapisał, że ustawa dotyczy roku budżetowego, który następuje 9 miesięcy po podjęciu decyzji. Rok budżetowy zaczyna się 1 stycznia, minus 9 miesięcy to jest 31 marca. Wtedy trzeba podjąć uchwałę i nie można inaczej. Nikt nie przemyślał, czemu te zmiany służą. W nowelizacji pojawił się także zapis o domniemaniu wyodrębnienia funduszu sołeckiego w gminie. Ministerstwo Finansów uważa, że jest to sprzeczne z Konstytucją, a przewodniczący Komisji Samorządu Terytorialnego i Polityki Regionalnej zauważa, że parlament nie może się narazić na śmieszność przegłosowując taki niekonstytucyjny zapis, ale cóż, prace idą dalej…

Jednym z podawanych powodów nowelizacji jest potrzeba wsparcia realizacji funduszy sołeckich. Zgoda, to jest potrzebne, nie ulega wątpliwości. W projekcie zapisano, że tym wsparciem ma się zająć rządowa Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, która rękami i nogami się przed tym broniła. I się wybroniła, ale zostały Ośrodki Doradztwo Rolniczego. Zapytaliśmy wszystkie te ośrodki, czy prowadzili dotychczas jakieś szkolenia dotyczące funduszy sołeckich, czy mają programy, czy mają kadrę wykwalifikowaną. Dyrektorzy ośrodków odpisali, że nie mają żadnych programów, że placówki nie prowadziły nigdy żadnych szkoleń na ten temat i większość napisała, że nie ma kadry. Jeden ośrodek nam napisał humorystycznie, że jeżeli jest taka potrzeba, to oni są gotowi się nauczyć i robić te szkolenia. A jakiś rok temu w parlamencie toczyła się dyskusja, z której wynikało, że te ośrodki są bardzo niedoinwestowanie, że pracownicy są jednymi z najgorzej opłacanych w administracji i jest bardzo duży odpływ kadr.

– Na jakim etapie prac jest nowelizacja?

K.M.: – Ustawa o zmianie ustawy o funduszu sołeckim i niektórych innych ustaw 4 kwietnia wyszła z Senatu i została skierowana do pracy w komisjach sejmowych, 13 lub 14 lipca odbędzie się drugie czytanie projektu w Sejmie.

– Czy jest szansa, aby ją zablokować lub poprawić w Sejmie?

K.M.: – Monitorujemy proces legislacyjny, składając wnioski o udostępnienie informacji publicznej, publikujemy nagrania, stenogramy i dokumenty z posiedzeń. I czasem odnosimy wrażenie, że pod koniec kadencji posłom trzeba by uświadomić zasady techniki prawodawczej. Wypadałoby się zastanowić, po co się to prawo nowelizuje, jakie są przyczyny, jakie będą skutki. To są chyba podstawy pracy parlamentarnej. Ważne, że w tej sprawie nauka do posłów idzie z ludu – zmiana następuje wtedy, gdy obywatele zaczynają patrzeć władzy na ręce. No i kiedy podejmują wiążące dla władz decyzje – sami, swoje.

 

Karol Mojkowski - koordynator programu Budżet obywatelski (www.funduszesoleckie.pl) Stowarzyszenia Liderów Lokalnych Grup Obywatelskich.

Więcej o funduszach sołeckich i aktualne informacje o pracach nad nowelizacją ustawy dostępne są w serwisie: www.funduszesoleckie.pl .


Źródło: inf. własna (ngo.pl)
Uwaga! Przedruk, kopiowanie, skracanie, wykorzystanie tekstów (lub ich fragmentów) publikowanych w portalu www.ngo.pl w innych mediach lub w innych serwisach internetowych wymaga zgody Redakcji portalu!
Wyraź opinię 0 0

Skomentuj

KOMENTARZE

  • To nie są zmiany kosmetyczne ~Karol Mojkowski 14.07.2011, 10:23 Dziękuję za wiadomość, czytałem komentarz. Pewne zapisy projektu wydają się być nieprzemyślane, jeśli chodzi o konsekwencje - to kwestia różnicy zdań w ocenie skutków regulacji między wnioskodawcą a krytykami nowelizacji. Inną sprawą jest po prostu wadliwe zapisanie niektórych artykułów projektu, które być może można było poprawić oraz brak umocowania nowelizacji na wiarygodnych danych. 1. Czy fundusz sołecki powinien być obligatoryjny? <> Być może tą kwestię można było po prostu lepiej rozpisać - w tej wersji projektu po prostu jest fatalnie zapisany, to nie kwestia sporu o pryncypia, ale tego, że przy zarzucie deliktu konstytucyjnego być może trzeba szukać lepszej formy zapisu (to zresztą sugerował nawet przewodniczący ostatniej komisji STR 28 czerwca). Osobiście nie znam odpowiedzi na to pytanie. Dyskusji nie było. Poza tym np. problem obligatoryjności zadań z funduszu sołeckiego jest inną kwestią niż domniemania wyodrębnienia funduszu sołeckiego. Ten zapis od początku krytykowało MSWiA i Ministerstwo Finansów, więc szanse na jego realizację wydawały się znikome niezależnie od zaangażowania np. Związku Gmin Wiejskich RP. Ale trudno prowadzić dyskusję na ten temat - ponieważ zapis obecnego projektu ustawy nie czyni funduszu sołeckiego obligatoryjnym: jeśli gmina podejmie decyzję negatywną, uczyni fundusz sołecki nieistniejącym na wieki wieków. 2. Sołectwa powinny mieć prawo łączenia środków funduszu z sąsiednimi sołectwami dla wspólnych przedsięwzięć. <> O ile dobrze pamiętam w opiniach które zostały umieszczone na funduszesoleckie.pl - a nie ingerujemy w treść zamówionych opinii - wyrażano się pozytywnie o tym zapisie. To opinie zewnętrzne wobec Stowarzyszenia. 3. Sołectwo powinno mieć prawo zmiany decyzji dotyczącej przeznaczenia środków w trakcie roku budżetowego. <> W aktualnej wersji projektu, bez trybu dokonywania tychże zmian - wg. (różnych) opinii, ten zapis wydaje się rozmywać istotę funduszu. O tym było wiadomo od kiedy projekt powstał. 4. Powinny być uproszczone zasady zbiórek na cele sołeckie - wydaje się, że zmiana ustawy o zbiórkach nic nie upraszcza i nic nie zmienia w możliwościach prowadzenia zbiórek (i tak mieszkańcy muszą podpisać indywidualne umowy darowizny z gminą - niezależnie czy zmiany będą czy nie). Stąd pytanie o celowość tych zmian. Znów pytanie - myślę, że wnioskodawca ma powody do zadowolenia, że w ogóle wywiązała się szersza dyskusja o proponowanych zmianach. Jeśli wnioskodawca znajdzie poparcie w parlamencie: wiemy, że może przegłosować wszystko, ale to raczej smutna konstatacja. Tak jak intencji wnioskodawcy w udzielonej wypowiedzi nie kwestionowałem - tak ich odbicie w projekcie ustawy jest nikłe a momentami żadne. To jest po prostu źle napisane prawo - być może osoba je pisząca chciała uprościć ustawę, ale wydaje się, że może skomplikować sprawę realizacji funduszu dużo bardziej niż w obecnej chwili. Zasługi pana senatora Niewiarowskiego w uchwaleniu ustawy funduszu sołeckiego są niewątpliwe i dzięki temu przejdzie do historii - pozostaję pod wrażeniem, że udało się tą fantastyczną ustawę uchwalić dzięki osobistemu zaangażowaniu pana senatora - ale proponowane zmiany wydają się tą ustawę psuć. I to jest tylko opinia dot. projektu ustawy, nie zaś uwaga ad personam. Z ukłonami, Karol Mojkowski ODPOWIEDZ
  • Częścowa fikcja ~ 13.07.2011, 03:02 A naprawdę wygląda to tak, że sołectwo dokonuje zakupu tuz przed końcem roku byle wydać. I w rezultacie Urząd dostaje fakturę za coś, co zostanie wykonane później. Byle faktura była. A pracownik Urzędu dowiaduje się na końcu. Czyli idziemy z pełną spontanicznością: bez rozeznania cenowego i z pełną fikcją. A mieszkańcy dziwią się po co im jakaś tablica witająca, kto ją zrobił i za co? ODPOWIEDZ
  • [+] Rozwiń komentarz Nie są to zmiany kosmetyczne ~Joanna Iwanicka, red. naczelna Gazety Sołeckiej 11.07.2011, 10:11 I słusznie, bo ustawa wymaga głebokich zmian po to aby fundusz sołecki lepiej służył mieszkańcom. Nie rozumiem dlaczegoż to Pan Panie Karolu tak bardzo atakuje rzekome wyssanie z palca tych zmian zaproponowanych przez Ireneusza Niewiarowskiego, przecież zmiany, które on zaproponował w ustawie np. aby środki funduszu mogły być łączone przez sąsiednie sołectwa na wspólne przedsięwziecie np. remont świetlicy wiejskiej z której będzie korzystać nie jedno lecz tych kilka sąsiadujących sołectw to taka zgroza? - i rzeczywiście nikt ich nie zgłaszał? Niewiarowski sam sobie to wymyślił ? Przecież te uwago padły nawet na bodajże 2 czy 3 konferencjach, na które nas tj. Redakcję Gazety Sołeckiej i Krajowe Stowarzyszenie Sołtysów zapraszaliście z padły z ust sołtysów , którzy tam przyjechali. A Niewiarowski nie ma prawa zgłosić projektu zmian ? A dlaczego? Przecież jest prezesem Krajowego Stowarzyszenia Sołtysów i spotyka się z sołtysami z całej Polski na wielu zjazdach regionalnych, na których uwagi i propozycje aby wprowadzić poprawki do ustawy padają, wręcz żądania. to niech Pan przeczyta jakie uwagi padły w Kalsku na zjeździe władz KSS, a we RK KSS są sołtysi z całej Polski . w/w uwagi padły ostatnio na zjeździe Stowarztyszenia Sołtysów Ziemi Kieleckiej w Wachocku w końcu czerwca. Sama je słyszałam na własne uszy, choć sołtysi tam przyjechali głównie by pobawić się i odpocząć. Co więcej oni żądają za każdym razem osobowości prawnej dla sołectw, argumentując, że miały ją przed II wojną światową i nie zaszkodziło to państwu polskiemu. Szkoda, że Pan nie uczestniczy w ich regionalnych i gminnych zjazdach, bo ja owszem i ciągle słyszę wystąpienia sołtysów z żadaniaami że po pierwsze fundusz powinien być obligatoryjny, że sołectwa powinny mieć prawo łączenia środków funduszu z sąsiednimi sołectwami dla wspólnych przedsięwzięć. Że sołectwo powinno mieć prawo zmiany decyzji dotyczącej przeznaczenia środkó w trakcie roku budżetowego, że powinny być uproszcone zasady zbiórek na cele soęłckie, bo kiedyś za PRL-u były tzw.komitety społeczne i było dobrze, a ateraz żeby zebrać na cel sołecki kilka tysięcy trzeba zakładać i rejestrować w KRS stowarzyszenie co kosztuje na dzień dobry minimum 1500 zł. To fakt, że nikt tego nie monitoruje, bo prawie wszyscy politycy w tym państwie mają gdzieś państwo obywatelskie. Zadam w związku z tym pytanie to Niewiarowski źle zrobił, że zainicjował ustawę o funduszu, bo to z jego inicjatywy Szanowny Panie ruszyły prace w MSWiA nad tą ustawą kilka lat temu. A gdzie wtedy była Wasza Organizacja? Co wy zgłosiliście może potrzebę utworzenia takiego lub innego narzędzia aktywizacji mieszkańców? Ja rozumiem i cenię to że Wasza organizacja chce poprawić standardy życia publicznego i zgadzam się z wieloma uwagami, ale uważam, że nie postępuje Pan fair naciągając niektóre fakty . Proszę się zastanowić nad skutkiem takich Pana wystąpień: toż to w graj wpływowej organizacji samorzadowej, która zagroziła zaskarżeniem do TK ustawę w jej pierwotnej wersji i ciągle kontestuje wszystko co choćby w ułąmkowym procencie zbliża nas do pogłebienia pomocniczości. Brzydko mi tu pachnie, wie Pan czym fanatyzmem. ODPOWIEDZ
  • [+] Rozwiń komentarz niestety ~Marek Chmielewski z Orli 07.07.2011, 03:59 w praktyce w większości gmin wiejskich w Polsce, niepodzielnie rządzi wójt. Kilkunastoosobowe rady to maszynki do przegłosowywanie tego co im urzędnicy podsuną. I nie ma siły aby taki fundusz był uchwalony. Powtarzam to na każdym spotkaniu w tym temacie. Wypowiedź zacząłem od słowa "niestety" bo niestety trzeba postąpić tu mniej demokratycznie i nakazać ustawowo radom gmin wyodrębnienie i uchwalenie tego funduszu. Rady sołeckie na wniosek zebrań mieszkańców, mogłyby zrezygnować z samodzielnej realizacji. I jeszcze w kwestii prac senatu. Odnoszę wrażenie, że w ogóle nasi parlamentarzyści oderwani są od rzeczywistości. W kwestii funduszu sołeckiego nie trzeba nam ich mądrości czy kolejnych wynurzeń uczonych głów. Tu wystarczy prosty tzw chłopski rozum. Nie komplikujmy i tak skomplikowanego życia. ODPOWIEDZ

Redakcja www.ngo.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

  • aktywność lokalna
  • demokracja
  • partycypacja
  • prawo
  • wieś
  • współpraca z administracją