Przejdź do treści głównej

Jak finansować małe organizacje? Czy ich problemy rozwiąże Narodowe Centrum? [wywiad]

autor(ka): Małgorzata Łojkowska, ngo.pl
2017-03-13, 03:44
Dla małych organizacji powinien przede wszystkim powstać system małych, prostych grantów. Bez wkładów własnych finansowych. A jeżeli wymagamy, by organizacja dokumentowała swoje działania, jak administracja, to dajmy jej możliwość finansowania kosztów administracyjnych w większym stopniu niż obecnie. Ngo.pl rozmawia z Mirosławą Hamerą z Regionalnego Centrum Wspierania Inicjatyw Pozarządowych we Wrocławiu.

Małgorzata Łojkowska, ngo.pl: - Po koniec lutego rząd zaprezentował nową wersję projektu ustawy o Narodowym Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego. Jednocześnie cały czas deklaruje, że chce udzielić wsparcia sektorowi, szczególnie organizacjom małym, o małych budżetach, lokalnym. Narodowe Centrum ma między innymi ułatwić im dostęp do środków publicznych. Jakie problemy z dostępem do nich mają obecnie małe organizacje?

Mirosława HameraMirosława Hamera, Regionalne Centrum Wspierania Inicjatyw Pozarządowych we Wrocławiu: – Cały system pozyskiwania środków publicznych nie jest moim zdaniem przyjazny dla małych organizacji. Zmusza je do tego, żeby zaczęły działać w sposób podobny do administracji. To, co im sprzyja, to granty od prywatnych fundacji – gdzie wniosek to opis pomysłu długości jednej strony. Dodatkowo w przypadku tych grantów jest także duża elastyczność przy rozliczaniu i często nie ma zakazów finansowania sprzętów czy remontów. Można też więcej uzgodnić, jeżeli chodzi o koszty administracyjne.

Na pewno nie sprzyja małym organizacjom to, że administracja publiczna najczęściej określa zasady, na jakich organizacja może korzystać ze środków publicznych, znacznie bardziej restrykcyjne niż te, które wynikałyby z przepisów prawa.

Przeanalizujemy fragment po fragmencie. Co to znaczy, że organizacje muszą działać w sposób podobny do tego, w jaki działa administracja?

M.H.: – Już sama realizacja projektów powoduje, że różne rzeczy, które organizacja robiła do tej pory na zasadzie spontanicznej inicjatywy, ruchu społecznego, teraz musi zacząć formalizować. Czyli, jeżeli wcześniej po prostu robiła jakąś imprezę, to teraz musi mieć listę obecności i przypilnować, żeby wszyscy się na niej podpisali. To już jest dla takiej organizacji duża zmiana.

W tym miejscu jednak dopiero wszystko się zaczyna, bo NGO, które decyduje się na złożenie wniosku o pieniądze publiczne, musi stosować się nie tylko do przepisów prawa, ale także spełnić wiele innych wymagań, które stawia administracja.

Jakich na przykład?

M.H.: – Dobrym przykładem jest ewidencja czasu pracy. Kodeks pracy mówi, że pracodawca musi ewidencjonować czas pracy – czyli zaznaczać cyferkami, ile godzin w danym dniu pracownik przepracował. Natomiast, jeżeli ja pracuję przy projekcie realizowanym ze środków publicznych, to muszę rozpisywać nie tylko to, w jakich godzinach pracowałam, ale także przy jakich projektach i co w tym czasie dokładnie robiłam. Potem okazuje się, że zrobienie tego zestawienia godzin zajmuje mi jeden dzień. Czyli z 20 dni roboczych jeden dzień poświęcam każdego miesiąca na dopełnienie formalności związanych z udokumentowaniem mojej pracy.

Przy projektach realizowanych ze środków publicznych muszę też cały czas tworzyć masę różnych potwierdzeń na to, że coś się odbyło. Na przykład okazuje się, że zdjęcia z imprezy, którą zorganizowaliśmy nie wystarczą. Nie wystarczy nawet to, że urzędnik z samorządu, który dał na to pieniądze, był na tej imprezie, bo organizacja i tak musi mieć różne papiery. I gdyby to tylko była lista obecności, to w porządku. Ale jeżeli na tej liście są imiona, nazwiska i kontakty, to to są już dane osobowe. To powoduje konieczność zarejestrowania bazy danych w GIODO.

Mam wrażenie, że od pewnego czasu wprowadza się pewne uproszczenia, ale nadal nie powodują one, że organizacja jest zwolniona z takiej nadmiarowej, administracyjnej pracy. Organizacje muszą na przykład udowadniać, że zakupiły coś za rozsądną cenę. I czasami mamy do czynienia z takim kuriozum, że pracownik NGO robi rozeznanie na soczki kupowane dla dzieciaków na zajęcia.

Jak to rozeznanie?

M.H.: – Jest taka zasada, że pieniądze ze środków publicznych muszą być wydane efektywnie. I zdarza się, że kontrola chce sprawdzić, czy tak się stało. Jeżeli organizacja ma papier na to, że sprawdziła ceny, to ma także pewność, że żadna kontrola nie będzie miała zastrzeżeń. Czyli trzeba podejść do trzech sklepów, wziąć od nich pieczątkę z ceną, albo zrobić notatkę, że tam byliśmy i w jednym kosztowało to 3 złote, w drugim 11, a w trzecim 4.

A przy jakich projektach trzeba tak robić?

M.H.: – W większości projektów teoretycznie nie trzeba. W projektach europejskich bardziej szczegółowe rozeznanie, zgodnie z tzw. zasadą konkurencyjności, trzeba zrobić powyżej 50 tysięcy złotych. Ale ludzie z lokalnych organizacji często opowiadają nam o kontrolach, podczas których urzędnicy pytali, dlaczego kupili coś w tym, a nie w innym miejscu.

Powiedziałaś na początku, że małym organizacjom utrudniają życie zakazy zakupu sprzętu, czy remontów.

M.H.: – Organizacje bardzo rzadko mogą wpisać w budżety projektów takie rzeczy, jak komputer, drukarka, czy nawet program księgowy. Nawet jeżeli nie ma zakazu, to jest to niemile widziane. NGO, szczególnie małe, najczęściej nie mają zaplecza sprzętowego. A robiąc krótkie projekty (takie głównie realizują) nie mogą tego sprzętu kupić. Jeżeli chodzi o zarządzanie czy księgowość, to z kolei są limity – nie zawsze uzasadnione. Kolejną kwestią są wkłady finansowe, których wymagają podmioty publiczne. Wszyscy się do nich przyzwyczailiśmy, ale pamiętajmy, że one nie wynikają z żadnych przepisów.

Porozmawiajmy chwilę o wkładach. Ty byś chciała, żeby organizacje nie musiały ich wnosić. Ale niektórzy mówią, że wkłady własne mobilizują organizacje do poszukiwania pieniędzy innych niż publiczne.

M.H.: – Tylko że jeżeli strona publiczna zleca zadanie publiczne – czyli zastępuje swoje działanie działaniem NGO, to zastanawiałabym się, czy na pewno ten wkład jest uzasadniony. Przecież gdyby organizacja nie realizowała tego zadania, to administracja publiczna musiałaby je zrealizować sama. Większość zadań realizowanych przez NGO to są właśnie zadania publiczne. Poza tym skąd organizacja ma wziąć na ten wkład finansowy?

Powinna wykazywać się inwencją i szukać sponsorów.

M.H.: – Jasne, tylko kim ma to robić? Szczególnie, jeżeli jest mała? Przecież nie rozmawiamy o niewielkich kwotach. Jeżeli organizacja pisze projekt na 300 tysięcy, to musi wnieść wkład w wysokości 10 lub 20%, czyli minimum 30 tysięcy złotych. 

Organizacje wyręczają państwo w realizacji wielu zadań. A potem często spotykają się z takim stanowiskiem podmiotów publicznych, że to są przecież wasze działania. Jak wasze? To są działania na zlecenie, na realizację jakiejś usługi, która jest potrzebna. One są prowadzone przez NGO, ale są wciąż zadaniami publicznymi!

Mówiłaś też o limitach kosztów administracyjnych – zarządu, czy księgowości.

M.H.: – Pieniądze przeznaczane na koszty administracyjne nie muszą być duże, pod warunkiem, że organizacja może pokazać fotografie z pikniku, a nie faktury pod szczegółowe zaplanowane pozycje budżetowe. Jak strona publiczna chce faktur, opisów, osobnego księgowania, to niech daje więcej pieniędzy na etaty księgowych, programy księgowe, koordynatorów.

Porozmawiajmy o uproszeniu procedur.

M.H.: – W ustawie o pożytku publicznym nie ma procedur, które pozwalałyby rozliczać organizacje z efektów, bez pokazywania faktur czy umów. Więc, i we FIO, i w ministerstwach, i w samorządach rządzi rozliczanie z wydatków, a nie z efektów. Moim zdaniem powinna być możliwość rozliczania projektów ryczałtem.

Wytłumacz, proszę.

M.H.: – Ryczałt polega na tym, że otrzymujesz pewną kwotę dotacji. Musisz osiągnąć określony rezultat, ale nikt nie pyta cię, ile za to zapłaciłaś. Nie musisz robić żadnych rozeznań i płacisz ludziom tyle, ile uważasz. W umowę wpisywane są zakładane rezultaty – np. liczba miejsc w przedszkolu. Kontrolowane są dokumenty wymienione w umowie jako weryfikatory rezultatów – czyli np. lista dzieci.

To jest uzasadnione w przypadku środków publicznych? Podałaś na początku przykład fundacji prywatnych. One mogą wydawać środki, jak chcą. Wydatkowanie środków publicznych nie powinno być uważniej monitorowane?

M.H.: – W Europejskim Funduszu Społecznym (EFS) projekty o wartości 50 tysięcy złotych najczęściej  muszą być rozliczane ryczałtem. Jeżeli można tak zrobić w przypadku środków europejskich, można też w przypadku polskich. Dlaczego w ustawie o pożytku publicznym nie ma procedury ryczałtowej np. do 50 tysięcy złotych?

Wydaje mi się, że chciałabyś zbyt wiele. Teraz jest tendencja do tworzenia bardziej, a nie mniej restrykcyjnych zasad.

M.H.: – To jest problem braku zaufania władzy do organizacji oraz tendencji strony publicznej do kontrolowania działań NGO i weryfikowania ich, czasem nawet bardziej niż swoich własnych. W EFS rozliczenia ryczałtowe najwyraźniej się sprawdziły, bo w perspektywie finansowej na lata 2014-2020 przewidziano możliwość rozliczania ryczałtem projektów do 100 tysięcy euro, czyli do ponad 400 tysięcy złotych.

Ryczałt jest bardziej ryzykowną formą rozliczania projektów dla pomiotu realizującego, ale pozwala skupić się na pracy, a nie na produkowaniu papierów. Urzędnikom także oszczędza czas. Ryzyko przy ryczałcie polega na tym, że jeżeli organizacja nie osiągnie rezultatów, to musi się pożegnać z pieniędzmi.

Moim zdaniem, jeżeli rząd chce wprowadzać uproszczenia, to ryczałtowe rozliczanie projektów jest jednym z pierwszych, które powinny być brane pod uwagę – chociaż w przypadku małych grantów. Ale to wymaga zaufania do organizacji.

Zaufania organizacji do władzy też trochę. Bo to, czy rezultat został osiągnięty może być w przypadku niektórych projektów dyskusyjne. Faktura jest bardziej jednoznaczna.

M.H.: – Dlatego bardzo ważne jest precyzyjne określanie rezultatów w umowie.

Ale ostatecznie nawet prywatne fundacje – o których już wspomniałyśmy, które bardzo dbają o monitoring efektów, robią precyzyjne kontrole finansowe.

M.H.: – Od 2011 roku jako Regionalne Centrum Wspierania Inicjatyw Pozarządowych pożyczamy NGO środki na płynność projektową i rozwój działalności odpłatnej i gospodarczej. Jeszcze od nikogo nie windykowaliśmy środków, a było ich ponad 1,5 miliona zł. Zdarzają się opóźnienia, ale ostatecznie wszyscy spłacają. Nie pożyczamy oczywiście wszystkim, robimy rozeznanie, sprawdzamy rekomendacje. To jest kwestia podejścia, ale bez zmiany podejścia nic się nie zmieni.

Dla małych organizacji powinien przede wszystkim powstać system małych, prostych grantów. Bez wkładów własnych finansowych, tylko ewentualnie wkład rzeczowy i wolontariat. A jeżeli wymagamy, by organizacja dokumentowała swoje działania, jak administracja, to dajmy możliwość finansowania kosztów administracyjnych w większym stopniu niż obecnie.

Ważna jest też kwestia dokumentacji konkursowej. Narodowe Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego ma przede wszystkim przejąć środki z FIO, ale małe organizacje mają kłopot z funduszami z FIO nie dlatego, że nie ma Narodowego Centrum, tylko dlatego, że te procedury są za trudne. Podręcznik dla grantobiorców jest zbyt obszerny i napisany nie dla normalnych ludzi. Może nie jest najtrudniejszy, ale jest napisany hermetycznym, projektowym językiem.

Dochodzimy jednak w końcu do tego, że ktoś musi się tym wszystkim zająć, przejrzeć konkursy, przeanalizować. Czy to nie jest wystarczający powód, żeby jednak mieć taką centralną instytucję?

M.H.: – Nie, bo zamiast ewolucji jest rewolucja. Podstawową wadą tego rozwiązania jest powoływanie nowego tworu. A przecież jest już Departament Pożytku Publicznego. Przecież można usprawnić to, co jest.

Departament jest komórką Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Może jest potrzebna instytucja patrząca z boku, bo Ministerstwo patrzy na sektor z perspektywy tego, czym się zajmuje.

M.H.: – No właśnie nie do końca. Departament Pożytku Publicznego to jest departament, który skupia najwięcej wiedzy na temat NGO, jaka w ogóle jest w całej administracji publicznej. Tam są przesyłane sprawozdania organizacji pożytku publicznego, on dysponuje FIO – więc wie, jak realizują projekty, samorządy pytają go o różne rzeczy, on udziela konsultacji.

Diagnoza sytuacji, jeżeli chodzi o małe organizacje, jest słuszna, tylko rozwiązania mijają się z tym, czego oczekiwałby sektor. Na pewno mamy problem i ktoś się musi nim zająć. Tylko teraz pytanie: czy nowa instytucja się tym dobrze zajmie? Czy będzie się od nowa wszystkiego uczyć?

Poza tym Narodowe Centrum nie będzie uprawnione do tego, aby wpływać na sposób finansowania projektów przez inne ministerstwa czy samorządy. W tej chwili ustawa o pożytku publicznym jest taka sama dla każdego podmiotu, a i tak każdy traktuje te uregulowania inaczej.

Niektóre organizacje są zadowolone z tej inicjatywy, tylko że one nie rozumieją, co to dla nich będzie znaczyć. Nie zaglądają do środka, tylko patrzą, że może coś się zmieni, może będzie prościej. Tymczasem, jak się zajrzy do środka, to tam nie ma żadnych uproszczeń, tylko jest próba przejęcia kontroli i zbudowania tego systemu inaczej, ale ciągle to jest system kontroli. To przykre. Jeżeli rząd chce coś zmienić, to niech uprości procedury, wybierze sensownych operatorów małych grantów – którzy są bliżej małych NGO, lub da większe pieniądze na to, co już jest w FIO – wtedy więcej organizacji je dostanie, również małych. Można powołać grupy robocze przy Departamencie Pożytku Publicznego, żeby wypracowały dobre rozwiązania.

Przedstawiciele rządu mówią, że chcą nadać sektorowi pozarządowemu  wyższą rangę. To niech nam zaufają. Wtedy nadadzą rangę.

 

Mirosława Hamera
Z wykształcenia jest prawnikiem i animatorem kultury. Od 1995 roku związana społecznie i zawodowo z sektorem pozarządowym. Swoją aktywność rozpoczynała w organizacjach związanych z ochroną zdrowia psychicznego i ratownictwem wodnym. Od 2004 r. działa w Regionalnym Centrum Wspierania Inicjatyw Pozarządowych. Od 2004 roku podejmuje działania rzecznicze reprezentując głos organizacji pozarządowych w ramach zespołów i ciał dialogu obywatelskiego, powołanych m.in. przez Ministerstwo Rozwoju Regionalnego, Urząd Marszałkowski Województwa Dolnośląskiego, samorządów terytorialnych. Działa lokalnie i dla lokalnych organizacji, samorządów czy spółdzielni socjalnych, a jako ekspert współpracuje z Siecią SPLOT i Ogólnopolską Federacją Organizacji Pozarządowych (OFOP).
 


Dowiedz się, co ciekawego wydarzyło się w III sektorze. Śledź wydarzenia ważne dla NGO, przeczytaj wiadomości dla organizacji pozarządowych.
Odwiedź serwis wiadomosci.ngo.pl.

Informacja własna portalu ngo.pl

Źródło: inf. własna (ngo.pl)
Uwaga! Przedruk, kopiowanie, skracanie, wykorzystanie tekstów (lub ich fragmentów) publikowanych w portalu www.ngo.pl w innych mediach lub w innych serwisach internetowych wymaga zgody Redakcji portalu!
Wyraź opinię 23 1

Skomentuj

KOMENTARZE

Nie ma żadnych komentarzy

Redakcja www.ngo.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

  • dialog społeczny, społeczeństwo obywatelskie
  • fundusze, fundraising, finansowanie
  • organizacje pozarządowe
  • prawo
  • współpraca z administracją