Przejdź do treści głównej

Nie bierzemy dotacji od władz czy korporacji [wywiad]

autor(ka): Magda Dobranowska-Wittels
2017-08-14, 03:54
Piotr Cykowski (fot. Akcja Demokracja)
– Nie wchodzimy do parlamentu, nie pukamy od drzwi do drzwi, od pokoju do pokoju, tylko idziemy szturmem i mówimy: tyle osób na to się zgadza albo tyle się nie zgadza – Piotr Cykowski w rozmowie z ngo.pl przybliża kulisy działania Akcji Demokracja i platformy Nasza Demokracja.

Na stronie Akcji Demokracja jesteś opisany jako kampanier. Co to znaczy? Na czym polega Twoje zadanie?

Piotr Cykowski: – W Akcji Demokracji podejmujemy działania, które mają na celu zmianę rzeczywistości, poprzez prowadzenie kampanii. Jesteśmy nietypową organizacją, która wierzy, że ludzie nie interesują się tylko jednym, wąskim tematem, ale szerszym spektrum zagadnień. Dla nas ważne są tematy związane z ochroną środowiska, sprawiedliwością społeczną, demokracją, państwem prawa i prawami człowieka. Takie mamy czasy, że ostatnio dużo osób angażuje się w działania związane z praworządnością i demokracją, ale zauważamy i nagłaśniamy te wszystkie tematy. A ja, jako kampanier, umożliwiam podejmowanie działań wszystkim osobom zainteresowanym tymi tematami.

Co to jest kampania?

P.C.: – W naszym rozumieniu jest to sekwencja działań, które mają wywrzeć wpływ, doprowadzić do zmiany rzeczywistości. W Polsce mało jest kampanierów. Mało jest też organizacji, które prowadzą kampanie w takim rozumieniu jak my to robimy, czyli poprzez angażowanie ludzi do naciskania na osoby, które mogą mieć wpływ na jakieś decyzje, np. powstrzymanie pewnych działań albo zainicjowanie ważnego dla nas procesu legislacyjnego. Mówiąc o decydentach, mam na myśli nie tylko polityków, ale także osoby z biznesu, władze samorządowe, władze szkolne, znane osoby, które coś powiedziały albo chcemy, żeby coś zrobiły. Myślimy o realnym wpływie.

„Łańcuch światła” w obronie niezależności sądów jest przykładem, że ten wpływ rzeczywiście może być realny. W jaki sposób przygotowaliście się do tej akcji?

P.C.: – To świetny przykład, ilustrujący nasz pomysł na działanie. Gdy pojawiły się projekty ustaw, które mogły doprowadzić do zawłaszczenia sądów przez polityków, czyli mniej więcej w marcu, uruchomiliśmy kampanię: www.akcjademokracja.pl/sady. Zebraliśmy wokół niej grupę ludzi zdeterminowanych, by z nami działać. Sprawdzaliśmy różne taktyki wywierania wpływu: od pisania e-maili, przez zamawianie billboardów po aktywne działania w mediach społecznościowych.

Jednak, gdy „miarka się przebrała” i pojawił się skandaliczny projekt o Sądzie Najwyższym, postanowiliśmy i potrafiliśmy szybko zadziałać. Mamy zbudowaną sieć kontaktów do aktywistek i aktywistów w całej Polsce. Mamy zaprzyjaźnione organizacje eksperckie, z których rad w temacie sądów korzystaliśmy wcześniej. Jesteśmy w stanie szybko zmobilizować ludzi do wyjścia pod jednym hasłem i z jednym symbolem na ulice. Ludzie nas znają z wcześniejszych działań, a do innych możemy dotrzeć mailem czy przez media społecznościowe.

Choć kampania sądowa trwała parę miesięcy, to „Łańcuch światła” był przełomem. Wypromowaliśmy tę akcję w kilkanaście godzin oraz prowadziliśmy przez kolejny tydzień, organizując co drugi dzień dużą demonstrację w Warszawie. Jednocześnie wspierając radą i informacjami osoby organizujące się w ponad 200 miejscach w Polsce.

W internecie pojawia się sporo apeli o podpisywanie różnych petycji. Czy to jest skuteczne narzędzie? Nie każda z tych akcji kończy się „wetem prezydenta”…

P.C.: – Myślimy o tym znacznie szerzej. Często podpisanie apelu jest pewną deklaracją: wspieram tę ideę, tę zmianę. Nie chcę smogu w moim mieście, nie chcę nienawiści, chcę, żeby był równy dostęp do usług publicznych itd. To jest początek. Później naszym zadaniem, jako kampanierów, jest szukanie możliwości wywarcia realnego wpływu. Pozostajemy w kontakcie z osobami, które już się zaangażowały i szukamy kolejnych działań, które mogłyby nas doprowadzić do celu.

Petycja jest pierwszym krokiem, za nią idzie szereg innych, które kończą się zwycięstwem albo przegraną. Ważne jest, aby na koniec nazwać to, co się wydarzyło. I np. zawstydzić decydenta za podjęcie złej decyzji albo pochwalić za dobrą. Takie rozumienie prowadzenia kampanii chcemy upowszechniać.

Można powiedzieć, że „Łańcuch światła” był sukcesem – tak z punktu widzenia organizacyjnego, jak i efektu, który przyniosły protesty. Jednak nie każdy apel w internecie kończy się wyprowadzeniem tysięcy osób na ulicę. Nie zawsze jest to potrzebne, czasem trzeba pomóc w inny sposób. Jak to jest zazwyczaj: czy osoby, które podpisują petycje, potem angażują się w dalsze działania?

P.C.: – Różne osoby, różne grupy osób angażują się w różne tematy. Wydaje mi się, że generalnie w Polsce ludzie chętnie włączają się w akcje. Zaangażowanie może mieć różny charakter – jedna osoba może przyjść na demonstrację, inna może pisać maile do polityków, jeszcze ktoś nie ma czasu, ale dorzuci się finansowo do wspólnego działania – to też jest istotne. Dla nas każde działanie jest ważne, nawet najmniejsze, ponieważ może inicjować kolejne.

Tworzymy wokół Akcji Demokracji ruch osób, które się angażują i chcą wpływać na rzeczywistość, ale też biorą sprawy we własne ręce. Możemy im podpowiadać, dzielić się naszymi doświadczeniami, współpracować i działać razem, także lokalnie. Temu ma służyć platforma internetowa Nasza Demokracja (www.naszademokracja.pl).

Podpowiadamy ludziom, jak zmieniać świat. Szukamy możliwości realnego wpłynięcia na sytuację. Nie chodzi o napisanie ogólnego apelu „Nie chcemy nienawiści na polskich ulicach”, tylko zastanawiamy się, kto ma na to wpływ, kto może podjąć jakąś decyzję. Ludzie chętniej się angażują, kiedy faktycznie jest pomysł, jak doprowadzić do tej zmiany. Na tym też polega nasza praca: zachęcamy osoby, które chcą prowadzić własne kampanie, aby myślały o tym bardzo konkretnie. Nie zawsze trzeba pisać do prezydenta, parlamentu czy premier, ale trzeba szukać tych miejsc, gdzie faktycznie warto naciskać, wokół których warto mobilizować innych ludzi. Wtedy wygrana jest pewniejsza.

Na platformie Nasza Demokracja jest prosty formularz z podpowiedziami, jak taki apel sformułować. Ale w regulaminie zastrzegacie sobie prawo do ingerencji w te treści, aby były bardziej zrozumiałe albo trafiające do odpowiedniej osoby. Czy to znaczy, że nie potrafimy formułować rzeczowych apeli dobrze adresowanych?

P.C.: – Różne są apele, różne osoby je tworzą. Zawsze mówię, że im krócej i bardziej konkretnie sformułujemy naszą myśl – tym lepiej. Czasem te teksty są bardzo dobre, a czasem wymagają zmian, by były skutecznie zachęcały do działania. Tak zresztą postrzegamy naszą rolę. Uczymy się i uczymy innych. Tym różni się Nasza Demokracja od innych platform, na których każdy może sobie stworzyć apel. Te apele, kampanie, które wydają nam się wartościowe, niosą za sobą możliwość wpłynięcia na rzeczywistość, są zgodne z naszymi wartościami – wspieramy aktywnie, dzieląc się naszym doświadczeniem, czasem, pracą. Nie chcemy, aby to był tylko apel, ale rzeczywiście chcemy osiągnąć zmianę.

Tam, gdzie czujemy, że ktoś faktycznie chce działać, chce angażować społeczność lokalną czy nawet i ogólnopolską – tam widzimy naszą rolę. Nie zostawiamy tych osób samych. Mamy w regulaminie takie zapisy, ponieważ często treść apeli wymaga bardzo drobnych zmian i szkoda czasu, aby się spotykać i nad tym dyskutować. Poprawiamy to, co nie zmienia treści, a daje skuteczność i sprawia, że apel jest bardziej zrozumiały. Kiedy tekst wymaga większych zmian, a widzimy, że ktoś naprawdę chce coś zrobić, to po prostu kontaktujemy się z taką osobą i rozmawiamy.

Nasza Demokracja działa pół roku. Proponujemy pewien model, sprawdzamy, jak się przyjmie w Polsce. Naszą misją jest budowa ruchu, który będzie zmieniał Polskę w kierunku bardziej sprawiedliwego kraju, w którym chroni się prawa człowieka, chroni się środowisko czy myśli o uczciwych warunkach zatrudniania. Ale, jako Akcja Demokracja, sami nie jesteśmy w stanie zrobić wszystkiego. Szczególnie na poziomie lokalnym. Ani nie dowiemy się o wszystkich problemach, ani nie dotrzemy wszędzie. Wierzymy, że ludzie, korzystając z narzędzi, które im oferujemy, mogą sami podejmować działania, więc wpisują się w naszą wizję zmiany rzeczywistości. My dajemy coś od siebie, oni dają swoje zaangażowanie i czas, a wspólnie tworzymy ruch.

Monitorujecie te kampanie prowadzone przez inne osoby? Patrzycie, co tam się dzieje, jakie są sukcesy?

P.C.: – Zawsze zachęcamy, aby twórcy kampanii dzielili się z nami takimi informacjami. W przypadku tych kampanii, które wspieramy – staramy się być w kontakcie z ludźmi, podpowiadać im, co dalej można robić i wspólnie zastanawiamy się nad kolejnymi krokami. Podam przykład z Opola. W czasie akcji tam podjętej powstała petycja, dotycząca uchwały antysmogowej dla województwa opolskiego. Później były jej konsultacje. Prace nad tym dokumentem są efektem nacisku, który udało się wywrzeć twórcom apelu na lokalne władze. Władze zaproponowały, żeby przepisy weszły dopiero za dwa lata. Poprzez konsultacje mieszkańcy próbowali przekonać, że jednak powinno to nastąpić szybciej. To pokazuje różne możliwości zaangażowania, podejmowania działań wykraczających poza podpisanie apelu.

Naszym zdaniem kampanie prowadzi się z ludźmi, więc trzeba z nimi być w kontakcie. Tym właśnie Nasza Demokracja różni się od innych podobnych platform. Poza stworzeniem apelu, wrzuceniem na Facebooka i zebraniem kilkudziesięciu, kilkuset, czy nawet kilku tysięcy podpisów dajemy też narzędzie do aktywnego kontaktowania się przez maile z osobami, które podpisały nasz apel. Ze względu na ochronę prywatności nie udostępniamy tych maili, ale jest mechanizm, który umożliwia napisanie do wszystkich wiadomości. Zachęcamy twórców kampanii, aby informowali o tym, co się dzieje z daną sprawą, czy i kiedy można jeszcze coś zrobić.

Można to robić przez media społecznościowe…

P.C.: – Media społecznościowe służą promowania pewnych idei, rozpowszechnianiu informacji, ale nie są najlepszym narzędziem do budowania bieżącego kontaktu. Też nie wszystkie osoby korzystają z mediów społecznościowych. E-mail nadal jeszcze jest narzędziem używanym przez dużo osób. Daje możliwość głębszej interakcji, przekazania dłuższej treści, zachęcenia do czegoś czy opowiedzenia o jakiejś sprawie. Kontakt mejlowy z pewnością daje możliwość zbudowania ruchu wokół kampanii, którą prowadzimy.

W Lublinie na przykład lokalna aktywistka, korzystając z Naszej Demokracji, walczy o lokal dla matki z dzieckiem. Kobieta została wyrzucona z mieszkania i miasto nie zaoferowało nic w zamian. To trudna sytuacja. Na różnych etapach tej sprawy, działaczka, która rozpoczęła od wrzucenia apelu na platformę, budowała wokół niego społeczność. Gdy urzędnicy mieli podejmować jakieś decyzje, kontaktowała się z tymi, którzy podpisali jej apel, nagłaśniała. Pokazywała też konkretną ludzką historię.

To jest ważne w myśleniu o zmianie rzeczywistości: pokazanie, że nie chodzi o jakieś abstrakcyjne zapisy, ustawy, czy nawet jakieś wartości, tylko że za tym stoi los konkretnych ludzi. Osobom, które chcą się angażować, zmieniać świat podpowiadamy, aby szukały takich osobistych historii, bo one bardzo motywują innych do zaangażowania. Dużo bardziej niż naukowe dowody czy dane statystyczne, które dla wielu są po prostu abstrakcyjnymi cyframi.

Czyli wykorzystujecie narzędzia internetowe, aby informować, ale także mobilizować…

P.C.: – To się wiąże z naszą wizją Akcji Demokracji. Są organizacje, które działają poprzez edukację, które mają dużo wiedzy i piszą różne raporty. To też jest ważne i często korzystamy z ich dorobku. Wierzymy jednak, że zmiana jest możliwa, jeśli zaangażuje się w nią odpowiednio duża liczba osób. Chcemy zmieniać rzeczywistość poprzez pokazywanie, jak dużo ludzi tego się domaga. Nie wchodzimy do parlamentu, nie pukamy od drzwi do drzwi, od pokoju do pokoju, tylko idziemy szturmem, dużą grupą i mówimy: tyle osób na to się zgadza albo się nie zgadza.

Podpisywanie apeli w internecie ma oczywiście rolę uświadamiającą. Ludzie w ten sposób często dowiadują się o jakimś problemie. Ale istotniejsza jest mobilizacja do działania. Potrzebnych jest naprawdę sporo osób, żeby coś zmienić. Mamy możliwość dotarcia do decydentów, ale nasz głos będzie miał większą siłę przebicia, gdy pokażemy, że za nami stoi tysiąc osób. Od osób z Opolskiego Alarmu Smogowego usłyszeliśmy, że gdy poszły rozmawiać o uchwale antysmogowej i powiedziały, że za nimi stoi tysiąc osób, to był zupełnie inny punkt wyjścia do dalszych rozmów.

Ile trzeba podpisów, żeby coś zmienić?

P.C.: – Ludzie często mnie o to pytają. To zależy. Na przykład w jednym z warszawskich liceów miał mieć wykład Tomasz Terlikowski, który jest znany z dosyć kontrowersyjnych wypowiedzi. Młodzież sama się zorganizowała, zaprotestowała. Dla takiej społeczności szkolnej, tych podpisów wystarczy mniej. Jeżeli mieszkańcy małego miasteczka walczą ze smogiem, to znaczenie będą miały podpisy dużej części tej społeczności. W Warszawie, żeby osiągnąć jakąś zmianę, trzeba by pewnie bardzo dużo podpisów zebrać. Nigdy nie wiadomo. Ważną rolę odgrywają media, które pokazują, że ludzie się interesują daną sprawą, że tyle się podpisało pod naszym apelem. To jest pretekst dla mediów, żeby o tym mówić, pisać. W ten sposób też naciskamy.

Organizacje też korzystają z tych narzędzi? Czy są one przeznaczone tylko dla osób indywidualnych?

P.C.: – Osoby indywidualne zachęcamy szczególnie, bo wierzymy, że każdy może coś robić dla swojej społeczności. Często także dla władz jest to bardziej wiarygodne, gdy za daną akcją nie stoi jakaś organizacja czy instytucja, tylko po prostu mieszkańcy. Nie koniecznie trzeba być znaną osobą, aby domagać się zmian.

Zachęcamy osoby indywidualne także dlatego, aby skończyć z takim myśleniem, że ktoś inny za nas zajmie się tą sprawą. Chcielibyśmy, aby ludzie nie myśleli, że jakieś organizacje za nich to zrobią. Oczywiście, organizacje są ważne, dostarczają wiedzę, mają sieci kontaktów i często mogą być wsparciem. Ale to ja mogę zacząć coś robić, a później skontaktować się z organizacją, która mi pomoże.

Jednak mamy także możliwość, aby organizacje tworzyły własne apele. Skorzystała z tego np. Fundacja Ocalenie, która reagowała na brutalne wydarzenia w jednym z ośrodków dla uchodźców. Ostatnio taki apel, związany znowu ze smogiem, zamieściła jedna z organizacji działających na rzecz zdrowia. Jesteśmy więc otwarci na współpracę z organizacjami i mamy dla nich dodatkowe narzędzia do wykorzystania na platformie.

Powiedziałeś, że jesteście ruchem, chcecie tworzyć ruch. Na waszej stronie piszecie, że chcecie, aby „osoby uczestniczące wpływały na kierunki rozwoju Akcji Demokracji”. W jaki sposób to widzicie? Tym bardziej, że Akcja Demokracja jest fundacją…

P.C.: – Tak, jest fundacją. Jakąś formę prawną musiała przybrać w naszych warunkach . Myślimy jednak o sobie jako ruchu ludzi zaangażowanych. Proponujemy wiele różnych kampanii, a ludzie wybierają, w które chcą się włączać. Później pracujemy z osobami, które zadeklarowały, że dana sprawa jest dla nich ważna. Obecnie Akcję Demokrację tworzy ponad 250 tys. osób. To znaczy, że co najmniej raz wzięły udział w jakimś działaniu, nie wypisały się z naszej bazy i regularnie dostają od nas informacje. Gdy startujemy z nową kampanią, to wysyłamy do wszystkich wiadomości, że jest takie działanie, zachęcamy do włączenia się. W poszczególnych kampaniach udział biorą osoby, które się na to decydują. Regularnie pytamy ludzi, którzy już podjęli działania, jakie tematy są dla nich istotne, jakimi powinniśmy się zajmować – od tego często zależy, jakie kampanie czy też działania w obrębie trwającej kampanii zaproponujemy.

Podążanie za masowością powoduje, że pewne tematy stają się nie tyle mniej ważne, co mniej atrakcyjne. Nie obawiacie się, że w pewnym momencie w ten sposób zrezygnujecie z praw człowieka albo innych fundamentów, które macie wpisane w statucie?

P.C.: – To jest oczywiście ryzyko. Ale mamy mechanizmy zabezpieczające: od początku deklarujemy, jakie tematy są dla nas ważne i to jest dla nas nie do ruszenia. Wiadomo, że mniej osób interesuje się tematami sprawiedliwości społecznej, bo są skomplikowane, mniej atrakcyjne i trudniejsze. Ale to nie znaczy, że my ich nie będziemy podejmować.

Akcja Demokracja powstała przed wyborami w 2015 roku, kiedy nie było wiadomo, jaki będzie wynik wyborczy. Po wyborach okazało się, że bardzo dużo ludzi jest zainteresowanych akcjami związanymi z demokracją i państwem prawa. Sytuacja polityczna spowodowała, że włączyliśmy się w kampanię wokół Trybunału Konstytucyjnego czy ostatnio – obrony niezależności sadów. Dużo osób się w nią angażuje, ale to nie znaczy, że odpuszczamy inne tematy. Polska jako kraj musi uwzględniać wszystkie te tematy. Nie będziemy mieć szczęśliwego społeczeństwa i stabilności, jeżeli skupimy się na procedurach państwa prawa, a zapomnimy o osobach, którym się gorzej powodzi. Nie będziemy państwem, w którym dobrze się żyje, jeżeli będziemy mieć świetną konstytucję, a nie możemy oddychać czystym powietrzem. Te sprawy są dla nas powiązane.

Jako Akcja wyszliśmy z założenia, że są osoby, dla których wszystkie te tematy są ważne, ale trafiamy też do tych, które przyszły z innego „kawałka świata”. Interesują się ochroną środowiska, a u nas zobaczą, że prawa człowieka też są ważne. Ale nie na siłę. Jeśli ktoś się nie chce tym zainteresować, może nadal brać udział tylko w kampaniach środowiskowych. Ludzie są różni i dajemy na to przyzwolenie. Często mówimy, że nie musisz się zgadzać ze wszystkimi naszymi celami. Są osoby, które się zgadzają, a są takie, które ich nie podzielają.

Na Naszej Demokracji pojawiają się bardzo różne tematy i zależy nam na tym, aby tak pozostało. Z jednej strony, dla pewnych osób wartości, które głosimy, mogą być barierą, ponieważ na przykład nie będziemy publikować apelu nawołującego do nienawiści albo do otwierania kolejnej kopalni. To może być postrzegane jako ograniczenie. Ale jest wiele innych platform, na których może pojawić się każda petycja, niezależnie czego dotyczy. A z drugiej strony, nasze wartości są gwarancją dla tych wszystkich osób, które decydują się na Naszej Demokracji walczyć np. o godne wynagrodzenie w spółkach samorządowych. Wiedzą bowiem, że na tej samej stronie nie wyświetli się petycja, aby wspierać wielkie korporacje.

Na razie to zupełnie jednostkowe sytuacje, żebyśmy odrzucili jakiś apel. Sądzę, że ludzie czytają po prostu regulamin. Zdarzają się apele, które są bardzo nieprzemyślane i widać, że powstały w wyniku emocji. Albo po prostu sprzeczne z naszym regulaminem. Na przykład nie chcemy wspierać żadnych polityków, bo nie służymy politykom. Niezależnie jakiej barwy politycznej. Jeżeli ktoś chciałby zbierać poparcie dla jakiegoś kandydata przez to narzędzie, to nie jest odpowiednie miejsce.

Lokalna grupa działaczy decyduje się skorzystać z platformy Nasza Demokracja, a Akcja Demokracja ich wspiera, czyli jakoś wasz szyld tam się pojawia. Czy to nie jest odbierane w ten sposób, że ta lokalna grupa nie jest tak całkiem niezależna, że jednak ktoś jest w Warszawie, kto ich może nawet sponsoruje?

P.C.: – Staramy się podkreślać oddolność. Faktycznie, oferujemy wsparcie, ale też nigdy nie mówimy komuś, co i jak ma robić. Tak jak nam w Akcji nikt nie mówi co mamy robić, poza aktywistkami i aktywistami, których często pytamy o zdanie np. poprzez internetowe ankiety. Nawet, gdy tworzyliśmy te apele smogowe, to udostępnialiśmy tylko wzór apelu, otwarty do edycji. Jeżeli ktoś chciał na coś innego zwrócić uwagę w swoim mieście i było to racjonalne i sensowne, to czemu nie?

Żyjemy obecnie w takiej rzeczywistości, że każdy szuka, kto z kim jest powiązany….

P.C.: – Dosyć jasno i wyraźnie określiliśmy, w jaki sposób udzielamy wsparcia: doradzamy i bezpłatnie udostępniamy narzędzia. Czasami, gdy widzimy, że jest jakiś ciekawy, wartościowy temat, który nadaje się do tego, żeby mobilizować wokół niego ludzi, to zachęcamy lokalnych aktywistów – słuchajcie, widzimy, że coś robicie, może też warto to zrobić w taki sposób, zebrać ludzi, żeby dłużej z nimi działać, żeby stworzyć apel w tej sprawie.

Sądzę, że są w Polsce osoby, którym to, co robi Akcja Demokracja nie musi się podobać. Staramy się nie wchodzić w polityczne rozgrywki. Jesteśmy niezależni od jakichkolwiek partii czy korporacji, nie wspieramy żadnej partii, staramy się trzymać na dystans od polityków, polityki. Bardziej mówimy o wartościach i o celach, które nam przyświecają.

Chcecie swoją działalność opierać przede wszystkim na wpłatach od indywidualnych osób. W 2015 roku takie wpłaty stanowiły około 14% waszego budżetu. Jak to wyglądało w 2016 roku?

P.C.: – To jest sposób myślenia, który nam przyświeca: Akcja jest nasza wspólna. Bez zaangażowania ludzi nie istniejemy. Również finansowego. Mam nadzieję, że coraz więcej ruchów i organizacji tak w Polsce myśli. W 2016 roku ponad połowa wydatków Akcji została pokryta z wpłat indywidualnych. Zrzuciło się ponad 14 tysięcy osób, a średnia wpłata wyniosła ok. 30 zł. A naszym celem jest zachowanie niezależności – nie bierzemy zatem dotacji od władz czy wielkich korporacji.

Dotacje, które otrzymujemy od zagranicznych organizacji pozarządowych, nigdy nie determinują sposobu naszego działania. Wspierają nas, bo te organizacje wiedzą, że działamy w obszarze ochrony klimatu czy też sprawiedliwości społecznej. Nie mówię, że dotacje ze środków publicznych są złe, ale z racji tego, że jesteśmy organizacją, która często idzie pod prąd i która naciska na polityków, nie chcielibyśmy iść na jakiekolwiek kompromisy w tym naciskaniu.

Świetnym przykładem jest „Łańcuch światła”. Kampania w obronie niezależności sądów została w stu procentach zorganizowana dzięki zrzutkom osób, które się w nią zaangażowały. To jest specyfika naszego działania: będziemy występować przeciwko takim działaniom polityków, które uderzają w wartości jednoczące nas w Akcji. Dlatego nie możemy jednocześnie drugą ręką brać od nich pieniędzy.

Działamy też w sieci organizacji, które pracują w podobny sposób na świecie w kilkunastu państwach. Ponieważ jesteśmy młodą organizacją, to otrzymujemy od nich wsparcie. Na naszej stronie publikujemy raport finansowy i rozsyłamy go do osób, które nas wspierają. Zachowujemy wysokie standardy przejrzystości finansowej.

Myślą przewodnią najbliższego Ogólnopolskiego Forum Inicjatyw Pozarządowych, który odbędzie się we wrześniu, są wartości. Czy Twoim zdaniem są takie wartości, które łączą organizacje pozarządowe w Polsce? Jakie to mogą być wartości?

P.C.: – Bardzo trudne pytanie. Organizacje pozarządowe w Polsce są bardzo różne i trudno im dać jeden mianownik, ale wydaje mi się, że to, co jest wpisane w myślenie o organizacjach, o ruchach społecznych, to jest niezależność od władz. Chociaż oczywiście są organizacje, które funkcjonują i funkcjonowały w jakiś sposób przyklejone do partii politycznej, rządu, samorządu… Chciałbym jednak, żeby organizacje miały wpisaną w swoje myślenie taką perspektywę, że władze wszystkiego nie załatwią, że zorganizowani obywatele i obywatelki potrzebują autonomii w podejmowaniu decyzji, w samorządności, wywieraniu wpływu czy też zaspokajaniu potrzeb lokalnej społeczności. Ludzie nie potrzebują państwa czy władzy, żeby coś robić.

Bardzo chciałbym, żeby taką cechą wspólną był etos związany z uczciwością i przejrzystością działań. Ale też mi trudno powiedzieć, że zawsze tak jest. Różnie bywa. Jednak powinno to być nasza wspólna aspiracja. Chcemy być transparentni, to nie możemy akceptować szemranych interesów wokół nas. Mnie działanie mocno nauczyło, że chodzenie na kompromisy i przymykanie oczu w tych sprawach może bardzo zaszkodzić nam wszystkim.

Dziękuję za rozmowę.


Dowiedz się, co ciekawego wydarzyło się w III sektorze. Śledź wydarzenia ważne dla NGO, przeczytaj wiadomości dla organizacji pozarządowych.
Odwiedź serwis wiadomosci.ngo.pl.


Informacja własna portalu ngo.pl

Uwaga! Przedruk, kopiowanie, skracanie, wykorzystanie tekstów (lub ich fragmentów) publikowanych w portalu www.ngo.pl w innych mediach lub w innych serwisach internetowych wymaga zgody Redakcji portalu!
Wyraź opinię 8 4

Skomentuj

KOMENTARZE

Nie ma żadnych komentarzy

Redakcja www.ngo.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

  • aktywność obywatelska
  • demokracja
  • dialog społeczny, społeczeństwo obywatelskie
  • inicjatywy oddolne
  • organizacje w polityce
  • państwo, polityka
  • prawa człowieka
  • prawa obywatela
  • społeczeństwo obywatelskie
  • społecznicy