Przejdź do treści głównej

Wawelberg byłby z niego dumny

autor(ka): Rafał Gębura
2016-01-18, 03:36
Andrzej Chybowski. Fot Rafał Gębura, ngo.pl
Andrzej Chybowski o Kolonii Wawelberga, zabytkowym osiedlu na Woli, opowiada z niezwykłą pasją. Z podobnym zaangażowaniem integruje sąsiadów. Wierzy, że to najlepszy sposób, by zatrzeć różnice społeczne. Zupełnie jak Hipolit Wawelberg.

Pierwszy raz na Kolonię Wawelberga zaprowadził go agent nieruchomości. To był początek lat 90., Andrzej Chybowski wrócił z Wielkiej Brytanii i szukał dla siebie nowego domu.

– Osiedle zrobiło na mnie tragiczne wrażenie, ale kiedy wszedłem do mieszkania na drugim piętrze, stwierdziłem, że chcę tu mieszkać – opowiada. Spodobały mu się wysokie sufity i duże, łukowate okna. Kupił mieszkanie na własność. Zaczął pracę w korporacji, nie miał czasu zastanawiać się nad tym, gdzie mieszka. Historię Wawelbergów poznał dopiero kilkanaście lat później.

Dziś można odnieść wrażenie, że o Kolonii wie wszystko. Oprowadza po osiedlu i pokazuje, jak wyglądają stropy budynków, gdzie znajdowały się łaźnie, szkoła, a gdzie sala zabaw. Zatrzymuje się przed skromną wystawą „Wola Wawelbergów”. To kilka tablic zamontowanych na ceglanym murze. – Dzięki niej, odwiedzający Kolonię mogą dowiedzieć się czegoś o tym miejscu – mówi.

Wystawa powstała przy współpracy z Muzeum Woli. – Pamiętam kiedy Andrzej razem z żoną Ewą przyszli do nas po raz pierwszy. Chcieli zainteresować nas historią osiedla – wspomina Hanna Nowak-Radziejowska, która pracowała wtedy w Muzeum. – Urzekli mnie tym, w jaki sposób opowiadali o Kolonii. Ewa i Andrzej to szalenie inspirujący duet – dodaje.

Eksperyment społeczny

Osiedle powstało w 1898 roku. To były czasy zaboru rosyjskiego. Stolica była otoczona Okopami Lubomirskiego, nie wolno było budować mieszkań poza ich obwodem. Warszawa była więc niezwykle ciasnym miastem, a warunki mieszkaniowe były fatalne. Część osób żyła w pomieszczeniach bez okien, w piwnicach albo na strychach. Mieszkali w ciasnocie, zaduchu i ciemnościach.

Budowę nowego osiedla ufundował Hipolit Wawelberg, bankowiec i filantrop żydowskiego pochodzenia. Inwestycja kosztowała 550 tys. rubli, czyli 470 kg złota. W sąsiedztwie drewnianych chałup wyrosło nowoczesne, murowane osiedle. Kompleks składał się z trzech budynków mieszkalnych. Do dyspozycji było w sumie 335 jedno- i dwupokojowych mieszkań. Kamienice były wyposażone w kanalizację, bieżącą wodę, zsypy na śmieci i oświetlenie.

Na terenie osiedla były szkoły, ochronka, czyli dawne przedszkole, sklepy, sala zabaw, pralnia, skład węgla, boisko piłkarskie oraz łaźnia, w skład której wchodziły: wanny, prysznice i sauna. Jednym słowem: luksus.

Mieszkańcami osiedla opiekował się lekarz. Badał ich, szczepił przeciwko ospie, kontrolował również czystość mieszkań. Na miejscu była też przychodnia i izolatka. Trafiali do niej chorzy, by nie zarazić innych mieszkańców osiedla.

Kolonię Wawelberga zamieszkali robotnicy z pobliskich zakładów i fabryk. Początkowo było to 1200 osób, później 2000. Płacili jeden z najniższych czynszów w Warszawie. Czteroprocentowy zysk, który wypracowywało osiedle, pokrywał koszty funkcjonowania zaplecza socjalnego. Mieszkańcy Kolonii musieli przestrzegać regulaminu. Nie wolno było mieć zwierząt ani pić alkoholu. Przestrzegania zasad pilnowało czterech dozorców.

Eksperyment społeczny pod tytułem „Kolonia Wawelberga” trwał 45 lat. Przerwała go rzeź Woli. 5 sierpnia 1944 roku, w piątym dniu Powstania Warszawskiego, Niemcy wdarli się na teren osiedla i wymordowali mieszkańców.

Po wojnie Kolonię zamieszkali komunistyczni dygnitarze, wśród nich Hilary Minc. Z czasem przenosili się do nowo wybudowanych osiedli, a na ich miejsca wprowadzali się urzędnicy różnego szczebla.

Praca u podstaw

– Dziś mamy tu niezłą mieszankę społeczną – opowiada Andrzej Chybowski. Z jednej strony są tu artyści i architekci, którzy zakochali się w tym miejscu i kupili mieszkania na wolnym rynku, z drugiej – wiele biednych rodzin, bo część lokali to mieszkania socjalne.

– Hipolitowi Wawelbergowi przyświecała idea współistnienia ludzi różniących się pochodzeniem, wyznaniem i statusem społecznym. Gorąco pragnął i mocno wierzył, że mieszkanie „pod jednym dachem” zlikwiduje antagonizmy rasowe i wyznaniowe oraz zatrze różnice społeczne – opowiada Chybowski. – Można więc powiedzieć, że kontynuujemy tradycję eksperymentu społecznego – uśmiecha się.

Andrzej Chybowski to absolwent pedagogiki specjalnej. – W latach 80., na początku swojej zawodowej kariery, dostał skierowanie do pracy jako psycholog w jednym z poprawczaków – opowiada Hanna Nowak Radziejowska, i dodaje: – Koledzy z pracy ostrzegali go, że dzieciaki są beznadziejne i nic nie można z nimi zrobić. A on wymyślił, że zrobią teatr. Cały Andrzej. Po kilku tygodniach młodzież go uwielbiała, ale terapeuci nie znosili. Minęło kilkadziesiąt lat, a młodzież wciąż leży mu na sercu.

– Mamy na osiedlu masę fajnych dzieciaków. Jeśli ich sobie odpuścimy, za kilka lat będą siedziały na ławce i piły piwo. Niestety takie mają wzorce – przyznaje ze smutkiem Chybowski. – Jeśli jednak uda nam się czymś ich zainteresować, jest szansa, że wyjdą na ludzi – dodaje.

– Andrzej nie buja w obłokach, stawia na pracę u podstaw. Bardzo zależy mu na integracji mieszkańców osiedla i konsekwentnie ten cel realizuje – mówi Aneta Skubida z Fundacji Wola Zmian.

Osiedlowy klub i galeria historyczna

W maju zeszłego roku zorganizował Pierwsze Święto Kolonii Wawelberga. – Z jednej strony, chodziło o to, by zainteresować warszawiaków Kolonią, z drugiej – by uświadomić sąsiadów, w jak wyjątkowym miejscu żyją – opowiada Andrzej Chybowski.

Marek Ślusarz z Fundacji Jeden Muranów, która od trzech lat organizuje na Muranowie sąsiedzki piknik, dobrze pamięta przygotowania do Święta Kolonii Wawelberga. – Andrzej przyszedł do mnie, żeby poradzić się, jak zabrać się za zorganizowanie sąsiedzkiego święta – wspomina. – Ruszył z kopyta i tak się rozpędził, że trudno go już zatrzymać – śmieje się.

Przy okazji organizacji sąsiedzkiego pikniku, wokół osiedla zawiązała się grupa aktywistów. Nazwali się Stowarzyszeniem Mieszkańców i Przyjaciół Kolonii Wawelberga. Działają od roku i choć nie są jeszcze formalnie organizacją pozarządową (w trakcie rejestracji), mają już na koncie sporo zasług. Latem ściągnęli na podwórko Festiwal Nowi Warszawiacy.

– Dzieciaki rozmawiały o swojej warszawskości, uczyły się szyć, smażyły konfitury – opowiada Chybowski. Namalowali też wspólny mural. – Na razie składa się z większego napisu: „Dobry Sąsiad” i kilku mniejszych haseł, które wymyśliły dzieciaki: „jest miły”, „pomaga wnosić zakupy”, „karmi koty”. Domalujemy jeszcze syreny na pamiątkę spektaklu teatralnego, który się tu odbył – zapowiada.

Udało im się też przekonać zarząd dzielnicy, żeby przekazał jeden lokal organizacji pozarządowej, która poprowadzi osiedlowy klub dla dzieciaków. Klub właśnie rozpoczął działalność. Dzieciaki są podekscytowane, bo na miejscu ma powstać hip-hopowe studio nagrań, a może nawet i rozgłośnia.

Stowarzyszenie zajmuje się też popularyzowaniem historii osiedla. Udało im się przekonać urzędników oraz Wolskie Centrum Kultury, żeby stworzyć na terenie Kolonii miejsce, które będzie promować lokalną historię Woli. Historyczna galeria powstanie w lokalu od strony ulicy Górczewskiej. Będzie muzeum, kawiarnią i miejscem spotkań jednocześnie.

– W sali głównej znajdzie się ekspozycyjna, złożona z przedmiotów, które wiążą się z historią naszej dzielnicy. Będzie na przykład stary magnetofon kasprzak albo płyta Hanny Ordonówny. Magnetofony produkowano kilka ulic stąd, na Kasprzaka. Ordonówna nagrywała Płockiej 13, w wytwórni Odeon – opowiada Andrzej Chybowski.

Artystyczna dusza

– Ważną siłą napędową Andrzeja jest jego żona Ewa – zdradza Marek Ślusarz. – To artystyczny duet. Ona projektuje wnętrza, on lepi ceramikę. – Mają piękne mieszkanie – dodaje. Można było je zwiedzić podczas zeszłorocznej edycji Festiwalu Otwartych Mieszkań.

Aneta Skubida jest pod dużym wrażeniem talentu Andrzeja. – Ceramika, którą wytwarza, jest niezwykle piękna – przekonuje. Kiedyś podarowała bliskiej osobie wazę Andrzeja. – I byłam niezwykle szczęśliwa, bo dałam komuś przedmiot, który stworzyła tak wyjątkowa osoba – mówi.

 

Andrzej Chybowski – kiedyś pracownik korporacji, dziś aktywista i ceramik; lider Stowarzyszenia Mieszkańców i Przyjaciół Kolonii Wawelberga, członek zarządu Fundacji im. Ludwiki i Hipolita Wawelbergów, członek zarządu Fundacji Jeden Muranów oraz członek Stowarzyszenia Ceramików Keramos.


Poznaj ludzi sektora pozarządowego, dowiedz się, kto jest kim w NGO. Odwiedź serwis ludziesektora.ngo.pl.

Projekt „Stołeczne Centrum Wspierania Organizacji Pozarządowych” jest współfinansowany przez Miasto Stołeczne Warszawa.


Źródło: inf. własna (warszawa.ngo.pl)
Uwaga! Przedruk, kopiowanie, skracanie, wykorzystanie tekstów (lub ich fragmentów) publikowanych w portalu www.ngo.pl w innych mediach lub w innych serwisach internetowych wymaga zgody Redakcji portalu!
Wyraź opinię 12 0

Skomentuj

KOMENTARZE

Nie ma żadnych komentarzy

Redakcja www.ngo.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

  • aktywność lokalna
  • architektura
  • historia
  • integracja społeczna
  • kultura
  • miasto
  • ochrona zabytków