Przejdź do treści głównej

Czy istnieje trzeci sektor? Powstał rynek organizacji

autor(ka): Agata Dąmbska dla opinie.ngo.pl
2016-02-09, 06:19
DĄMBSKA: Można zaryzykować twierdzenie, że polski trzeci sektor, mozolnie budowany od początku transformacji 1989 roku przez wielu społeczników, ostoja obywatelskości i demokracji, od paru lat znajduje się w stanie swoistego zawieszenia czy wręcz kryzysu. Również kryzysu kooperacji.

Badacze polskich organizacji pozarządowych oraz sami zaangażowani w nie działacze (jak niżej podpisana) wskazują kilka powodów takiej sytuacji. Po pierwsze finansowe uzależnienie NGO od sektora publicznego, w tym pieniędzy unijnych (tzw. grantoza czy wręcz powstanie sektora new-govermental). Po drugie kurczące się zasoby finansowe, skutkujące zwiększeniem konkurencji między organizacjami (z badań wynika, że co czwarta polska organizacja pozarządowa w ogóle nie podejmuje współpracy z innymi podmiotami trzeciego sektora, a 60% czyni to okazjonalnie; stale współpracuje ze sobą tylko jedna na pięć jednostek). Po trzecie zmniejszająca się grupa osób chcących uczestniczyć w działalności społecznej, a zwłaszcza w oficjalnych strukturach stowarzyszeń czy fundacji. Po czwarte profesjonalizacja podmiotów trzeciego sektora, sprawiająca, że zaczynają one funkcjonować jak firmy. Po piąte wadliwe zapisy ustawy o działalności pożytku publicznego i wolontariacie, wprowadzające podział na organizacje pożytku publicznego (wśród których istnieje stała grupa kilkudziesięciu głównych beneficjentów wpływów z 1%) i zmarginalizowaną lub – jak kto woli – „żebraczą” resztę. Po szóste silne animozje personalne pomiędzy liderami poszczególnych podmiotów. Po siódme mocno nagłaśniane w przestrzeni publicznej informacje o nadużyciach ze strony NGO (sprawa Fundacji „Maciuś” i inne). I wreszcie, po ósme, dynamiczny rozwój ruchów nieformalnych, które stawiają pod znakiem zapytania sens posiadania organizacji sensu stricto, z księgowością, zarządem itp.

„Rynek” organizacji

Na to wszystko nakłada się problem tożsamości samego sektora: w Polsce zarejestrowanych jest ponad 100 tysięcy organizacji, różniących się między sobą – między innymi czasem powstania, wielkością, modelem zarządczym, terenem działania – tak dalece, że trudno mówić o jakimkolwiek łączącym je wspólnym mianowniku (oprócz wpisu do KRS). Z tego względu ponawiane próby przygotowania strategii dla wszystkich NGO wydają się przedsięwzięciami dość utopijnymi: trudno wyobrazić sobie podobieństwo interesów ogólnopolskiego Związku Harcerstwa Polskiego i stowarzyszenia hodowców motyli w małej gminie. Można na pewno podejmować działania o charakterze systemowym, domagając się na przykład zwiększania udziału trzeciego sektora w realizacji zadań przez samorządy czy transparentności finansowej NGO, ale siłą rzeczy nie dla każdej organizacji będzie równie użyteczne korzystanie z wypracowanych mechanizmów.

Coraz wyraźniej też widać, że z powodów ekonomicznych organizacje pozarządowe zaczynają tworzyć swoisty „rynek”, rządzący się tymi samymi prawami, co każdy inny: trwa bitwa o finansowanie projektów, przechwytywani są klienci czy darczyńcy, pomysły, co lepsi pracownicy. Nie sprzyja to popularnemu jeszcze w początku lat 2000 działaniu pro publico bono czy realizowaniu wytyczonej misji organizacji, jak również działaniom opartym na kooperacji. Podmioty trzeciego sektora zaczynają się specjalizować, szukać nisz rynkowych dla swoich „produktów” czy wręcz reklamować (vide kampanie na temat przekazania 1%). Każdy gra na siebie, bo kołderka jest za krótka i doskonale wiadomo, że pieniądze dostaną tylko ci najbardziej sprawni marketingowo (rzadziej – merytorycznie). A jeśli już dochodzi do współpracy pomiędzy organizacjami, jest to działanie obliczone na konkretny, szybki efekt finansowy.

Wrócić do korzeni

W tym miejscu zasadnym jest pytanie, czy taki stan rzeczy da się jeszcze długo utrzymywać, czy proces indywidualizacji NGO nie zacznie im samym odbijać się czkawką. Funkcjonowanie w warunkach stałej rywalizacji i walki o zasoby może doprowadzić do wyeliminowania z „rynku” wielu słabszych podmiotów, co będzie przestrogą dla pozostałych. Przy braku szans na pozyskanie kolejnych źródeł finansowania własnej działalności, NGO – podobnie, jak ma to miejsce w przypadku samorządów – mogą postawić na przykład na efekt skali, którego nie da się osiągnąć bez kooperacji.

Kluczowe jednak jest uzmysłowienie podmiotom trzeciego sektora, że czeka je podjęcie dużego wysiłku myślowego i organizacyjnego, aby oderwać się od wiszenia na klamce sektora publicznego. Obecne „bycie na garnuszku” władz lokalnych, administracji centralnej czy funduszy unijnych wyczerpuje już swe możliwości i NGO muszą zacząć wracać do korzeni (nie tylko polskich), czyli między innymi sponsoringu, przekonywania do filantropii, nawiązywania umów barterowych, prowadzenia częściowo odpłatnej działalności i tym podobnych.

 

Czekamy na Wasze opinie! Przesyłajcie je (maks. 4500 znaków) wraz ze zdjęciem na adres:

 

Agata Dąmbska – współprowadzi od 2011 roku niezależny think tank Forum Od-nowa (www.forumodnowa.pl), projektujący i wdrażający zmiany systemowe w sektorze publicznym – głównie w samorządach, ale też administracji centralnej oraz finansach publicznych. Jest współautorką raportu „Samorząd 3.0”, publicystką mediów ogólnopolskich i samorządowych, stałą felietonistką Forbes.pl, aleBank.pl, Forum Samorządowego i Serwisu Administracyjno-Samorządowego, szefową portalu polsko-czeskiego, lektorką języka polskiego dla cudzoziemców, tłumaczką, działaczką trzeciego sektora od 1994 roku oraz współzałożycielką i liderką kilku organizacji pozarządowych.

Opr.: Ignacy Dudkiewicz, opinie.ngo.pl ()


Czym żyje III sektor w Polsce? Jakie problemy mają polskie NGO? Jakie wyzwania przed nim stoją. Przeczytaj debaty, komentarze i opinie. Wypowiedz się! Odwiedź serwis opinie.ngo.pl.

Informacja własna portalu ngo.pl

Uwaga! Przedruk, kopiowanie, skracanie, wykorzystanie tekstów (lub ich fragmentów) publikowanych w portalu www.ngo.pl w innych mediach lub w innych serwisach internetowych wymaga zgody Redakcji portalu!
Wyraź opinię 14 3

Skomentuj

KOMENTARZE

  • Działalność odpłatna, to nic złego ~Kinga Śniegocka 18.02.2016, 09:01 Działalność odpłatna w NGO, to nic złego. Rzecz w tym, że założenie organizacji, która będzie na siebie zarabiała wymaga kapitału, tak samo jak założenie firmy, a kosztuje więcej i stawia większe wymagania organizacyjne i finansowe, niż działalność w firmie (choćby rejestracja, pełna księgowość, kontrole). Skoro więc koszt wyższy, to lepiej założyć firmę - mniej schodów, wtykania urzędniczego, nierzadko niestety niedouczonego nosa! W dodatku, gdy organizacja chciałaby jeszcze oprócz tego realizować działania dofinansowywane przez samorząd lub z innych środków społecznych, to słyszy, że ma swoje pieniądze i niech realizuje - w końcu to jej działalność statutowa i na ten statut zarabia. A dodatkowo nierzadko jest traktowana jak złodziej - nie potencjalny tylko faktyczny - który robi "skok na kasę". To też jest "koszt" działalności. Z jednej więc strony grantoza wynika z trudności i kosztów realizacji działań odpłatnych, z drugiej z polityki fiskalnej - państwo, zamiast się cieszyć, że ktoś za nie realizuje działania, dokłada podatków darczyńcom-osobom prawnym, a z organizacji ściąga podatek od dochodu, który organizacja chce zainwestować w swoją działalność zarobkową - czy ktoś widział firmę, która nie inwestując we własny rozwój była w stanie utrzymać się na rynku? Jakim więc cudem ma się na tym rynku utrzymać działalność odpłatna organizacji? Ileż musi ona zarobić, żeby sfinansować swoją działalność statutową, a do tego inwestować w firmę i płacić od tego podatki?! Wielu "społeczników" uciekło do drugiego sektora, tam zarabia i nieformalnie pomaga i nikogo nie interesuje, co oni robią ze swoimi pieniędzmi. Oni mają "święty spokój", a potrzebujący - pomoc. (Sama teraz stanęłam przed takim wyborem.) Tyle, że jest to nieskoordynowane i nie wpisuje się - a jeżeli to rzadko - w najpilniejsze potrzeby społeczne. Dlatego potrzebny jest trzeci sektor, żeby działanie było skoordynowane i "miało ręce i nogi", a nie po to by paru społeczników się "wyżyło"! Moim zdaniem - o czym mówię od lat - błąd tkwi w myśleniu o trzecim sektorze i o polityce społecznej: w Polsce ciągle się "daje" zamiast "inwestować" oraz "pobiera" zamiast "zyskiwać (nie koniecznie "ciągnąć zyski", bo "zysk społeczny" to też "zysk"!). W społeczeństwach rozwiniętych to jest standard. Najbardziej chyba kapitalistyczna (w pewnym skrócie mówiąc) Wielka Brytania w największym kryzysie w Europie zamknęła swój budżet na plusie, dzięki trzeciemu sektorowi! A stanął on na mocnych nogach za czasów Margaret Thatcher i jeszcze za Jej czasów zaczął przynosić zysk! Nie tylko zysk społeczny, taki jak poprawa służby zdrowia i opieki, dostępności usług opiekuńczych, rehabilitacji itd., ale także w postaci zmniejszenia bezrobocia, a na koniec także w formie finansowej, zarówno jako czysto finansowy zysk, jak i zmniejszenia nakładów na opiekę społeczną! Ale - proszę zauważyć - że tak naprawdę wszystko to, co wymieniłam, to są realne zyski, które można wyrazić w realnych kwotach! Oczywiście, że idealnie nie jest, bo wszędzie państwo ma zapędy, by po najmniejszej linii oporu zysk ciągnąć z podatków i ciągle się tam coś "wyrabia", ale sektor broni się właśnie tym, że jest "rentowny". U nas ciągle tkwimy w filantropijnym marazmie. A mamy takie wspaniałe wzorce - Staszic, Marcinkowki, Cegielski, Smarzewski, Wawrzyniak i wielu, wielu innych prekursorów, którzy przetarli szlaki, a którzy w dalece niesprzyjających okolicznościach - pod zaborami - tworzyli polski "trzeci sektor". Czy ktoś dawał im granty? Nie, a mimo to działali. Tak więc zmiana myślenia czeka nie tylko władze, samorządowców, ale i społeczników. Inaczej nic z tego nie będzie... ODPOWIEDZ
  • Grantoza ~Sebastian 09.02.2016, 10:19 Tak, z jednej strony przyczyną takiego stanu rzeczy jest nasza narodowa szczególna cecha - brak wzajemnego zaufania do siebie, z drugiej brak kultury filantropii wsród rodzimego biznesu. Mimo juz 27 lat wolnego rynku, nasz krajowy biznes nadal cechuje się rozdrobnieniem, ponad 90% firm to mikro i małe firmy, a ich problemem jest brak kapitału, ale tez pewną specyficzną mentalnością. To jedna ale nie jedyna z przyczyn. Nie dorobiliśmy sie jeszcze pokolenia filantropów, wiec trudno się dziwić, ze kołderka, jak to swietnie ujęłaś jest za krótka... Stad właśnie grantoza, jako pewien paradoks uzależniania się organizacji pozarządowych od rządowych. Czy ta sytuacja nie wymaga swoistego resetu? Każdy z nas chce jednak jeść, wysłać dzieci na ferie. Hipokryzją jest opieranie sił organizacji wyłącznie na wolontariacie. Temat kasy to drażliwy temat, myśle, ze same NGOsy mają do zrobienia rachunek sumienia, na ile ich działania są efektywne. Są przecież wskaźniki i miary działań społecznych, chyba nadszedł czas na redefinicję pojęcia NGO;) ODPOWIEDZ

Redakcja www.ngo.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

  • federalizacja, sieciowanie
  • fundusze, fundraising, finansowanie
  • PR, promocja, wizerunek
  • społeczeństwo obywatelskie
  • standardy, etyka
  • współpraca między organizacjami
  • współpraca z administracją
  • z badań III sektora