Przejdź do treści głównej

Pozarządówka nie boi się wyzwań

autor(ka): Grzegorz Stech
2015-05-28, 07:13
archiwalne
Powiat Niski z rekordowym na Podkarpaciu bezrobociem może być dla operatora wyzwaniem. Fot. Kazimierz Garbacz, źr. Wikipedia, lic. CC-BY-SA 2.5
Przypadek zlecania aktywizacji bezrobotnych na Podkarpaciu jest wyjątkowy. To jedyny przykład przetargu na „duże kontraktowanie” (zrealizowane w oparciu o rozdział 13c Ustawy o promocji zatrudnienia), który wygrały organizacje pozarządowe: konsorcjum Stowarzyszenia B-4 i Towarzystwa ALTUM Programy Społeczno-Gospodarcze.

27 października 2014 roku ogłoszono na Podkarpaciu przetarg dla agencji zatrudnienia na wykonanie tej usługi. Województwo było drugim po Małopolsce, które wystartowało z tym nowym instrumentem aktywizacji zawodowej, w pełnej skali inaugurującym w polityce zatrudnienia w ramach nowelizacji Ustawy 27 maja ubiegłego roku. Zwycięskie konsorcjum zaopiekuje się 1500 bezrobotnymi z powiatów przemyskiego, łańcuckiego, niżańskiego i sanockiego (w każdym z nich w chwili ogłoszenia przetargu stopa bezrobocia przekraczała 11%). Spośród wszystkich biorących udział w programie 900 uczestników będą to osoby z II profilu, pozostałe 600 – z III profilu pomocy, określanego na poziomie powiatowych urzędów pracy. Warto przypomnieć, że III profil oznacza osoby wymagające najwięcej pracy w przywróceniu do zatrudnienia – nie mają one motywacji do podjęcia pracy, a ich kwalifikacje są albo zbyt niskie, albo nie mają ich w ogóle.

Wartość podpisanej między konsorcjum a rzeszowskim WUP umowy to 15 mln zł, po 10 tys. zł brutto na każdego uczestnika programu. „Konsorcjum otrzyma pieniądze tylko za te osoby, które znajdą pracę. Założenia programu przewidują, że będzie to co najmniej połowa uczestników. Drugim wskaźnikiem jest utrzymanie przez część tych osób zatrudnienia dłużej niż 90 dni. Nie płacimy żadnych zaliczek, tylko za efekty” – wyjaśnia zasady motywowania operatora Antoni Urban, kierownik Wydziału Rynku Pracy Wojewódzkiego Urzędu Pracy w Rzeszowie, w rozmowie z PAP. Na Podkarpaciu ustalono więc dwa wskaźniki efektywności: jeden dotyczy utrzymania zatrudnienia przez 14 dni (50% uczestników programu), a drugi – przez 90 dni (40% tych, którzy zostali zatrudnieni na co najmniej 14 dni).

Realizator kontraktu na Podkarpaciu będzie wynagradzany za efekty, otrzymując w ramach kontraktu wartego 15 mln zł brutto cztery transze płatności:

I: 20% – za dokonanie diagnozy sytuacji zawodowej bezrobotnego i zaprojektowanie działań aktywizacyjnych mających na celu podjęcie przez bezrobotnego odpowiedniej pracy lub działalności gospodarczej;

II: 20% – za doprowadzenie bezrobotnego do podjęcia odpowiedniej pracy lub działalności gospodarczej trwającej przez okres co najmniej 14 dni;

III: 30% – za utrzymanie przez bezrobotnego odpowiedniej pracy lub działalności gospodarczej podjętej w wyniku działań Wykonawcy, przez okres minimum 90 dni;

IV: 30% – za utrzymanie przez bezrobotnego odpowiedniej pracy lub działalności gospodarczej podjętej w wyniku działań Wykonawcy, przez okres minimum 180 dni.

Prócz takiej formuły płatności realizatora obowiązują podane wyżej cele wskaźnikowe, których niespełnienie skutkuje karą finansową.

Wyłoniony na Podkarpaciu operator jest przekonany, że będzie w stanie zrealizować te cele i sprawić się co najmniej tak dobrze jak komercyjne agencje zatrudnienia w innych województwach. Atut pary organizacji wchodzących w skład zwycięskiego konsorcjum to duże doświadczenie w realizacji projektów na rzecz bezrobotnych, w tym długotrwale bezrobotnych, matek samotnie wychowujących dzieci, niepełnosprawnych – zdobyte podczas realizacji projektów unijnych, i to nie tylko na Podkarpaciu, ale w całej Polsce. Takim portfolio mogą się pochwalić nieliczne komercyjne agencje zatrudnienia.

Regionalny potencjał
Stowarzyszenie B-4 i Towarzystwo Altum są jednymi z większych organizacji pozarządowych na terenie Podkarpacia – a przy tym jednymi z niewielu, które cieszą się stabilną sytuacją ekonomiczną. To ważne, ponieważ do przetargów na zlecanie aktywizacji mogły przystąpić tylko te podmioty, za którymi stały duże gwarancje finansowe i które stać było na warunki finansowania zlecenia. – Jesteśmy sprawni organizacyjnie, wszystkie zadania staramy się wykonywać na najwyższym poziomie, z sukcesem pozyskujemy fundusze na realizację zadań statutowych i rozliczamy je – zaznacza Beata Sołtys, prezes Stowarzyszenia B-4. – Jesteśmy wiarygodnym, wypłacalnym partnerem dla banków. Nie mamy problemów z uzyskaniem kredytów i zabezpieczeń na wysokim poziomie, więc gwarancję na 1,5 mln zł dostaliśmy bez problemu – dodaje.

Konsorcjum startowało do przetargu tylko na Podkarpaciu. – To pierwsze tak duże zlecenie. Nie realizowaliśmy projektów tej skali. Wcześniej były to projekty dotyczące grup stu- czy dwustuosobowych. To zlecenie aktywizacji jest dla nas dużym wyzwaniem, obciążeniem zarówno organizacyjnym, jak i finansowym. Ciężko byłoby więc nam go realizować jednocześnie w innych województwach. Na Podkarpaciu mamy natomiast kadrę i odpowiednie zaplecze – mówi Beata Sołtys. – Realizowaliśmy mniejsze projekty, ale w nich dysponowaliśmy większymi funduszami na osobę. To nie było 10 tysięcy złotych, ale znacznie więcej. Moim zdaniem kwota w tym zleceniu jest zdecydowanie za niska. Gdyby była wyższa, bylibyśmy w stanie zaproponować więcej dodatkowych i skutecznych rozwiązań – przede wszystkich dla pracodawców, ponieważ to przecież oni tworzą miejsca pracy – komentuje.

Oferta konsorcjum była najlepsza – zwłaszcza w części dotyczącej współpracy z pracodawcami. Liczymy, że doświadczenie, które zdobyły obydwie organizacje wcześniej, pomoże im sprawnie przeprowadzić aktywizację i utrzymać bezrobotnych w wymaganym zatrudnieniu – ocenia Antoni Urban, kierownik Wydziału Rynku Pracy Wojewódzkiego Urzędu Pracy w Rzeszowie. – Dodatkowo, co mnie bardzo cieszy, w ten sposób buduje się regionalny potencjał i stwarza możliwości, by organizacje pozarządowe zawierały szersze partnerstwa i realizowały większe projekty.

Dobre narzędzia
Stowarzyszenie B-4 i Towarzystwo Altum podzieliło zadania w ramach konsorcjum. Altum odpowiada głównie za kwestię zatrudnienia (nadzór nad pośrednictwem pracy, pozyskiwanie pracodawców), B-4 zaś czuwa nad organizacją i doradcami.

Konsorcjum nie boi się inwestować w nowoczesne narzędzia. Obecnie trwają prace nad stworzeniem elektronicznej platformy pośrednictwa pracy – zwiększającej szanse osoby bezrobotnej na znalezienie odpowiedniego miejsca zatrudnienia, a w przypadku przedsiębiorcy – odpowiednio przygotowanego kandydata do pracy. Platforma ma składać się z kilku modułów: dedykowanego robota internetowego, który w sposób automatyczny i zgodny z przyjętą metodyką będzie przeszukiwał wskazane serwisy internetowe, pobierał i następnie dopisywał do bazy kolejne, nowe oferty pracy; jakościową i inteligentną wyszukiwarkę kandydatów do pracy; a także moduł umożliwiający szybkie wyszukanie informacji o wybranych kandydatach w dostępnych mediach społecznościowych.

Ważnym komponentem tego narzędzia, ułatwiającym monitorowanie wykonanej pracy, jest system zarządzania wewnętrznego. Każdy animator będzie miał na bieżąco wgląd do wirtualnych fiszek bezrobotnych, którymi się opiekuje. Platforma ma też oferować terminarz zadań, powiadomienia, historię osoby bezrobotnej. Gdyby przyszło np. zmienić animatora, którego działania nie przynoszą pożądanych efektów, to kolejny ma już całą historię pracy z bezrobotnym w jednym miejscu.

Zainwestowaliśmy w to niemałe środki, ale wiem, że to jest tego warte. Będziemy na bieżąco widzieć co się dzieje, jakie zadania są wykonane, czy przynoszą satysfakcjonujące efekty, czy doradca dobrze sobie radzi, czy bezrobotni się zgłaszają – wyjaśnia Beata Sołtys.

Podkarpacki operator ma również przygotowany system pracy z osobami bezrobotnymi. – Zatrudniamy jedną osobę na 75 osób bezrobotnych. Będzie to animator, który od początku do końca będzie z nimi pracował, odpowiedzialny za cały proces od momentu diagnozy, poszukiwania pracy, po utrzymanie w zatrudnieniu. Podczas całej ścieżki obligatoryjne realizowany będzie coaching – tłumaczy cały proces szefowa B-4. – Wiem, że w niektórych modelach, stosowanych w innych województwach, proces jest podzielony: diagnozę wykonują doradcy, potem przejmują bezrobotnego job coachowie, którzy jednak nie uczestnicząc w procesie diagnozy gorzej znają słabe i mocne strony bezrobotnego, często również nie mają doświadczenia w pracy z długotrwale bezrobotnymi, co może mieć negatywny wpływ na efekt końcowy. Jesteśmy pewni, że nasza formuła, będąca wynikiem wieloletnich doświadczeń, jest optymalna i zwiększa szanse na sukces – wyjaśnia Beata Sołtys.

Ambitnie od początku
Operator zakłada, że w zatrudnieniu na 14 dni uda się utrzymać znacznie więcej osób niż wymagałby tego najniższy wskaźnik. Dlatego „dwutygodniowców” chce zostawić sobie na deser, a szczególny nacisk położyć na osoby, które mają szansę na zatrudnienie na 90 dni.

Podobnie jak w innych regionach Polski również i tu pojawił się problem z doradcami, którzy najpierw zgłaszali się do projektu, potem zaś zwalniali (zrobiła tak aż połowa doradców!), ponieważ nie byli w stanie zgodzić się na zaproponowane warunki pracy. Te zaś są jasne – większa płaca, ale za efekty w postaci utrzymania osób bezrobotnych w zatrudnieniu. – Pierwszy raz stosujemy taki model wynagradzania za efekt. Do takiej formy wynagradzania są przyzwyczajeni handlowcy, czy ludzie biznesu, ale niezbędnym staje się przenoszenie takiej formuły do podobnych zleceń. Większość osób woli mieć stałą i niezależną od efektów pensję, ale my musimy położyć nacisk na efekty, inaczej nie damy rady. Ryzyko finansowe będzie zbyt wysokie – tłumaczy prezeska B-4. Doradcy są uzupełniani, operator znajduje ich na lokalnym rynku pracy, puszcza wici pocztą pantoflową. Część doradców jest ściągana aż z Krakowa. – Wiemy, że Ci, którzy ostatecznie zdecydują się na współpracę są gotowi podjąć wyzwanie realizacji tak trudnego zadania – podkreśla Beata Sołtys.

Antoni Urban, kierownik Wydziału Rynku Pracy Wojewódzkiego Urzędu Pracy w Rzeszowie

Zlecanie aktywizacji bezrobotnych nie jest statycznym programem, tu ciągle coś się będzie pojawiać – pytania, nowe możliwości. Na przykład w pilotażu realizowanym na Podkarpaciu zatrudnienie osób bezrobotnych odbywało się wyłącznie w kraju, a teraz wygląda na to, że będziemy musieli skonsultować tę kwestię z Ministerstwem i podjąć decyzję.

To świeża sprawa, którą zasygnalizował nam operator, zadając pytanie: czy w ramach aktywizacji można umożliwić bezrobotnym pracę za granicą? Musimy się zastanowić, czy dopuścić taką możliwość. Nie jest nigdzie zapisane, że praca ma się odbywać wyłącznie w granicach Polski. Pojawia się jedynie wymóg, że ma to być praca odpowiednia. W jej definicji pojawia się m.in. warunek, że odległość miejsca pracy od miejsca zamieszkania nie może wymuszać dojazdu dłuższego niż trzygodzinny, a także wynagrodzenie musi być wyższe niż płaca minimalna. Ale jeśli ktoś mógłby podjąć dłuższą pracę na terenie Unii Europejskiej, to dlaczego mu tego nie umożliwić? To pytanie wykonawcy, ale zapewne taka sytuacja będzie miała miejsce w innych województwach. Chcemy się skonsultować z Ministerstwem Pracy i Polityki Społecznej , czy praca taka może zostać zaliczona do wymaganej w umowie z Wykonawcą efektywności zatrudnieniowej.

Powiat cudów
Największe wyzwanie? Zarówno realizator zlecenia, jak i Wojewódzki Urząd Pracy wskazują powiat niżański jako najtrudniejszy w projekcie – jest tam najwyższa stopa bezrobocia w województwie. Co ciekawe, wielu z tych bezrobotnych nie mieszka na terenie powiatu (!). W Nisku rejestrują się osoby z sąsiedniego województwa lubelskiego, ponieważ w tym powiecie zasiłek można pobierać do 12 miesięcy (taka sytuacja ma miejsce tam, gdzie bezrobocie jest szczególnie wysokie, standardowo wypłaca się go przez pół roku). – Na pewno zmierzymy się z tam z problemem bezrobotnych niezainteresowanych podjęciem pracy na terenie powiatu – zauważa Beata Sołtys. Dlatego też operator, bazując na poprzednich doświadczeniach, założył z góry rekrutację uzupełniającą przez 13 miesięcy.

Jak zauważa realizator zlecenia aktywizacji, największym problemem w projekcie będą nie miejsca pracy, ale ludzie. Wakaty są trudne do pozyskania, ale jednak są. Pracodawca jednak chce przyjąć osobę, która nadaje się na stanowisko, a nie kogoś, kto ma wiele powodów, by tej pracy nie podjąć. Z danych powiatowych urzędów pracy wynika, że około 30% długotrwale bezrobotnych rejestruje się w celu uzyskania ubezpieczenia zdrowotnego. I to właśnie ta grupa będzie dla operatora największym wyzwaniem.

Grzegorz Stech


Informacja pochodzi z portalu rynekpracy.org
Źródło: FISE
Uwaga! Przedruk, kopiowanie, skracanie, wykorzystanie tekstów (lub ich fragmentów) publikowanych w portalu www.ngo.pl w innych mediach lub w innych serwisach internetowych wymaga zgody Redakcji portalu!
Wyraź opinię 2 0

Skomentuj

KOMENTARZE

Nie ma żadnych komentarzy

Redakcja www.ngo.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

  • aktywizacja zawodowa
  • ekonomia, rynek pracy
  • integracja społeczna
  • osoby bezrobotne
  • rozwój zawodowy
  • rynek pracy