Krosno, Jasło, Międzyrzec Podlaski, gmina Jędrzejów, powiat rzeszowski, sandomierska fundacja Signum Temporis oraz spółka Nucleagena - te samorządy i firmy miały dostać unijne dotacje prawie bez wysiłku. Jeszcze za rządów PiS wpisano je na tzw. listę projektów kluczowych w Programie Operacyjnym Rozwój Polskich Wschodniej (to część unijnych funduszy strukturalnych wyłącznie dla pięciu regionów na wschodzie). Projekty z tej listy unijną kasę miały otrzymać bez konkursu.
Warunek był tylko jeden: odbiorcy dotacji mieli zrealizować inwestycje w terminie, czyli odpowiednio wcześnie wykupić grunty, przygotować dokumentację, ocenę oddziaływania na środowisko itp.
Krosno, Jasło, Międzyrzec i powiat rzeszowski miały za unijne pieniądze przygotować tereny pod inwestycje biznesowe. Fundacja Signum Temporis chciała zbudować w Sandomierzu Centrum Kształcenia i Wymiany Myśli Europejskiej. Zaś spółka Nucleagena - Warmińsko-Mazurskie Centrum Genetyki Molekularnej. Łączna wartość projektów: ponad 120 mln zł, z czego Unia miała sfinansować ponad 80 mln zł.
Teraz plany powędrują najprawdopodobniej do kosza. Odbiorcy nie dotrzymali terminów, nie wykupili gruntów, nie przygotowali dokumentacji na czas. I zostali definitywnie skreśleni z listy, tracąc dotacje. To pierwszy taki przypadek w tej edycji unijnych funduszy (2007-13).
Ministerstwo Rozwoju Regionalnego oficjalnie potwierdziło odebranie dotacji na swojej stronie internetowej w środę wieczorem - "na wniosek beneficjentów", którzy przyznali, że sobie nie poradzili. - Ale sformułowanie "na prośbę beneficjenta" jest bardzo, bardzo dyplomatyczne - mówi "Gazecie" wiceminister rozwoju Krzysztof Hetman. - My już po prostu dłużej nie mogliśmy trzymać pieniędzy w zamrażarce. Niech to będzie lekcja dla innych odbiorców dotacji - mówi.
Więcej: Jak stracić 120 milionów z Unii. Ministerstwo odbiera dotacje, Konrad Niklewicz, Małgorzata Bujara, Gazeta Wyborcza, 25.02.2010