Przejdź do treści głównej

Zabawki Wielkiego Brata coraz groźniejsze [wywiad]

autor(ka): Rafał Gębura
2017-08-07, 03:00
fot. http://www.sxc.hu/photo/1384549
– Czy naprawdę jest tak, że nigdy nie mamy nic do ukrycia? – pyta Wojciech Klicki z Fundacji Panoptykon, współautor przewodnika po narzędziach, które pomagają państwu kontrolować obywateli.

Rafał Gębura: – Niepokoi się pan, że kamery monitoringu są wszędzie. A przecież są po to, żeby było bezpiecznie.

Wojciech Klicki, Fundacja Panoptykon: – Tak twierdzą ci, którzy je montują. Jednak z wszelkich polskich i zagranicznych badań wynika, że kamery nie zmniejszają przestępczości. Pijany mężczyzna, któremu przyjdzie do głowy roztrzaskać kilka samochodowych lusterek, nie będzie zastanawiał się, czy jest w oku którejś z kamer. Bardziej wyrachowany przestępca zaplanuje swoje działanie w taki sposób, aby żadna z kamer mu w tym nie przeszkodziła. Wystarczy założyć czapkę z daszkiem albo kominiarkę.

Statystyki pokazują natomiast, że na monitorowanych i grodzonych osiedlach częściej dochodzi do kradzieży niż na pozostałych. Złodzieje prawdopodobnie zakładają, że mieszkają tam bogatsi ludzie, którzy mają więcej wartościowych przedmiotów.

Chce pan powiedzieć, że miliony złotych, jakie wydaliśmy na systemy monitoringu, to pieniądze wyrzucone w błoto?

W.K.: – Dokładnie tak. W mniejszych miastach koszt zainstalowania monitoringu to zazwyczaj kilkaset tysięcy złotych, w większych – miliony. Znamiennym przykładem jest Warszawa, gdzie wydano na ten cel aż 58 milionów złotych. Co więcej, roczny koszt utrzymania stołecznego Zakładu Obsługi Systemu Monitoringu wynosi około 15 milionów. To mniej więcej tyle, co budżet Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych.

Straty finansowe to pewnie niejedyny problem?

W.K.: – Wysoką ceną jest również nasza prywatność. W Polsce nie doczekaliśmy się przepisów, które określałyby zasady działania monitoringu. Nie jest więc jasne, kto może korzystać z kamer, komu udostępniać nagrania i jak długo je przechowywać. W efekcie nikt nie może mieć pewności, że filmik z naszym udziałem nie trafi do internetu czy telewizji.

Pamiętam przypadek, kiedy policja udostępniła w internecie zdjęcie z tramwaju, na którym było widać siedzącą kobietę. Do zdjęcia dołączono informację, że ta oto kobieta wyszła z tramwaju z cudzą torebką i że jest poszukiwana. Rozumiem, że policja musi zastosować czasem niekonwencjonalne metody, żeby znaleźć podejrzaną osobę. W tym przypadku dostrzegam jednak ryzyko, że ta pani wysiadła z torebką po to, żeby zanieść ją na przykład do biura rzeczy znalezionych. Policja zrobiła z niej złodziejkę, a przecież o winie człowieka powinien zdecydować sąd.

 

 

Miejski monitoring to jedna z wielu „zabawek Wielkiego Brata”. Jakie inne „zasadzki” na nas czekają?

W.K.: – Coraz więcej miast instaluje parkometry, które wymagają od kierowców podania numeru rejestracyjnego. Dzięki nim miasta mogą zbierać informacje, gdzie i na jak długo zostawiamy nasz samochód. W Warszawie wdrożenie nowego systemu kosztowało nas, bagatela, 47 milionów złotych. Pewnie niewielu mieszkańców stolicy ma świadomość, że parkując dziś samochód w strefie płatnego parkowania, pozostawia po sobie ślad, który miasto będzie przechowywało w przez najbliższych osiem lat.

Kolejny przykład to miejskie rowery. Pamiętam, jak miasto informowało z dumą, że stutysięczny użytkownik wypożyczył rower na placu Wilsona, przejechał nim 6 kilometrów, po czym zatrzymał się w Porcie Czerniakowskiego. To wszystko brzmi fajnie, ale jakby się nad tym zastanowić, nagle okazuje się, że operator rowerów oraz miasto wiedzą, kto był tym użytkownikiem. Wypożyczenie roweru wymaga przecież uprzedniej rejestracji.

Nagle okazuje się więc, że to samo miasto wie nie tylko, kiedy, gdzie i na jak długo zostawiamy swoje auto, ale też dokąd jeździmy rowerem i kto nam w tym towarzyszy. Warto pamiętać również o tym, że narzędzia, które zbierają informacje na nasz temat, stają się coraz powszechniejsze. Coraz sprawniejszy i łatwiejszy staje się też przepływ tych informacji pomiędzy różnymi podmiotami.

A może wystarczy po prostu być uczciwym obywatelem? Co w tym złego, że miasto wie, gdzie parkuję samochód i gdzie jeżdżę na rowerze?

W.K.: – Po pierwsze, czy naprawdę jest tak, że nigdy nie mamy nic do ukrycia? Nie chcę sugerować, że każdy z nas ma na sumieniu przestępstwo, ale może akurat komuś z nas zdarzyło się w ostatnim czasie przejść przez pasy na czerwonym świetle?

Po drugie, nawet jeśli nie mamy nic do ukrycia, istnieje zagrożenie, że zebrane informacje na nasz temat zostaną wykorzystane w przyszłości, aby w jakiś sposób nami zarządzać. Ktoś, kto zna nasze zwyczaje i zainteresowania, może próbować nami w jakiś sposób sterować. Po to, abyśmy podjęli taką, a nie inną, decyzję albo żeby na nas zarobić. Dzisiaj mówi się o tym głównie w kontekście internetu, gdzie algorytmy analizują to, jak poruszamy się po sieci, by następnie podsuwać nam reklamy towarów i usług, które mogą nas zainteresować.

Kilka lat temu do amerykańskiego domu, w którym mieszkała nastoletnia dziewczyna i jej rodzice, zapukał kurier. Poinformował ojca, że przywiózł ofertę promocyjną dla przyszłej mamy. Ojciec próbował wyprowadzić go z błędu, ale kurier oznajmił stanowczo, że nie ma mowy o pomyłce. Okazało się, że jego nastoletnia córka była w ciąży. Szukała w internecie potrzebnych sobie informacji – to wystarczyło, aby firmy rozpoznały jej sytuację i wysłały ofertę promocyjną.

Czy można jakoś powstrzymać to szaleństwo?

W.K.: – Wiele osób podchodzi do tego w ten sposób, że tak już jest i nic z tym nie można zrobić. Przykład parkometrów pokazuje jednak, że wcale nie musimy się na to godzić. Jednemu warszawiakowi udało się doprowadzić do wyroku Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego, który mówi o tym, że miasto nie może przechowywać informacji na temat naszego parkowania, bo jest to niezgodne z Konstytucją. Sprawa trafiła do Naczelnego Sądu Administracyjnego, czekamy na wyrok. W Panoptykonie przygotowaliśmy poradnik i wzory pism dla osób, które chciałyby powalczyć o swoje prawa w innych miastach. Są dostępne na naszej stronie (panoptykon.org/parkometry).

 

 

Wojciech Klicki – prawnik w Fundacji Panoptykon, wcześniej związany z Helsińską Fundacją Praw Człowieka. Zajmuje się przede wszystkim problematyką nadzoru prowadzonego przez policję i służby specjalne oraz monitoringiem wizyjnym. Interesuje się również mechanizmami tworzenia prawa.


Dowiedz się, co ciekawego wydarzyło się w III sektorze. Śledź wydarzenia ważne dla NGO, przeczytaj wiadomości dla organizacji pozarządowych.
Odwiedź serwis wiadomosci.ngo.pl.

Informacja własna portalu ngo.pl

Źródło: inf.własna (ngo.pl)
Uwaga! Przedruk, kopiowanie, skracanie, wykorzystanie tekstów (lub ich fragmentów) publikowanych w portalu www.ngo.pl w innych mediach lub w innych serwisach internetowych wymaga zgody Redakcji portalu!
Wyraź opinię 3 0

Skomentuj

KOMENTARZE

Nie ma żadnych komentarzy

Redakcja www.ngo.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

  • nauka i technika
  • prawa obywatela
  • społeczeństwo obywatelskie