Przejdź do treści głównej

KLUCZowe rozmowy – Spółdzielnia Socjalna „Promyk Nadziei” o tym, jak robić biznes prawdziwie społeczny [wywiad]

autor(ka): Aleksandra Podkońska
2017-07-21, 09:31
użytkownik
Skep ”Eko Dar” prowadzony w Opocznie przez spółdzielnię Promyk Nadziei
Jak założyć spółdzielnię socjalną i przetrwać na rynku? Jeśli kiedykolwiek się nad tym zastanawialiście, to przedstawiamy Wam Spółdzielnię Socjalną „Promyk Nadziei” z Opoczna, która działa już 8 lat. Wciąż rozwija swoją działalność gospodarczą, ale nie zapomina o sferze społecznej. O tym, jak prowadzić biznes społeczny, z sukcesem i pożytkiem dla lokalnej społeczności, OWES Centrum KLUCZ rozmawia z Kazimierą Frączak, prezes spółdzielni.

Jak założyć spółdzielnię socjalną i przetrwać na rynku? Jeśli kiedykolwiek się nad tym zastanawialiście, to przedstawiamy Wam Spółdzielnię Socjalną „Promyk Nadziei” z Opoczna, prawdziwą weterankę polskiej ekonomii społecznej – bo jeśli się uczyć, to od najlepszych. Spółdzielnia ma już osiem lat, wciąż rozwija swoją działalność gospodarczą, ale nie zapomina o sferze społecznej. Dzięki „Promykowi Nadziei” osoby starsze z Opoczna mogą liczyć na profesjonalną pomoc w codziennych sprawach, a wszyscy mieszkańcy – na łatwy dostęp do zdrowej żywności oraz naturalnych kosmetyków. O tym, jak prowadzić biznes społeczny, z sukcesem i pożytkiem dla lokalnej społeczności, rozmawiamy z Kazimierą Frączak, prezes spółdzielni.

Aleksandra Podkońska: – Co sprawiło, że utworzyliście Państwo spółdzielnię socjalną?

Kazimiera Frączak: – Spółdzielnia powstała w 2009 r. z inicjatywy kilku osób, które nie miały pracy i zdecydowały, że można coś wspólnie zrobić. Znając mnie z wcześniejszych lat stwierdziły, że nadaję się na lidera i jestem w stanie poprowadzić ich w dobrym kierunku. Pierwsze nasze działania koncentrowały się wokół opieki nad osobami starszymi. W rodzinie mieliśmy osobę starszą, która borykała się z codziennymi obowiązkami domowymi, zawsze była od nas zależna i pomyśleliśmy, że takich osób może być więcej. Najpierw zbadaliśmy rynek lokalny poprzez zwrócenie się do Urzędu Miasta w Opocznie o przygotowanie statystyki, ile osób w wieku 60+ będzie w przyszłości. Otrzymaliśmy informację, że ich liczba będzie wzrastać. Wówczas podjęliśmy decyzję, że rozwój usług na ich rzecz jest potrzebny i to my właśnie będziemy świadczyć takie usługi. Jednocześnie obserwowaliśmy, że coraz więcej młodych osób wyjeżdża do pracy za granicę. To był sygnał, że w niedługim czasie ich osamotnieni rodzice będą potrzebowali stałej lub doraźnej opieki. Dużo rozmawialiśmy ze społecznością lokalną, dopytując, czy to będzie słuszny kierunek działania. Dowiadywaliśmy się, że wśród osób starszych są takie, które potrzebują pomocy przy sprawach porządkowych, zrobieniu zakupów, czy nawet chcą tylko porozmawiać i wspólnie wypić herbatę. Zaczęliśmy się angażować w te działania i powoli zaczęliśmy zdobywać wiedzę, jak założyć spółdzielnię socjalną. Uczestniczyliśmy w szkoleniach, otrzymaliśmy duże wsparcie finansowe z Powiatowego Urzędu Pracy w Opocznie. Przygotowaliśmy biznesplan i zaczęliśmy powoli działać.

I jak wyglądały początki?

K.F.: – Pierwsze kroki były trudne, przeżywaliśmy upadki, ale i wzloty. Małe działania zaczęły nas coraz bardziej cieszyć i motywować do dalszej pracy. Zdobywaliśmy zaufanie wśród naszych podopiecznych oraz przychylność lokalnych instytucji. Owszem, zdarzały się jakieś zachwiania, czy to kłopoty personalne, czy brak zleceń, ale nie poddawaliśmy się i szukaliśmy różnych rozwiązań. Powoli wszystko zaczęło się rozwijać. Zaczęliśmy otrzymywać zlecenia od osób, które wyjechały do Francji, Anglii, Holandii, Stanów Zjednoczonych itd. Zlecenia polegały na opiece nad ich samotnymi rodzicami, którzy potrzebowali wsparcia psychicznego oraz pomocy w codziennych obowiązkach.

A co było pierwsze, dostrzeżenie problemu opieki nad osobami starszymi czy zasłyszane informacje o tym, że można utworzyć spółdzielnię socjalną?

K.F.: – Najpierw dostrzegliśmy potrzeby osób starszych. Myślałam wtedy nawet o założeniu własnej działalności, ale w międzyczasie dostałam informację, że odbywają się szkolenia w zakresie tworzenia spółdzielni socjalnych. Skorzystałam z tej oferty i zdobyłam niezbędną wiedzę, która pomogła mi zrozumieć, jak działają podmioty ekonomii społecznej. Dzięki temu powstała spółdzielnia. Ciągle się edukujemy, jeździmy na konferencje, spotkania, dzielimy się naszą wiedzą i jednocześnie czerpiemy z doświadczeń innych, dobrze działających pomiotów ekonomii społecznej z Polski. To sprawia, że jesteśmy silni, unikamy błędów i nietrafionych pomysłów.

A co do pomysłów, to skąd się wziął w takim razie pomysł na sklep?

K.F.: – Nasi podopieczni zaczęli zgłaszać nam, że mają problemy z zakupem odpowiednich produktów żywnościowych czy posiłków. Te dostępne na rynku są przesolone, przesmażone, nazbyt przyprawione, a to są osoby, które mają różne schorzenia wymagające diety. Stwierdziliśmy więc, że dobrze byłoby, gdyby powstał punkt, w którym diabetycy, osoby nietolerujące glutenu czy wegetarianie mogliby kupować właściwe dla siebie produkty. Skorzystaliśmy ze środków dostępnych dla spółdzielni socjalnych i założyliśmy sklep „EkoDar” w Opocznie przy ul. Kopernika 5D. Zakupiliśmy towar, wyposażyliśmy odpowiednio regały, zrobiliśmy reklamę i tak rozpoczęła się kolejna działalność gospodarcza spółdzielni.

I jak się rozwija ta działalność?

K.F.: – Dzisiaj możemy powiedzieć, że to był bardzo trafny pomysł. Osoby, które przychodziły kupować produkty ekologiczne, zaczęły sugerować, że mają także problemy z alergiami. I to nam podsunęło kolejny pomysł. Takich osób jest coraz więcej, również wśród członków spółdzielni. Zdecydowaliśmy się na pozyskanie kolejnych środków z INSPRO i rozszerzenie asortymentu sklepu o kosmetyki z naturalnych składników. W ramach współpracy z firmą Sylveco, co dwa miesiące organizujemy bezpłatne dermokonsultacje. Mamy coraz więcej klientów, nasze obroty wzrastają, cieszymy się coraz większą popularnością.

Co jeszcze robicie, oprócz zapewniania usług opiekuńczych i prowadzenia sklepu?

K.F.: – Do spółdzielni zaczęły zgłaszać się osoby bezrobotne w poszukiwaniu zatrudnienia. Stwierdziliśmy, że dobrze byłoby, gdyby mogły skorzystać z funduszy unijnych w postaci szkolenia, stażu, a później zatrudnienia. Zaczęliśmy pozyskiwać wiedzę, jak zdobywać fundusze, jak pisać projekty. Najpierw pisaliśmy sami, trochę nieudolnie, nie otrzymywaliśmy grantów, ale za każdym razem uczyliśmy się na własnych błędach. To była dla nas duża lekcja. Zostaliśmy zauważeni przez inne podmioty, praktycznie z całej Polski, że jesteśmy tutaj lokalnie aktywni i wiemy, jak działają fundusze unijne. Zaczęliśmy wchodzić z nimi w partnerstwa w projektach. I to było takie koło zamachowe. Szkoliliśmy młode osoby bezrobotne i wypuszczaliśmy je na rynek pracy. Później, też w ramach funduszy unijnych, realizowaliśmy projekty dla osób pracujących, które chcą podnieść swoje kompetencje językowe, komputerowe. Robiliśmy coraz więcej tych projektów i dzisiaj samodzielnie składamy je do Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Realizujemy projekty w ramach Rządowego Programu na rzecz Aktywności Społecznej Osób Starszych (ASOS).

Czyli wszystko zaczęło się od jakiegoś problemu dostrzeganego we własnej rodzinie. Potem zobaczyliście, że on ma większą skalę i można go łagodzić dzięki założeniu przedsiębiorstwa społecznego, przy okazji pomagając osobom bezrobotnym. A potem te puzzle zaczęły się same układać w całość.

K.F.: – Tak, tak. Jestem tu w Opocznie dosyć znaną osobą, bo inni przedsiębiorcy widząc, że prowadzimy spółdzielnię socjalną i świadczymy usługi dla osób starszych, niepełnosprawnych, bardzo chętnie włączają się w działania sponsorskie. Nie miałam takiego przypadku, że zwróciłam się do nich po wsparcie finansowe, a oni odmówili.

A samorząd?

K.F.: – W pozyskiwaniu partnerów najważniejsza i najcenniejsza jest rozpoznawalna na lokalnym rynku marka, wiarygodność i rzetelność w realizacji działań. Gmina początkowo nas nie znała. Zobaczyła jednak, że działamy, że jesteśmy solidni, dobrze się rozliczamy z wszelkich funduszy i wtedy również zaczęła z nami współpracować. Każdego roku.

Najpierw bazowaliście na własnych zasobach, by później móc się pochwalić swoim doświadczeniem, pokazać efekty działań?

K.F.: – Zawsze chwaliliśmy się, pokazywaliśmy, jakie działania prowadzimy na terenie naszej gminy. Nawet takie nasze pierwsze inicjatywy, gdy organizowaliśmy wyjazd naszych dzieci do miejscowości położonej w województwie lubelskim, a następnie zaczęliśmy tamtejsze dzieci zapraszać do nas i one tutaj wypoczywały. Wspólnie ze starostwem i lokalnymi barami gastronomicznymi, sklepami spożywczymi wszystko im sponsorowaliśmy. To, że my takie działania realizujemy bez wsparcia finansowego i nasze dzieci wyjeżdżają na wakacje poza nasze województwo i świetnie tam reklamują gminę Opoczno, zachęciło naszą gminę do współpracy.

Zasada, żeby najpierw dać coś od siebie, aby pozyskać zaufanie, działa też w Waszym biznesie. Na przykład teraz jesteśmy w sklepie prowadzonym przez spółdzielnię, na zewnątrz jest szyld z Waszą nazwą. Jak ludzie wchodzą tutaj zrobić zakupy, to czy w ogóle wiedzą, że sklep prowadzi spółdzielnia?

K.F.: – Obecnie jesteśmy znani jako sklep ekologiczny, jedyny w Opocznie. Natomiast ludzie nie mają świadomości, że to jest spółdzielnia socjalna. Gdy słyszą słowo „spółdzielnia”, to kojarzą to tylko ze spółdzielnią mieszkaniową. Ta nazwa jest niefortunna, więc mówią o nas albo „fundacja” albo „stowarzyszenie”, bo to jeszcze rozumieją, wiedzą, jakie to są organizacje. Myślę, że to nie jest istotne. Ważne, że otrzymują to, co chcą i wiedzą, do kogo przyjść. Nawet jeśli mają problemy zdrowotne, na przykład diagnozę nowotworową, to przychodzą żeby się wygadać, wypłakać. Jak cierpią na jakieś dolegliwości, to oczekują, żeby polecić im jakiś skuteczny produkt. Jeśli nasza porada jest trafiona, to reklama idzie dalej. Bazujemy właśnie na reklamie pantoflowej. Współpracujemy także z lekarzem, który nas poleca, zachęca swoich pacjentów, żeby korzystali ze zdrowych, ekologicznych produktów.

Co Pani zdaniem zdecydowało o tym, że jesteście w tym miejscu?

K.F.: – Na pewno jesteśmy coraz bardziej rozpoznawalni, dobrze postrzegani przez lokalną społeczność i instytucje, a także zauważalni na ogólnopolskim rynku. W 2014 r. otrzymaliśmy wyróżnienie z Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej w konkursie „Najlepsze Przedsiębiorstwo Społeczne Roku”. To sprawiło, że staliśmy się znani. Zwracają się do nas na przykład studenci z prośbą o wsparcie przy pisaniu prac dyplomowych, magisterskich na temat ekonomii społecznej. Natomiast tutaj lokalnie jesteśmy postrzegani przez pryzmat sklepu i innych rzeczy, które robimy, a nie jako spółdzielnia.

Pod koniec ubiegłego roku pomogliśmy rozpocząć działalność kilku przedsiębiorstwom społecznym, spółdzielniom, fundacjom. Są teraz na początkowym etapie. Co by im Pani poradziła, na przykład w sytuacji, gdy brakuje zleceń, tak jak Wam na początku?

K.F.: – Myślę, że jeśli otwieramy się na jakieś działanie, to najpierw musimy zbadać rynek, czy dany pomysł jest w ogóle potrzebny. Trzeba przeprowadzić wywiad w społeczności lokalnej, jak ludzie postrzegają daną sprawę, czy będą akceptowali nasze działanie, kto na nim skorzysta, ile będzie takich osób. Powinniśmy to głęboko przeanalizować, a następnie podjąć decyzję, czy warto iść w tym kierunku. Na pewno przedsiębiorstwo nie może stać w jednym miejscu, bo byłoby skazane na powolne umieranie. Musi być ciągle obecne na rynku, rozwijać się, aktywnie poszukiwać niszy handlowych, usługowych i jeśli jest to możliwe, to powinno wchodzić w te nisze, zagospodarowywać je.

Poza tym, że prowadzicie działalność gospodarczą i wielu waszych klientów to seniorzy, to Wasze społeczne działania również są na nich ukierunkowane. Niech Pani powie, jak zachęcać takie osoby do aktywności?

K.F.: – Przede wszystkim zawsze staram się mówić do nich językiem korzyści, czyli co z tego będą mieli. A potem zachęcam, żeby spróbowali, odważyli się, przyszli choć na jedno, niezobowiązujące spotkanie. Po takim spotkaniu seniorzy zaczynają ze sobą dyskutować, pytają o opinie osoby, które już brały udział w naszych projektach. W ten sposób rodzi się w nich motywacja do tego, żeby też uczestniczyć w tych działaniach.

Co oni dzięki temu zyskują? Na przykład dzięki temu, że chodzą na szkolenie zawodowe, które organizujecie, podczas gdy mogłyby być w domu, bo są już emerytami?

K.F.: – U osób, które biorą udział w szkoleniu, a potem idą na staż zawodowy, budzi się chęć do podejmowania dalszej działalności zawodowej i społecznej. Osoby, które przeszły na zasiłek przedemerytalny bądź na emeryturę, po upływie kilku lat stwierdzają, że mają w sobie jeszcze dużo siły i energii, którą mogą się podzielić z innymi i dzięki której mogą jeszcze być aktywni na rynku. Ich radość jest bardzo duża, są zadowolone z bycia w grupie, bardzo szybko integrują się i to daje im poczucie bezpieczeństwa. Są otwarte na naukę, np. obsługi komputera czy korzystania z Internetu. Widzę w nich bardzo duży potencjał, także społeczny i mam nadzieję, że w przyszłości zaowocuje on nowymi liderami, aktywnymi członkami Klubu Seniora.

A co społeczność lokalna zyska dzięki Klubowi Seniora?

K.F.: – Klub Seniora przede wszystkim powinien przynieść korzyści dla samych seniorów, żeby ich wyciągnąć z domu, żeby nie byli samotni. Mamy w planach, aby w miarę możliwości być także wolontariuszami dla tych, którzy potrzebują pomocy. Chcemy stworzyć telefon zaufania dla osób samotnych, które nie mogą wyjść z domu, żeby chociaż raz dziennie ktoś do nich zadzwonił i zapytał, jak się czują, czy czegoś potrzebują, żeby wiedzieli, że ktoś się nimi interesuje i może im pomóc, czy przy wizycie u lekarza, czy przy zakupach. Jesteśmy bardzo elastyczni, nie jesteśmy ograniczeni regulaminami, przepisami, procedurami. Jeśli pojawia się taka potrzeba, to reagujemy w sposób indywidualny. To powoduje, że jesteśmy coraz bardziej rozpoznawani przez osoby potrzebujące. Jedna pani przekazuje informację drugiej, zgłaszają się do nas telefonicznie lub osobiście. Ludzie wiedzą, że jak przyjdą do nas, to otrzymają pomoc.

A jeśli chodzi o Waszą działalność gospodarczą, to czy planujecie rozwój w nowych kierunkach?

K.F.: – W tej chwili zaczynamy się wspólnie nad tym zastanawiać. Szukamy niszy rynkowej, w którą moglibyśmy się wstrzelić i realizować potrzeby, głównie społeczne. Wiemy już na przykład, że osoby starsze potrzebują punktu gastronomicznego, ale z dietetycznym, lekkostrawnym jedzeniem, żeby mogły przyjść i zjeść coś na miejscu lub zamówić posiłek do domu. W przyszłości chciałabym widzieć naszą spółdzielnię z ogólnopolską renomą. Lokalnie już mamy renomę, ale żeby spółdzielnia wypłynęła na arenę ogólnopolską, międzynarodową, bo też się z tym liczymy. Teraz, gdy będziemy realizowali projekt ASOS, to chcemy przyciągnąć zagraniczne wizyty studyjne i mamy nadzieję, że to nam pomoże w międzynarodowej reklamie. Chcemy rozszerzyć Klub Seniora. Bardzo nam zależy na tym, żeby był wzorcowy, żeby inni mogli przyjechać, zobaczyć, jak funkcjonujemy i jak się rozwijamy. Cały czas myślimy, co jeszcze możemy zrobić. I ciągle do przodu.

Bo tylko takie podejście się sprawdza, także w biznesie społecznym. Dziękuję za rozmowę.

Rozmowę przeprowadziła Aleksandra Podkońska, animatorka Centrum KLUCZ.


Wiadomość nadesłana przez czytelniczkę/czytelnika portalu www.ngo.pl.

Źródło: Instytut Spraw Obywatelskich (INSPRO)
Uwaga! Przedruk, kopiowanie, skracanie, wykorzystanie tekstów (lub ich fragmentów) publikowanych w portalu www.ngo.pl w innych mediach lub w innych serwisach internetowych wymaga zgody Redakcji portalu!
Wyraź opinię 1 0

Skomentuj

KOMENTARZE

Nie ma żadnych komentarzy

Redakcja www.ngo.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

  • ekonomia, rynek pracy
  • ekonomia społeczna
  • osoby bezrobotne
  • przedsiębiorczość
  • seniorzy
  • wspieranie przedsiębiorczości