Przejdź do treści głównej

Facebook, czy media tradycyjne? Jak promować, by nie spamować

autor(ka): Monika Zawada, lublin.ngo.pl
2016-09-12, 07:00
archiwalne
Trzeci sektor nie funkcjonuje w próżni. Bez względu na tematykę i zakres działania, działacze swoje inicjatywy kierują do określonych odbiorców. Jednak, aby mogły one przynieść oczekiwane rezultaty, muszą zagościć w świadomości tych adresatów. Możliwości jest wiele. W jaki sposób efektywnie promować działania organizacji pozarządowych? Zapytaliśmy o to ich przedstawicieli.

Niezwykle istotnym dziś kanałem przepływu informacji jest Internet. 96% NGO komunikuje się za jego pośrednictwem, jednak z różną częstotliwością – wynika z ubiegłorocznych badań Stowarzyszenia Klon/Jawor. Nieco ponad połowa robi to codziennie, kolejnych 21% kilka razy w tygodniu, natomiast co dziesiąta organizacja korzysta z Internetu raz w tygodniu.

– Główna część naszej aktywności odbywa się w sieci. Najczęściej korzystamy z profilu w mediach społecznościowych, gdzie przede wszystkim staramy się eksponować nasze działania. Informujemy też o sukcesach i planach na przyszłość – wyjaśnia Katarzyna Zabratańska, prezeska Fundacji HerStory.

Internet w funkcjonowaniu trzeciego sektora to nie tylko samo korzystanie z zasobów, lecz również obecność w sieci. 78% stowarzyszeń i fundacji zadeklarowało taką obecność. Dla 70% ankietowanych najpopularniejszą formą jest posiadanie własnej strony www. Profil na portalu społecznościowym prowadzi 36% NGO, a 4% ma stronę BIP (na podst. danych Stowarzyszenia Klon/Jawor). Podobny sposób promocji działań realizuje także Fundacja Sztukmistrze:

– W dużej mierze stawiamy już na media internetowe – Facebook, Youtube etc. Nawet gazety – jeśli w ogóle – to właśnie internetowe, bo mam wrażenie, że nie tak łatwo jest się przebić do mediów tradycyjnych. Wydaje mi się, że promocja organizacji pozarządowych nie należy dziś do najłatwiejszych. Fundacja Sztukmistrze nie ma obecnie problemu z brakiem publiczności i uczestników wydarzeń, bo zbudowaliśmy już środowisko konkretnych odbiorców. Jesteśmy zżyci, śledzą nasz profil facebookowy i te informacje rozchodzą się bardzo szybko. Dostrzegamy jednak, że gdybyśmy potrzebowali takiej przestrzeni do promocji wydarzeń lub inicjatyw, byłby to problem. Głównie przez selekcję i odrzucanie części treści przez dziennikarzy. Z drugiej strony Internet obecnie również nie jest idealnym rozwiązaniem, bo przesyt informacji sprawia, że odbiorcy ignorują część treści – mówi Joanna Reczek-Szwed, prezeska fundacji.

Należy dodać, iż według danych Stowarzyszenia Klon/Jawor w Internecie najefektywniej funkcjonują NGO z większych miejscowości. W największych ośrodkach miejskich, liczących powyżej 200 tys. mieszkańców, 9/10 promuje swoje działania w Internecie. Najliczniej reprezentowane w sieci są organizacje działające w dziedzinie ochrony zdrowia, najrzadziej promują się organizacje sportowe.

Mów, co chcesz, ale...

Warto pamiętać, że w Internecie możemy komunikować, co chcemy, kiedy chcemy oraz w jaki sposób chcemy. Z jednej strony jest to szansą, by zaistnieć. Z drugiej jednak niesie zagrożenie, że utoniemy w morzu informacji. Media tradycyjne dokonują natomiast selekcji treści.

– Staramy się regularnie przygotowywać materiały prasowe, które potem rozsyłamy do różnych mediów. W przypadku jakichkolwiek wątpliwości zachęcamy do kontaktu, dopytywania, często prosimy jeszcze o autoryzację. Zdarzają się oczywiście sytuację, gdy coś zostaje wyjęte z kontekstu i przedstawione w nieco innym świetle, niż początkowo to zakładaliśmy. Zdarzyło nam się kiedyś, że jedna z młodych dziennikarek za bardzo uprościła moje słowa. Tekst miał dotyczyć sytuacji kobiet na rynku pracy oraz modelu tradycyjnej rodziny, jednak z mojej wypowiedzi wynikał zupełnie błędny obraz. Nie mamy na to do końca wpływu, dlatego Internet staje się taką równoległą płaszczyzną, dzięki której możemy komunikować w pełni o tym, o czym chcemy – tłumaczy Katarzyna Zabratańska z Fundacji HerStory.

Mimo gwałtownego rozwoju mediów społecznościowych, dziennikarze nadal postrzegani są przez wiele osób za pewnego rodzaju przewodników – wiarygodnych, kompetentnych i godnych zaufania.

– Wysyłamy informacje do dziennikarzy, którzy zajmują się tematyką podobną do naszego pola działalności i zainteresowań. Mamy oczywiście świadomość, że feminizm, równość czy mniejszości seksualne, to nie zawsze kwestie popularne i poczytne. Pojawia się więc obawa, że niektóre treści w ogóle mogą się nie ukazać lub zostać niewłaściwie wyeksponowane. Myślę jednak, że nie należy unikać mediów tradycyjnych, bo zwiększają one świadomość dużej części społeczeństwa, a także poszerzają perspektywę samego środowiska dziennikarskiego. Wydaje mi się, że rola mediów tradycyjnych oraz grupa ich odbiorców się zmniejsza, jednak nadal stanowią one istotne źródło informacji dla wielu osób. Dlatego zależy nam też na obecności w prasie, radiu i telewizji. Przygotowując się do realizacji kolejnego projektu nie można się spodziewać, że Facebook wszystko załatwi. Nadal robimy konferencje prasowe i współpracujemy z lokalnymi dziennikarzami – dodaje Katarzyna Zabratańska.

Fundacja HerStory często zgłasza się też do lokalnych gazet z prośbą o patronaty medialne (realizowane zarówno w formie drukowanej, jak i za pośrednictwem Internetu). Jednak według badań większa część trzeciego sektora podchodzi z dystansem do obecności w mediach. 42% organizacji przyznaje, że nie zabiega specjalnie o uwagę dziennikarzy. Z kolei 37% NGO deklaruje stałą współpracę z dziennikarzami, aby jak najwięcej osób mogło dowiedzieć się o ich działalności.

– Nadal rozsyłam informacje prasowe do wszystkich, ale mam wrażenie, że nie wszyscy chcą z nich po prostu korzystać – mówi Joanna Reczek-Szwed.

Jak zaznacza prezeska Fundacji Sztukmistrze – należy postawić pytanie czy dziennikarze je odrzucają, bo akurat informacje dotyczące cyrku nie są dla nich atrakcyjne, czy po prostu mają mało miejsca na kulturę, więc selekcjonują treści. Staramy się jednak na bieżąco informować o naszej działalności, bo myślę, że nadal jest duża grupa osób, które nie korzystają jeszcze tak często z Internetu. W przypadku Variete, które odbywało się w Radiu Lublin, ogromne znaczenie miały emitowane tam spoty radiowe. Okazało się, że dla wielu osób było to jedyne źródło informacji, które skutecznie skłoniło ich do wzięcia udziału.

Grupa docelowa? Dobrze dobrana jest strzałem w dziesiątkę

Warto pamiętać, że różnorodny jest też sposób, w jaki korzystamy obecnie z mediów. Radio może być jedynie medium towarzyszącym służącym do rozrywki przy ulubionej muzyce i konkursach. Ale dla przedstawicieli wybranych zawodów ta sama stacja radiowa staje się jedynym źródłem najświeższych informacji, do którego mają dostęp w ciągu dnia. Podobnie jest z Facebookiem – wiele osób jest zalogowanych niemal bez przerwy za pośrednictwem telefonu komórkowego, który stale mają przy sobie, inni z kolei zaglądają na portal co kilka dni. Fundacja Wolności stara się te zależności dostrzegać – wyjaśnia prezes zarządu Krzysztof Jakubowski:

– Wyraźnie zauważamy, że dobór mediów zależy od tego, do kogo chcemy dotrzeć, bo różnymi kanałami trafiamy do różnych grup wiekowych czy przedstawicieli grup społecznych. W moim przekonaniu telewizja dociera obecnie głównie do osób po 40-tym roku życia i ma zasięg regionalny. Z kolei po różne rodzaje gazet sięgają mieszkańcy Lublina i mieszkańcy regionu. Media społecznościowe bez wątpienia są domeną młodzieży. Swoje informacje prasowe dzielimy więc ze względu na grupy docelowe i odbiorców wybranego medium. Znamy już też konkretnych dziennikarzy, którzy specjalizują się w danych kwestiach i mogą się zainteresować naszym tematem. Oczywiście zdarzają się też newsy, które wysyłamy po prostu wszystkim.

Trudno również wyobrazić sobie, by rozsądnie działająca organizacja zajmująca się np. aktywizacją i integracją seniorów promowała swoje inicjatywy wyłącznie w mediach społecznościowych. Taka informacja może oczywiście dotrzeć o adresatów dzięki dzieciom lub wnukom korzystającym z Facebooka i podobnych mu portali, jednak szanse, że samodzielnie dotrą do nich odbiorcy docelowi są znikome. Dlatego warto – co podkreślają przedstawiciele NGO – dostosowywać metody promocji i obecności w różnych rodzajach mediów do specyfiki działań, grupy, do której je kierujemy, a także konkretnych założeń realizowanej inicjatywy.

Niektóre tematy nie są sexy

– Wychodzimy z założenia, że trzeba podejmować różnorodne działania. Stale informować media tradycyjne, nie bać się Internetu, ale i pamiętać o innych, może rzadziej już dziś wykorzystywanych formach. U nas np. cały czas dobrze sprawdza się drukowanie ulotek i plakatów. Z ostatnich doświadczeń wiemy już, że dla cudzoziemców, do których głównie kierujemy swoje działania, właśnie ulotki trafiają najlepiej. Łatwiej dotrzemy do nich właśnie w ten sposób, niż za pośrednictwem portali społecznościowych – tłumaczy Anna Dąbrowska, prezeska Stowarzyszenia Homo Faber.

Oprócz najbardziej oczywistych metod promocji warto też czasem zrobić coś nietypowego. W określonych sytuacja świetnie mogą sprawdzić się różnego rodzaju eventy lub spotkania otwarte.

Anna Dąbrowska dodaje też: – Trzeba pamiętać, że różni ludzie w różny sposób poszukują informacji i inaczej do nich docierają. Cały czas wysyłamy też swoje treści do mediów tradycyjnych. Oczywiście nie zawsze je wykorzystują, bo zdajemy sobie sprawę, że nie wszystkie tematy są dla dziennikarzy sexy. Ale nie możemy narzekać na jakość tej współpracy.

Umiejętne wykorzystywanie wszystkich dostępnych metod promocji działań połączone ze współpracą z przedstawicielami mediów może być kluczem do sukcesu. Liczy się też kreatywność oraz otwartość na komunikowanie.


Wiadomość pochodzi z serwisu lublin.ngo.pl

Źródło: lublin.ngo.pl
Uwaga! Przedruk, kopiowanie, skracanie, wykorzystanie tekstów (lub ich fragmentów) publikowanych w portalu www.ngo.pl w innych mediach lub w innych serwisach internetowych wymaga zgody Redakcji portalu!
Wyraź opinię 0 0

Skomentuj

KOMENTARZE

Nie ma żadnych komentarzy

Redakcja www.ngo.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

  • media
  • media społecznościowe
  • nowe technologie
  • PR, promocja, wizerunek